HYDE PARK
Like

Singiel, i co dalej?

21/10/2013
973 Wyświetlenia
28 Komentarze
25 minut czytania
Singiel, i co dalej?

Wśród singli którzy podjęli decyzję o nie posiadaniu dzieci, widzę pewną lekkomyślność. Sam planuję spędzić życie w pojedynkę, nie chcę mieć dzieci (chociaż je lubię), ale podjęcie takiej decyzji rodzi określone skutki w otaczającym nas świecie. Jeśli zależy Ci na w miarę spokojnym życiu, musisz je poznać, gdyż ta właśnie decyzja powoduje dość nieprzyjemne konsekwencje. Chciałbym byś znając je, mógł się odpowiednio przygotować, zabezpieczyć i uchronić przed problemami, które niechybnie spotkasz na swojej drodze.

0


 

 

Oto lista skał, które stoczą się na Ciebie mimo zakazu krzyku w górach. Niejeden wrzaśnie z rozkoszą… :

 

1. Ludzie w większości żyją i myślą stadnie. Co robią inni – oni uznają za dobre. Jak napisał Łysiak, jedz guano, miliony much nie mogą się mylić. Nieważne co oni czują – ważne że stado uważa coś za normę, coś co trzeba koniecznie zrobić i przeżyć; idealny baran jeśli nie chce zostać wypędzony bądź wręcz uszkodzony, musi działać jak inni. Promowana i wysławiana jest zasada nie wychylania się.

 

Stado baranów

 

Stado działa w prosty sposób – od dziecka wbija się człowiekowi do głowy pewne pojęcia, ponieważ dziecko nie ma możliwości zaprotestować. Powiesz dziecku o latającym dywanie? uwierzy. O miłych Panach z platformy obywatelskiej, co amber gold reklamowali? już wyciąga do nich ufne rączki. Dziecko z powodu braku umiejętności rozróżnienia (co kit a co prawda) jest idealne do nauczania, które nazwać trzeba celniej – pranie mózgu. Co w dziecku zasiejesz za młodu, to w nim zostanie całe życie. Stąd taki bój wszystkich (religie, państwo, organizacje) o możliwość “nauczania” dziecka, czyli umieszczenia w nich odpowiednich przekonań, korzystnych dla danej grupy społecznej. Gdy powiesz dorosłemu o latających dywanach i gadających wężach – uruchomi się Boski dar, rozum – i nie uwierzy. Tylko dziecko może to uznać za prawdę, a gdy wykształci mu się rozum, gdzieś w środku zawsze będzie czuć że to prawda.

 

Nauka niewolnictwa
Pierwsze co się wbija w nasze biedne, małe główki – to zależność od opinii innych. Ktoś Cię pochwali, uruchamiają Ci się hormony szczęścia, czujesz się wspaniale – ktoś skrytykuje, uruchamiają się hormony stresu – czujesz się strasznie, nie chce Ci się żyć. Zostaliśmy wytresowani tak, by opinia grupy miała na nas wpływ. Jest to robione po to, by grupa mogła Cię utrzymać w swoich szeregach samymi słowami, jednym spojrzeniem pełnym podziwu bądź niechęci… gdy cierpisz z powodu krytyki swojego stada, chcesz naprawić błąd. Gdy uciekniesz ze swojego stada do innego (np. jednej partii do innej) gdzie królują inne przekonania (bierzemy w łapę od innych) dla macierzystego stada będziesz zdrajcą którym się gardzi, a dla obcego bohaterem który przejrzał na oczy i poznał najprawdziwszą prawdę.
Stado rośnie w siłę na dwa sposoby. Jeden to wzrost liczby członków – im więcej ludzi ma dana organizacja, tym stado jest silniejsze. Może wtedy wpływać na wyniki wyborów, więc politycy przekupują w różny sposób lidera tego stada – by mieć głosy. Drugi sposób to niezwykła lojalność niewielkiego stada. By tak zrobić, tworzy się w dzieciach z tego stada wrażenie wyjątkowości, że są wybrani przez Boga, lepsi od innych – jednocześnie strasząc wszystkimi spoza stada. Poczucie bycia kimś lepszym i strach przed obcymi, w niezwykły sposób cementują więzi w stadzie. Ten rodzaj siły prezentują żydzi – są bezustannie straszeni holocaustem i nienawiścią innych nacji wobec nich – oraz utrzymywani w poczuciu wyższości. To sprawia że chociaż kłócą się między sobą, wobec osób obcych rasowo zawsze się zjednoczą, by te zagrożenie zniszczyć. Pierwszy styl to siła – brutalny osiłek bije kolegów w gimnazjum i zabiera im kanapki. Drugi styl to jakość – czyli mały, przebiegły, złośliwy chłopiec który rządzi osiłkiem, i zabiera większość jego zdobyczy. Siłacz i pasożyt – oboje żyją z konsumpcji słabszych form życia.
Dzieci priorytetem
Ludzie od tysięcy lat mieli jeden priorytet – więcej dzieci. Większość niemowląt umierała przy porodzie, były wojny, głód i choroby. Dzieci stanowiły o sile danej grupy, plemienia, później państwa. Stąd nakaz rozmnażania się (więcej ludzi dla grupy, więcej siły), zakaz homoseksualizmu (masz mieć wytrysk w kobiecie i płodzić dzieci, a nie tyłku kolegi z igloo). By wzmocnić ten nakaz, kapłani mówili że tego chce Bóg – i jeśli ktoś chce iść do nieba (rajskiej krainy, mieć lepszą inkarnację itd.) musi mieć dużo dzieci. Kapłanowi zależało – gdy jego nieliczna grupa zostanie wyrżnięta przez liczniejszą, jego pierwszego nabiją na pal; w końcu tamta grupa ma także swojego kapłana, zazdrośnie chroniącego swego stanowiska. Poza tym więcej ludzi oznacza więcej dóbr, a kapłani zawsze lubili dziesięciny. Więcej ludzi, więcej błyskotek, więcej władzy. Społeczność rodziny wielodzietne honorowała, bezdzietne były pośmiewiskiem, obrazem hańby i przykładem na Boską niechęć. Bóg zdaniem kapłanów kocha dzieci, więc jeśli ich nie mają – są być może grzesznikami. Zasada życia w stadzie była prosta – masz dzieci, jesteś kimś. Nie masz dzieci – jesteś nikim, pośmiewiskiem. Tak to trwało tysiące lat, i zapewniło przetrwanie ludzkości – która w dobie dzisiejszej technologii nie potrzebuje już tych nakazów i praw. One były dobre wtedy, jak na szóstkę dzieci pięć umierało zanim osiągnęło osiemnaście lat. Teraz żyją niemal wszyscy – a ziemia zaczyna się powoli dusić z nadmiaru żołądków do wykarmienia. Teraz jeszcze daje radę, ale gdy siedem miliardów zmieni się w siedemdziesiąt? a siedemset?

 

Robienie dobrej miny do złej gry

 

Jeśli więc część ludzi czuje że nie chce mieć ślubu, dzieci, danej pracy (bo chcieliby zajmować się czymś innym, co nie daje tyle pieniędzy potrzebnych na utrzymanie rodziny) to bojąc się krytyki, ośmieszenia przez stado, robią to “co trzeba”. Żenią się z niekochanymi partnerami, mają z nimi dzieci, a w weekendy zapijają się w trupa, by jakoś znieść swoje rodzinne “szczęście”. Ci ludzie (jeśli mieli inne cele, z których zrezygnowali ze strachu przed presją grupy) wewnętrznie czują że przegrali życie. Ale nigdy Ci tego nie powiedzą, nie mogą Ci wyznać że dali się oszukać. Kto lubi wyjść na oszukanego? udają więc sukces, a gdy widzą kogoś kto poszedł swoją drogą w życiu – zalewa ich krew. Oni mogą tego intelektualnie nie rozumieć, ale czują gniew, nienawiść. Tych uczuć nie można ujawnić otwarcie, więc stosuje się wybieg – mówi się upadlające rzeczy, takie jak:
Nikt Ci nie poda szklanki wody na starość (jakby dzieci były od opieki na starość)

 

Jesteś egoistą zapatrzonym we własne JA (płodzenie dzieci dla opieki egoizmem już nie jest…)

 

Jesteś niedojrzałym emocjonalnie małym chłopcem (bo nie dajesz się orżnąć jak poważny, dorosły dureń)

 

Dojrzej wreszcie, nałóż spodnie (i zacznij żyć jak wszyscy inni, bez względu na to co Ty chcesz i jakie masz cele)

 

Kiedy wreszcie będziesz mieć dzieci? (jesteś gorszy od nas, bo nie rozmnożyłeś się co potrafią nawet bakterie)

 

Nikt Cię nie chciał? (och jak cudownie, mnie ktoś chciał więc jestem lepsza. A że bije, pije i zdradza, to nic wielkiego)

 

Kultowe – żal mi Ciebie (ach, jakie to cudowne uczucie pokazać że jestem wyżej, dalej…)

 

Równie kultowe – chyba skrzywdziła Cię jakaś kobieta (każdy komu coś nie pasuje w Paniach, jest oskarżany że został skrzywdzony, i bredzi w nienawistnym amoku).

 

Szkoda że Twoi rodzice tak nie myśleli… (moi rodzice zrobili co chcieli, a ja jestem wolnym człowiekiem i podejmuję sam decyzje życiowe)

 

Jesteś jakiś nienormalny, dziwny… (Ty też jesteś dziwny dla miliardów wyznawców świętych krów, małp, jedzenia żywych robaków i innych)

 

Myślisz tylko o sobie (ano tak się składa, że to ja zdam relację ze swojego życia, ja za nie odpowiem, i ja przebywam ze sobą cały czas kiedy inni przychodzą i odchodzą)

 

Kiedyś zechcesz, ale będzie za późno (możliwe, ale lepiej nie mieć dziecka i tego żałować, niż mieć dziecko i wychować je “bo tak trzeba” bez miłości).

 

 

Drugie dno

 

Musisz to zrozumieć – ci ludzie mówiąc że jest im Ciebie żal, tak naprawdę czują się sami ze sobą fatalnie. Chcą Ci trochę tego nieszczęścia oddać – od Ciebie zależy czy je przyjmiesz, zaczniesz się przejmować ich słowami. Jeśli zaczniesz – oni na chwilę przestaną cierpieć. Wszystko się wyrównało – obie strony cierpią. Oni cierpią bo zostali oszukani, dodatkowo frustruje ich fakt że masz odwagę żyć po swojemu a nie jak chce stado (czyli masz jaja których oni nie mieli), Ty cierpisz bo uraziły Cię ich słowa o szklance wody na starość, egoiźmie i zapatrzeniu we własne JA. Każdy daje Ci to co ma – człowiek pełen miłości da Ci miłość, bo ma jej w sobie wiele. A co Ci daje rzekomo szczęśliwy szwagier, syczący złośliwie że może masz coś z jajami, albo że jesteś mały chłopiec i pora dojrzeć emocjonalnie? daje Ci co ma – frustrację, stres, ból, poczucie bycia orżniętym, uległość wobec presji grupy.

 

Jesteś lepszy – rozumiesz? syczą bo jesteś odważniejszy i lepszy. Oto cała prawda i tylko prawda, której pijany szwagier nigdy Ci nie powie.

 

By być wolnym od takiego rodzaju presji, musisz mieszkać oddzielnie od rodziny. To bezwzględny warunek. Nie zniesiesz wspólnego mieszkania – oni Ci nigdy nie wybaczą pójścia inną drogą niż oni, nie wybaczą Ci że nie dałeś się oszukać. Swoje mieszkanie to konieczność, daleko od rodziny. Druga sprawa, niezwykle ważna – musisz być niezależny finansowo. Nie możesz korzystać z żadnej pomocy rodziny, ponieważ w efekcie kłótni nie jesteś niczym uwiązany – źle Cię traktują? zwijasz się. Mając jakiekolwiek zobowiązania wobec tych osób, nie możesz odejść gdy Cię lżą. Musisz zostać, często udawać przyjaźń kiedy w środku się gotujesz. Żadnych wspólnych biznesików, żyrowania kredytów – nawet nic nie pożyczaj, auta, większych sprzętów a już nie daj Boże pieniędzy. Nie zobaczysz ich z powrotem, a będziesz miał wroga na całe życie. “Taki bogaty a chce jeszcze kasy” – znasz to? jeśli nie to z całą pewnością poznasz.

 

Tylko raz

 

Kiedy nic Cię nie wiąże z rodziną, przeważnie jesteś szanowany. Oni doskonale wiedzą że mogą Cię wtedy obrazić tylko raz – drugiej szansy nie będzie. Możesz dać w mordę, wylać wino na twarz pijanego wujka, wszystko możesz – ponieważ nie musisz do nich wracać. Droga niezależności to krolewska ścieżka. Kto po niej stąpa, ten wiele bólu nie zazna.

 

2. Gdy jesteś bezdzietnym singlem, masz jakichś przyjaciół, rodzinę. To bardzo ważne byś to zrozumiał – jeśli masz dzieci, Twoje otoczenie nawet nie myśli o Twoim spadku – wiadomo że dostaną go dzieci. Sprawa jest jasna i nikt takich myśli, pragnień nie ma – jeśli ma, zdaje sobie sprawę z ich nierealności. Jeśli jesteś singlem i nie masz dzieci, Twoje otoczenie zdaje sobie sprawę z tego że komuś majątek swój oddać musisz. Wszystkie osoby z Twoje otoczenia które się z Tobą przyjaźnią, zdają sobie z tego sprawę – każdy wie że umrzeć musisz, co więc z mieszkaniem, samochodem, oszczędnościami?

 

Efekt domina

 

Co więc robią znajomi? zaczynają się o Ciebie troszczyć, występują w roli dobrych wujków, doradzają, martwią się o Ciebie – chcą byś uznał że zależy im na Tobie, “bo chyba lepiej żeby oni dostali a nie urzędasy”. Przestajesz się już liczyć jako człowiek, a widzi się w Tobie portfel którego zawartość trzeba zdobyć. Pojawia się też konkurencja, ponieważ masz kilku znajomych – dlaczego oni mają dostać a nie ja? to pytanie postawi sobie każdy członek rodziny i znajomy.
Najlepsze sceny będą gdy kogoś poznasz. Partnera, partnerkę… wtedy hodowana w serduszku latami wizja spadku zacznie szybko topnieć – ku zgrozie Twych “najbliższych”. I wtedy właśnie zobaczysz na co ich stać. Pieniądze potrafią zmienić każdego, nawet dobrego człowieka w zachłannego manipulatora. Nieliczni potrafią się temu oprzeć, ponieważ jest to tysiąc razy trudniejsze niż oddanie grubego portfela znalezionego na ulicy. Dlaczego? portfel to jeden impuls – trwa chwilę. Odnosisz go ciesząc się poczuciem bycia sprawiedliwym i prawym. To wspaniałe uczucie, warte więcej niż jakikolwiek portfel. Sytuacja jest jasna – weźmiesz portfel, jesteś złodziejem; oddasz – uczciwym człowiekiem. Jest plus i minus, nie ma miejsca na filozoficzne kombinowanie.
Nie dla mnie, dla dzieci!

 

W sytuacji spadku nie jest tak różowo. Walcząc troską i przyjaźnią o spadek, nie robisz nic złego,  w końcu komuś trzeba go zostawić. Inni też chcą? zaczynasz podliczać ile Ty zrobiłeś dla singla, a ile oni. Twoja pomoc zostaje wyolbrzymiona, innych zmniejszona – nie można być sędzią we własnej sprawie. Po wielu latach myślenia co ze spadkiem, rozplanowałeś wszystko – mieszkanie nieżyjącego singla dla dziecka, oszczędności na auto dla siebie, samochód dla drugiego dziecka. Ta myśl daje satysfakcję – i wtedy nasz przykładowy singiel znajduje przyjaciela bądź partnera. Marzenia się sypią jak domek z kart. Można się zdenerwować? oczywiście. Wtedy właśnie ludzie zaczynają wariować, pojawia się gniew i walka o swoje, jakże piękne marzenia – którym na drodze stoi Twój partner.

 

Zapisuję wszystko Markowi

 

Rozwiązanie jest jedno. Od początku mówisz że spadek idzie na jakiś cel, osobę czy organizację. To Twoja ostateczna wola, zawsze o tym marzyłeś, nie chcesz o tym rozmawiać. To powinno uciąć ludzkie szaleństwo, chociaż nie zawsze. Znam ten temat bardzo dobrze, można powiedzieć że poznałem go na własnej skórze. To historia o Wiki (starsi czytelnicy znają ją doskonale) która zainspirowała wielu ludzi do mnie piszących – okazało się że takich (i niekiedy znacznie gorszych) historii jest wiele. To norma, wzór, mechanizm. Nie wyjątek, jak zapewne powiedzą Ci oburzeni moralni, bogobojni członkowie rodziny – niezmienny schemat. Oni Ci wiele rzeczy powiedzą. Że liczy się wnętrze, pieniądze nie są ważne bo to rodzina jest najważniejsza, cała kupa żałosnych kocupałów. I wiesz co Ci powiem?

 

Nie słuchaj ich.

 

Ten cały bełkot to tylko zewnętrzny wyraz frustracji, spowodowanej utratą spadku. Ten ból jest jedyny, a to co ludzie mówią – to nieistotne, wymyślają przeróżne usprawiedliwienia. Przyczyna jest jedna, zawsze była ta sama.

 

Niezależność ponad wszystko

 

Jeśli chcesz być bezdzietnym singlem – musisz być niezależny emocjonalnie i finansowo. Swoje trzymać przy sobie nawet wtedy, gdy umierasz w szpitalu i rodzina czy znajomi się Tobą opiekują. Jedyna rozsądna opcja gdy oddajesz swój majątek to ta, gdy zostaje on rozdany po Twojej śmierci. Gdy komuś za życia coś dasz, stajesz się golcem, dziadem i jesteś na łasce tego człowieka. To zdarza się niezwykle często – w naszym świecie szanuje się tylko tego, który coś ma. Jak możesz liczyć na szacunek, jeśli pozbędziesz się swojej własności? niech proszą, błagają… nieważne. Trzymasz przy sobie do ostatniego tchnienia. Znam ileś tam przypadków, jak zwłaszcza kobiety oddają mieszkanie córkom i synom. Później są pomiatane i żyją w biedzie. Kobieta myśli emocjami – dam córci mieszkanie to mnie pokocha, bo zobaczy że ją też kocham. A tu klops – córcia ma mieszkanie, a mamy już nie chce widzieć na oczy. Dopóki coś masz, liczą się z Tobą. Są niezadowoleni – to oczywiste – ale muszą się liczyć. Będą namawiali, sugerowali, będą się podlizywać… teraz są jak rzep na psim ogonie, ale jak oddasz wszystko za co Cię lubią, nagle Cię pokochają po stokroć mocniej. Ironiczne, nie? a jednak wiele ludzi daje się na takie manipulacje nabierać. Piszę z autopsji – sam dzięki kochanemu wujkowi straciłem należne mi pół mieszkania po dziadku.
Wazektomia
Co warto jeszcze dodać? ano to że singiel który ma pieniądze, budzi zainteresowanie Pań chcących założyć rodzinę. To temat rzeka, jednak powinieneś zastanowić się nad zabiegiem wazektomii. Panie w kwestiach rodziny nie patrzą na takie rzeczy jak Twoje uczucia – po prostu  tupot małych stópek jest najważniejszy. A to że cierpisz? załóż spodnie i do roboty – rodzina czeka na mannę z nieba. Jeśli ta wizja nie wzbudza w Tobie ekscytacji, wazektomia jest jedynym rozsądnym wyjściem. Gdy ją zrobisz, na wszelki wypadek zabezpiecz się i oddaj do przechowania swoich żołnierzyków. Nigdy też nie mów o tym zabiegu – kobiety odczuwają atawistyczną wręcz nienawiść do mężczyzn po jego przejściu. Mów tylko że nie chcesz dzieci – jeśli romantyczka mimo to uzna że jej spełnienie jest ważniejsze, nie weźmie tabletek obiecując że wzięła – to strata czasu o którą Cię oskarży, jest jej a nie Twoim problemem. Okłamała, tak – ale jej zdaniem nie robi źle, bo robi to dla tej niewinnej kruszynki – którą na pewno z czasem pokochasz. A jeśli nie? to nie jest brane pod uwagę. W końcu każdy prawdziwy mężczyzna chce mieć dziecko. Czyżby…?

 

————-

 

Zachęcam do ściągnięcia mojej książki “Co z tymi kobietami?” jako darmowego e booka KLIK. Jeśli się spodoba, zawsze można dostać ją w każdej księgarni, na terenie całej Polski.

Inne zapisy autora:

0

samiec
samiec http://www.samczeruno.pl

Mojemu ciału dano imię Marek. Przepchnięto je przez szkołę z tytułem ekonomisty. Teraz te ciało działa jako pisarz, ale kim tak naprawdę jestem, nie mam kurwa bladego pojęcia.

126 publikacje
85 komentarze
 

  1. Avatar sniddy

    To już drugi Pana tekst który czytałem ostatnio i reklamy Pana ksiązce żadnej niestety dobrej nie robi. Byłbym skłonny po nią sięgnąć, gdybym tego nie przeczytał. Wylewa Pan na strony swoje jadowite frustracje i teorię dziejów dla ubogich. Z drugiej strony to co Pan pisze świadczy o wewnetrznej walce jakiejś. Pan chce do czegoś przekonać innych czy siebie? Bo wydaje mi się że na razie siebie nadal Pan upewnia na swoim stanowisku a za kimś takim się nie podąża. A tak już całkiem na marginesie to ten tekst bardziej mi pasuje na portal naTemat niż tu. Może tam Pan przyceluje? Myslę, że posłuch będzie większy.

    0
    • Dzień dobry. Dziękuję za Pańską opinię. Jak mniemam jest Pan osobą posiadającą dzieci bądź małżonkę, tylko tak potrafię wytłumaczyć zarzuty o “jadzie” – a może proszę zaakceptować że są ludzie, mający inne spojrzenie na świat niż Pan? to naprawdę ułatwia życie. Pozdrawiam mocno.

      0
      • Avatar sniddy

        Proszę Pana gdyby chciał Pan wyłozyć coś merytorycznie nie pisałby Pan tak emocjonalnie i napastliwie jak na przykład o stadzie baranów czy orżnięciu durniów. To chyba stanowi przykład braku akceptacji a nie mój komentarz. Posiadam małżonkę, dzieci jeszcze nie co proszę mi wierzyć nie stanowi tutaj powodu mojej oceny. Pisze Pan “ale kim tak naprawdę jestem, nie mam kurwa bladego pojęcia.” zatem może niech się Pan najpierw zastanowi a potem sprzedaje innym swoje wizje? Bo na razie to wydaje mi się że przechodzi Pan nastoletni bunt.

        0
        • Eee tam, fajniej się czyta gdy są emocje i mięso. To nie referat

          0
        • Stado baranów jest symbolem – braku samodzielności w wyborze życiowych celów. Baran to ktoś, kto nie idzie tam gdzie chce – a tam gdzie otoczenie każe mu iść. Rezygnuje z siebie by zadowolić innych. Stąd taka nazwa, nie z emocji – a z pragmatyzmu.

          Ano właśnie – posiada Pan małżonkę, dzieci jeszcze nie – czyli Pan zamierza. Pańska wizja świata jest różna od mojej, więc by ją skrytykować wymyślił Pan sobie (nieświadomie, to mechanizm obronny) mój jad, emocje, nastoletni bunt. Nie, nie wierzę, dlaczego mam wierzyć?

          Proszę jeszcze spojrzeć na to – nastoletni bunt oznacza że jestem niedojrzały. Pan go nie podziela, czyli jest Pan ponad nim i ponad mną. Dojrzał Pan i stał się mądry – a ja tryskam jadem i emocjami, ponieważ jestem od Pana głupszy i mniej rozumiejący. W ten sposób Pan mnie deprecjonuje, bo tylko tak umie Pan podważyć mój logiczny wykład.

          Dlatego Pana nie winię.

          Co do mnie – znam tylko etykietki. Ekonomista, pisarz, bloger, bezrobotny, Polak… to są etykietki, nakładane na człowieka, ale to nie jestem ja. Stąd nie wiem kim jestem, a Pańska “wiedza” to właśnie te kilkanaście etykietek, nie mających z tym kim jesteśmy – nic wspólnego.

          Pozdrawiam słonecznie.

          0
          • Avatar sniddy

            No dobrze. Nie ma sensu ciągnąć dalej tematu bo się niepotrzebnie zradykalizujemy. Ja stanę się talibem a Pan w reakcji przejmie pozycję skrajnie hedonistyczną lub odwrotnie. Pozdrawiam mimo wszystko i życzę żeby Pan za jakiś czas miał odpowiedzi. W końcu o to chodzi, nie?

            0
          • Chodzi tylko o końcowe spełnienie, czego Panu i sobie życzę 🙂

            0
      • Ja nie mam dzieci i nie jestem żonaty. A opinię o pańskiej – użyję sobie eufemizmu – twórczości mam identyczną jak kolega sniddy.
        .
        Drogi panie, nawet średnio rozgarnięty internauta z miejsca dostrzeże w pańskich tekstach KSIĄŻKOWY PRZYKŁAD FANATYZMU. Pan nienawidzi rodziny, konserwatywnych wartości i w ogóle wszystkiego, na czym społeczeństwo się opiera. Oczernia pan te pojęcia i obrzuca gnojem. Nikt zdrowy na umyśle nie będzie czytał takich pomyj.
        .
        Pozbądź się najpierw nienawiści, człowieku i przestań oskarżać konserwatystów o manipulacje skoro sam właśnie próbujesz ZMANIPULOWAĆ CZYTELNIKA po to, by podzielił twoją nienawiść i zaczął zwalczać konserwatywne poglądy tak jak ty sam je zwalczasz.

        0
        • Uprzedzając oskarżenie o przyklejanie etykietek. Nie, ja nie przyklejam etykietek. Ja po prostu widziałem tylu ludzi o identycznych poglądach do pańskich i identycznie piszących jak pan, że straciłem rachubę bardzo dawno temu.
          .
          I w odróżnieniu od pana ja dokładnie wiem, kim jestem. Wiem, co jest dla mnie ważne i wiem, dlaczego. Śmiało mogę zaryzykować tezę, że w rozmowie na temat mojej wiary rozniósłbym na strzępy każdego oponenta. Ja wiem, w co wierzę. Sam do wszystkiego doszedłem z niemałym trudem. Żaden ksiądz mi nie umiał odpowiedzieć na moje pytania – musiałem odpowiedzi poszukać sam. I znalazłem.

          Dlatego wiedząc kim jestem i mając za sobą bagaż doświadczeń i przemyśleń mogę śmiało powiedzieć: “Pieprzysz pan jak potłuczony, a pańskie pseudofilozoficzne brednie nie mają żadnego związku z rzeczywistością”. Kropka.

          0
  2. Wpływ społeczności jest niesłychany na nasze decyzje to prawda, ale jeśli chodzi o dzieci to spłaszczyłeś temat.
    Otóż tak jak nie każdy nadaje się na emigranta, nie każdy nadaje sią na policjanta tak nie każdy nadaje się na to by być sam i nie mieć dzieci. Jesteśmy kłebkiem emocji, uczuć i pragnień. I najczęściej zwyczajnie pragniemy mieć kogoś obok siebie, kogoś do kochania, do łóżka, do przebywania, uczestnictwa, rozmów… Tak po prostu jest, bez niepotrzebnej wiwisekcji i szkiełka w oku. Tak też jest z dziećmi. Wiekszość kobiet i mężczyzn chce je mieć. To są oczywiście uwarunkowania biologiczne (w przypadku kobiet) i atawistyczne (w przypadku mężczyzn) ale przecież nie tylko a czasem nawet nie przede wszystkim. Motywacji może być tysiące a nawet miliony, a nawet tyle ile jest przyszłych ojców i matek. Ba są to pragnienia/uczucia bardzo zmienne, fluktuacyjne. To że 30-latek nie chce mieć dzieci nie oznacza, że takie pragnienie nie nadejdzie, gdy będzie miał 35. Czasem już gdy mleko się rozlało żałuje… bo nie wychodzi wychowanie lub nadchodzi inne rozczarowanie. Ale kilka dni później staje się coś innego i miłość ojcowska wybucha na nowo z większą siłą. Znam kobiety które były zadeklarowanymi singielkami, z pełnym przekonaniem i ustalonym trybem życia, które płakały i chciały dokonywać natychmiast aborcji gdy dowiadywały się, że są w ciąży. Potem rodziły i zamieniały się we wspaniałe mamy, a potem miały drugie bo już chciały. Zasmakowały.
    I własnie na tym polega cała pułapka, że wprawdzie jeśli chodzi o bycie singlem w sensie “z kimś” to można nim bywać: gdy się nie uda… Natomiast jeśli chodzi o bycie singlem bezdzietnym to takowy nie ma szans sie przekonać, porównać czy robi dobrze czy nie. Skąd bowiem singiel bezdzietny wie, czy jeśli nie pojawi się dziecko, tyle że nie jakieś obce dziecko ale jego dziecko, to nie odnajdzie się jako mama czy tata dużo bardziej niż w tym swoim zaplanowanym singielstwie?
    I lubienie dzieci bądź nie, nie ma nic do rzeczy. Są ludzie którzy nie lubią dzieci i nigdy nie lubili, żadnych, oprócz swojego.
    Pozdrawiam

    0
  3. Dzień dobry. Większość ludzi oczywiście ma takie pragnienia, ale ja piszę o tej mniejszości – która nie odczuwa chęci na dzieci, a ma je ze strachu przed wyszydzeniem i wyśmianiem.

    Spójrzmy logicznie – jaki mamy świat? jakie to miejsce? ono zostało stworzone przez dzieci. A dziecko w dorosłości jest tylko takie, jakie odebrało wychowanie (przekonania) w dzieciństwie. Czyli wniosek jest banalnie prosty – ludzie nie umieją wychowywać dzieci. Gdyby umieli, nie byłoby tylu wojen, wykorzystywania słabych – przykłady można mnożyć w nieskończoność.

    I jaki sens robić sobie dziecko, żeby przekonać się czy mi się ono podoba? to chyba jakiś żart? a jak mi się nie spodoba to co, oddać? wyrzucić, zabić? czy wychować na frustrata i samemu mieć poczucie utraty życia na nie swój cel?

    0
    • O tym właśnie napisałem, że single nawet swoich pragnień nie mogą byc pewni ani wyborów, bo byliby gdyby mogli równolegle podjąć decyzję: w prawo albo w lewo. Tak jednak się nie dzieje, singiel najczęściej jest singlem w podobny sposób jak człowiek niepełnosprawny z krakowa chciał popełnić eutanazję – do czasu gdy nie znajdzie się ktoś, który mu pokaże, że warto i można inaczej. Co Ci będę duzo gadał, nawet Bond raz się ożenił a innym razem dla kobiety zrezygnował z zawodu; szcześciem babki zginęły w obydwu wypadkach więc dalej mamy fajnego Bonda 😉
      Daltego to co mówią babcie, mamy do tych singli nie jest takie od czapy i bez sensu, one mają swoje doświadczenie, nie jednego singla i singielkę już widziały co to teraz chętnie bawi wnuki. Świat nie jest głupio skonstruowany, rządzi nim pewna mądrość będąca skarbnicą wielu pokoleń, dlatego ja mogę szanować Twój wybór i nic mi do tego ale Ty nie dziw się najblizszym.
      A co do logiki którą przyjąłeś. Bo pytasz o sens, a ten jest źródłem pozytywnego łańcucha logicznego.
      To logika wycinka. Ona wskazuje na sens lub brak sensu tyloko w zakresie który ogarniasz. Nie ważne czy umiemy wychowywać dzieci, nie namawiam Cię też byś sprawdzał czy lubisz dzieci sobie robiac takowe. Zwracam tylko uwagę, że w swoim tu i teraz możesz się mylić, gdyż nie masz kompetencji poznawczych by to ocenić. Miałbyś takowe gdybyś mógł spojrzeć na swoje życie w przyszłości i to jeszcze w kilku wariantach. A tego nie potrafisz. Dlatego właśnie świat wypracowuje sobie system, zwyczaj, kulturę lub inne modele (biologiczne nawet) które są najbezpieczniejsze i probabilistrycznie najkorzystniejsze (mając dzecko możesz podjąć decyzję i je dać do adopcji, w drugą stronę to już nie działa bo adoptowanie jest najczęściej wynikiem braku mozliwości posiadania własnego).
      I siłą rzeczy świat, otoczenie, rodzina Cie do takiej ścieżki popycha. Bo tam najczęściej się udaje… Bo też mają własne naturalne pragnienia (synowa, wnuki, prawnuki). Nie dziw się.
      Bezwzględnie jednak to Ty jesteś panem swojej woli. Ale jeśli Twa decyzja ma mieć wartość nie może być łatwa i atrakcyjna (sam o tym pisałeś ostatnio) dlatego musisz sie zderzać z kłodami i przeszkodami. Jeśli je pokonasz to znaczy że naprawdę wiesz czego chcesz, ale jeśli je musisz omijać łukiem zrywać kontakty z rodziną by nie truli, to może znaczyć, że sam masz szereg wątpliwości, że decyzja jest mięciutka, że może podświadomie masz inne pragnienia z którymi walczysz. A może nie chcesz po prostu trafić w łapy jakiejś hieny i decyzja jest oparta na zwykłym strachu. Nie wiem i guzik mnie to obchodzi bo to Twoje życie. Natomiast za chore uważam manipulowanie sobą poprzez wazektomię. Palic sobie mosty samemu? A po co? By się popchnąć tam gdzie może inaczej zabraknąć determinacji? Chore raczej… To nie lepiej rozpuscic plotkę że takowej dokonałeś nie dokonując?

      0
      • Oczywiście że mogę się mylić, podobnie jak wielu “dzieciatych” poniewczasie zdaje sobie sprawę że się pomylili. Ja namawiam ludzi do tego, by robili to co ich spełnia – jeśli dzieci i żona, proszę bardzo. Jeśli nie chcą tego mieć – niech nie robią. Tylko o to chodzi. Poza tym tak na logikę – przydam się światu (i dzieciom, pośrednio) znacznie korzystniej jeśli będę pisał, a nie wychowywał niechciane dzieci. Być może z czasem bym się w tej roli spełnił, któż to wie? ale sprobować nie mogę, bo z tej decyzji nie ma już możliwości ucieczki.

        Chyba że jakaś zgrabna, miła Pani zadecyduje za mnie… i będę straszył ludzi w necie że bez dziećmi są nikim 🙂

        0
        • No ale z wazektomią toś pojechał. Po takim numerze na sobie 5 lat później można się znienawidzić. Pamiętasz taki dowcip:
          Lekarz pyta pacjenta: – Ma pan tylko 23 lata i podjął decyzję o kastracji. No zrobilismy to ale skąd u pana była aż taka determinacja w tak młodym wieku?
          Pacjent: – Bo widzi Pan, poznałem piękną kobietę, piekną i modrą, która jest Żydówką. Jest moją narzeczoną i bez przerwy namawia: wykastruj się i wykastruj, wykastruj, wykastruj…
          – Chyba “orzezaj”!
          – A co ja powiedziałem?

          0
          • Świetny kawał 🙂 co do wazektomii, nasienie można trzymać w banku spermy latami. Nie jest to drogie, a gdy zechce się mieć dzieci – można je mieć.

            0
  4. Aha, dodam jako prawnik. Nie ma sensu w Polsce mysleć o czyimś spadku bo Polacy nie piszą testamentów. Nie nauczylismy sie tego, albo zapomnieliśmy o tym bo:
    1. państwo nas od kilkudziesięciu lat ostro grabiło i to, że dziś coś mamy nie oznacza, że mieć bedziemy jutro,
    2. wymiar sprawiedliwości w Polsce działa tak fatalnie, że testamenty nienotarialne są względnie łatwe do podważenia
    3. nie wiemy gdzie umieścić i komu przekazać testament by został on otwarty po naszej śmierci a nie np. zniszczony (nie ma niedrogich wieloletnich i wiarygodnych kancelarii adwokackich w których moznaby za niewielkie pieniądze zdeponować testament)
    4. wydaje się nam, że testament piszą ludzie starzy (a nawet gdy piszą to potem się je podważa jako ostatnią wolę starca z demencją) a przecież samochód nas może zabić w kwiecie wieku.
    5. Nie ma w Polsce zwyczaju zapisywać majątku nawet najlepszym przyjaciołom.

    Ponadto, wszyscy w Polsce kombinują więc nawet gdy ktoś mieszka w pałacu i ma 4 samochody toi nie wiadomo czy jest tego formalnym właścicielem.
    Wszyscy w Polsce są zadłużeni, więc jest wysokie prawdopodobieństwo, że nawet gdy pałac jet jego to obciaża go kosmiczna hipoteka.

    I jeszcze jedna sprawa. W Polsce istnieje bardzo rozwiniete prawo kaduka, tzn przepadku spadku na rzecz skarbu państwa gdyż dziedziczą tylko zstępnie (dzieci, wnukowie gdy nie ma juz dzieci), wstępni (rodzice, gdy brak dzieci i wnuków) a od niedawna dopiero linia boczna (siostra, brat, siostrzeniec) tylko gdy rodzic żył w momencie śmierci spadkodawcy ale nie dożył momentu objęcia spadku. No jeszcze może pasierb.

    W Polsce nie dziedziczy najbliższy krewny tylko ten który jest w powyższej puli. Nie poszukuje się więc innego spadkobiercy i nie ma regulacji prawnej dotyczącej udziału w spadku za znalezienie prawowitego spadkobiercy. Wzglednie łatwo więc po osobie samotnej spadek przejmuje Gmina albo Skarb Państwa (wystarczy gdy nie znajdzie się testament, lub gdy pełnomocnik gminy albo skarbu państwa podważy testament, a u nas sędziowie żyją z pensji od skarbu państwa ;-). Dlatego osoby samotne albo na starosć trwonią majątek, albo przepisują go za życia na bratanka, siostrzenicę, opiekunkę lub nawet zawierają ślub by nie przepadł. Takie osoby są też częstym łupem oszustów od odwróconej hipoteki (w Polsce nie ma regulacji w tej sprawie więc najczęściej są to oszuści), sekt, fałszywych opiekunów podpisujacych umowy na dożywocie itd. Nigdy w karierze prawniczej nie spotkałem się by ktoś zapisał spadek przyjacielowi i nie był to homoseksualista. Więc to co piszesz jest bardzo iluzoryczne.

    Zapytaj się kogoś w wieku 40 lat czy ma napisany testament? A powinien, bo co dzień przechodzi przez ulicę.

    Słowem: nikt nigdy nie mysli o dziedziczeniu spadku po przyjacielu, bo wie że nic nie wie, że pewnie nie będzie testamentu, pojawi się jakieś dziecko sprzed 30 lat o którym zainteresowany nigdy nic nie mówił albo dostaną staruszkowie rodzice.

    0
    • To niestety prawda Panie Tomaszu. Ludzie myślą że będą żyć wiecznie. Ja nie zapisuję, bo nic nie mam – tak więc jest to pewne pocieszenie 🙂

      0
      • Zgodnie z netykietą darujmy sobie “panowanie”.
        Za to piszesz co innego, tworząc wartość zamiast ją dzielić

        0
        • Ok Tomek. Tworzę pewną ideę, na razie nie umiem jej spieniężyć. Czuję się w związku z tym zamożny.

          0
          • I tak trzymać… gdy widzisz sens nie pytasz o niego, gdy go nie widzisz nie oznacza jeszcze, że go nie ma. Sposób prowadzenia narracji bardzo mi się podoba i zbiór tematów. A że z tezami nie zawsze się zgadzam… całe szczęście

            0
          • Powiem tak – jak wiesz wierzę w reinkarnację, i stoi za tą wiarą kilka osobistych przeżyć, nazwijmy je mistycznych – po tym doświadczeniu presja na dzieci (chciałem je mieć) bez śladu zniknęła. Czyli wiem że ludzie ten sens czują i widzą, ale ja go bezpowrotnie (tak myślę) straciłem.

            0
  5. Reinkarnacja to ciekawe zagadnienie. Nie kumam jednak co ma do dzieci.
    Poza tym masz wiarę czy uważasz że masz dowód? Bo to lekko co innego. W kwestie udowodnione nie potrzebujemy wierzyć.

    0
    • Dzieci były dla mnie zawsze “czystą kartką”, sensem życia – gdy doświadczyłem uruchomienia pamięci poprzednich wcieleń, zdałem sobie sprawę że dziecko nie jest czystą kartką – a także nie daje ani nieśmiertelności, ani wielkiej chwały. Pragnienie samo minęło.

      Gdybym miał dowód – założyłbym wielką religię. Nie mam i mieć nie mogę. To wspomnienia, o których krytycy mówią że są pochodzeniem z wyobraźni. Jak zwał tak zwał, niemniej wiele zmieniają w oglądzie świata. Ja właściwie nie wierzę, jestem tego pewien.

      0
      • Naprawdę doświadczyłeś takich rzeczy?
        A jeżeli nawet dzieci nie są czystą kartą, to co to zmienia? Zeszyt w kratkę też możesz zapisać

        0
        • Tak, ale czy była to halucynacja, czy prawda – sam nie wiem. Niemniej zrobiło to na mnie wrażenie tak silne, i tak mocno wywróciło moje niektóre poglądy do góry nogami, że wierzę temu doświadczeniu. A zresztą, wiara nie ma nic do rzeczy – zmiana nastąpiła.

          Jeśli w dzieciach ich niewinność była dla mnie atutem, plus możliwość stworzenia człowieka własną miłością i wiedzą – to teraz czuję że to tylko tak mi się wydawało. Główne atuty umarły, nie pozostało nic więcej. Nieważne czy zeszyt w kratkę, linię czy ciapki – to nie jest już mój zeszyt.

          0
          • A może to jednak dobrze, że wszystko jest taką tajemnicą i nie możemy produkować dzieci takich jakie dokłdnie chcemy? A może jednak możemy?

            0
  6. Burza kometarzy widze trzeba wrucic domu i przeczytac a potem wlaczyc sie w dyskusje przepraszam z gory za bledy literowkiale pisanie z tel jest trudne pozdrawiam :-):-):-)

    0
  7. Avatar marek

    po prostu masz racje

    0

Odpowiedz na „samiecAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816