Bez kategorii
Like

Rehabilitacja I

02/04/2012
315 Wyświetlenia
0 Komentarze
13 minut czytania
no-cover

2 tygodnie z rezonansem stochastycznym.

0


 Przyjechałem na rehabilitację. Z myślą o rezonansie stochastycznym (SRT). Wierzę, że mi pomoże, a podobno wiara czyni cuda. Zobaczymy. Razem ze mną przyjechał siostrzeniec. Aby pomagać mi w tym w czym sobie nie będę radził. Taki prezent od siostry. Nie jedyny. Przejechała z córką samochodem paręset kilometrów. Specjalnie aby mnie zawieść na tą rehabilitację. 

   1 Dzień. Przyjazd.
   Niedziela. Myślałem, że nie będę miał dzisiaj zabiegów. A jednak! Oczywiście skorzystałem. W końcu po to przyjechałem. Po SRT byłem zmęczony. Na szczęście zmęczenie wieczorem minęło i poczułem się naprawdę dobrze. Przy okazji dowiedziałem się, że ten SRT pochodzi z Z.G. Tam go kupiono, A ja przecież tam mieszkam. 
   2 Dzień.
   Rezonans mam dwa razy dziennie. Rano i wieczorem. Podobno tyle można maksymalnie mieć. Lekarz mi jeszcze dołożył masaż kręgosłupa. 
   3 Dzień.
   Czuję się słabo. Po rezonansie i masażu poszedłem na spacer. Na ławkę obok budynku ośrodka. Ledwo doszedłem. Wieczorem o tym powiedziałem paniom rehabilitantkom. Stwierdziły, że to normalne. Poza tym moja kondycja jest zerowa. Już od dawna nie miałem siły, by cokolwiek ćwiczyć. Nieraz poprawa następuje dopiero po paru tygodniach. Dodano mi dodatkowy program na SRT. Też neurologiczny, ale ze wskazaniem na wzmocnienie nóg.
    4 Dzień.
   Pogoda dopisuje, jedzenie mi smakuje i jest obfite, obsługa miła. Okolica też podobno ładna. Na razie jestem ciągle zmęczony i czekam z niecierpliwością na jakąkolwiek poprawę. Jeśli jakaś będzie. Byłem dzisiaj na krótkim spacerze. Szkoda gadać – sport ekstremalny. Cieszyłem się z tego, że dotarłem z powrotem żywy. Wszystko mnie boli.
   Posiłki do pokoju przynosi mi siostrzeniec. Na stołówkę nie chodzę. Mimo wszystko czuję się wieczorem dobrze. To miłe uczucie być zmęczonym. Po wysiłku fizycznym.
   5 Dzień
   Proszę sobie wyobrazić, że poruszamy się ze znacznym ciężarem przyczepionym do nóg. Dłuższy czas. I nqgle tego ciężaru się pozbywamy. Tak jakby weszło się w przestrzeń pozbawioną grawitacji. Trudno się przyzwyczaić. Latają mi więc te nogi bez żadnej kontroli. Tym bardziej, że poczucie równowagi jest zachwiane. O wypadek więc nie trudno.
   Byłem na kilkudziesięciometrowym spacerze. Pogoda wspaniała.Po południu byłem na jeszcze dłuższym spacerze. Sam.
   Kolacja, SRT, jakaś książka, sen.
   6 Dzień
   Podobno dzisiaj najcieplej. Jak do tej pory. Za mną już poranny SRT, masaż i śniadanie. Trochę odpoczynku i trzeba się zbierać na przedpołudniowy spacer. Jutro półmetek. 
   Jak tak się dłużej zastanowiłem, to powinienem się cieszyć. Przeżywam nie tyle drugą młodość ile drugie dzieciństwo. Od nowa się uczę chodzić i mówić.
   7 Dzień
   Półmetek mojego pobytu. Gdy byłem nieco zdrowszy wykonywałem pewien zestaw ćwiczeń. Aby zachować jako taką kondycję. Od dłuższego czasu nic już nie robiłem. Nie miałem sił. Po przyjeździe tutaj postanowiłem kontynuować przerwane ćwiczenia. Nie dalem rady. Ciągle brakowało sił. Wczoraj spróbowałem ponownie. Żadnych problemów. 
   Z tymi ćwiczeniami wiąże się pewna historia. Gdy jeszcze jeździłem do Niemiec z papierosmi Azjaci zauważyli, że łykam tabletki. Już wtedy miałem problemy z nadciśnieniem.  Powiedzieli mi, abym to świństwo rzucił w cholerę. Zamiast tego zaproponowali jakieś chińskie (chyba) ćwiczenia. Pokazali mi jak mam je wykonywać. Problem zdrowotny zniknie. Nie wypadało dyskutować, ale w żadne cuda nie wierzyłem. Tabletki łykałem nadal, nie ćwiczyłem. Po latach sobie o nich przypomniałem. Nie to bym nagle uwierzył. Po prostu szukałem jakiegoś kompaktowego zestawu ćwiczeń. A ten wydawał mi się wprost idealny do moich celów: nie za trudny i na wszystkie partie ciała.
   Zacząłem ćwiczyć. Rano i wieczorem. Zajmowało mi to jakieś pięć minut za jednym zamachem. Po 2-3 miesiącach zacząłem się czuć wyjątkowo kiepsko. Byłem pewny, że to wina ciśnienia, lecz bałem się spradzić. Żeby się nie wystraszyć. W końcu czułem się już tak źle, że sobie to ciśnienie zmierzyłem. I zdziwienie. Zamiast astronomicznego nadciśnienia, było wręcz przeciwnie. Ciśnienie było niespotykanie niskie,nie tylko jak na mnie, ale w ogóle. Pierwsze co zrobiłem to ograniczyłem o połowę leki. Nie pomogło. Ciśnienie ciągle mi spadało. W końcu z nich całkowicie zrezygnowałem. Za parę dni miałem zakładany holter. Na 48h. Jakby ktoś nie wiedział, to taki komputerek do ciągłego pomiaru ciśnienia krwi.
   No więc lekarz odczytuje pomiary z tego urządzenia i mówi do mnie:
 – Coś się popsuło. Założymy holter jeszcze raz.
  Przychodę po paru dniach, to samo. Lekrz kręci głową ze zdziwienia:
 – Brał Pan jakieś nowe leki?
  Zaskoczony tym niespotykanym działaniem z pozoru zwykłych ćwiczeń, zacząłem szukać o nich więcej informcji w internecie. Znalazłem. Są znane pod nwzwą rytów Tybetańskich.
   Historia, którą wyczytałem mówiła o pewnym angielskim XIX w. oficerze szukającym lekarstwa na starość. Znalazł je pod postacią tychże rytów w pewnym górskim klasztorze. Po jakimś czasie wrócił do domu znacznie odmlodzony, i podobne ble,ble…Gdybym o tym czytał wcześniej napewno bym nie ćwiczył.
   8 Dzień
   Przed obiadem wybrałem się z siostrzeńcem na maly spacer. Mogę się dalej oszukiwqć, lub spojrzeć prawdzie w oczy. Jaka by ona nie była. 
   Jest źle. Jeszcze gorzej niż było przed przyjazdem. Niedawno byłem w stanie samodzielnie dojść do lekarza i wrócić. Teraz przejdę co najwyżej kilka metrów. I to  bez gwarancji, że się nie wywrócę.
   Dalej twierdzę, że SRT jest urzadzeniem rewlacyjnym. Codziennie to widzę i przekonałem się do niego jeszcze bardziej. Ale jest nie dla mnie. Chociażby z tego względu, że taka 2-tyvodniowa rehabilitacja nie ma najmniejszego sensu. Zda się psu na budę. Chyba, że celem czasowego podreperowania kondycji Nic więcej.
   I tak nie mogę samodzielnie egzystować. Było by z mojej strony bardzo nie w porządku niszczenie resztek zdrowia innym. Moja dziewczyna ma niepełnosprawnego syna, który wymaga ciągłej opieki. Zamiast się nim zajmować traci czas na niekończące się zakupy: coś jest tańsze o parę groszy, więc jedzie lub idzie do tego sklepu. I potem dźwiga te ciężkie torby dobijając i tak już niezbyt zdrowy kręgosłup. 
   Sądy zabrały mi zdrowie. A właściwie konkretni ludzie, którzy prawo stosują tylko do ochrony własnej dupy. Zważałem jednak na to co mówię lub piszę ze względu na innych, których nie chciałbym skrzywdzić. Bo nie mam wątpliwości z jak mściwymi "ludźmi" mam do czynienia. Przekonałem się o tym osobiście i niejednokrotnie. Żądać od nich uczciwości to tak jakby żądać od świni, aby przemówiła ludzkim głosem.
   Przemawiają przeze mnie emocje? Oczywiście! Jestem teraz bezradny jak dziecko tylko dlatego, że jakaś …niechlujnie wykonała swoją pracę. I jeszcze wymaga szacunku. Bo jej się należy. Z urzędu.
     Następna będąca szefową wydziału zamiast skarcić swojego pracownika, używa swoich wpływów aby sprawę zatuszować. Bo oprócz tego, że jest szefową wydziału, jet też wiceprezesem tego sądu z którym już tyle lat walczę. Bez kłamstwa ta pani nie miałaby racji bytu. Żeby nie być gołosłownym: usprawiedliwiała przewlekłość sprawy tym, że akta zamiast do niej trafiły do wydziału karnego. Dziwne to, bo wiele miesięcy wcześniej jej wydział poinformował mnie o opłatach sądowych jakich muszę dokonać na poczet tej zaginionej sprawy.
     Sędzia SO karnego. Oczyścił  z winy i uniewinił osobę, która mnie niesłusznie pozwała.  W uzasadnieniu wyroku używa argumentów, które  nie istnieją, najzwyczajniej w świecie kłamał. Ma też tą pewność, że nikt się o tym nie dowie. Przydzielony mi adwokat z urzędu nie widział problemu, a naciskany każe mi się "odpierdolić"  (cytat).
   W styczniu zeszłego roku SO nakazał SR wznowienie sprawy o ojcostwo. SR wcale się tym nie przejął. Chociaż niby musiał. Ale co tam! I tak nie ma kary. Sprawę odrzucono. Na moją głupią argumentację, że przecież jestem niewinnny, o czym świadczą aż 2 badania DNA, sędzia spokojnie odpowiedziała: "To nie jest powód aby podważyć prawomocny wyrok sądu".
   Myślalem, że wreszcie moją sprawę rozpatrzy Sąd miedzynrodowy. Przecież wykorzystałem wszystkie możliwości w kraju. Płonne nadzieje. SO przyznał mi rację i zwrócił sprawę do SR. I tak można w nieskończoność.
   Pisałem do Rzecznika Praw Obywatlskich, do Prezydenta. Oczywiście nic nie pomogli. Mogą przecież tylko działać w ramach polskiego prawa. Które, notabene, nie obowiązuje "naszych" sędziów. C.d.n…

Inne zapisy autora:

0

Mefi100

275 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758