Bez kategorii
Like

Suwerenność polskiej złotówki

21/01/2013
936 Wyświetlenia
0 Komentarze
23 minut czytania
no-cover

Narodowy Bank Polski wcale nie jest narodowy i nie podlega kontroli Sejmu ani rządu RP.

0


Od wieków suwerenna władza każdego władcy w jego państwie polegała na tym, że zawsze mógł on wypowiedzieć wojnę innemu władcy, nałożyć w swoim państwie podatki i bić własną monetę. To były i są po dziś dzień niezbywalne atrybuty wszelkiej suwerennej władzy państwowej. Państwo jest tylko wtedy suwerenne, gdy może wypowiedzieć wojnę, nałożyć podatki i bić monetę. Mówiąc współcześnie, państwo jest tylko wtedy suwerenne, gdy prowadzi własną politykę zagraniczną, uchwala swój budżet i emituje swoje pieniądze. Są to decydujące o suwerenności każdego państwa jego atrybuty, czyli przypisane mu możności.

 

Emisja pieniądza to emisja narodowej waluty danego państwa. W Polsce tą walutą jest złoty polski, w Kanadzie dolar kanadyjski, a w USA dolar amerykański. Państwo gwarantuje na całym swym terytorium, iż jego waluta narodowa jest legalnym środkiem płatności wszelkich zobowiązań i należności. I nikt nie może odmówić zapłaty w Polsce złotym polskim, w Kanadzie dolarem kanadyjskim, a w USA dolarem amerykańskim. To gwarantuje państwo na mocy swej władzy. Na każdym banknocie w Polsce jest podpis prezesa i głównego skarbnika Narodowego Banku Polskiego i napis: "Banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawny środkiem płatniczym w Polsce." Tyle, że, ten bank wcale nie jest narodowy i nie podlega kontroli Sejmu ani rządu RP. Polakom on nie służy.

Banknoty i monety, gotówka, to zaledwie 10 % wartości obiegu pieniądza w Polsce. I w każdym innym kraju. 90% obiegu pieniądza to pieniądz bezgotówkowy. Pieniądz, który znajdujący się w zapisach cyfrowych i księgowych kart kredytowych i rachunków bankowych. Ten pieniądz nie jest emitowany przez Narodowy Bank Polski. Ten bezgotówkowy, acz najważniejszy dla gospodarki pieniądz, powstaje w bankach. Pieniądze rodzą się w bankach w momencie udzielania kredytu i zapisania tego na cyfrowych oraz księgowych kontach. Tak jak pszenica rodzi się na polu rolnika, węgiel na przodkach wydobywczych kopalń, a samochody na taśmach montażowych koncernów samochodowych, tak pieniądze rodzą się w bankach.

Ale pszenica rodzi się na polu dzięki pracy rolnika i jego rodziny. Węgiel jest wydobywany na przodkach kopalń pracą górników. Samochody na taśmach montażowych składają robotnicy z już przez innych robotników wyprodukowanych części. A dzięki czemu rodzą się pieniądze w bankach? Otóż pieniądze w bankach rodzą się dzięki zebranej pszenicy, wydobytemu węglowi i wyprodukowanym samochodom. Banki tworzą pieniądze udzielając kredytu ludziom i firmom pod narodową hipotekę istniejących wartości ekonomicznych pszenicy, węgla i samochodów, itp., itd..

Eugeniusz Kwiatkowski sformułował w 1931 roku pytanie o najgłębszą tajemnicę tworzenia pieniądza, w swoim dylemacie fałszywego złota, pisząc tak; rząd zaciąga międzynarodową pożyczkę w złocie na 10 lat. Pod zastaw tego pożyczonego złota, rząd udziela kredytów na budowę dróg, mostów, kanałów i przedsiębiorstw. Po 10 latach kredyty zostają spłacone, a rząd zwraca pożyczone złoto. I wtedy okazuje się, że złoto było fałszywe. Więc jak to możliwe, że powstały drogi, mosty, kanały i przedsiębiorstwa? E. Kwiatkowski nie odpowiedział na to pytanie. Ale zgodnie z Nowoczesną Teorią Pieniądza anglosaskiej ekonomii ostatnich lat, z amerykańskim ekonomistą L. Randall Wray’em w roli głównej, dziś już można ten jego dylemat rozwiązać. Drogi, mosty, kanały i przedsiębiorstwa powstały w oparciu o pieniądz kredytowy rządu, oparty nie na fałszywym złocie, ale na hipotece istniejącej gospodarki tego państwa. To istniejące wartości ekonomiczne pszenicy, węgla, samochodów i całej reszty gospodarki, ta właśnie gospodarcza hipoteka całego narodu, umożliwiały tworzenie pieniądza kredytowego rządu. A nie fałszywe złoto. Tak jak te same wartości ekonomiczne, umożliwiają tworzenie w pieniądza kredytowego przez bank dla ludzi i firm. To gospodarcza hipoteka narodowa, a nie zgromadzone w banku pieniężne depozyty ludności i firm, umożliwiają tworzenie przez banki pieniądza kredytowego. Choćby dlatego, że te zgromadzone depozyty pokrywają zwykle zaledwie około 10% wartości udzielonych kredytów.

Zupełnie nową sytuację w Europie i na świecie stworzyło powstanie ponadnarodowej waluty euro. W latach 1999-2001 powstała w Unii Europejskiej wspólna waluta dla 17 krajów. Wspólna waluta euro. Te 17 krajów zrzekło się swych suwerennych walut i prowadzenia suwerennej polityki pieniężnej na rzecz wspólnego Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Banki centralne tych krajów są już tylko wykonawcami decyzji EBC. Kraje pozbawione własnej waluty nie mogą prowadzić przede wszystkim własnej polityki kursu walutowego. To znaczy nie mogą obniżać lub podwyższać wartości swojej waluty w stosunku do walut obcych. W ten sposób utraciły one podstawowy instrument polityki handlu zagranicznego i płatności w walutach obcych. Nie mogą obniżyć wartości swej waluty, wtedy gdy zalewa ich morze importowanych towarów. Gdyby mogły obniżyć, wszystkie ich towar byłyby tańsze, a wszystkie towary zagraniczne droższe. I bardziej opłacałoby się eksportować, niż importować. I morze importu by wyschło, a pojawiłaby się wielka rzeka eksportu i wielki strumień napływających walut obcych. Ale te kraje nie mogą tego zrobić, gdyż nie mają własnej waluty. Nie mają czego obniżać. W efekcie mamy do czynienia z głębokim kryzysem strefy euro. Grecja, Hiszpania, Portugalia czy Włochy mają za drogie towary by je wyeksportować. Za to Niemcy, z ich przewagą techniki i technologii oraz wydajności, mają towary na tyle tanie, że łatwo je eksportują do Europy Południowej. Do Europy Środkowo-Wschodniej też. Dlatego Niemcy mają coraz lepszą sytuację gospodarczą i z deficytu handlowego (-32 mld dolarów w 2000 roku) przeszły, od czasu przyjęcia euro, do olbrzymiej corocznej nadwyżki handlowej (+245 mld dolarów w 2008 roku). Natomiast pozbawione suwerenności walutowej słabsze gospodarczo kraje południowoeuropejskie, wkroczyły na drogę bankructwa, zwiększając nade wszystko swe długi zagraniczne, czego wyrazem jest olbrzymie zadłużenie ich sektora publicznego. Kryzys strefy euro doprowadzi w dłuższej perspektywie do nieuchronnego rozpadu tej strefy. Ale przy olbrzymich stratach ekonomicznych krajów UE.

Utrzymanie więc suwerenności walutowej Polski jest elementarnym warunkiem jej egzystencji ekonomicznej w ogóle, a przetrwania w czasach II Wielkiego Kryzysu Światowego w szczególności. Przystąpienie Polski do strefy euro, czyli zrzeczenie się przez nią suwerenności walutowej, błyskawicznie i nieodwołalnie wepchnie Polskę w sytuację zbankrutowanej Grecji. Suwerenność walutowa to posiadanie własnej narodowej waluty przez państwo narodowe. A brak suwerenności walutowej, to brak podstawowego warunku do istnienia ekonomicznego w świecie. A dla Polski jest to w warunkach światowej wojny ekonomicznej, wyrok śmierci z mniej lub bardziej opóźnionym jego wykonaniem.

Suwerenność walutowa państwa to, oprócz posiadania własnej waluty narodowej, również emisja tej waluty, tworzenie pieniędzy. Nie tylko tych 10% w formie banknotów i monet, ale również kluczowej części z tych 90% w formie bezgotówkowej. Suwerenność walutowa państwa to możliwość tworzenia przez to państwo ich własnych pieniędzy dla własnych celów. Tak jak czyni bank centralny Stanów Zjednoczonych zwany Zarządem Rezerwy Federalnej, czy tak jak czyni to bank centralny Wielkiej Brytanii nazywający się Bankiem Anglii. Banki centralne powoływano zresztą kiedyś właśnie po to, aby tworzyły pieniądze dla potrzeb rządów swoich państw narodowych i ich publicznych wydatków. Banki centralne powołano by kredytowały wydatki publiczne rządu. I w tym się wyraża suwerenność walutowa państwa.

Tymczasem podstawowy akt prawny Unii Europejskiej, Traktat Lizboński, w sposób pozbawił suwerenności walutowej nie tylko kraje strefy euro, które zrzekły się swych walut. Pozbawił również suwerenności walutowej wszystkie pozostałe kraje spoza strefy euro. Jest to zawarte w artykule 123 Traktatu. Zakazuje on Europejskiemu Bankowi Centralnemu i wszystkim bankom centralnym krajów członkowskich UE, finansowania deficytów i udzielania kredytów rządom państw oraz wszystkim innym jednostkom sektora publicznego. Tak więc na mocy Traktatu Lizbońskiego, państwo będące jedynym gwarantem na swoim terytorium płatności pieniądzem narodowym, ale i ponadnarodowym pieniądzem euro, samo nie może takiego pieniądza w swoim własnym banku centralnym pożyczać. Rząd nie może sfinansować wydatków publicznych pożyczając pieniądze w swoim banku centralnym. Musi pożyczać pieniądze w bankach prywatnych. A szerzej na rynkach finansowych, emitując rządowe obligacje i bony skarbowe. I musi się w nich zadłużać na ich warunkach finansowych.

To pozbawienie Polski, ale i krajów UE, najważniejszego atrybutu suwerenności narodowej, jakim jest suwerenność pieniężna, nie zostało w ogóle zauważone. To niesłychane, aby nikt z krytyków podpisania Traktatu Lizbońskiego w Polsce, nie zauważył tak fundamentalnej sprawy! A nie zauważył! To jest sytuacja, którą opisał kiedyś futurystycznie Stanisław Lem. Twierdził, że w przyszłych wojnach zaatakowany naród nie będzie nawet wiedział, że jest przedmiotem obcego ataku. Nie będzie bowiem posiadał odpowiednio wysokich technologii, pozwalających ten atak wykryć. I taką właśnie mamy sytuację w Polsce. Tyle, że dotyczy ona technologii umysłowych.

Dzięki pozbawieniu suwerenności pieniężnej krajów UE, prywatny sektor bankowy, a szerzej światowe rynki finansowe, zagwarantował sobie złoty interes, zmuszając rządy i całe sektory publiczne do pożyczania wyłącznie w prywatnych bankach. Zagwarantował sobie monopol kreacji pieniądza, prywatyzując suwerenność walutową państwa. Amerykański ekonomista Hyman Minsky zwykł mawiać – "Każdy może tworzyć pieniądze; problem leży w ich akceptacji". Więc może wreszcie odwróćmy sytuację. I niech sobie banki prywatne tworzą swoje własne pieniądze. Każdy bank z osobna, albo nawet wszystkie banki prywatne razem. Tylko kto ich własne banknoty i zapisy cyfrowe oraz księgowe na ich kontach, zaakceptuje bez gwarancji państwa? Kto sprzeda choćby bułkę w zamian za banknot czy monetę wydaną przez prywatny bank Pekaoesa czy ING Bank Śląski? Nikt. I tyle jest warta ich władza pieniężna w rzeczywistości.

W Polsce zakazano pożyczania przez NBP pieniędzy polskiemu rządowi dla potrzeb wydatków publicznych jeszcze w ramach "okrągłostołowej" Konstytucji Aleksandra Kwaśniewskiego z 1997 roku. I ten zakaz zapisano konstytucyjnie w ramach artykułu 220 punkt 2. Nasze kompradorskie a samozwańcze elity polityczne, były i są bowiem szczególnie wiernopoddańcze wobec światowej i europejskiej oligarchii finansowej. Państwo polskie jako suweren własnej waluty, złotego polskiego, gwarantuje na swoim obszarze wszystkie operacje pieniężne, a nie może tworzyć swojego własnego kredytu w swoim własnym banku! Państwo polskie na mocy swej własnej Konstytucji, nie może na swoim terytorium tworzyć pieniędzy! Mogą to robić tylko prywatne banki. Na dodatek te banki są prawie wszystkie bankami zagranicznymi. Czyli, że państwo polskie nie może tworzyć u siebie własnych pieniędzy, po to, aby mogły to robić dla swego zysku banki zagraniczne w Polsce ulokowane! I państwo polskie musi od nich pożyczać pieniądze, bo samo sobie zakazało pożyczać złotówki od własnego banku centralnego! I musi się w nich zadłużać, pod groźbą niewypłacalności.

Obezwładnieniu państwa w realizacji jego władzy suwerenności walutowej służy też zasada tzw. "niezależności banku centralnego". Bank centralny, który jest bankiem całego państwa tylko na mocy suwerenności walutowej tego państwa, ma być od tego państwa "niezależny". Ma być "niezależny" od władzy wykonawczej rządu, a nawet władzy ustawodawczej Sejmu. To czyją władzę, czyli interesy i potrzeby ma realizować? Otóż w moim przekonaniu ma realizować interesy i potrzeby prywatnego sektora bankowego i rynków finansowych czyli europejskiej i światowej oligarchii finansowej. I tylko po to, ten zapis do prawodawstwa UE wprowadzono. Wprowadzono po to, by pozbawić już całkowicie możliwości suwerennej polityki pieniężnej poszczególne państwa i przekazać ją w ręce oligarchii finansowej i ich agentów.

Suwerenność walutowa musi zostać polskiemu państwu przywrócona. Narodowy Bank Polski musi służyć polskiemu narodowi, polskiej gospodarce i polskiemu państwu. Dlatego należy usunąć z polskiej Konstytucji artykuł 220 punkt 2 i zawiesić wykonywanie artykułu 123 Traktatu Lizbońskiego. Zwłaszcza, że EBC i tak już omija ten artykuł, dokonując wykupu obligacji rządowych krajów strefy euro na rynkach wtórnych.

NBP i jego polityka pieniężna zostanie podporządkowana Sejmowi. I polski bank centralny będzie zależny od reprezentantów polskiego narodu, jako suwerena polskiego państwa. NBP przejmie w swoje rachunki księgowe całość zadłużenia krajowego i zagranicznego polskiego rządu. I będzie odpowiadał w uzgodnieniu z Ministerstwem Finansów za jego obsługę.

Polski bank centralny rozpocznie finansowanie długu publicznego polskiego państwa. NBP rozpocznie finansowanie wydatków polskiego państwa na potrzeby polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa. Tym samym polskie państwo odzyska możliwość kreowania swojego własnego kredytu w swoim własnym banku na swym własnym terytorium. Przede wszystkim obniży to koszty kredytowania długu publicznego. Polskie państwo nie będzie już zależne od międzybankowych stóp procentowych na rynkach międzynarodowych. I nie będzie musiało płacić lichwiarskich odsetek od nowych kredytów. Zwiększy to zasadniczo bezpieczeństwo finansowe państwa, gdyż ustanie konieczność zaciągania kredytów w zagranicznych bankach krajowych dla potrzeb budżetowych. Polskie państwo posiadając pełną suwerenność walutową i będąc najważniejszym producentem własnych pieniędzy, nie stanie w obliczu niewypłacalności rządowych obligacji złotówkowych i spłaty kredytów w NBP. Polskie państwo nie będzie tez zmuszone do płacenia odsetek od tych obligacji i tych kredytów w oprocentowaniu określanym przez rynki finansowe i agencje ratingowe.

Kredytowanie przez polski bank centralny deficytu budżetowego polskiego rządu, stworzy nową sytuację dla możliwości gospodarczych Polski. Jak twierdzi amerykański ekonomista Michael Hudson, tzw. "monetaryzacja" długu publicznego umożliwia wydawanie pieniądze na gospodarkę w najlepszy możliwy sposób, by wspierać wzrost gospodarczy i pełne zatrudnienie. To jest sposób, który wspiera wzrost gospodarczy i pełne zatrudnienie, a nie sposób, który wspiera prywatny sektor bankowy i jego wielkie, a gwarantowane przy tym zyski z tytułu obligacji rządowych. Publiczna kreacja pieniądza przez Narodowy Bank Polski dla potrzeb polskiego społeczeństwa i polskiej gospodarki to właśnie pełne wykorzystanie suwerenności walutowej państwa polskiego. Tworzenie pieniędzy przez państwo za pośrednictwem swego banku centralnego dla konkretnych celów polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa ma sens. Tworzenie pieniędzy przez zagraniczne banki prywatne dla celów ich komercyjnych zysków i politycznych interesów ich właścicieli jest dla Polski bez sensu.

W sytuacji II Wielkiego Kryzysu Światowego możliwość zwiększania wydatków budżetowych dla powiększania popytu w sytuacji stagnacji czy recesji jest zasadniczą sprawą. Umożliwia to dzięki ukierunkowanym wydatkom budżetowym na cele gospodarcze i społeczne powiększanie popytu. Powiększania popytu tam, gdzie przynosi to największe efekty we wzroście gospodarczym i wzroście zatrudnienia. Zwiększanie zaś wydatków budżetowych drogą powiększania długu zagranicznego czy tylko długu w zagranicznych bankach, jest tworzeniem kryzysu zadłużeniowego. A w konsekwencji grozi niewypłacalnością państwa. Dlatego "monetyzacja" polskiego długu publicznego przez polski bank centralny jest niezbędna nawet po to, by ograniczać skutki II Wielkiego Kryzysu. Dlatego finansowanie przez NBP rządowych długów publicznych stwarza równocześnie możliwości pobudzania wzrostu gospodarczego. Ale nade wszystko wzrostu zatrudnienia w sytuacji, gdy narasta katastrofa polskiego bezrobocia.

Stanisław Tymiński

 

0

Stan Tymi

Rozw

24 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758