POLSKA
Like

Polskie firmy

09/03/2019
279 Wyświetlenia
0 Komentarze
3 minute czytania
no-cover

Nawiązując do mojego artykułu ze stycznia br. „Przedsiębiorstwa Państwowe”, a także do dość licznych komentarzy chciałbym zwrócić uwagę na brak na rynku odpowiednio notowanych polskich marek. Jeszcze za czasów PRL usiłowano naprawiać szkody nacjonalizacji i likwidacji znanych marek jak choćby zakłady „22 Lipca” dodając „dawniej E Wedel”. Mówiło się wprawdzie że wyroby tej firmy poprawią się znacznie kiedy będzie się nazywać „E. Wedel, dawniej 22 Lipca”. Kilka nazw przywrócono z zakładami „Hipolit Cegielski Poznań” czy „Łucznik”, ale też i niektóre zakłady nowopowstałe doczekały się uznania jako dobre marki. Sięgając do własnych wspomnień mogę przytoczyć zdanie armatora zagranicznego który wyraził chęć zakupu w Polsce statku preferując stocznię gdyńską, z zastrzeżeniem że silnik ma być „Polski Sulzer”, a nie „Fiat”, cały układ […]



Nawiązując do mojego artykułu ze stycznia br. „Przedsiębiorstwa Państwowe”, a także do dość licznych komentarzy chciałbym zwrócić uwagę na brak na rynku odpowiednio notowanych polskich marek.

Jeszcze za czasów PRL usiłowano naprawiać szkody nacjonalizacji i likwidacji znanych marek jak choćby zakłady „22 Lipca” dodając „dawniej E Wedel”. Mówiło się wprawdzie że wyroby tej firmy poprawią się znacznie kiedy będzie się nazywać „E. Wedel, dawniej 22 Lipca”.

Kilka nazw przywrócono z zakładami „Hipolit Cegielski Poznań” czy „Łucznik”, ale też i niektóre zakłady nowopowstałe doczekały się uznania jako dobre marki.

Sięgając do własnych wspomnień mogę przytoczyć zdanie armatora zagranicznego który wyraził chęć zakupu w Polsce statku preferując stocznię gdyńską, z zastrzeżeniem że silnik ma być „Polski Sulzer”, a nie „Fiat”, cały układ napędowy ze śrubą nastawną polskiej produkcji, urządzenia chłodnicze „Szadkowskiego”, fileciarki „polski Bader” itd.

Jak się okazało nawet w tych koszmarnych warunkach „realnego socjalizmu” można było uzyskać dobrą firmę co przy szczególnie sprzyjających okolicznościach czasami zdarzało się.

Problem polega na tym że właśnie te najlepsze firmy jako pierwsze zostały poddane niszczycielskiemu procesowi likwidacji polskiego przemysłu.

 

 

Po wielu polskich firmach pozostały jedynie ruiny, resztki niektórych funkcjonują w rękach obcego kapitału jak np. „Hortex”, albo też jako zakłady filialne wielkich koncernów /”Pudliszki”, „Winiary” i inne/.

Niektórym jak „Rafako” czy „Amica” udało się przetrwać chociaż wiele z nich musiało skorzystać z pomocy kapitału zagranicznego, bowiem nieliczni kapitaliści z polskim rodowodem wolą lokować zagranicą niż w Polsce.

Jest w tym procesie zakodowane przekonanie że ich własna władza która dała im do ręki kapitały prowadzi Polskę do ruiny i dlatego trzeba z niej pośpiesznie uciekać.

 

Piszę na temat polskich firm jako reakcję na apel dr. Dariusza Grabowskiego w sprawie ratowania polskiej marki na przykładzie „Ursusa”.

Wprawdzie dotyczy to produkcji autobusów, a nie ciągników czym ostatnio zajmował się oryginalny „Ursus”.

Obawiam się że lubelski „Ursus” to tylko przejęta nazwa, a nie kontynuacja wiekowej firmy.

Dla mnie najważniejszy jest jej kontekst związany z produkcją różnego rodzaju ciągników, gdyż mamy w Polsce w użytkowaniu około dwóch milionów ciągników dla których brakuje krajowych możliwości zaopatrzenia i wymiany.

Jesteśmy dostatecznie dużym krajem i w dodatku położonym w samym sercu Europy, ażeby odtworzyć niezbędny dla funkcji rolniczych, komunikacyjnych i budowlanych produkcję niezbędnego sprzętu, chociażby wykorzystując markę „Ursusa”.

Obok przemysłu okrętowego i maszyn rolniczych jest to dziedzina szczególnie Polsce potrzebna.

Inne zapisy autora:

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

560 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217