HYDE PARK
Like

Polski Walmart, czyli najlepszy przyjaciel człowieka

14/06/2014
975 Wyświetlenia
2 Komentarze
2 minut czytania
Polski Walmart, czyli najlepszy przyjaciel człowieka

Awansowaliśmy do grona krajów „rozwiniętych”. To pewne. I, żeby to zrozumieć nie potrzeba nam strzelistych reklam, nachalnej promocji, czy nieustannego PR-u zapewniających o tym, że jesteśmy już w krainie szczęśliwości.

0


Biedronka_przyjacielem_1

 

W powyższym utwierdza nas co innego. Mamy już swojego Walmarta! Wszechogarniającą nasze poczynania konsumenckie sieć marketów dla tych z tzw. lower class. I nie trzeba również długotrwałej analizy modelu biznesowego, żeby uświadomić sobie, że Sama Waltona ubiegł u nas Jeronimo Martins. Walmart sprzedaje pod hasłem „Zawsze niskie ceny”, a Jeronimo, czyli popularna „Biedronka” „Codziennie niskie ceny”.  Nie wysilili się Portugalczycy, ale po cholerę wyważać otwarte drzwi skoro można sprawdzone rozwiązania wcielić w życie na obiecujących rynkach. Dla nich to obietnica dostatku, dla nas postępującego uzależnienia, homogenizacji rynku handlu detalicznego, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko znikanie lokalnych spożywczaków. Ci, którzy próbują się bronić muszą się zrzeszać w sieciach dystrybucj chcąc przetrwać.

Być może nie ma innego wyjścia i jest to swoiste signum temporis w czasach globalizacji i bezpardonowej konkurencji. Jest jednak kilka konsekwencji tzw. niskiej ceny. Z punktu widzenia ekonomicznego w jej cieniu zawsze skrywa się niska pensja. Z punktu widzenia społecznego nasze życie staje się uboższe o pewną ważną sieć relacji budującą kapitał zaufania. Postępuje jego kolejny etap uregulowania, wg reguł, które zostają nam narzucone z zewnątrz. Efekt jest taki, że dobrowolność relacji i ich autoteliczny wymiar zyskuje stygmat kontraktu i chłodnej kalkulacji. Co widać już w sposobie dokonywania zakupów w takich miejscach. Pospiech w próbie wyprzedzenia innych do tego towaru, który jeszcze tak niedawno niewiele dla nas znaczył, a który teraz jest obiektem pożądania kulturowego, bo przecież nie biologicznego. Kto by to wszystko, co ląduje w naszych koszykach mógł przejeść?

Dlatego jesteśmy póki co obiektem inwestorskiego zainteresowania. Gdy pensja wzrośnie inwestor poszuka sobie innej ziemi obiecanej, którą podda dyktatowi niskiej ceny swobodnej eksploatacji.

Z pozdrowieniami red. nacz. Liber

Inne zapisy autora:

0

Liber
Liber http://www.galerialiber.pl

rysownik, satyryk. Z wykształcenia socjolog. Ciągle zachowuje nadzieję

422 publikacje
6 komentarze
 

2 komentarz

  1. Avatar magneto

    Nie to, że się czepiam ale w tych małych sklepach, sprzedawczynie zarabiają nierzadko mniej niż w tych wszystkich lidlach i biedronach, plus do tego często są umowy śmieciowe i nieterminowae wypłaty wynagrodzeń. Tak naprawdę taki sklepik funkcjonuje prawidłowo, gdy właściciel (wraz z rodziną) prowadzi sklep w całości, łącznie ze staniem za ladą. Zatrudnianie pracowników – otwiera drogę do patologii, niestety.

    0
    • Avatar Jan Paweł

      Problem polega na tym, że takie Jeronimo Martens jedne z drugim, pewnie nie płaci podatków a polski sklepikarz ścigany jest z całą mocą prawa administracyjno-fisklnego. To jest jeden sposób na eksploatację rynku przez korporacje. Inny polega na tym, że korporacje przeważnie wymuszają na producentach niskie ceny kosztem jakości. co w przypadku artykułów spozywczych prowadzi zawsze do podnoszącej wydajnośc chemizacji żywności. Jakie są tego skutki, pokazuje następna wyjątkowo dobrze prosperująca w Polsce gałąż, jaką jest farmacja, także a może przede wszystkim chemii nowotworowej. No i ostatecznie radylakne wyludnianie się Polski, także i z tego powodu. Kupowanie tanio, prowadzi niestety do chorób i śmierci

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816