Media Watch i recenzje
Like

Prokuratura specjalnej troski

08/04/2014
544 Wyświetlenia
15 Komentarze
4 minut czytania
Prokuratura specjalnej troski

I po bólu. Tak może sobie powiedzieć płk Ireneusz Szeląg po konferencji prasowej w sprawie ,,postępów” w śledztwie smoleńskim.

Inne odczucia wyniosła z tej konferencji Pani Dorota Skrzypek, żona Sławomira Skrzypka, prezesa NBP, który zginął w katastrofie smoleńskiej, którą zaniepokoiła informacja, że prokuratura wojskowa nie jest w stanie jednoznacznie wskazać, że przedmioty, które utkwiły w brzozie, pochodziły z TU- 154.

0


Ta sama prokuratura wojskowa oznajmiła jednak z całą stanowczością, że nie jest jej potrzeby wrak samolotu, aby wyjaśnić przyczyny katastrofy. Brak logiki jest aż nadto oczywisty. Logika jest zbyt zawiła dla prokuratorów wojskowych, ale przecież wskazania co do sposobu prowadzenia śledztwa są wyraziście wyartykułowanie w przepisach kodeksu postępowania karnego. Art. 7 – Organy postępowania kształtują swe przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego.

 

 

Ocena dowodów jest swobodna, a nie jak to czyni prokuratura wojskowa dowolna. Całkowicie zaś pomijany jest w prokuraturze wojskowej element prawidłowego rozumowania  oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego.

Jakimi dowodami dysponuje prokuratura wojskowa, która zrezygnowała z  badania wraku tupolewa, aby wykluczyć lub potwierdzić kontakt skrzydła tupolewa z ,,pancerną” brzozą.

 

 

ŻADNYMI. Ignorancja i arogancja to przymioty wojskowych prokuratorów.

 

 

Jeżeli tupolew miał kontakt z brzozą to dowodami na to będą kawałki poszycia skrzydła tupolewa, które utkwiły w tej brzozie. Kawałki metalu, które po ponad trzech latach prokuratorzy wojskowi odkryli w pancernej brzozie są niewiadomego pochodzenia.

W badaniu wypadków lotniczych podstawowym dowodem jest rekonstrukcja szczątków samolotu. Polska prokuratura wojskowa jest pionierem w badaniach wypadków lotniczych, w których tego podstawowego dowodu się nie przeprowadza. Rekonstrukcja skrzydła samolotu w oparciu o znalezione fragmenty jest niezbędna dla ustalenia, czy kontakt z brzozą miał miejsce. Jeżeli kontakt taki nastąpił i spowodował oderwanie skrzydła, to na brzozie winny być fragmenty poszycia skrzydła. Fragmentów tych winno brakować przy przeprowadzonej rekonstrukcji szczątków znalezionych na miejscu katastrofy. Analiza fizyczna materiałów konstrukcji skrzydła winna wykazać, że elementy z brzozy i te ze skrzydła są to elementy jednorodne. Badanie to jest tak samo ważne jak badanie DNA śladów z miejsca przestępstwa. Pozwala jednoznacznie potwierdzić lub wykluczyć czyjąś obecność w miejscu przestępstwa.

 

 

Zaniechanie przeprowadzenia tego podstawowego dowodu otwiera pole do wielu nadużyć ze strony prokuratury wojskowej.

 

 

Płk Ireneusz Szeląg może być jednak spokojny. Nic złego mu się nie stanie. Prokurator Generalny też nie będzie naciskał na rzetelne prowadzenie śledztwa z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania  oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Premier Donald Tusk pokazał już żółtą kartkę Prokuratorowi Generalnemu i nie podpisał sprawozdania z działalności prokuratury. Mamy sytuację bez precedensu w demokratycznych krajach. Prokurator Generalny sprawuje swój urząd pół, ćwierć legalnie, bo bez zatwierdzenia jego działalności za poprzedni okres. Premier Donald Tusk może w każdej chwili odwołać Prokuratora Generalnego na tej podstawie, że ten nie otrzymał skwitowania swej działalności. Donald Tusk ma teraz gwarancję, że prokuratura będzie spolegliwa, a wyniki śledztwa smoleńskiego właściwe.

 

 

Lekką ręką co miesiąc wypłacane są  z budżetu państwa świadczenia dla prokuratorów specjalnej troski, którzy nie wiedzą co to jest prawidłowe rozumowanie, wskazania wiedzy i doświadczenie życiowe, w wysokości po kilkanaście tysięcy złotych. Pensja jednego takiego prokuratora, to świadczenie pielęgnacyjne dla kilkunastu opiekunów dzieci niepełnosprawnych. Warto mieć i to na uwadze.

 

 

 

Zażenowany Prawnik Wojskowy

Inne zapisy autora:

0

Publication author

offline 6 years

Wiadomosci 3obieg.pl

Wiadomosci 3obieg.pl 0
Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl
Comments: 11Publics: 1314Registration: 10-04-2013

Wiadomosci 3obieg.pl
Wiadomosci 3obieg.pl

Napisz do nas jeśli w Twoim otoczeniu dzieje się coś, co wymaga interwencji dziennikarskiej redakcja@3obieg.pl

1314 publikacje
11 komentarze
 

  1. Mir Mir

    Dla mnie praca sędziów i prokuratorów w Polsce (nie tylko wojskowych) jest przykładem bezprzykładnej niekompetencji i usłużności wobec różnych grup zainteresowań. Oczywiście są chlubne wyjątki ale ta grupa elilt społecznych sowieckiej prowieniencki dzisiaj jest główną przyczyną rozkładu państwa.

    0
  2. Treść Zawiadomienia inż. K. Cierpisza jest ciągle aktualna II
    Członkowie delegacji i obsługa nie mogli zginąć w katastrofie lotniczej w dniu 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku – podczas próby lądowania samolotu – a to z tego względu, że dowodów na katastrofę w Smoleńsku, przy lotnisku, po prostu nie ma.

    Niespełna 14 miesięcy temu opublikowałem notkę zatytułowaną “Inż. K. Cierpisz zawiadamia prokuraturę o przestępstwie”, link: http://zygumntbialas.neon24.pl/post/87991,inz-k-cierpisz-zawiadamia-prokurature-o-przestepstwie

    0
  3. Było to krótkie omówienie treści “Zawiadomienia do Prokuratury Generalnej o porwaniu Delegacji do Katynia”, opublikowanego w portalach zamach.eu oraz gazetawarszawska.com, link: http://gazetawarszawska.com/2013/02/15/zawiadomienie-do-prokuratury-generalnej-o-porwaniu-delegacji-do-katynia/

    0
  4. Żadnej katastrofy nie było, to inscenizacja/maskirowka, Putina ludzie tylko inscenizację nieudolną celowo robili, by ryżego, bula krótko za mordę trzymać o czym poniżej. Przytoczę po raz kolejny przesłuchanie ministra Klarkowskiego z Kancelarii św.p. Prezydenta L. Kaczyńskiego:” pytanie: kto odprowadzał i kiedy tą delegację? odpowiedź:” jak spotkaliśmy się w tym hanga…. (został natychmiast wyburzony, pytanie: dlaczego?) w sali odlotów” !!! (mam na szczęście tę wypowiedź na dysku, na przyszłość, jak wiele innych) Ta wypowiedź pokazuje, że delegacja została “zabezpieczona” na podstawie komunikatu z 9.04.2010r. , który przyszedł z Czech i został podany w TV!!! Dlatego nie ma żadnych zdjęć i filmów z wylotu!!! Co się potem stało, to tylko Bóg wie i mam nadzieję, że niedługo coś się stanie i bomba wybuchnie, oczywiście medialna! Aktor św.p. Zakrzeński został wyrwany z domu 2 godziny wcześniej, niż miał wyjść na lotnisko!!!! Auto szefowej Adwokatury w Polsce, p. Indeckiej znaleziono na parkingu marketu pod Warszawą (pytanie: dlaczego nie na parkingu lotniska zaparkowała?) i miała ona przyjechać z Łodzi! Te fakty pokazują, że delegację skasowano a część zwłok przewieziono do Smoleńska i delegacja z J. Kaczyńskim była opóźniana kilka godzin, żeby ciała zdążyły na te pobojowisko!!! Dlaczego amb. Bahr i kamerzysta Wiśniewski, po przybyciu na te pobojowisko, nie widzieli ciał ofiar, 120 luksusowych, skórzanych foteli i bagaży pasażerów??? Dlatego zakaz ekshumacji i czipy RIFD w trumnach, pilnowanie grobów by rodziny same ich nie otworzyły, nie dopuszczanie do sekcji na pokaz rodzin, ich przedstawicieli, czy amerykańskiego profesora. Czuwa nad tym NPW z prokurwatorami sowieckiego/żydowskiego pochodzenia, ich nazwiska o tym świadczą: Szeląg/Kopiejka, Rzepa/Riepa, Artymiak, etc..etc.. czy szef MON Siemoniak, to bękarty po litwakach. Rodziny ofiar są zastraszane, chcą żyć, więc czekają na zmianę władzy z polskojęzycznej czyli tej zbieraniny szumowin złożonych z litwackich i parchoszwabskich bękartów, pomiotu werwolfu, na polską złożoną z etnicznych i uczciwych prześwietlonych z 7 pokoleń wstecz Polaków. Pytanie jest zasadnicze: QUI BONO???? Cała ta sowiecka poststalinowska NPW to najniebezpieczniejszy, najgorszy i trudny do zwalczenia wewnętrzny wróg, o takich wrogach wypowiadał się Marszałek Piłsudski, i takim zafundował KS i Berezę z Kostkiem Biernackim. Po przejęciu władzy przez etnicznych Polaków potrzeba to powtórzyć, czyli wciągnąć na latarnie, osadzić po staropolsku na palach, dla ich bękarckiego pomiotu stworzyć nową Berezę dla tej tępej swołoczy w pobolszewickich chlewniach Mucznego lub odesłać tam gdzie ich korzenie czyli na wschód na stepy chazarii, bo tej swołoczy nawet Wzgórza Golan nie przyjmą za tępi chyba że do prac ręcznych w kibucach. Wystarczy popatrzyć na te prymitywne i tępe mordy błagające o rozum. Ta swołocz w żadnym normalnym państwie nie byłaby prokuratorami, nie mówiąc już o noszeniu mundurów. One powinne być publicznie zdarte razem z pagonami z tej tępej swołoczy a oni/UNE wciągani na latarnie, osadzani na palach w gatkach i skarpetkach po uprzednim według ich terminologii rozkułaczeni ze wszystkiego. Ps. Co do “rozmowy” Jarosława z Bratem, którą się niektórzy podpierają: Rozmowa spreparowana, przerwana w odpowiednim momencie, miał do niej wątpliwości Jarosław, mam jego o tym wypowiedź na dysku. Nie takie dziś fałszerstwa możliwe przy obecnym stanie techniki.. Ps. II Samoloty pasażerskie mogą być sterowane jak drony. CNN Live ujawnia to, co od lat kilkunastu było znane fachowcom od technik pilotażu. Samoloty współczesne mogą być sterowne spoza płatowca, tak prawie, jak drony. Sygnały sterujące mogą pochodzić z ziemi, lub z satelity. Miło, że już ujawnili… Por. lot MH370.

    http://edition.cnn.com/video/data/2.0/video/world/2014/03/28/tsr-dnt-todd-remote-controlled-auto-pilot.cnn.html
    1’43’’ Reszty nie warto słuchać.

    0
  5. Wszyscy się domagają sprowadzenia wraku tutki do Polski, tak jak gdyby obecnie to był wrak świeżo po katastrofie z niezatartymi celowo śladami. Obecnie po 4 latach leżenia przez długi czas pod otwartym niebem i po celowym wymyciu go silnymi detergentami przy pomocy silnego strumienia wody z karchera i poddaniu działaniu różnym preparatom niwelującym ślady czegokolwiek, wrak jest już mało przydatny do badań dochodzeniowych. Nie ma też dowodów na to , że TO JEST TEN SAM WRAK SAMOLOTU, który uległ katastrofie 10.04.2010 roku. Wobec tego to bezsensu – Nie do udowodnienia. Przecież o to właśnie chodziło (?!). Nie ma ofiary, brak narzędzia zbrodni = Nie ma Sprawy! i…nie było! Pomalowany wrak. To wszystko grube nici. Jeśli ja widzę od początku, od jesieni 2012 kiedy zaczęli pokazywać w telewizorniach pokazywać to śmieszne co nazywają naszym wrakiem.Jeśli ja widziałem że toto jest świeżo pomalowane, zresztą nieudolnie i jestem prawie pewien że te okienka są plastikowe to czy nie widzą tego eksperci? Dodatkowo widzimy ciągle ten sam śmieszny fragment w rustykalnym drewnianym zadaszeniu, ale nie mamy perspektywy porównawczej jakiej to jest wielkości.Nie stoi tam nigdy człowiek, nie ma punktu odniesienia, który pozwoli określić wielkość. Teraz badania mechaskopowe i spektrograficzne są na poziomie atomów. Wykrywają wtrącenia pierwiastków i zaburzenia siatki krystalograficznej. Ślady po Wybuchu,naprężenia i zniekształcenia charakterystyczne pozostają na Zawsze = do przetopienia!

    0
  6. Sprawa foteli lotniczych. Zdjęcia mega roztrzaskanych foteli z tutki pokazywać w zetknięciu z przepisami lotniczymi (fotel lotniczy ma wytrzymać w całości uderzenie do 500 km/h – na Siewiernym było ok. 170 to dane z raportu MAK). Bogdan Gajewski i Wacław Berczyński dali gotowca w tym temacie – zarówno Macierewicz jak i blogerzy śledzący sprawę uparli się, że z tego gotowca nie skorzystają i już. Pytam dlaczego? Kilkadziesiąt lat temu siedzenia w samolotach były wykonane z tworzyw sztucznych. Od tamtej pory wiele się zmieniło, a obecnie wykorzystywane fotele mają absorbować część sił powstających na skutek zderzenia maszyny z ziemią. Nieocenione w tym temacie okazały się testy z lat 40. i 50., w trakcie których pułkownik John Stapp dobrowolnie przypiął się do “sań” z napędem rakietowym i poddawany był rekordowym przeciążeniom. W ostatniej fazie jego organizm wytrzymał przeciążenie 46,2 g, ale przepłacił to kilkoma urazami. Badania te doprowadziły ostatecznie do poprawy bezpieczeństwa podczas katastrof lotniczych i w transporcie lądowym. Fotele w samolotach pasażerskich zostały zaprojektowane w taki sposób, aby wytrzymać przeciążenia do 16 g. Chcąc dodatkowo poprawić bezpieczeństwo, należałoby je odwrócić tyłem do kierunku lotu, jednak dla większości z nas taka pozycja byłaby nie do zaakceptowania.

    0
    • Lisie, z całym szacunkiem, ale jaki sens ma dla Ciebie dyskutowanie z samym sobą i wklejanie tych samych komentarzy pod różne posty? Tylko spamujesz w ten sposób. Nie rób tego. Jeśli masz tak duzo do powiedzenia to publikuj artykuły.

      0
      • tylko artykuły bo jak dotychczas zjawiskowosc nieziemska.Kulista kwadratowosc w wydaniu tabloidu.Nie czytam bo za dlugie i przedruki.Ale jesli któs ma chec puscic dalej zeby zapchac internet…. to lepszego nie ma.

        0
  7. le kosztuje MILCZENIE RODZIN

    Koszt finansowy a koszt moralny

    Mirosław Dakowski

    Przez szablon 9/11

    W USA jest „powszechnie wiadomo”, że rodziny pasażerów czterech samolotów porwanych 11 września 2001 [które to samoloty podobno , wg. większości mediów i Raportów MAK, Millera, Laska (oh, pardon-s, wg. Raportu Komisji Rządowych USA) rozbite zostały pod Shanksville, na Pentagonie czy w WTC ] dostały wysokie odszkodowania, jak się mówi w USA – „pieniądze milczenia”.

    Użyte na początku tego przydługiego zdania określenie „powszechnie wiadomo” znaczy tyle, że są na to niepodważalne dowody, a media milczą lub negują więc wie o tym może jeden na tysiąc czytających Amerykanów. A większość – oczywiście czyta – ale o Super Bowl lub wynikach tamtejszego Totolotka.

    Operacja 9/11 jest kulminacją podobnych akcji dezinformacji i zbrodni (w tej kolejności – musi być przygotowanie dezinformacyjne wcześniej) – i niedościgłym na razie wzorem dla kolejnych. Tak w dziedzinie zdalnego sterowania samolotów (przy bezsilności pilotów), jak tworzenia „on line” rozmów telefonicznych, oraz potem – sterowania rodzinami i mediami.

    Operacja medialna p.t. „Katastrofa w Smoleńsku” była planowana i wykonana, oraz jest wykonywana dalej według tego wzoru.

    W tym tekście skupię się na operacji „pieniądze milczenia” w Polsce, sądzimy, że ściśle wzorowanej na 9/11.

    Milczenie

    Rekompensaty jednorazowe, jak nam oznajmiono w mediach, w przypadku „Smoleńska” wyniosły po 250 tysięcy złotych na osobę poszkodowaną. Wyłączono jednak, o dziwo, aktualne konkubiny czy kochanki ofiar. Tym pozostało pojawianie się w ciężkiej żałobie na pogrzebie trumny – z niezidentyfikowaną przecież zawartością. Za brak żądania [zgodnego z prawem, a może nakazanym przez prawo] identyfikacji zawartości trumny – chyba należy się osobna opłata?

    Na ile Obie Umawiające się Strony wyceniły wartość milczenia krewnych Ofiar? Ciekawe będzie dowiedzenie się tego. Ale z tym poczekamy, może nawet lata.

    Dostałem informacje od bliskich jednej z Ofiar Zbrodni, że wynegocjowano z rodziną, poza jednorazową sumą, dożywotnią rentę dla dzieci Ofiary. Piszę o tym dopiero po weryfikacji, po otrzymaniu podobnej wiadomości od krewnych innej osoby. W jakiej wysokości nie powiedziano, sugerując jednak, że w dużej.

    Czytamy rozważania, że krewni ofiar np. katastrofy kolejowej pod Szczekocinami żadnych odszkodowań nie dostali, jedynie zasiłek pogrzebowy z ZUS, zresztą obcięty przez Tuska do żałosnej jałmużny w wysokości zdaje się czterech tysięcy.

    Mimo usiłowań nie dowiedzieliśmy się, od rodzin „tych spod Smoleńska”, jakie były narzucone im zobowiązania przy ustalaniu tych kwot, tak jednorazowych, jak rent dożywotnich. Na pewno nie dało się spełnić rady Dziadka: „Brać, nie kwitować”. Mimo bliskich wtedy kontaktów z wieloma Rodzinami nie udało mi się uzyskać kopii umowy o to odszkodowanie, nawet zanonimizowanej, by przeanalizować jej warunki, szczególnie t.zw. fine print.

    Jak zabezpieczyli sobie wypłaty po zmianie władzy i po ujawnieniu dokumentów dotyczących tego dealu – nie wiem. Ale te umowy chyba wyjaśniają, dlaczego Rodziny unikają (już cztery lata) potrzebnych do wyjaśnienia Zbrodni odpowiedzi na wiele pytań.

    Jak zachowają się te dzieci, gdy dorosną i zorientują się, że dobrobyt mają kosztem zatajania lub utrudniania poszukiwań prawdy o kaźni czy śmierci Ojca? Zobaczycie. Mnie już tu nie będzie.

    Ekshumacje

    Tu ułatwieniem matactwa jest umiejętne dobranie, czy podrzucenie adwokatów, którzy hamują zbyt odważne żądania Rodzin. Zresztą, gdzie te identyfikacje zawartości trumien robić – jeśli powołane do tego instytucje krajowe „identyfikują” imiennie ofiarę [DNA] z zawartością kolejnej trumny, a tymczasem niepokorni potomkowie widzą i ośmielają się MÓWIĆ, że na przykład zachowane zdjęcia rentgenowskie kręgosłupa Babci (Anny Walentynowicz) są zdecydowanie różne od tych z kolejnej przypisywanej Jej ciału trumny.

    Ponieważ ciała Anny Walentynowicz nigdzie przy otwieraniu kolejnych grobów i trumien nie znaleziono, wydawało się konieczne zawiadomienie prokuratury w miejscu jej zamieszkania o Jej zaginięciu. Niech szukają zgodnie z wymogami prawa. W doniesieniu o porwaniu przez nieznanych sprawców, w nieustalonych okolicznościach – porwaniu tak osoby, jak, po chwilowym zobaczeniu nietkniętej twarzy Mamy – o porwaniu Jej ciała. Niestety – doradcy prawni Rodziny tego nie zrobili.

    Wyliczenie Planisty jest takie, że za parę lat ciała w trumnach [i inne ich zawartości] tak się rozłożą, iż badanie i identyfikacja będą bardzo trudne. Zresztą „opinia” już zapomni, bo została umiejętnie „zmęczona”, znudzona sprawą.

    Ci zaś, co zabraniali ekshumacji (Arabski &Co) już będą nieuchwytni za zasłoną Ogólnej Niepamięci. Również dzielni, patriotyczni mecenasi, którzy za słone honoraria latami pchają Sprawę śledztwa smoleńskiego w bok- będą mogli dalej pożywać owoce swej bezkompromisowości i profesjonalizmu.

    Jak mocne i przekonywujące muszą być argumenty „strony”, by po czterech latach od odkrycia i ujawnienia nogi generała Kwiatkowskiego w trumnie Prezydenta, jego brat bliźniak nie wykorzystał tego skandalu do wyegzekwowania od Prokuratur natychmiastowych ekshumacji i zbadania pod międzynarodową kontrolą zawartości dziewięćdziesięciu siedmiu pojemników, w tym trumien dostarczonych przez stronę rosyjską ? Kiedy wreszcie Jarosław Kaczyński zdecyduje się „przerwać milczenie”? Boi się losu Jaroszewicza? To racjonalne. Niech choć tyle powie!

    Pytania, milczenie fałszywki

    Parę lat temu zadano Rodzinom ważne pytania. Odpowiedzi na takie i podobne pytania ciągle brak [wzięte z: Pytania o 8-10 kwietnia 2010 ciągle bez ODPOWIEDZI ] :

    41. Jakimi środkami transportu udawały się na lotnisko poszczególne osoby delegacji? Dlaczego nie jest to informacja publicznie znana 14 miesięcy po „katastrofie” smoleńskiej.

    42. Z miejsca pozostawionego samochodu przez prezes Naczelnej Rady Adwokackiej panią Joannę Agacką Indecką wynika że jechała na Okęcie (z Łodzi) okrężną drogą. Dlaczego? Samochód nie był jednak zaparkowany na Okęciu? Dlaczego pozostawiła samochód nie docierając nim na Okęcie?

    43. Spośród nielicznych relacji rodzin dotyczących wyjść bliskich z domu udających się na Okęcie jedna dotyczy aktora Janusza Zakrzeńskiego. Miał wyjść z domu po czwartej (z osiedla Pod Skocznią). Dlaczego ta pora była tak wczesna?

    Z tych nielicznych relacji można stworzyć obraz że członkowie delegacji udawali się na lotnisko Okęcie w nocy. Koresponduje z tym relacja A. Klarkowskiego, który twierdzi że przybył na lotnisko o 6.10, a generalicja była już tam dużo wcześniej.

    Dlaczego członkowie delegacji udawali się na lotnisko pod osłoną nocy?

    44. Czy skoro Janusz Zakrzeński wyszedł z domu po czwartej (czy należy rozumieć że do samochodu podstawionego przez organizatorów wylotu?) nie należy sądzić że była to pora obowiązująca dla członków delegacji? Można się spodziewać iż była ona jednakowa dla wszystkich, a przynajmniej dla „cywilów” i została przekazana przez organizatorów wylotu.

    45. Kto powiadamiał członków delegacji o czasie wyjazdu z miejsca zamieszkania i jak uzasadniał wczesną porę? Jaka była podawana członkom delegacji spodziewana godzina wylotu?

    46. Jak wiadomo między godziną czwartą i piątą rano, zwłaszcza porą zimową, jesienną i wczesnowiosenną przemieszczanie się po Warszawie i innych dużych miastach jest istotnie ułatwione w porównaniu do późniejszych godzin. Można zatem sądzić że niektórzy członkowie delegacji znaleźli się na Okęciu znacznie przed piątą. Dlaczego nie widzieli ich dziennikarze, którzy odlecieli o godzinie piątej? A jeśli widzieli dlaczego nie możemy nigdzie znaleźć ich relacji na ten temat?

    Jeśli choćby niektórzy członkowie delegacji przybyli przed piątą, a nawet niedługo po czwartej, wpół do piątej. Dlaczego nie ma o tym wzmianek w relacjach dziennikarzy. Dziennikarze byli zawiedzeni iż nie przeprowadzą wywiadów z osobami z którymi na co dzień nie mają kontaktu. Dlaczego zatem nie robili wywiadów z członkami delegacji, którzy już byli na Okęciu? Jeśli zaś robili dlaczego o tym nie informują opinii publicznej i nie przedstawiają wywiadów?

    Czy można sądzić że wszyscy członkowie delegacji, opuszczający domy o godzinie czwartej (po czwartej), jechali znacznie dłużej na lotnisko niż ma to miejsce w czasie większego ruchu i w konsekwencji byli po piątej? Jeśli taka sytuacja miała miejsce, jak ją wytłumaczyć?

    O relacjach osób odwożących członków delegacji na lotnisko nic nie wiadomo? Czy takowe istnieją? Jeśli nie to dlaczego? Jeśli istnieją dlaczego nie są udostępnione opinii publicznej?

    47. Jak wyglądała podróż członków delegacji spoza Warszawy (oprócz wzmiankowanej podróży Joanny Agackiej Indeckiej).

    Czy (którzy z nich?) przyjechali do Warszawy w przeddzień? Gdzie nocowali w Warszawie? Czy w jednym miejscu zapewnionym przez „organizatorów wylotu, czy w różnych miejscach?

    48. Czy rodziny członków delegacji otrzymywały od nich esemesy po starcie samolotu informujące że samolot wystartował? Nie wiadomo nic o żadnym takim esemesie. Czy możliwe jest że żaden z członków delegacji nie wysłał takiego esemesa? Jeśli tak, dlaczego odbyło się wbrew zwyczajowi gdzie zwykle pasażerowie po czasie startu informują bliskich za pomocą sms o bezpiecznym znalezieniu się w powietrzu (i analogicznie po wylądowaniu).

    Nas, analityków Zbrodni, nie interesują smaczki obyczajowe , ani tym bardziej ich ujawnianie. Ale dawanie patriotycznych wywiadów kochance męża może zdziwić, a wskazuje m.inn. na chęć ukrycia prawdy o tym, skąd i o której mąż pojechał rankiem 10 kwietnia. Ewentualnie, kto go ostatni widział i gdzie? A to jest ważne dla indywidualnych i statystycznych badań Ostatnich Godzin Ofiar.

    Część Rodzin skupia swą aktywność na wypowiedziach w Brukseli, objeżdżaniu Polonii w USA, występowaniu w akademiach ku czci czy otwieraniu Izb Pamięci. Tam grzmią w obronie tych skrawków prawdy, których „strażnicy Umowy” bronić im pozwalają. Przy okazji, sądzę, że bez swej wiedzy czy świadomej współpracy, utrwalają u słuchaczy fałszywą, tj. nieudowadnialną wersję wydarzeń.

    Na stronie „Pomnik smoleński” ciągle wisi zdjęcie z „odlotu Prezydenta”. Wielu analityków wykazało, że jest to fotomontaż ze zdjęciami z innego dnia, z innej pory dnia. Szefowa tego portalu nie tylko nie usunęła tej fałszywki, ale swoim (ściślej –męża) nazwiskiem zakrywa tożsamość agenta (lub pożytecznego idioty) , który jej to zdjęcie udostępnił. Te zdjęcia KŁAMIĄ poczciwym ludziom, wchodzącym na tę stronę w dobrej wierze!

    Rodzina Wojciecha Seweryna, rzeźbiarza z Chicago przesłała, podobno otrzymaną skądś, a wyjętą podobno z telefonu pana Seweryna „zdjęcia Prezydenta w samolocie do Smoleńska”. Wykazano w wielu analizach, że jest to prymitywna fałszywka. Znów – rodzina nie ujawniła, kto im to podrzucił.

    A mielibyśmy ujawnionych, czyli obezwładnionych, choć dwóch (z wielu działających) oszustów.

    Czy trzeba zapytać – za ile? Czy wystarczy tłumaczyć naiwnością i kurzym strachem?

    Ten tekst jest kolejną próbą uświadomienia świadkom, jak ich milczenie czy zakłamanie szkodzi ich pomordowanym Bliskim. Bo ci ostatni wiedzą (nie muszą już wierzyć), że Prawda jest najważniejsza. Ps. Przypadek promu Heweliusz lepiej pokazuje działania polskich prawników, śledczych …..

    Więcej o tym i podobnych na: http://www.dakowski.pl

    0
    • ile kosztuje milczenie rodzin..>>>>>.Dopóki bedzie bzdurna nawałnica kwadratowych i kulistych i gazet zyjacych z katastrofy co zacniejsze rody beda milczec zeby nie wpasc w ton ujadajacych gumofilców…. czyli zwyklych ludzi.

      0
      • Na dziś to jak sam pewnie wiesz mowa jest srebrem a milczenie złotem, pozwala żyć i nie obawiać się wizyty “samobójcy” gdy jesteś zbyt dociekliwy, wylewny, za dużo mówisz, o tym wielu już si przekonało, przykładów aż nadto, casus dr nauk technicznych Wróbla i wielu przed nim jak i po nim. Pzdr!

        0
  8. Wpisał: Dymitr Książek
    08.04.2014.

    W moskiewskim morgu; – bliny z kawiorem

    Nie mogę milczeć

    Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

    [… siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien ]

    [Publikuję cały ten potworny materiał – jako dokument w Sprawie. Pamiętajmy, że w chwili, gdy wywalczymy wolna Polskę, tacy ludzie, jak ten lekarz, jak „świadkowie odlotów” i inni przesłuchiwani [bez konsekwencji karnych] przez Zespół Parlamentarny – będą zeznawali z PEŁNYMI KONSEKWENCJAMI. Jakieś rozgrywki miedzy odłamami „razwiedek” powodują, że choć trochę prawdy wycieka z tego wielkiego wrzodu kłamstwa i oszustwa. Wymusimy resztę ! Zaznaczenia na czerwono – moje . Ten tekst przetłumaczono w październiku z mej strony na rosyjski „sajt” . Tam dyskutanci byli głównie przejęci tytułem. Bo: „Kto u nas jada bliny z kawiorem, a polacziszki jeszcze narzekają”. MD]

    „Wprost”, nr. 41, 14. X. 2012

    Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, towarzyszył Rodzinom Ofiar w Moskwie.

    – Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka… Ech, nie będę prze­klinał… Wie pani, kiedy w czwartek 15 kwietnia przy­jechałem do domu, to do żony powiedziałem: “Wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować”. Byłem jak w amoku. Spaliśmy tam po godzinie, po dwie. Rodziny w ogóle nie spały – mówi Dymitr Książek.

    MAGDALENA RIGAMONTI: Dlaczego już kilka dni po katastro­fie, kiedy jeszcze nie odbyły się wszystkie pogrzeby, mówił pan o ekshumacjach?

    Bo widziałem, co się działo w Moskwie, jaki był bała­gan, jaki brak kontroli, jakie zamieszanie.

    Pan tam pojechał w charakterze…

    W niedzielę 11 kwietnia 2010 r. poleciały do Moskwy dwa samoloty. Mieliśmy lecieć pierwszym, z naszymi patomorfologami. Było nas dwóch doktorów, dwóch pielęgniarzy i dyrektor, też medyk. Podstawiono pierw­szy samolot. Załadowaliśmy go naszym sprzętem i całą masą rzeczy patomorfologów, głównie tym wszystkim do badań DNA. Dostaliśmy informację, że będziemy się zajmowali rodzinami ofiar. Baliśmy się tylko, że jest nas pięciu na jakieś 200 osób.

    Pamiętam żonę rzeczni­ka praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, któ­ra informowała nas o przebytych chorobach męża, jego znakach szczególnych. Była przekonana, że to, co mó­wi, może przyspieszyć identyfikację zwłok. A my prze­cież nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy poma­gali przy identyfikacjach, że będziemy w chłodniach, w prosektorium, wszędzie. Zapakowaliśmy pierwszy samolot, ale polecieli nim patomorfolodzy, żeby praco­wać z Rosjanami przy sekcjach zwłok.

    Rosjanie prawie wszystkie sekcje ukończyli do 11 kwietnia.

    Niemożliwe, bo sekcje trwały jeszcze przez kilka dni po naszym przyjeździe. Ekipa naszych patomorfologów liczyła w sumie pięć osób. Oni wszyscy lecieli z my­ślą, że włączą się w pracę z Rosjanami i kiedy wieczor­nym samolotem przylecą rodziny, to wszystkie ciała będą gotowe do okazania, do identyfikacji. Mówiło się, że rodziny będą wchodziły, rozpoznawały, wychodzi­ły i wracały do Polski. Że ciała do trumien i do Polski… I zaczęła się jazda. W Moskwie byliśmy 11 kwietnia ok. godz. 23. Wszystkim zabrano paszporty. Oddano nam chyba po dwóch dniach. Wsadzono nas w auto­busy i przewieziono do hotelu. Część rodzin chciała je­chać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomor­fologów nie było. Późną nocą minister Arabski i mini­ster Kopacz zwołali spotkanie. Rodzinom dano sutą ko­lację – bliny z kawiorem – i kazano czekać.

    Rosyjscy wojskowi byli w tym hotelu?

    Nie, tylko pełno tajniaków ze słuchawkami w uszach. Dostaliśmy informację, że rano będziemy jechali z ro­dzinami do prosektorium. Dwie godziny drogi od ho­telu. Z przodu samochody na błyskach, z tyłu też na błyskach. A, i tak korek. Czuliśmy się wszyscy jak trę­dowaci. Chyba wszystkie służby nas pilnowały.

    Na czyje polecenie tam polecieliście?

    Minister Ewy Kopacz, to ona nas desygnowała do ro­boty. W poniedziałek dojechaliśmy do prosektorium, wszystkich posadzono w auli i kazano czekać. Miałem poczucie, że minister Kopacz chce dużo zrobić, że chce pomóc. Ale wiem też, że to, co tam się działo, złamało ją, przerosło. Jak wszystkich…

    Pamiętam na pięciu stołach sekcyjnych pięć kobiecych ciał, nie do rozpoznania. I nagle minister Kopacz mówi, że ten kolor włosów pasuje do koloru włosów jednej z posłanek…

    Pana też? Przecież pan ratuje ludzi z najgorszych – ..­więc już się pan napatrzył.

    Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ciał i takiej tragedii. Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna py­tać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres za­mieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony.

    Gdzie w tym czasie byli patomorfolodzy?

    Na dole, siedzieli na ławce przed prosektorium. Pod­czas tych przesłuchań nie byliśmy potrzebni, więc zeszliśmy na dół, by sprawdzić, co z nimi się dzieje. Prosektorium było trzypiętrowe. Na trzecim piętrze la­boratoria, na drugim sale do okazywania ciał, a na dole prosektoria i chłodnie. Trzeba było iść przez podwórko. Trafiliśmy – przepraszam, że tak mówię – po smrodzie.

    Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poin­formowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są spe­cjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do ni­czego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium.

    I weszli?

    Tak, ale nie do sekcji, tylko do identyfikacji. I dopiero we wtorek. Widziałem, że Rosjanie się spinali, chcie­li pomóc, żeby przygotować ciała do identyfikacji, ale przy tym nawale roboty, przy tym krojeniu ciał dzień i noc, bez przerwy w zasadzie…

    Ile osób kroiło?

    W sumie przy sekcjach pracowało ok. 10 Rosjan.

    W pośpiechu?

    W pośpiechu. Ale oni tak chcieli przygotować ciała, że­by znaki szczególne były od razu widoczne.

    A nasi patomorfolodzy co robili?

    Część zajmowała się ubraniami ofiar, a część pracowała przy identyfikacji ciał. Jednak nikt z nich nie był przy sekcjach. Co do ubrań, to one były powyciągane z bło­ta, uwalane w paliwie lotniczym. Szukano dokumen­tów, jakichś osobistych przedmiotów. Te ubrania były w takich worach.

    Pomieszane wszystkie razem?

    Nie. Każdy wór miał numer i w tym worze były ubra­nia, które zostały zdjęte ze zwłok. Jeden z polskich techników robił zdjęcia każdemu strzępkowi materiału, każdemu butowi, kolczykowi, obrączce, pierścionkowi. Każda rzecz miała nadany numer. To odbywało się bar­dzo profesjonalnie. [??? MD]

    Rosjanie fotografowali każdy fragment, każdy strzępek ciała?

    Nie widziałem. Praca polskiej ekipy przydała się przy identyfikacji, bo rodzina najpierw mówiła, co bliska im osoba miała na sobie, co mogła mieć. Potem brano pod uwagę znaki szczególne, które w trakcie sekcji znajdo­wali Rosjanie, i wypisywano je w rosyjskim protoko­le. Kiedy już ciało po sekcji wyjeżdżało na marmuro­wych blatach, wtedy nasi patomorfolodzy je oglądali i sporządzali swój protokół, głównie dotyczący znaków szczególnych. I potem była zapraszana rodzina. Choć nie zawsze od razu.

    Dlaczego?

    Był ogromny galimatias. Rodziny się mieszały. Cia­ło wytypowane po ubraniach, po znakach szczególnych wjeżdżało windą na górę. Przygotowane, umyte, przykryte białym płótnem. [??? MD] Jeśli ciało było poszarpane, trudne do rozpoznania, nie miało głowy, to do okazania była wystawiona np. tylko ręka, żeby żona mogła po­znać swojego męża po ręce albo znakach szczególnych. Jeśli była zachowana głowa, a poszarpany tułów, to od­kryta była tylko głowa.

    Rodzina wchodziła i widziała kilka ciał?

    Tak. Trzy. Ale była prowadzona do konkretnego. Mini­ster Kopacz chciała być pomocna i też się włączyła w te identyfikacje.

    Była pierwsza przed rodzinami?

    Tak, bo ona znała posłów, polityków, którzy zginęli w katastrofie, i mogła przed rodzinami stwierdzić, czy jest szansa na to, że to ciało pasuje do typów propono­wanych przez patomorfologów.

    Mówi pan o ciałach, które były w bardzo złym stanie.

    Niestety, w paru przypadkach te ciała były tak zniekształcone, że identyfikacja była niemalże niemożliwa. Byłem przekonany, że w takich sytuacjach zostanie po­brany materiał genetyczny, ciało zostanie wysłane do Polski, do któregoś laboratorium, i tam zbadane.

    Kto w Moskwie został zidentyfikowany jako pierwszy?

    Pierwsza dama Maria Kaczyńska. I ja to strasznie prze­żyłem. Byłem przy tej identyfikacji. Jej ciało było w ca­łości, ale twarz była bardzo zniekształcona. Nie było wiadomo, jakie ma znaki szczególne, co miała na so­bie, jakie ubranie, jaką biżuterię. Nikt nic nie wiedział. Z pielęgniarzem zaczęliśmy oglądać srebrny pierścio­nek z wygrawerowanymi dwoma imionami i rokiem 1920. Później się okazało, że to były imiona rodziców pierwszej damy. Mój szef poszedł do minister Kopacz z tym pierścionkiem. Nie wiem kto, ale ktoś zadzwonił do garderobianej prezydentowej, która potwierdziła, że Maria Kaczyńska miała taki pierścionek. Krok po kroku dochodziliśmy do prawdy. I nagle przyszedł Rusek, po­ciągnął nos prezydentowej do góry.. .

    I co? .

    Wszyscy zdrętwieliśmy. On zrozumiał, co zrobił. Chciał pewnie, żeby kształt twarzy był bardziej rozpoznawal­ny. Ale tego nie robi się tak ostentacyjnie.

    Brat Marii Kaczyńskiej to widział?

    Na szczęście nie. Byliśmy my, minister Kopacz, polscy prokuratorzy wojskowi. Z drugiej strony czuliśmy du­mę, że pomogliśmy rozpoznać pierwszą damę. Każdy z nas z innej opcji politycznej, a jednak dla każdego to było ważne. A potem brat i zięć prezydentowej popro­sili o wydanie ubrań Marii Kaczyńskiej i spalili je pod płotem. To było coś symbolicznego.

    Pan też identyfikował?

    Pomagałem. I my wszyscy pomagaliśmy, bo przecież wielu z tych ludzi znaliśmy z telewizji. Mam wielkie współczucie dla tych rodzin, które wchodziły, były pro­wadzone do ciała, a okazywało się, że to nie to ciało.

    I musiały przejść, obejrzeć kilka innych zwłok. Między jednym okazaniem a drugim musiały czasem czekać kil­ka godzin. I ten dławiący smród. Przerażający. Siedzie­liśmy tam cztery doby non stop, w tej zgniliźnie, więc przywykliśmy. Poza tym my jesteśmy medykami. Ale te rodziny… Ci ludzie byli w szoku nie do opisania. Dla młodej kobiety, która jest sama, która w domu zosta­wiła dziecko, taka sytuacja jest nie do przeżycia. A cia­ło jej męża było bardzo trudne do zidentyfikowania. Do takich identyfikacji wzrokowych w ogóle nie powinno dojść. Wystarczyłyby przecież badania DNA.

    Rosjanie pili alkohol?

    Ktoś, kto kroi, kto przemłócił wnętrzności 96 osób, to… Sam widok stosów ciał… Nikt tam pijany nie cho­dził. Te stosy nie mieściły się w chłodniach. Były po­zawijanie w folie. Wyglądały jak takie wielkie cukierki. Na każdym worku była żółta taśma, a na taśmie numer.

    A nazwisko?

    Nie. Te ciała były poukładane w rzędach, między który­mi można było chodzić. Między tymi ciałami były wy­znaczone trasy. Jak się szło tymi trasami, to się docho­dziło do sal sekcyjnych.

    Wiedział pan, że zakazano w Polsce otwierania trumien?

    Ja tego zakazu nie słyszałem, tylko ludzie o tym mówi­li. Wiem, że rodziny po spotkaniach z ministrem Arab­skim były wściekłe. Tam powinni być inni ludzie z rzą­du. Wrzucono minister Kopacz w jakiś straszny wir i jej uwaga rozbiła się na milion rzeczy.

    Byliście przy niej?

    Jak gladiatorzy. Ale to nie wystarczyło. Rodziny mogły mieć poczucie, że zostały zostawione same sobie. Nas było pięciu, ale nie mieliśmy kompetencji do działania.

    Co się stało, że dokumenty dotyczące ofiar są błędne, że pro­kuratura zarządza kolejne ekshumacje?

    W te trumny wsadzano czarne worki. I teraz już nie można uwierzyć, że do tych metalowych trumien wkła­dano właściwe ciała. Nikt tego nie sprawdzał. Na ka­napie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien.

    Kim byli?

    Nie wiem. Wtedy byli pakowaczami do trumien. Ale nikt ich nie pilnował. Nie było nadzorców ze strony ro­syjskiej, nie widziałem też polskich prokuratorów, któ­rzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków.

    A kiedy był nadzór?

    Tylko podczas lutowania trumien: Trumna przyjeżdża­ła otwarta. Ciało było już w worku.

    Nie było ciał nie zapakowanych?

    Kilka było. Ubranych w rzeczy od rodzin. Ciała, które były w workach, miały ubrania na wierzchu.

    Rodziny mogły sprawdzić, czyje ciało jest w worku?

    Nie. Wcześniej rodzinom obiecano, że ciała będą ubie­rane. Byłem święcie przekonany, patolodzy też, że w Polsce zostaną przeprowadzone badania genetyczne.

    Rosjanie pobierali materiał genetyczny?

    Ja nie widziałem. I nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym mówił. Proszę pamiętać, że my wszystkiego nie widzieliśmy. Kiedy trumny lakowano, to w sali Rosja­nie zrobili granicę polsko-rosyjską. To był kosmos. Po jednej stronie siedziała rosyjska celniczka, po drugiej byliśmy my. Wszyscy. Po zalutowaniu trumna trafiała na polską stronę. Ale rozpętała się kompletna awantu­ra, bo rodziny chciały wkładać do trumien święte ob­razki, modlitewniki i różańce. Rosjanie nie chcieli się na to zgodzić. To było straszne, oburzające. Politycy na­si wymogli na Rosjanach, by na to pozwolili. Niech pani pamięta, że to była ceremonia pogrzebowa, ale Ro­sjanka jakby tego nie rozumiała. A po naszej stronie wszyscy się modlili.

    Kto przybijał tabliczki do trumien?

    Rosjanie, ale one były przykręcane, a nie przybijane. I robiono to porządnie. Nie wiem, czy mogły się od­czepić. Ale teraz to ja nie mam pewności, czy w tych trumnach nie ma worków wypchanych trocinami albo jeszcze czymś innym. Tam było pięć stołów sekcyjnych, a po bokach kawałki ciał do niczego nie pasujące.

    0
  9. gdybym był putinem to takich dymitrowow zainstalowalbym na kazdej stronie w internecie dla polskich gumofilcow czyli zwyczajnych polakow.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217