Bez kategorii
Like

Unia Europejska a państwo narodowe

22/01/2013
632 Wyświetlenia
0 Komentarze
21 minut czytania
no-cover

Wpychanie Polski do paktu fiskalnego przez rząd Tuska jest celowym pozbawianiem jej resztek suwerenności.

0


Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku stworzyło nową sytuację w zakresie zarówno możliwości, jak i ograniczeń jej działania. Ostatecznie zakres tych możliwości i ograniczeń wyznaczył Traktat Lizboński podpisany przez Polskę 13 grudnia 2007 roku. Unia Europejska powstała w 1993 roku jako projekt przede wszystkim Niemiec i Francji Jest ona kontynuacją doświadczeń Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i Wspólnot Europejskich. Jej faktycznym celem było stworzenie warunków politycznych i ekonomicznych, które wzmocnią przede wszystkim Niemcy i Francję w skali światowej. Zarówno w stosunku do USA, jak i regionalnych potęg światowych Rosji, Chin, Indii Brazylii. Nikt w Europie nie był w stanie przedstawić innego projektu integracyjnego, który funkcjonowałby na innych zasadach. Również Polska nie była w stanie znaleźć alternatywy dla Unii Europejskiej. Ale też jej nie poszukiwała.

Wstępując do UE Polska popełniła dwa niewybaczalne błędy, za które osobiście odpowiada Leszek Miller i jego rząd. Pierwszym było nie wynegocjowanie odpowiednio wysokich dopłat dla rolników. Miller w ogóle tego nie negocjował, tylko przyjął to co mu Komisja Europejska narzuciła. I tu straty już się odrobić nie da. Drugim kardynalnym błędem była zgoda na przyjecie wspólnej waluty euro. Na szczęście ta śmiertelna dla Polski decyzja, jaką byłoby zastąpienie złotego euro, nie ma mocy faktycznie obowiązującej. W praktyce Polska nigdy nie może być zmuszona, by wprowadzić euro. A poza tym zawsze można ten punkt renegocjować.

Znaleźliśmy się w UE z całym dobrodziejstwem jej inwentarza. I póki co nie ma naglących powodów, aby deklarować jej opuszczenie. Przynajmniej do czasu stworzenia sobie alternatywy. Otrzymujemy finansowe wsparcie w formie bezpośrednich dopłat dla rolników. Otrzymujemy wparcie w ramach wyrównywania różnic rozwojowych poprzez unijną politykę spójności. Przez ostatnie kilka lat było to po około 10 mld euro rocznie. Pozostawanie samotnie poza strukturami UE w obecnej chwili byłoby dla Polski niekorzystne. Prowadziłoby do jej izolacji gospodarczej i politycznej. Dlatego pozostając w UE należy precyzyjnie przeanalizować wszystkie możliwości jakie stwarza, aby je w pełni wykorzystać. Ale dlatego też należy jeszcze bardziej precyzyjnie przeanalizować wszystkie zagrożenie, jakie UE tworzy dla naszego narodowego rozwoju. Trzeba więc również zmieniać UE, tak aby bardziej to służyło Polsce. Trzeba umieć się znaleźć pomiędzy alternatywą wystąpienia z UE, a alternatywą poddańczej zgody na dyktat unijnych możnych, na czele z Niemcami i Francją.

Przynależność do UE nie jest rezygnacją z niepodległości. Mam na myśli niepodległość zewnętrzną wobec innych państw narodowych. Polska nie ma bowiem niepodległości wewnętrznej, gdyż jest od 1944 roku pod wewnętrzną okupacją małej ale zwartej grupy władzy.  Zewnętrznej niepodległości UE nam nie odebrała. Tak ja wstąpiliśmy do UE, tak możemy z niej po prostu wystąpić. Oczywiście z konsekwencjami. Ale wstąpienie też miało swoje konsekwencje.

Przynależność do UE ograniczyła polską suwerenność państwowa. Suwerenność państwa narodowego, rozumiana jako jego niezależność od zewnętrznych podporządkowań i odporność na zewnętrzne presje, jest najważniejszym jego atrybutem. Umożliwia bowiem prowadzenie polityki w interesie narodu. Ograniczenie suwerenności państwa oznacza ograniczenie jego możliwości prowadzenia narodowej polityki. A narodowa suwerenność gospodarcza to możliwość prowadzenia zagranicznej polityki handlowej, możliwość tworzenia własnego pieniądza i możliwość stanowienia podatków państwa oraz wydatków tego państwa. Czyli polityka handlowa, polityka pieniężna i polityka fiskalna. Przystępując do UE Polska zgodziła się przestrzegać wspólnych reguł i procedur gospodarczych nade wszystko. Ich przestrzeganie ogranicza Polsce swobodę podejmowania decyzji. Unia jest przede wszystkim wspólnotą gospodarczą i społeczną. Nie ma w niej granic ekonomicznych dla ruchu towarów, kapitału i ludzi. Granice UE są zewnętrznymi dla Polski granicami celnymi i administracyjnymi w handlu zagranicznym. Z jednej strony stwarza to Polsce dostęp do rynków wszystkich pozostałych krajów członkowskich, a z drugiej strony umożliwia nieskrępowane konkurowanie na polskim rynku obcym podmiotom gospodarczym. Polska nie może stosować żadnych instrumentów handlu zagranicznego w ochronie własnego rynku przed towarami i usługami z krajów UE. Nie może stosować ceł, kontygentów importowych czy przepisów administracyjnych. Nie może kontrolować i ograniczać wwożenia i wywożenie z Polski kapitałów. Nie może wreszcie dotować i wspomagać swoich przedsiębiorstw i firm, bez zgody Komisji Europejskiej. Ale też pozostałe państwa UE nie mogą czynić tego samego wobec produktów i usług oraz kapitału z Polski.

A poza tym nie jest to w pełni prawda. Przede wszystkim ze względu na możliwość okresowego zawieszanie swobody przepływów towarów i usług oraz kapitałów. Jeśli będzie tego wymagać szczególna sytuacja. To jest świetny wybieg, z którego można korzystać. Polska nigdy z tego nie korzystała. W ten sposób można wprowadzić na przykład zakaz importu na poszczególne towary, powołując się na względy bezpieczeństwa zdrowotnego, czy względy bezpieczeństwa gospodarczego. Trzeba nauczyć się z tego korzystać. Można nawet nałożyć ukryte cła w formie ukrytego opodatkowania. Zrobił to węgierski premier Viktor Orban nakładając specjalny podatek "solidarnościowy" na zagraniczne banki i zagraniczne sieci handlowe. I wreszcie największe możliwości wsparcia dla własnej produkcji daje ukryte dotowanie wybranych produktów i gałęzi produkcji. Przede wszystkim oficjalne. Wszystkie gałęzie przemysłu w stadium zalążkowym mogą być objęte oficjalnym dotowaniem i subsydiowaniem przez państwo. Polska nigdy z tego nie korzystała. Oficjalnym dotowaniem przez rząd może też być objęte przedsiębiorstwa państwowe. W tym czasie, gdy rząd Tuska likwidował na żądanie Komisji Europejskiej państwowe stocznie w Gdyni i Szczecinie, Francja wygrała proces sądowy z Komisją Europejską w analogicznej sprawie. Sąd orzekł, że nie można właścicielowi zabraniać dopłacania do swojej własności. I gdyby rząd Tuska tylko zaskarżył decyzje Komisji do Strasburga, mielibyśmy ochroniony polski przemysł stoczniowy. Ale ludzie o mentalności skolonizowanych tubylców,  nie są w stanie tego zrobić. Dodam też, że Polska nie wykorzystuje również podatków lokalnych do stymulowania rodzimej produkcji. Władze gmin mają zbyt małe możliwości ustawowe do nakładania i zwalniania z podatków. Trzeba im taki instrument dać.

         Ale dotowanie wybranych gałęzi produkcji i produktów jest powszechną praktyką w UE. Głównie poprzez wspieranie działalności badawczo-rozwojowej przy tworzeniu nowych produktów. W dzisiejszym świecie są to bowiem najbardziej kosztowne fazy produkcji. Mistrzami są tu Niemcy. Tam powołano Instytuty Frauenhofera finansowane przez rząd centralny, landy i firmy prywatne. Mechanizm dotacji polega na tym, że wyjmuje się działalność badawczo-rozwojową nad danym produktem i lokuje się ją w Instytucie. Tam jest ona dotowana z pieniędzy publicznych i prywatnych, a efekt końcowy w postaci produkcji prototypowej czy półprzemysłowej, firma odkupuje za psi grosz dla produkcji już na skale przemysłową.

         Ale gigantyczna publiczna pomoc finansowa dla prywatnych banków europejskich od 2008 roku w ogóle wywróciła do góry nogami wszystkie reguły zakazujące dotowania prywatnych firm. Nikt tego jawnego łamania reguł konkurencyjności w UE jeszcze nie podniósł. Jeśli można banki ratować za miliardy, to czemu nie można ratować firmy za miliony? To uruchamia całkiem nowe ścieżki możliwości, które trzeba dopiero przygotować.

         Polska zachowując własną narodową walutę, zachowała podstawowy atrybut swej suwerenności. A tym samym zachowała podstawowy instrument prowadzenia niepodległej polityki gospodarczej. Fakt pozostawania Polski poza strefą euro, do której przystąpiło 17 krajów UE, ratuje w tej chwili Polskę przed ostatecznym bankructwem gospodarczym i finansowym. Posiadanie własnej waluty umożliwia bowiem prowadzenie polityki kursu walutowego w stosunku do walut obcych. A to określa w jakich relacjach pozostają ceny towarów produkowanych w Polsce, do cen towarów produkowanych poza granicami. Tym samym decyduje to w sposób podstawowy o konkurencyjności polskiej gospodarki. Pozbawiając się tej możliwości Polska znalazłaby się dzisiaj w sytuacji Grecji, Portugalii i Hiszpanii lub jeszcze gorszej.

Przyczyną bowiem kryzysu strefy euro nie jest zła polityka fiskalna czyli polityka podatków i wydatków publicznych, a głównie budżetu. Przyczyna jest rezygnacja krajów słabszych gospodarczo z własnej suwerennej waluty. Kraje te zalewane są importem tanich i dobrych towarów z krajów strefy euro, na czele z Niemcami. Niemcy są dzisiaj głównym beneficjentem strefy euro. Ich eksport miażdży gospodarczo cała strefę euro, która nie może się już niczym bronić przed niemieckimi towarami. Ani nie ma możliwości ochrony własnego rynku, ani nie ma możliwości ochrony cenowej swych produktów poprzez kurs własnych walut. Olbrzymie nadwyżki handlowe Niemiec, przekładają się na olbrzymie deficyty publiczne słabszych gospodarczo krajów strefy euro. Te kraje muszą się zadłużać, aby pokryć malejące wpływy podatkowe i rosnące długi własnych firm i banków. Bo kraje członkowskie zrzekły się suwerenności walutowej i nie mają własnych walut. Nie mogą obniżyć wartości własnej waluty, aby obniżyć ceny wszystkich produktów i usług w kraju. I zyskać na konkurencyjności. I pobudzić eksport, a osłabić import, a w ostateczności zwiększyć produkcję swoich firm ich zyskowność.  Zachęcanie przez rząd Tuska i jego ekonomicznych pretorianów do wejścia Polski do strefy euro, jest zachęcaniem Polaków do ostatecznego samobójstwa gospodarczego i do ostatecznej niewoli ekonomicznej. Jest to zachęcanie celowe i świadome. Jest to niczym nie skrywana zdrada Polaków.

Ponieważ kryzys strefy euro jest problemem walutowo-pieniężnym, to nie można go rozwiązać kontrolą polityki fiskalnej. Czyli kontrolą polityki podatkowej i wydatkowej. Ta polityka fiskalna  każdego kraju UE służy tworzeniu możliwości narodowego rozwoju gospodarczego. Pakt fiskalny lansowany przez Niemcy i Komisję Europejską odbierze krajom UE takie możliwości. Budżety rządów znajdą się pod kontrolą Komisji Europejskiej. Wpychanie Polski do paktu fiskalnego przez rząd Tuska jest celowym pozbawianiem jej resztek suwerenności.

Podpisanie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska Traktatu Lizbońskiego w 2007 roku w jego obecnej formie, było zbrodnią stanu. Traktat Lizboński odebrał Polsce kluczowy atrybut suwerenności każdego państwa – suwerenność pieniężną. Wcześniej, bo w 1997 roku to samo zrobił nasz okupant wewnętrzny w postaci przyjęcia zapisów Konstytucji "okrągłego stołu" Aleksandra Kwaśniewskiego. Chodzi o artykuł 220, który zabrania finansowania długu rządowego przez Narodowy Bank Polski. Ale własną Konstytucję zmienić jest łatwo. Traktat międzynarodowy już nie. Artykuł 123 Traktatu Lizbońskiego zakazuje Europejskiemu Bankowi Centralnemu i bankom centralnym wszystkich państw członkowskich Unii udzielania bezpośredniego kredytu bankowego rządom i wszelkim władzom publicznym oraz instytucjom publicznym.

Traktatowy zakaz finansowania przez NBP długu publicznego i kredytowania wszelkich publicznych przedsięwzięć, oznacza dla Polski dwie fundamentalne rzeczy. Po pierwsze zmusza polski rząd do zaciągania kredytu wyłącznie w prywatnych bankach i prywatnych instytucjach finansowych. A przy praktycznym nieistnieniu polskiego sektora bankowego, polski rząd jest zmuszony do zaciągania długów w zagranicznych bankach. Na ich warunkach finansowych i dla ich zysków. A nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby Polacy płacili haracz zagranicznym bankom z tytułu rządowego deficytu budżetowego. Po drugie zaś ten traktatowy zakaz faktycznie odbiera polskiemu państwu suwerenność pieniężną. Odbiera polskiemu państwu najważniejszy atrybut suwerenności państwa jaką jest prawo do tworzenia pieniądza na własnym terytorium. Dzięki artykułowi 123 Traktatu Lizbońskiego prawo do tworzenia w Polsce pieniądza przekazano na wyłączność w ręce faktycznie zagranicznych banków zlokalizowanych w Polsce. Państwowy monopol kreacji pieniądza przekazano Włochom, Holendrom, Austriakom czy Hiszpanom. Narodowy Bank Polski, który ma państwowy monopol na druk banknotów i bicie monety, tworzy bowiem w ten sposób tylko niecałe 10% pieniędzy krajowych. A resztę, czyli 90% tworzą banki prywatne, a w Polsce w 80%  są to prywatne banki zagraniczne.

Dlatego najważniejszym posunięciem nowego rządu narodowego będzie wykreślenie artykułu 220 z Konstytucji i zawieszenie wykonywania artykułu 123 Traktatu Lizbońskiego, a następnie jego renegocjacja. Renegocjację tego zapisu traktatowego ułatwia fakt, że Europejski Bank Centralny po cichu obchodzi ten artykuł. Polega to na tym, że choć nie udziela bezpośrednio kredytów rządom krajów strefy euro, to bez ograniczeń wykupuje ich obligacje dłużne na rynku wtórnym.

Innym ważnym posunięciem rządu narodowego w stosunku do Unii Europejskiej będzie natychmiastowe zawieszenie wykonywania podpisanego przez Polskę "Pakietu Klimatycznego". Polska zobowiązała się do redukcji przemysłowej emisji dwutlenku węgla o 20% do roku 2020 i do zakupu dodatkowych praw do takiej emisji. Tymczasem aż 95% polskiej energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla. Dodatkowe opłaty za tę emisję podrożą koszty wytwarzania energii elektrycznej. I to o 6 mld euro w skali każdego roku. Oznacza to spadek produkcji przemysłowej w Polsce, a w konsekwencji wzrost bezrobocia. Obniży to wzrost gospodarczy o około 2% rocznie. "Pakiet Klimatyczny" UE nie ma przy tym żadnego sensu. UE zobowiązała się bowiem dobrowolnie wyłącznie sama na świecie do obniżania emisji dwutlenku węgla . Nie robią tego Stany Zjednoczone, Kanada czy Chiny. A UE odpowiada jedynie za 20% światowej emisji dwutlenku węgla. A człowiek odpowiada za 4,6% tej emisji, bo reszta to przyroda. Emisja ma być zmniejszona o 20%. Czyli mamy zapłacić bezrobociem, spadkiem produkcji przemysłowej i recesja gospodarczą za sam udział w zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 0,18%! A cała ta "walka z ociepleniem klimatu" z winy człowieka, to kompletna bzdura. Nie ma to żadnego poważnego potwierdzenia naukowego. Rzeczywistym celem jest doprowadzenie do ograniczenia konkurencyjności gospodarczej krajów średnio  i słabiej rozwiniętych takich właśnie jak Polska. Ich bowiem gospodarki są oparte energetycznie na spalaniu węgla. A na tym ograniczeniu konkurencyjności i produkcji przemysłowej tych krajów, jak zwykle mają skorzystać kraje najbogatsze i najbardziej rozwinięte.

Stanisław Tymiński

 

0

Stan Tymi

Rozw

24 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758