Bez kategorii
Like

Powstanie styczniowe na morzach

22/01/2013
362 Wyświetlenia
0 Komentarze
8 minut czytania
no-cover

Powstanie roku 1863. kojarzy nam się głównie z partyzanckimi walkami na lądzie. Miało ono jednak także swoje morskie epizody. Warto o nich przypomnieć.

0


 

 

22 stycznia 2013 r., wtorek, 150-ta rocznica wybuchu powstania styczniowego. Otwieram gazetę z programem telewizyjnym: TVP 1, TVP 2, POLSAT, TVN, TVP Polonia. Jak co dnia – seriale, telenowele, seriale … Dosłownie ani jednego filmu o postaniu 1863 r. Pewnie „gadające głowy” coś tam wtrącą na ten temat, przemycając przy okazji swoje polityczne wtręty, ale żeby jakiś poważniejsze dzieło … Nic! A na magazynowych półkach leżą choćby „Wierna rzeka” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego (1983), czy „Szwadron” Juliusza Machulskiego (1992). Powinny także zachować się jakieś fragmenty „Wiernej rzeki” Leonarda Buczkowskiego z 1936 r. Dobry czas, żeby je zaprezentować. Wyciąłem z gazety dzisiejszy program TV i schowałem do książki Stefana Kieniewicza „Powstanie styczniowe”. Na wszelki wypadek, jako argument i dowód w ewentualnej dyskusji. Bo jeśli taka jest polska telewizja, to jaka byłaby nie-polska?

Dlatego trzeba robić swoje i korzystać ze względnej swobody jeszcze panującej w sieci. Zatem „robiąc swoje” chciałbym przypomnieć mało typowe, bo żeglarko-marynarskie aspekty powstania styczniowego.

Muszę zacząć od następującej uwagi: jestem jak najgorszego zdania o polskich przywódcach politycznych, którzy podjęli decyzję o walce w tamtych warunkach. Jednocześnie żywię głęboki szacunek dla żołnierzy, którzy, wierni przysiędze, nie sejmikowali, tylko przystąpili do walki na rozkaz przełożonych.

Wracając do głównego wątku: ośrodki zagraniczne kierującego powstaniem Rządu Narodowego próbowały użyć przeciwko Rosji kilku wynajętych lub zakupionych w trybie pilnym statków. „Ward Jackson” miał dostarczyć broń i wojskowy ekwipunek na Litwę. „Chesapeak” i „Samson” działały na Morzu Czarnym a „Kiliński/Kościuszko” był szykowany do akcji korsarskiej na Morzu Śródziemnym i Czarnym. Przygody każdego z tych statków zasługują na przypomnienie, zacznijmy jednak od pierwszego. Jak wyżej wspomniałem, nazywał się „Ward Jackson”, a dowódcą wyprawy płynącej na jego pokładzie został mianowany Teofil Łapiński. Rzecz opiszę dosłownie w telegraficznym skrócie.

1.     Łapiński to typ bardzo barwnego awanturnika. Zaciągnął się do wojska austriackiego, ale w roku 1848 złożył dymisję i walczył przeciw Austriakom po stronie Węgrów. Potem przez Francję wyjechał do Turcji walczyć z Rosją, tyle, że w czasie wojny krymskiej walczył po stronie rosyjskiej przeciw Turcji, Francji i Anglii. Następnie porzucił służbę carowi i walczył przeciw Rosjanom w czerkieskiej partyzantce.

2.     Wybuch powstania, jak wiadomo, był kompletnie nie przygotowany. Powstańcy byli już w lesie, ścigani przez rosyjskie wojsko, a broń dopiero było trzeba kupić, przemycić i rozdysponować. Do Królestwa przemyt szedł przez Austrię i Prusy. Na Litwę, a właściwie Żmudź dostawę postanowiono wykonać morzem. Brak czasu wymuszał improwizację i wykluczał poszukiwania kadrowe. W Londynie pod ręką był Łapiński i to on objął dowództwo. Podlegało mu także ok. 180 ochotników różnej narodowości.

3.     Koszty wyniosły 7500 funtów. Rzecz sfinansowała emigracja, składki zorganizowane w Anglii i we Włoszech oraz, pokutując za grzechy dziada,  Branicki. Wynajęto żaglowo-parowy statek „Ward Jackson” i podpisano kontrakt z kapitanem Robertem Weatherleyem, który miał poprowadzić jednostkę. W firmie Withwort and Sons zakupiono 1000 karabinów, 750 pałaszy, 2 działa, 200 lanc proch, spłonki a do tego pewną ilość mundurów, butów, czapek, plecaków, ładownic i siodeł.

4.     W marcu, po kłopotach z rosyjską ambasadą, rosyjskim okrętem wojennym i angielskimi celnikami, „Ward Jackson” wyszedł w morze. Pierwszym etapem podróży był szwedzki Halsingborg, drugim duńska Kopenhaga. Tu skończyło się szczęście. Zerwał kontrakt i zszedł z pokładu kpt. Weatherley wraz z angielską załogą. Łapiński wynajął Duńczyków, którzy przeprowadzili statek ponownie do Szwecji, ale tym razem do Malmo.  W tym porcie statek został aresztowany za posiadanie kontrabandy wojennej a następnie wybuchł na nim pożar. Ogień ugaszono, ale ładunek został przez Szwedów odebrany. I tu można by zakończyć dzieje wyprawy, gdyby nie charakter Łapińskiego.

5.     W Kopenhadze zamówił on bowiem nowe wyposażenie oraz wynajął 3 statki – parowiec „Fulton” i dwa szkunery: „Christina Lorenza” i „Emilie”. Z Malmo wraz z częścią ochotników wyruszył na „Fultonie”, potem w Kopenhadze przesiedli się na „Christine Lorenze”, a potem, ale już na pełnym morzu, w nocy, na „Emilie”. Lądować mieli na pruskim brzegu w Zalewie Kurońskim, koło miejscowości Schwarzort, ok. 3 mil od granicy rosyjskiej. Niestety, tuż przy brzegu, zerwał się sztorm i grupa ochotników, która jako pierwsza łodziami wyruszyła na ląd utonęła. Operację trzeba było przerwać. Sztorm nie ustawał a umundurowani topielcy zdekonspirowali statek przed Prusakami. „Emilie” pożeglowała na Gotlandię. Tam załoga została aresztowana i wysłana do Anglii, skąd wyruszyli. Zupełna klęska: zginęli ofiarni patrioci, stracono pieniądze, a o wyprawie pamiętają już chyba tylko „historyczni szperacze”.

Prawda, że piękny temat na film przygodowy, albo fabularyzowany dokument na 150-lecie powstania? Tylko, że reklamodawcy nie zgodzą się na emisję czegoś takiego w godzinach wysokiej oglądalności, bo po angażujących umysł filmach reklama jest podobno mniej skuteczna.

 

Paweł Milczarek

Inne zapisy autora:

0

Pawe

5 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758