BIZNES
Like

Unia cywilizuje polskie prawo pracy. Na razie u siebie.

25/06/2013
428 Wyświetlenia
1 Komentarze
3 minut czytania
Unia cywilizuje polskie prawo pracy. Na razie u siebie.

Krew człowieka zalewa, gdy słucha radia. Wśród polskiej bizneserii prawdziwa panika. Podobno Unia Europejska bierze się za cywilizowanie polskich stosunków pracownik-pracodawca. Ponieważ jednak nie może tego zrobić w Polsce, a więc radykalnie, obmyśla nowe przepisy, według których polskiego pracownika polski pracodawca będzie mógł wykorzystać (słowo adekwatne) za granicą, w innym unijnym kraju. Uznawszy – jakże zasadnie – polskie przepisy regulujące stosunki pracodawca-pracownik i polską praktykę opłacania cudzej pracy za mało cywilizowane, Unia proponuje, by polski pracownik poza granicami naszego rezerwatu pracował według przepisów obowiązujących w cywilizowanym świecie, a nie polskich. Panikę wywołało to w polskich sferach pracodawczych oczywiście dramatyczną, szczegóły przedstawił w radiu równie przerażony Kiełbasa z Gaz-Wybu. By nie wnikać w liczne smaczne szczegóły, świadczące o jakże słusznym a […]

0


Krew człowieka zalewa, gdy słucha radia. Wśród polskiej bizneserii prawdziwa panika. Podobno Unia Europejska bierze się za cywilizowanie polskich stosunków pracownik-pracodawca.

Ponieważ jednak nie może tego zrobić w Polsce, a więc radykalnie, obmyśla nowe przepisy, według których polskiego pracownika polski pracodawca będzie mógł wykorzystać (słowo adekwatne) za granicą, w innym unijnym kraju.

Uznawszy – jakże zasadnie – polskie przepisy regulujące stosunki pracodawca-pracownik i polską praktykę opłacania cudzej pracy za mało cywilizowane, Unia proponuje, by polski pracownik poza granicami naszego rezerwatu pracował według przepisów obowiązujących w cywilizowanym świecie, a nie polskich.

Panikę wywołało to w polskich sferach pracodawczych oczywiście dramatyczną, szczegóły przedstawił w radiu równie przerażony Kiełbasa z Gaz-Wybu. By nie wnikać w liczne smaczne szczegóły, świadczące o jakże słusznym a kompletnym braku zaufania Unii do polskich przepisów pracodawczych, dla przykładu podam, że jeśli Polak zatrudniony przez Polaka w Niemczech z zadaniem wyremontowania Niemcowi chawiry, nie dostanie za to wynagrodzenia od Polaka, obowiązek zapłaty spadnie na Niemca, nawet jeśli ten rozliczył się z pracodawcą Polaka.

Jak widać, Unia tak doskonale wie, że Polak od Polaka tak rzadko otrzymuje odpowiednią wypłatę, że uznała, iż warto odwołać się do przyzwoitości cudzoziemskiego klienta, jako gwaranta zapłaty za pracę… Że to wstyd? Pewnie, ale nie pracownicy winni się wstydzić, jak sądzę.

Przy okazji o mało nie spowodowałem wypadku ze śmiechu, słuchając podczas jazdy samochodem, jak pewien dzielny polski pracodawca żalił się radiu, że boli go serce, gdy 60 procent wypłaty zamiast dać młodemu człowiekowi (bo staremu mało płacić to normalka?) musi oddać Skarbowi Państwa. Po pierwsze, o jakich 60 procentach mowa, nikt dyskretnie nie uściślił, pod drugie zaś, czy gdy pracodawca ów zatrudnia „młodego człowieka” na umowę o dzieło, to płaci mu 60 procent więcej, czy raczej jeszcze mniej niż na etacie?! Ale wtedy już bez bólu serca, zapewne. I nie martwiąc się o emerytów, na których nikt nie odprowadzi składki. Ani o młodego człowieka, który nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Młody wszystko wytrzyma, byle nie na etacie?

Na koniec dowiedziałem się, że nasi umęczeni pracodawcy zakładają swoją partię. Życzę powodzenia. Wtedy my, pracownicy, założymy swoją i zobaczymy, czyje będzie na wierzchu.

Ja wiem, że pracodawcą też bywa ciężko być. Sam nie mam pojęcia, jak mógłbym prowadzić jakąkolwiek działalność, pamiętając o 800 przepisach niedawno znowelizowanych i tysiącach innych, pozostawionych bez zmian. Ale dawanie pracy to nie zwykły biznes, to trochę przyjemności ale mnóstwo odpowiedzialności za ludzi ich rodziny. Czyż nie tak?

Inne zapisy autora:

0

Nemo
Nemo

21 publikacje
0 komentarze
 

Jeden komentarz

  1. Nemo, 800 przepisów to jedynie jedna przeszkoda, której Pan nie byłby w stanie pokonać by stać się przedsiębiorcą, o czym dobitnie świadczy powyższy tekst. Pracodawca nie daje pracy, termin jest mylący, on jedynie płaci za usługę pracownika – kwotę, na którą ten dobrowolnie przystaje, która też musi mieć uzasadnienie ekonomiczne i pozwolić przedsiębiorstwu przetrwać. Działać tak, by Nemo kupił produkt, a nie kręcił nosem, że “za drogi”.
    Dlaczego niby Polacy remontują chałupy Niemcom? Bo są fajni, czy zgadzają się na niższe stawki niż Niemcy? Może tu jest problem, hę? I trzeba go rozwiązać by “nie zabierali pracy Niemcom”?
    No i po co kolejna partia “pracownicza”? Nie wystarczą SLD, PIS i cała reszta “ferajny”? O wrzaskliwej Solidarności nie wspominam, bo ponoć nie jest już “polityczna”. Polscy przedsiębiorcy, ci, którzy dają 3/4 miejsc pracy nie mają czasu na działalność polityczną czy protesty. Prowadząc firmę nie można sobie pozwolić na luksus wyjazdu autobusem do “Wawy” i obijania się przez kilka dni przemocą wymuszając korzystne dla siebie decyzje. Dlatego nie istnieje reprezentacja polskich “misiów” i ja – szczerze – nie wierzę, że coś takiego powstanie i będzie skutecznie działać.
    Uwolnienie przedsiębiorczości przez zmniejszenie obciążeń pracy i likwidację składek ZUS pracodawców wystarczy, by zwiększyć naszą siłę nabywczą. Powstanie więcej dóbr poprawiając zamożność Polaków, a konkurencja wśród pracodawców wymusi uczciwe rozliczanie się z pracownikami. Oczywiście tymi, którzy zadbali o sensowne kompetencje i mają ochotę pracować, ale to już inny temat.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816