SPOŁECZEŃSTWO
Like

Trzy etapy świadomości

18/11/2013
575 Wyświetlenia
5 Komentarze
13 minut czytania
Trzy etapy świadomości

Czas to dobro bezcenne; nic nie jest w stanie zatrzymać tej zdaniem jednych przeklętej, zdaniem innych cudownej chwili gdy Twe ciało zwiotczeje, oczy się zapadną i zostaniesz zakopany w ziemi. Ta cała impreza może skończyć się tylko w jeden sposób; to wiele zmienia, nie sądzisz?

0


 

 

Trzy etapy

 

W życiu zasadniczo są trzy poziomy bycia. Oczywiście każdy z nich ma swe odcienie i blaski, ale trzy to dobra liczba.

 

 

 

1. Ci którzy żyją nadzieją. Nadzieją na to że będą mieli kiedyś kupę kasy, zrobią sobie kaloryfer na brzuchu, kupią S klasę, narobią dzieciaków i będą mieli szczęście. Czekają na szczęście, wierząc że ono do nich przyjdzie wraz z ludźmi, przedmiotami i etykietkami (doktor, profesor itd.). Tak mówią w filmach, książkach i kościele… oni w to wierzą. Ich życie jest bardzo naiwne, np. biorąc ślub wierzą że to wstęp do szczęścia, a ponieważ ksiądz jest uważany za dobro, to da im dobro. Rząd o nich dba, przyjaciele nie zdradzają a świat jest w ogóle obrzydliwy, ale GDY TYLKO KUPIĄ NOWY SAMOCHÓD będzie wspaniale. Oczywiście ich nadzieje się nie spełnią, ponieważ szczęście to nic więcej jak nawyk; nie można na nie czekać, bo tworzy się nawyk czekania, z czasem staje się on coraz silniejszy. To prosta decyzja – jestem szczęśliwy, i reagowanie jakby tak było naprawdę. Z czasem wytworzy się nawyk, i nie trzeba będzie już udawać. Życie to seria różnych nawyków, które kształtuje w nas wychowanie. Mądrzy ludzie wiedzą że nawyki nie tylko można, ale i trzeba zmieniać, ci mniej mądrzy tego nie wiedzą. I cierpią, biorąc to za objaw uduchowienia i głębokiej, nadnaturalnej mądrości – a to tylko brak wiedzy.

 

 

 

2. Tu już są inteligentni ludzie, niektórzy filozofowie (z zamiłowania a nie zakuwający materiał) medytujący, bardzo spostrzegawczy. Widzą oni tłum, który mniej więcej ma te same cele, nadzieje i dążenia, a także widzą (czytają, oglądają) że miliardy innych żyło tak samo, a celu swego nie osiągnęło. Zaczynają zgłębiać zasady działania tłumu, wiekich organizacji, dzięki temu odkrywając prawdę przykrytą pudrem; ksiądz to nie jest ktoś kto Ci pomaga, ale funkcjonariusz wielkiej, potężnej, międzynarodowej korporacji religijnej. On nie robi tego co mu serce każe, a to co każe jego przełożony. I jeśli ludzie staną się szczęśliwi, oni stracą pracę, prestiż i władzę, bo jeśli ktoś ma szczęście, to po co mu pośrednik obiecujący szczęście po śmierci za doczesne pieniądze? Myślisz że oddadzą ziemię, wielkie majątki, nieruchomości? dopóki jesteś biedny i cierpiący, oni są potężni. Obiecują Ci bogactwa, zdrowie i szczęście – ale po śmierci. Tak działają wszystkie korporacje, obiecując Ci szczęście po zakupie auta, tabletu, samolotu… wszyscy Ci obiecują, i nie mogą dotrzymać słowa; gdyby tak zrobili, stracili by wszystko, zbankrutowaliby. I gdybyś był szczęśliwy kupując ten plastikowo – metalowo – ideologiczny chłam, to nie kupowałbyś nic więcej; bo i po co, skoro jesteś szczęśliwy? jak widzisz, ludzie wystawają w kolejkach po nocach, by kupić nowe elektroniczne pudełko. Liczą na coś niesamowitego, niektórzy nawet na szczęście. Minie rok, i znowu będą warować nocami pod drzwiami marketu. Niestety, szczęście nie było – i nie będzie, czego napaleńcy w ogóle nie rozumieją. A jeśli nie rozumieją, to płacą, co jest na rękę wielkim firmom, rządom, religiom… to ich interes, więc jak tylko mogą inwestują w to, byś był głupim, nieszczęśliwym konsumentem.

 

Cele wielkich pająków

 

Religia, koncerny farmaceutyczne i władza ma jeden cel; trzymać Cię w chorobie, biedzie i tępocie umysłowej. Tylko wtedy ten system, świat jaki znamy może się dalej kręcić… od dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo obiecuje – ubodzy posiądą ziemię. Spójrz na Polskę, spójrz jak strasznie historia obeszła się z tym narodem… wojny, powstania, rzezie, wywózki, płatni zdrajcy rządzący tłumem, bieda i zadłużenie którego nie można już spłacić. Spójrz wreszcie na tłum – biedacy (przeważnie młodzi) i fani liberalizmu, który zabiera im pieniądze a daje biznesowi, w nadziei że ten im z dobrej woli coś da… nie da, nigdy nie dawał. Chciwość ludzka jest bezdenna. To ile jeszcze mamy czekać na tę cudowną ziemię? do śmierci? a zanim ona nadejdzie, jesteśmy tresowani do cierpienia, skromności i zaciskania pasa. Cierp i ciesz się, bo kiedyś zdobędziesz ziemię a nawet pośmiertne niebo. Podobnie wypaczono pojęcie reinkarnacji na wschodzie – cierpisz? widocznie zasłużyłeś. Tymczasem Budda twierdził coś zupełnie innego – raniłeś to cierpisz, ale także masz szansę by wyjść z tego przeklętego koła narodzin i śmierci. Ma na to szansę każdy, kanalia i człowiek sprawiedliwy.

 

I szczerze wątpię, czy Jezus chciał by jego wyznawcy byli sztucznie cierpiący, od dziecka programowani i warunkowani na cierpienie, żeby byli żałosnymi, małymi biznesmenikami, którzy za cierpienie chcą bilet do nieba.

 

Wiedza rodzi bunt

 

Ludzie na drugim poziomie widzą wyraźnie, że wszystko co widzimy jest złudą, fałszywą, marketingową iluzją. To ludzie pokroju Georga Carlina (obejrzyj na YT), który wyśmiewa wszystkie te kretynizmy, ale jednocześnie są pełni depresji, smutku, rozpaczy i gniewu na to co widzą. Człowiek z poziomu drugiego widzi wszędzie kłamstwo, ściemę i sztuczność; wszechobecną manipulację. Ma oczywiście rację… ludzie z poziomu pierwszego żeniąc się, wiedzą że przed nimi raj. Człowiek z dwójki wie że gdy obie strony zyskają poczucie bezpieczeństwa,przestaną udawać aniołki i wyjdzie ich prawdziwa natura. Jest ślub, papier, można być prawdziwym sobą… i zaczyna się dramat. Wiedzą że rzeczy, ludzie i przedmioty nie dają szczęścia, tylko nieszczęście – dlatego że osoby odchodzą, rzeczy się psują a sytuacje obracają na niekorzyść.

 

Ludzie z dwójki brzydzą się religią, papieżami, dalajlamami, kultem jednostki, rządem i politykami; ludzie z jedynki przeklinają, denerwują się i straszą ich piekłem, mękami zgotowanymi im przez diabła. Sami zostali zastraszeni przez nieistniejące potwory, a ponieważ w nie uwierzyli, straszą nimi tych, którzy nie wierzą w to co oni. Jeśli Bóg to ta hipokryzja którą u nich widzę, to ja chcę do tego ichniego Szatana. Nikt nie zabił więcej ludzi, niż pobożni w imieniu Boga, którego nigdy na oczy nie widzieli. Po prostu im to wmówiono w dzieciństwie, a oni to łyknęli. Później zabijają tych, którzy wierzą w inne bajki niż oni.

 
3. Wielka rzadkość. Niekiedy ludzie z dwójki lizną w przelotnym impulsie tego stanu, stąd wiedzą że istnieje. Doświadczyłem tego niewielką ilość razy, ponieważ kilkanaście lat medytowałem. Na tym poziomie odczuwania pojawia się świadomość że wszystko jest kłamstwem i manipulacją, ale odczuwa się głębokie ukojenie i spokój. Wiedza że świat jest ściemą, chorym miejscem, nie rodzi już odruchu buntu, a odczucie radosnej ciszy i akceptacji. Wszystko ma sens, a ludzie doświadczają tylko skutków swoich myśli, emocji i postaw życiowych. Życie to szkoła i nauka, nic więcej; nasza prawdziwa ojczyzna jest poza ciałem, poza tą planetą i tym życiem. Jest to stan gdzie życie staje się piękne już tu i teraz, bez czekania na obiecanki cacanki. Nie wierzysz i nie czekasz, ponieważ doświadczasz tego tu i teraz. Myśli ciągle gdzieś biegnące już Cię nie prześladują, nie terroryzują, pojawia się piękna, przepiękna i tak czysta cisza… tak kryształowo przeczysta, lśniąca jak poranna rosa, słona i słodka jak łza ulgi… tak tęsknię za tym stanem, nic się z tym nie może równać, żaden haj, żadne upicie się, żadna, nawet najbardziej szalona impreza. Gdy umysł milknie, doświadczasz świata takim jaki jest naprawdę. To przepiękne, cudowne, magiczne miejsce… zatyka Cię ze zdumienia. Jak to możliwe że nigdy tego nie widziałem? możliwe, ponieważ człowiek postrzega tylko swe myśli, swoje reakcje na to co widzi a nie prawdziwą rzeczywistość. Wszystko delikatnie jarzy się i pulsuje, pojawia się jakby dźwięk, wibracja pełna czystości i harmonii, magia i niebotyczny zachwyt dziecka, które rozpakowuje prezent spod choinki.

 

Żaden tablet, żaden seks i haj Ci tego nie da. I kiedyś Ci się to ukaże. Spokojnie podążaj za cieniem, a gdy w kolejnym życiu łapiąc go tylko się uderzysz w ścianę, zatrzymaj się i szukaj szczęścia tam, gdzie zawsze było; w sobie, poza myślami, przekonaniami… w ciszy.

 

 

 

———————-

 

 

 

 

Zachęcam do ściągnięcia mojej książki “Co z tymi kobietami?” jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fapage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK Strona jest bez reklam tylko dzięki wam. Za zdjęcie dziękuję Jarkowi Kefirowi KLIK.

Inne zapisy autora:

0

samiec
samiec http://www.samczeruno.pl

Mojemu ciału dano imię Marek. Przepchnięto je przez szkołę z tytułem ekonomisty. Teraz te ciało działa jako pisarz, ale kim tak naprawdę jestem, nie mam kurwa bladego pojęcia.

126 publikacje
85 komentarze
 

  1. żenujący tekst. Czasami się zastanawiam, skąd w takich ludziach, którzy głoszą takie poglądy, tyle jest nienawiści i pogardy do świata i ludzi go otaczających? Dlaczego tłumaczą otaczającą ich rzeczywistość jako splot układów skierowanym przeciwko nim samym? Próbują przy tym znaleźć popleczników, którzy im przyklasną. Czują się wtedy szczęśliwsi w ogromie swojej przerażającej nieszczęśliwości??
    Jestem szczęśliwym mężem i ojcem, szczęście daje mi słońce, które poprzez korony drzew wpada do salonu, jak i deszcz, po którym jest taki zapach, że aż dech zapiera. Lubię, jak żona siada mi na kolanach i jak dzieci tarmoszą się po mnie, jak leżę na kanapie. Telewizor rzadko włączam, bo i poco. Lepiej poczytać lub posłuchać łagodnych dźwięków z płyty lub audycji w radiowej trójce. Na świat spoglądam obiektywnie, widzę, jak media potrafią manipulować, ale czy warto się tym przejmować? Nie ulegam reklamom i nie wystaję w kolejkach, bo potrafię sam ocenić, co jest mi potrzebne. Do lekarzy tez nie latam z każdym katarem dziecka, tylko jeśli już domowe sposoby nie dają rady. Jestem normalnym, szczęśliwym człowiekiem, który w życiu i otaczającym świecie stara się doszukiwać miłości i opatrzności boskiej, a nie spiskowej teorii dziejów. Naprawdę życie wtedy nabiera kolorów, a nie tylko szarości.

    0
    • Ha ha ha… i kogo chce Pan oszukać? czy człowiek szczęśliwy widzi w kimś, kto rozgląda się uważnie dookoła, samą pogardę i nieszczęście? co Pana tak uwiera i kłuje w tym, że ktoś chce żyć inaczej niż Pan, i reszta ludzi na tej nieszczęsnej planecie? a może to te… szczęście? pozdrawiam rozbawiony.

      0
      • Avatar Piotr

        Pora iść do specjalisty , zaklepać kolejkę bo teraz trzeba długo czekać.Może jeszcze nie jest za późno .

        0
    • Avatar Piotr

      Nic dodać nic ująć.

      0
  2. Avatar Krystian

    Może nie ująłbym tego tak uroczą jak ten Pan (no name here), ale artykuł nie jest pozbawiony sensu i mogę potwierdzić, że dałoby się zaobserwować coś podobnego także u mnie. Choć nie do końca. U mnie w tym tzw. 3. etapie przyszło raczej zrozumienie dla każdej ze stron każdego większego i też mniejszego konfliktu i to co ludźmi kieruje i jak postrzegają świat. Kiedy zrozumie się, że nie ma złych ani dobrych, wtedy świat staje się prostszy.
    Ale przekonanie, że jest to jakiś cudowny – wyjątkowy stan, dostępny tylko dla nielicznych, to chyba lekka przesada.

    Dla wytłumaczenia “Dlaczego tłumaczą otaczającą ich rzeczywistość jako splot układów skierowanym przeciwko nim samym?” Od taka jest rzeczywistość. Jesteśmy istotami żywymi i w genach mamy zapisane, aby walczyć o swoje dobro, aby przetrwać (także kosztem innych). Pozostałość ewolucyjna, de facto niezbędna dla żywych organizmów aby przetrwać i ewoluować, niektórym przeszkadza i ich drażni. Dlaczego przeszkadza? Człowiekowi udało się rozwinąć zachowania stadne do bardzo wysokiego poziomu (w porównaniu z innymi zwierzętami), gdyż dba nie tylko o potomstwo ale i o całe grupy społeczne / narody, a nawet inne zwierzęta. Nie wszyscy jednak są tacy sami – choć statystyczny człowiek ewoluował, istnieje szeroka dewiacja w obu kierunkach między walką o swój byt i chęcią współpracy i pomocy dla wspólnego dobra.
    Faktem jest, że współpraca jest efektywniejsza w dążeniu do konkretnego celu, niż walka ze sobą. Jednak walka ze sobą jest skuteczniejsza w ustalaniu i zmianie nowych celów, niż bezkonfliktowa współpraca.

    Ktoś, kto silnie dąży do swojego dobrobytu, na pewno wiele osiągnie i nie ma tu granic w dobrach, czy też władzy, której ludzie nie chcieliby zdobyć. Z moich obserwacji, tacy ludzie są preferowani do wielkich biznesów, czy rządów, gdzie można wiele zyskać dla siebie.
    Z drugiej strony rozwija się grupa ludzi dbających o siebie, którzy potrafią dostrzec, że wspólna praca bardziej się opłaca, ale również coraz częściej potrafią dostrzec, szkodliwe zachowania “samolubnych” jednostek. Oni walczą o władzę po to, aby poprawić efektywność całej społeczności. Ci ludzie dążą do “zrównania” autorytetu każdej jednostki, stawiając siebie i innych na równym poziomie. Podejście takie z zmniejsza trochę ich preferencje do postawienia się w pozycji rządzącego, ale czego się nie robi dla dobra ogółu! (Ilu znacie takich ludzi?)
    Ewolucja nadal trwa i z czasem poznajemy jej efekty.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816