HYDE PARK
Like

Wielki finał Polska – Brazylia 2006. Dlaczego wtedy przegraliśmy? Co udało nam się zmienic w 2014 roku?

21/09/2014
735 Wyświetlenia
0 Komentarze
12 minut czytania
Wielki finał Polska – Brazylia 2006. Dlaczego wtedy przegraliśmy? Co udało nam się zmienic w 2014 roku?

Dziś gdy zostaliśmy właśnie Mistrzem Świata w piłce siatkowej może warto przypomnieć dlaczego ta sztuka nie udała się 8 lat temu. Wygląda na to, że udało nam się od tego czasu to i owo poprawić.

0


 

„XVI Mistrzostwa Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn odbyły się w Japonii w dniach 17 listopada – 3 grudnia 2006 roku. Uczestniczyły w nich 24 drużyny. W wielkim finale spotkali się Brazylijczycy i Polacy. Podopieczni Bernardo Rezende wygrali 3:0. Była to jedyna porażka biało-czerwonych, prowadzonych przez argentyńskiego trenera Raúla Lozano, w tych mistrzostwach, którzy w trakcie całego turnieju stracili jedynie 6 setów:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Mistrzostwa_%C5%9Awiata_w_Pi%C5%82ce_Siatkowej_M%C4%99%C5%BCczyzn_2006

 

Oto nasza analiza finału z 2006.

 

Mecz numer jedenaście

Dlaczego przegrali? Przez „głowę”, bo grali tylko o drugie miejsce i dlatego nie zdobyli pierwszego. A konkretnie, jakie były powody? A tego to akurat nie wiadomo, można tylko spekulować i snuć domysły mniej lub bardziej prawdopodobne.

Niemniej, gdyby Dawid Golleman (ten od inteligencji emocjonalnej) grał w siatkówkę zapewne miałby sporo na ten temat do powiedzenia.

Preludium, czyli jesteśmy w finale.

Wspaniałe zwycięstwo nad Bułgarami mogło być brzemienne w skutki. Po pierwsze zawodnicy (mniej czy bardziej świadomie) mogli poczuć, że zdobyli bardzo dużo (od 32 lat polska siatkówka nie wzniosła się na taki poziom). Być może poziom aspiracji został osiągnięty a nawet przekroczony. Nieuchronne rozluźnienie, radość i spadek mobilizacji.

Tak też uważa mistrz świata, Marek Karbarz, który powiedział tuż po meczu z Brazylią: „Polacy mecz przegrali już w szatni albo nawet wczoraj po meczu z Bułgarią. Widać, że zadowolili się srebrem i w finale nie walczyli tak jak należało”.[1]

Akt II – przygotowanie do meczu

O tym, jak wyglądało przygotowanie do meczy nie wiemy nic (dlatego jak większość dziennikarzy możemy śmiało pisać dalej). Nie wiemy, co powiedział trener Lozano zawodnikom i jak ich motywował. Nie wiemy też o czym sami zawodnicy rozmawiali między sobą. Przypuszczamy, że byli jak najlepszej woli i nikt nie mówił:

  • Tak, wystarczy nam srebro
  • Dokładnie teraz musimy odpocząć, a finał… jakoś to będzie..

Niemniej stało się coś takiego, że motywacja była zbyt duża, albo zbyt mała, a przypomnijmy, że tylko optymalna pozwala w pełni wykorzystać swoje umiejętności (prawo Yorkesa Dotsona).

 

Akt III – straszny set pierwszy

Jak pamiętamy w secie pierwszym dostaliśmy straszne baty, jakich nie mieliśmy okazji zakosztować już dawno. Nasi zawodnicy grali jak sparaliżowani i główna role odgrywał na boisku (po naszej stronie siatki) stres, który się wzmagał z każda przegrana piłką i coraz bardziej nie pozwalał grać „naszej siatkówki”.

Uznany za najlepszego siatkarza turnieju Brazylijczyk Giba powiedział: „Polacy byli bardzo zdenerwowani. Przez siatkę widziałem w ich oczach obawę. Mieli trudności, żeby wyczyścić głowę z myśli, że to mecz o złoty medal.”[2]

Diabli wzięli koncentrację, bez której nie sposób zagrać najlepiej akurat w tym momencie, co trzeba. Zespół rozsypał się i nikt (tak przynajmniej można było to ocenić z telewizora, jeśli było inaczej prosimy o wyrozumiałość) nie umiał w sytuacji kryzysowej sprostać roli lidera (na boisku) czy kierownika po za nim (Lozano). Zapewne statystyki dużo na ten temat mogą dopowiedzieć – to, co było nasza największą siłą, czyli atak, zawiodło zupełnie.

O kolegach ze swojego zespołu Giba powiedział tak: „Uwielbiam widzieć taki ogień w oczach kolegów, pasję w grze.”[3] A jak palący był to ogień, polski zespół mógł się przekonać przez wszystkie trzy sety…

Akt IV set drugi – uciekająca szansa

W drugim secie nasi zawodnicy „podnieśli się” i może nie grali z takim zębem, jak w innych meczach tego turnieju, jednak mecz się wyrównał i już wydawało się, że wszystko wraca do normy. Jednak na sam koniec znów zabrakło koncentracji (a może i woli walki) i przegraliśmy set – jak to się mówi – głupio.

Zapewne to był – psychologicznie oceniając – cios decydujący, bo w następnym secie w powietrzu po naszej stronie siatki czuć było brak wiary w sukces i poczucie bezradności. Porażka w drugim secie odebrała nadzieję i wiarę w zwycięstwo.

Przy okazji warto zauważyć, jak inaczej ci sami zawodnicy zachowali się w meczu z Rosją, kiedy też przegrali dwa sety, ale wtedy tylko to naszych zawodników zmobilizowało do pełnej determinacji walki

Akt V Set trzeci. Bez walki

O secie trzecim właściwie niczego dobrego powiedzieć nie można. Nasi zawodnicy przegrali go szybko i gładko. Właściwie bez walki. Wyglądali jak bokser po ciężkim nokaucie, którego jedynym marzeniem jest, aby wszystko skończyło się jak najszybciej

 

Podsumowanie

Nie możemy powiedzieć jednego: że przegraliśmy niesprawiedliwie. Przeciwnie. Polegliśmy klasycznie i bezdyskusyjnie.

O sukcesie zespołu w grach zespołowych (jak też w biznesie) decydują trzy czynniki:

Pierwszy to czynniki stochastyczny – czyli przewrotna nazwa na szczęście, które bez wątpienia ma potężny wpływ na wynik. „To guzik prawda, że jak będziesz pracował, to wynik przyjdzie”[4] II trener polskiej reprezentacji siatkarzy, Alojzy Świderek, również wydaje się podzielać tą pinię. Czasem więcej razy niż wynika to z rachunku prawdopodobieństwa piłka ląduje w boisku, odbija się „tak jak trzeba” (albo nie tak jak trzeba), libero łapie kontuzję itd. Sprawy układają się gładko lub pod włos. Szczęście głupcy zaklinają czarną magią (amulety i bezmyślne rytuały). Wierzący apelują do Pana Boga, aby włączył telewizor i zaczął (w końcu!) kibicować naszej drużynie. Psycholodzy doradzają, że postawa nastawiona na sukces (silna motywacja i optymizm) pozwala nam łatwiej pokonywać trudne sytuacje i lepiej wykorzystywać nadarzające się okazje, co może sprawiać wrażenie zwiększania poziomu swojego „fartu”.

Generalnie na szczęście (oprócz optymistycznej postawy i umiejętności radzenia sobie z trudnościami) większego wpływu nie mamy (mimo, że zaklinacze deszczu i czarownicy od bramek piłkarskich mogą twierdzić inaczej).

Kto miał większe szczęście? To kwestia subiektywnej oceny i zależy od przyjętych kryteriów, ale wydaje się fortuna była po stronie Brazylijczyków, którym„wychodziło wszystko” (cokolwiek to znaczy) i do tego jeszcze nasz libero, Gacek, został kontuzjowany.

Czynnik drugi: umiejętności ( w tym wypadku gry w piłkę siatkową)

Kto gra lepiej w „siatkę” my czy Brazylijczycy? Pozostawiamy to fachowcom, pośród których opinia Andrea Zorzi, niegdyś wybitnego zawodnika reprezentacji Włoch, który bez ogródek powiedział: „Szanse, by wygrać z Brazylią? Zero. Zero absolutne.” Nie był wcale odosobniony. Niemniej nam wydawało się, że siatkarskie umiejętności reprezentowane na tym turnieju przez obie drużyny są zbliżone, i że raczej nie możliwe jest zdemolowanie jednej drużyny przez drugą.

Czynnik trzeci to psychologia na poziomie indywidualnym i zespołu.

Koncentracja, odporność na stres, umiejętności kierowania i liderowania zespołowi. Współpraca w zespole. Motywacja i automotywacja. Komunikacja etc.

Tu niewątpliwie ponieśliśmy porażkę i to wyraźną.

Tak na zdrowy rozum, to przecież Brazylijczycy powinni być spięci i zdenerwowani, a nasi rozluźnieni i zmotywowani, ponieważ to właśnie nasi przeciwnicy, a nie my, mieli więcej do stracenia, podczas gdy nasza drużyna wyłącznie do zyskania. A na boisku było dokładnie odwrotnie.

Szkoda.

Ale nic to. Pamiętamy to, co dobre. Dziękujemy za wygrane 10 pięknych meczy i srebro.

„On namówił zawodników do ciężkiej pracy, a oni mu zaufali – tak w skrócie fachowcy określają tajemnicę sukcesu polskich siatkarzy”[5] Ale czy tylko ciężka praca wystarczyła, by zdobyć wicemistrzostwo świata? niedzielnej wypowiedzi dla telewizji Polstat Raul Lozano powiedział, że na sukces „zapracowały” trzy czynniki: po pierwsze talent samych zawodników, bo drugie świadomość własnych mankamentów i niedoskonałości, czyli zwyczajniej mówiąc – pokora i po trzecie: wykonanie ogromnej pracy na treningach. „Teraz, kiedy siatkarze uwierzyli, że harówka ma sens, wierzę, że utrzymamy się na szczycie – mówi II trener polskiej reprezentacji siatkarzy, Alojzy Świderek”[6]

Andre Anastasi, włoski mistrz świata z 1990 roku twierdzi, że naszemu trenerowi „Udało się zmienić mentalność polskich siatkarzy. Widać też nową jakość i zmianę organizacji gry.”

 

[1] Gazeta Wyborcza, za: http://sport.onet.pl/0,1256559,1443602,1780829,wiadomosc.html

[2] Dziennik/ws /07:06

[3] ibidem

[4] http://sport.gazeta.pl/sport/1,65026,3770633.html

[5] M. Kiedrowski,Raul Lozano – prawdziwy pasjonat, PAP 2006-12-03, ostatnia aktualizacja 2006-12-03 22:29, http://sport.gazeta.pl/siatkowka/1,65069,3769745.html

[6] http://sport.gazeta.pl/sport/1,65026,3770633.html

[7] http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=100&ShowArticleId=23933

Inne zapisy autora:

0

Wojciech Warecki
Wojciech Warecki http://www.warecki.pl

Wojciech Warecki & Marek Warecki www.warecki.pl Dwa słowa o nas. Zajmujemy się: Pisaniem książek i dziennikarstwem Oraz Trenowaniem i szkoleniami Doradztwem Terapią szczególnie w zakresie: Stres, psychosomatyka Mobbing funkcjonowanie człowieka w organizacji Psychologia wpływu i manipulacji Psychologia oddziaływania mass mediów (w tym nowe media) Rozwój osobisty i kreatywność Praca zespołowa i kierowanie Psychologia sportowa Problemy rodzinne. Warsztaty skutecznego uczenia się

72 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217