Bez kategorii
Like

Teatrzyk „Zielony Gej” a odszkodowania

06/04/2011
255 Wyświetlenia
0 Komentarze
8 minut czytania
no-cover

Pod szkołę podstawową, do której uczęszczał Łukaszek, zajechało kilka wielkich limuzyn. Pan dyrektor na szczęście zauważył je z okna.

0


Pod szkołę podstawową, do której uczęszczał Łukaszek, zajechało kilka wielkich limuzyn. Pan dyrektor na szczęście zauważył je z okna.
– Ministerstwo! – zakrztusił się kawą. Uporządkował prędko papiery i do jego gabinetu weszli goście. Ale grupa smutnych, ubranych w czerń panów, nie była z ministerstwa.
– My w sprawie teatrzyka – powiedział jeden z nich.
Zdenerwowany pan dyrektor poprosił do siebie panią pedagog. Pani pedagog weszła po chwili w otoczeniu chmury zapachowej i stanęła koło biurka pana dyrektora.
– My w sprawie teatrzyku – powtórzył jeden z gości. – Przeżyliśmy szok.
– Dobra była sztuka, prawda? – zaśmiała się pani pedagog, ale jakoś nikt jej nie zawtórował.
– Oszukali nas – wycedził drugi pan. – Miało być, piękne, koszerne widowisko! A tu co? Jakieś pe…
– Teatrzyk przecież nazywa się "Zielony Goj" – odezwał się trzeci pan.
– "Zielony Gej" – sprostowała pani pedagog i zrobiła się przykra atmosfera pomyłki.
– Mówiłem, że nas oszukali – wycedził drugi pan.
– Aj tam – machnął ręką pierwszy pan. – Oddacie pieniądze za bilety… Za wszystkie bilety! I odsetki. I już.
– Przecież wstęp był za darmo… – wyjąkała zaskoczona pani pedagog.
– Znowu nas oszukali! – zgrzytnął zębami drugi pan.
– W takim razie żądamy odszkodowania – rzekł z uśmiechem pierwszy pan i zatarł ręce.
– Za co?
– Za wstrząs, szok i straty moralne. Że zamiast "Zielonego Goja" był "Zielony Gej".
– Za co odszkodowanie, że źle przeczytaliście nazwę? – pani pedagog nie wierzyła własnym, mocno obciągniętym ciężkimi kolczykami, uszom.
– Tak – potwierdzili chórem panowie.
– Panowie wybaczą, ale… Ale ja was chyba w ogóle nie widziałam na przedstawieniu…
– To nie ma nic do rzeczy – wyjaśnił pospiesznie trzeci pan. – My nie byliśmy, ale na tym przedstawieniu byli ludzie od nas.
– I co, to wystarczy?
– No tak!
– Otóż nie – pan dyrektor przeszedł do ofensywy. – Nie wystarczy. Jeśli ktoś czuje się poszkodowany, przez to, że źle odczytał jeden wyraz!
– Właśnie, że to wystarczy – upierał się trzeci pan. – Wszystkie umowy międzynarodowe są tak skonstruowane. Jedni cierpią, drugim płacą.
– Jesteśmy Światowym Związkiem Pobierania Odszkodowań Za Złe Przeczytanie Nazw – oznajmił z dumą pierwszy pan. – To co, zapłacicie?
– Nie – rzekł krótko pan dyrektor.
– Oszukali nas! – zawył drugi pan i podniósł się lament.
– Ale nas oszukali!
– Jak oni mogą?! Przecież zawsze wszyscy płacili!
– Oszukali nas!
– Zapłaćcie! Zapłaćcie!
– Jak nie zapłacicie… – powiedział pierwszy pan strasznym głosem – to będziemy poniewierać waszą szkołę na arenie międzynarodowej!
– Gila mnie to – odparł pan dyrektor.
– Ach tak! No to spodziewajcie się zmasowanej fali krytyki, opinii, artykułów i innych medialnych wystąpień!!
Ale pana dyrektora to nie ruszało.
– Ja się panu dziwię – rzekł trzeci pan niespodziewanie łagodnym głosem. – Co panu szkodzi? Jaki pan masz w tym interes, żeby nie płacić? Pan lubisz żyć w takim niepokoju, w takiej atmosferze? Pan zapłacisz, pan masz spokój…
– Na jak długo? – spytał ironicznie pan dyrektor.
– O, możemy się dogadać… Pan jest człowiek inteligentny, pan wiesz, że interes musi być dla obu stron…
– Chętnie bym zapłacił, ale… pieniędzy nie ma – i pan dyrektor bezradnie rozłożył ręce.
– Ja wam radzę płacić! – zdenerwował się znowu pierwszy pan. – Więc jutro przystępujemy do akcji poniewierania na arenie międzynarodowej! Radzę wam płacić i to szybko! Bo odsetki cały czas lecą!
I panowie sobie wyszli.
– I co teraz będzie? – spytała zmartwiona pani pedagog.
– Nic – wzruszył ramionami pan dyrektor.
– No, ale oni… Właściwie dlaczego pan uznał ich racje, a nie zapłacimy tylko dlatego, że nie mamy pieniędzy? Nie lepiej byłoby od razu powiedzieć, że nie, bo nie?
– Nic pani nie rozumie. W ten sposób okazujemy naszą przychylność i dobrą wolę. Tak czy tak nie zapłacimy, a w ten sposób jesteśmy lepiej ustawieni.
– Ale pan mądry… – szepnęła pani pedagog nachylając się w stronę pana dyrektora by w ten sposób lepiej zaprezentować mu głębię swoich oczu. – A co będzie, jak szkoła będzie mieć pieniądze?
– Co, przepraszam?
– A co jak szkoła będzie mieć pieniądze? – powtórzyła pani pedagog.
Pan dyrektor wybuchnął rzęsistym śmiechem.
– Co… Też… Pani… Opo… Wiada… – śmiał się i trząsł. – Szkoła? Pieniądze? Uahahaha!!!
Śmiał się tak bardzo, że nagle zaczął charczeć i poczerwieniał.
– Ka… Retkę… – wydusił z siebie.
Pani pedagog wybiegła z gabinetu dyrektora i o mało nie trafiła drzwiami pani wicedyrektor, która akurat prostowała się masując ucho.
– Karetka dla pana dyrektora!!
– Niestety – rzekła z satysfakcją pani wicedyrektor i spojrzała na pana dyrektora, który bił rękoma o blat i czerwieniał coraz bardziej. – Szkoła nie ma pieniędzy.
I wyszła za panią pedagog zamykając drzwi.
Pan dyrektor jeszcze pocharczał i pouderzał rękoma w blat. Przestał, siadł wygodnie za biurkiem poprawiając krawat i poczekał aż mu tętno wróci do normy. Sięgnął do swojej teczki i wyjął niewielki notes. Otworzył go na stronie zatytułowanej "pracownicy" i koło serii znaczków przy nazwisku pani wicedyrektor dopisał minus. Po czym podparł brodę, pomedytował chwilę i dopisał pionową kreskę zamieniając minusa w plus.

Inne zapisy autora:

0

Marcin B. Brixen

Poznaniak. Inzynier. Kontakt: brixen@o2.pl lub Facebook. Tom drugi bloga na papierze http://lena.home.pl/lena/brixen2.html UWAGA! Podczas czytania nie nalezy jesc i pic!

378 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758