Artykuły redakcyjne
Like

To też jest Polska

01/07/2013
1028 Wyświetlenia
3 Komentarze
4 minut czytania
To też jest Polska

Sobotni wczesny ranek, koniec czerwca, chyba nie ma jeszcze szóstej; przed małym wiejskim sklepikiem, gdzieś w Polsce stoi kilku mężczyzn. Wzrok wczorajszy, ale nadzieja, że łyk piwa poprawi trochę drżenie dłoni i uśmierzy “egzystencjalny” ból. Jak to się tutaj mówi są “po przepitce” i próbują sobie przypomnieć co, gdzie i ile wypili wczorajszego dnia. Nie jest to jednak takie proste, może lepiej zatem pogadać o pogodzie, bo właśnie zanosi się na deszcz. Mimo wszystko rozmowa się nie klei, chyba za mały zasób słów. Nie da się wszystkiego opisać przy pomocy uniwersalnego czasownika “tegować”,chociaż pada on często i gęsto, który oznacza “robić”, “chodzić”, “mówić” etc., , oraz wszelkich pochodnych rzeczownika na “k”, zastępującego wszelkie znaki przystankowe.

0


Mężczyźni spod sklepu nie wiedzą, kto to jest Bartłomiej Sienkiewicz, mylą Tuska z Kaczyńskim, do jakichkolwiek wyborów zresztą nie chodzą, ale czasami tęsknią za komuną; może dlatego, że wtedy bardziej wódka się lała, a teraz piwo. Myślę sobie, że z dwojga złego piwo lepsze, bo mniej szkodzi, a efekt ten sam.

Gazet oczywiście nikt tutaj nie czyta, książkę widzieli ostatni raz chyba w szkole, a telewizory, które ich matki lub żony włączają też z samego rana, tak jak oni otwierają piwo, działają tylko na podświadomość; ale macherom od telewizji właśnie o to chodzi.
W sklepie leży sobie zeszyt, w którym właściciele skrupulatnie zapisują ich wydatki, bo średnio od 10. każdego miesiąca muszą już “borgować”, znaczy kupować na kredyt, bo zasiłkowych pieniędzy nigdy nie wystarcza do pierwszego. Praca? Od czasu do czasu gdzieś na jakiejś budowie, na czarno oczywiście, najczęściej do pierwszej wypłaty, bo wtedy pić się chce okrutnie. A zaspokoić pragnienie trzeba skutecznie, a potem spać się chce. I gdyby ktoś chciał szukać analogii, to od razu zastrzegam, żeby nie przywoływać w pamięci ławeczki z serialu “Rancho”. To nie są Wilkowyje, tylko zwykła, całkiem realna i przyziemna, obskurna i nędzna powszedniość dnia, tu i tam gdzieś w Polsce…
Moi koledzy spod sklepiku witaja mnie gromkim: – Co tam u gulonów warszawskich słychać (“gulon” – tutaj obraźliwie i pogardliwie o warszawiakach, ale obrażać można także wszystkich zamiejscowych)? Potrafią mnie także tytułować per “panie ministrze” – wtedy jest po prostu zabawniej, a oni w gruncie rzeczy lubią być dowcipni. Dookoła rozbrzmiewa krótki rechot. Przywitać muszę się obowiązkowo. Pominięcie tego rytuału może skutkować infamią za śmiertelne zlekceważenie. A człowieka lekceważyć nie wolno, oj nie wolno, a im bardziej pijany, tym wymaga więcej szacunku. O paradoksie, sami do siebie zwracają się per “ty kurwo”, ale nikogo to nie razi, bo to jest tak raczej ciepło i peszczotliwie powiedziane, choć moja żona nigdy nie była w stanie w to uwierzyć! Rękoczynów też tutaj nikt od dawna nie widział, bo do rękoczynów trzeba zwykłej kondycji i tężyzny fizycznej. Kto by się tam męczył rękoczynami! Czasem wpadnie pod sklepik zniecierpliwiona “baba” jednego z “chłopów” i wyzywając go od najgorszych, kopiąc i okładając gdzie i czym popadnie, z wyrywaniem włosów włącznie, zmusi nieszczęśnika do powrotu do domu. Śmiechu jest wtedy co niemiara, a na owej “babie” nikt suchej nitki nie zostawi, bo jak można tak prześladować bogu ducha winnego Jaśka, czy Zenka. Zresztą, mówią pod sklepem, baby to “połówki”, tzn. mają tylko pół mózgu, więc za dużo pretensji i tak nie można do nich mieć. Za dzień lub dwa wszystko wróci do normy.
Znacie taką Polskę? Może tak, może nie. Ktoś powie, że tak jest wszędzie na świecie. Tam jest nędza, to i u nas musi być. Czasami statystycy o niej napiszą dysertacje naukowe. A politycy już dawno nie uwzględniają moich znajomych spod sklepiku w swoich rachubach; jakichkolwiek. Ten świat dla nich nie istnieje. A przecież to też jest Polska i, o zgrozo, to już dawno przestał być w moim kraju margines życia…
(Wszelkie podobieństwo do miejsc lub osób należy uznać za całkowicie przypadkowe!)

Inne zapisy autora:

0

Maciej Rysiewicz
Maciej Rysiewicz http://www.gorliceiokolice.eu

Dziennikarz i wydawca. Twórca portali "Bobowa Od-Nowa" i "Gorlice i Okolice" w powiecie gorlickim (www.gorliceiokolice.eu). Zastępca redaktora naczelnego portalu "3obieg". Redaktor naczelny portalu "Zdrowie za Zdrowie". W latach 2004-2013 wydawca i redaktor naczelny czasopism "Kalendarz Pszczelarza" i "Przegląd Pszczelarski". Autor książek "Ule i pasieki w Polsce" i "Krynica Zdrój - miasto, ludzie, okolice". Właściciel Wydawnictwa WILCZYSKA (www.wilczyska.eu). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

628 publikacje
270 komentarze
 

3 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816