Bez kategorii
Like

Wyjazd

16/01/2013
437 Wyświetlenia
0 Komentarze
9 minut czytania
no-cover

O tym jak wygląda napad.

0


    Miałem coś do załatwienia w paru miastach. Kolega również. Kiedyś więc wybraliśmy się w podróż razem. Jego samochodem. Gdzieś po drodze odebrałem swoją drogocenną gitarę. Przedmiot marzeń wielu muzyków.

 

   Zaczęło się niezbyt obiecująco. Zaparkowaliśmy samochód z zawartością. Zaraz do nas podeszli ludzie wyglądający jak menele. Zaproponowali, że przypilnują auta. Kolega się nie zgodził. Po powrocie z miasta zastaliśmy samochód z wyłamanym zamkiem, a po mojej gitarze nie było śladu.

   W innym mieście zatrzymaliśmy się na dłużej. Na tyle długo, że postanowiliśmy kupić jakieś radio.  W pobliżu naszego miejsca zamieszkania był komis. Zaszliśmy do niego. Był tak wielki wybór, że postanowiliśmy się zastanowić. Niedługo potem wyczytałem w miejscowej gazecie, że na ten komis napadnięto, a właściciela ciężko raniono nożem w brzuch.  Mniej  więcej w czasie gdy my tam przebywaliśmy. Policja poszukiwała świadków. Na końcu artykułu były rysunki domniemanych sprawców.  Jakoś mi bardzo przypominały nas. Kolega chciał iść i wyjaśnić nieporozumienie. Ja się temu kategorycznie sprzeciwiłem. Bo podejrzewam, że do dzisiaj byśmy wyjaśniali.

   Było gorąco, a my dużo chodziliśmy. Kupiłem więc nowe buty. Wygodne, lekkie i drogie. Ale co tam! Ważne by nogi sobie odpoczywały. Długo nie wypoczęły. Bo mi je spod nosa ktoś zwinął. Usiadłem tylko na ławce, na chwilę je ściągnąłem, wystawiłem na sekundę twarz do słońca. Butów już więcej na oczy nie ujrzałem. Sprawcy też. Popatrzyłem w prawo-nikogo, w lewo-nikogo. Widok miałem rozległy. Jak on to zrobił? Do najbliższego sklepu obuwniczego udałem się w samych skarpetach. Na szczęście ocalał mój plecak. W nim trzymałem najcenniejsze rzeczy. Dokumenty i pieniądze też.

   Dość już miałem emocji jak na jeden dzień. Wracałem do siebie. Po drodze ktoś mnie wciągnął  w ciemny korytarz, przystawił nóż do gardła, potraktował paralizatorem  i uczynił lżejszym o zawartość plecaka. Plecak zostawił. Następnego dnia byliśmy już gdzieś indziej. Ale złe fatum podążało za nami.

   Na wstępie byliśmy naocznymi świadkami napadu na bank. Były ofiary. Dużo czasu zajęło mi przekonywanie kolegi żebyśmy poszli w swoją stronę i do niczego się nie wtrącali. Bo tak będzie dla nas lepiej. Znowu zmieniliśmy miasto. Ale za bardzo nam to nie pomogło.

   W nowym miejscu spacerowaliśmy deptakiem i podziwialiśmy jaki jest ładny. Tam zastał nas deszcz. A właściwie prawdziwa ulewa lub nawet oberwanie chmury. Schowaliśmy się przed deszczem w jakiejś bramie. Na szczęście ulewa trwała krótko. Kontynuowaliśmy więc dalej nasz spacer.

   Podjechał Polonez. Wybiegło z niego kilku zamaskowanych gości z workami i karabinami. Rozejrzeliśmy się za kamerami. Bo byliśmy pewni, że kręcą film. Kamer jednak nigdzie nie było, usłyszeliśmy za to brzęk tłuczonego szkła i kobiece krzyki dochodzące ze sklepu z napisem „Jubiler”.  Ktoś wybiegł z lokalu znajdującego naprzeciwko i chciał czymś rzucić. Powstrzymał go jednak kierowca Poloneza, mierząc w niego z „kałacha”. Wystraszony więc padł w miejscu gdzie się znajdował. My z kolegą również. Nie zważając, że było jeszcze mokro. Długo jednak nie leżeliśmy. Jak szybko się pojawili taki i szybko zniknęli. Pojawiła się za to policja. I wóz transmisyjny tv. Kobiety od jubilera nie były już wystraszone. Opowiadały z przejęciem o wydarzeniu o wiele dłużej niż w rzeczywistości trwało. I coraz więcej od siebie dopowiadały.

   Ja sobie też zacząłem pewne rzeczy kojarzyć. Na przykład samochód Straży Miejskiej. Nie mogli go za chiny zapalić. Zażartowałem nawet:  ”Pewnie ktoś im wsypał cukru do paliwa i za chwilę napadnie na bank”. Kolega się tylko zaśmiał. Po napadzie samochód bandytów zniknął w bramie, z której wyszliśmy. Po chwili z niej wyjechał jakiś motocyklista z plecakiem.

   Kolega jak zwykle chciał zeznawać. Ja nie. Na szczęście na moim stanęło. Kto nam uwierzy, że codziennie nas napadają? Normalnie to ludzie dożywają sędziwego wieku nie widząc nigdy żadnego napadu. Kolega chciał jednak już wracać. Gdy wróciliśmy na miejsce powiedział ze złością:

 – Już nigdzie z Tobą nie pojadę!

   Jakby to była moja wina.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

   Choruję na chorobę neurologiczną. O pracy nawet nie ma mowy. Napisałem wspomnienia o swoich przeżyciach w więzieniach niemieckich i polskich. http://wydaje.pl/e/wiezienia5

Mam je na komputerze w formatach epub i mobi. Wyślę je po podaniu adresu maila i rodzaju formatu.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

(Zwracam się też w imieniu Darka, niepełnosprawnego syna mojej dziewczyny)

Na imię mam Darek. Przebyłem dziecięcy porażenie mózgowe.
Może trochę się różnię od swoich rówieśników, ale chodzę,
czytam i piszę. Marzę aby raz w roku pojechać na wczasy rehabilitacyjne.
I żeby nie utracić tego co się z takim trudem nauczyłem.

JAK PRZEKAZAĆ 1%

Wypełniając zeznanie PIT, należy obliczyć podatek należny wobec Urzędu
Skarbowego.

W rubryce WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI
POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP)
* Wpisać numer KRS: 0000270809
* Obliczyć kwotę 1%

W rubryce INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE (bardzo ważne!)
* Wpisać: Dariusz Broniszewski nr. 1298.

Darowizna:
* nazwa odbiorcy: Fundacja Avalon – Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym,
Michała Kajki 80/82 lok. 1, 04-620 Warszawa
* nr rachunku odbiorcy: 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
Prowadzone przez: BNP Paribas Bank Polska SA
* w tytule wpłaty proszę podać: Dariusz Broniszewski nr.1298
(ten dopisek jest bardzo ważny).

Przelewy zagraniczne:
International Bank Account Number
IBAN: PL62 1600 1286 0003 0031 8642 6001
SWIFT/BIC: PPAB PLPK

 

 

Inne zapisy autora:

0

Bez kategorii
Like

Wyjazd

17/03/2012
0 Wyświetlenia
0 Komentarze
1 minut czytania
no-cover

Tylko w celach informacyjnych.

0


    Wyjeżdżam na jakiś czas na rehabilitację. Szukałem ośrodka z rezonansem stochastycznym bo wierzę, że tylko on może mi pomóc. Mój stan zdrowia na dzień dzisiejszy jest tak fatalny, że szkoda mówić. Od ostatniego czasu gdy miałem do czynienia z tym rezonansem minęło prawie dwa lata. Wtedy zadziałał rewelacyjnie. Co prawda już wtedy uważałem, że jestem w fatalnej kondycji, ale do obecnego stanu to ma się nijak. Nie wiem czy poskutkuje na te dwa neurony na krzyż jakie mi pozostały. Za parę tygodni będę wiedział. Notebooka z sobą nie biorę. Pożyczony tablet nie mam opanowany, ani nie wiem jak się go dokładnie obsługuje. Zawieszam więc na te parę tygodni wpisy na swoim blogu. Pozdrawiam.

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Mefi100

275 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
334816