Bez kategorii
Like

Polska Racja Stanu

27/01/2013
614 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
no-cover

Myślenie o kierunkach rozwojowych.

0


 Przy różnych okazjach pojawiają się głosy  wskazujące potrzebę zdefiniowania Polskiej Racji Stanu. Różnie to bywa rozumiane. Najczęstszym efektem jest deprecjonowanie samego określenia.

Czy można w sposób akceptowalny określić to pojęcie?

Moim zdaniem samo takie postawienie kwestii jest błędne; aby określić Polską Rację Stanu – najpierw trzeba określić, czego ona ma dotyczyć. Czyli ustalić cele istnienia Państwa Polskiego.

Tylko w takim przypadku można określić ramowe zasady postępowania dotyczące zarówno polityki wewnętrznej jak i zagranicznej, a nawiązujące do celu stawianego przed państwem.

To jest RACJA STANU.

 

Czy można bazować na powszechnie uznawanych z pozytywne pojęciach takich jak dobro, uczciwość , czy dobrobyt?

To błąd; państwo nie jest władne określać tych wartości; może się jedynie nimi kierować przy realizacji celu.

 

Co może być celem państwa?

Wydaje się, że takim celem jest utrzymanie określonego porządku społecznego pozwalającego na rozwój relacji wynikających z przyjętego systemu wartości. Określony porządek i relacje stąd wynikające  winny być dostosowane do okoliczności – wynikających z otoczenia i stanu wiedzy, co z kolei rzutuje na sposób i zakres zaspokajania potrzeb ludności i pozwala na wzrost świadomości i jednostkowej, i społecznej.

 

Te założenia  pozwalają na realizację celu aż do momentu napotkania na sprzeczności w idei założycielskiej. Wtedy konieczna jest korekta założeń i dostosowanie do zaistniałych okoliczności, albo też, jeśli sprzeczności dotyczą  podstaw założeń systemowych – zmiana systemu.

Bardzo często wiąże się to z upadkiem państwowości, czy rewolucją. Efekt końcowy nie zawsze jest zgodny z oczekiwaniami. Przy zmianach następuje też cofnięcie cywilizacyjne.

 

Obecna sytuacja w Polsce wyraźnie wskazuje na czas przełomu. Wydaje się, że wszelkie możliwości koncyliacyjne zostały wyczerpane. Pozostaje zatem zmiana systemu.

 

Moją propozycją jest nawiązanie do dzieła naszych wielkich przodków, którzy potrafili utworzyć Królestwo Polskie o strukturze Rzeczypospolitej.

 

Podstawowym problemem jest obecnie odtworzenie tamtej myśli państwotwórczej w dostosowaniu do współczesności. Zadanie o tyle trudne, że nastąpiła zmiana rozumienia wielu pojęć, które leżały u podstaw tamtego myślenia. Polska utraciła dodatkowo w czasie II WŚ elity, a  te, które zajęły ich miejsce nie rozumieją polskości a nawet świadomie niszczą pozostałości.

Pierwszym krokiem jest zatem odtworzenie i zdefiniowanie POLSKOŚCI. Dopiero w następstwie można wytworzyć ideę państwowości nawiązującą do wartości jakie są zawarte w polskości i określić ramowe cele i metody postępowania – czyli  to, co można uznać za Polską Rację Stanu.

 

Nie ukrywam, że zamysłem opracowania idei Cywilizacji Polskiej jest jej wdrożenie; w natłoku pomysłów ratowania Polski wydaje się być jedynym spójnym projektem.

 

Bazą myślenia jest traktowanie całej otaczającej rzeczywistości jako partnera naszego istnienia. Zatem ewangelicznym „bliźnim” jest nie tylko drugi człowiek ale także świat przyrody zarówno ożywionej, jak i nieożywionej. Tylko bowiem partnerskie traktowanie otoczenia pozwala na istnieniu w zgodności.

Określone to zostało jako Porządek Zgodności.

 

Ten Porządek rzutuje na relacje partnerskie w rodzinie, a w dalszej kolejności nadaje kształt instytucjom życia publicznego.

 

Polska Racja Stanu winna zostać określona względem wszystkich dziedzin życia społecznego. Należy określić relacje ekonomiczne i finansowe, sądownictwo, bezpieczeństwo, system kształcenia i opieki społecznej.

W dziedzinie stosunków zewnętrznych należy uwzględnić, że idea cywilizacyjna musi rozwijać się na na tyle dużym obszarze, aby nie być narażoną na lokalne konflikty. Takowe nie mogą zakłócać procesu realizacyjnego.

Jeśli zatem zarzewie działań w tym kierunku jest w Polsce i w polskości z racji zachowania w społeczeństwie zasad Porządku Zgodności, to należy uwzględniać szerszy zasięg idei cywilizacyjnej (dostosowanej do lokalnych okoliczności) głównie na obszarach, gdzie kiedyś była ona żywa. To tereny zamieszkałe (zdominowane) przez Słowian, a obejmujące Międzymorze.

W tym wypadku bardziej stosowne byłoby określenie Cywilizacja Słowiańska.

 

Rozpatrując obszar działania koniecznym jest określenie czynnika etycznego kształtowanego przez religię. O ile w Polsce dominujący jest katolicyzm, to w pozostałych państwach regionu  istotne jest prawosławie. Teologiczną różnicą jest filioque, a społeczną stosunek do władz cywilnych.

Kościół Zachodni dążył, niekiedy z sukcesem, do religijnej dominacji władzy kościelnej nad cywilną.

Kościół Wschodni z kolei przyjął rolę podległą nadając walor etyczny zarządzeniom władcy.

To stanowiska sprzeczne, a bazą rozważań jest stanowisko neutralne – „co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi”.

 

Wskazane zależności winny stanowić ważny element Polskiej Racji Stanu formułując zasady tworzenia wspólnoty kulturowej regionu.

 

Jak widać – określone zostały tutaj założenia tyczące zmian systemowych, ale ich kształt winien być dopiero ustalony w dyskusji.

Akceptacja założeń pozwoli na przystąpienie do dalszych  prac redakcyjnych już w szerszym składzie. Odrzucenie – to poszukiwanie innej koncepcji, a taka raczej się nie wyłania.

Inne zapisy autora:

0

Bez kategorii
Like

Polska racja stanu

19/07/2012
0 Wyświetlenia
0 Komentarze
18 minut czytania
no-cover

Uważam, że jest to tekst, którego znaczenie trudno przecenić. Nie znaczy to, że polecam każdemu.

0


 

To pojęcie nie istniejące i nie zdefiniowane lub definiowane przez obcych w celach Polsce i Polakom wrogich. Począwszy od wstąpienia na tron dynastii Jagiellońskiej nie udaje się w Polsce i na Litwie sformułować jakiejś sensownej doktryny usprawiedliwiającej istnienie tego państwa. Unia definiuje się poprzez wrogość swoich sąsiadów. Litwa jest ograniczana i definiowana przez Moskwę jako wróg i zaborca „ziem ruskich”, a Polska jest definiowana przez Niemców, którzy zaczynają ją w pewnym momencie traktować jak kolejny kraj, który należy przyłączyć do Rzeszy. Do tych definicji Moskwa używa żołnierzy, a Niemcy najpierw Krzyżaków, a potem drukowanej propagandy.  Prawie dwieście lat panowania dynastii litewskiej na tronie polskim nie przynosi żadnego zadowalającego pogłębienia stosunków Polska-Litwa. Unia jest tworem nietrwałym, bez przyszłości politycznej, który trzyma się tylko dlatego, że strach szlachty przed wrogami zewnętrznymi każe jej bronić tego układu ze wszystkich sił. I Unia się broni skutecznie. Nie jest to jednak zasługą królów z dynastii litewskiej i ich myśli politycznej, ale wynika fakt ów z poświęcenia i zdrowego politycznego rozsądku mieszkańców państwa polsko-litewskiego. Owa nietrwałość Unii daje nadzieje obcym na to, że można będzie kraj rozwalić i w jego miejsce zbudować coś innego. Jakąś Wschodnią Rzeszę konkurencyjną dla Wiednia – co marzy się Hohenzollernom, albo po prostu podzielić się Unią z Moskwą o czym myślą Habsburgowie. Rok 1569 niewiele tu zmienia, bo Unia Lubelska to jedynie potwierdzenie stanu faktycznego. Kilkadziesiąt lat wcześniej Zbigniew Oleśnicki domagał się wprost inkorporacji Litwy i była to koncepcja ze wszech miar słuszna. Oleśnicki był politykiem poważnym i myślącym o przyszłości, czego nie sposób powiedzieć o żadnym władcy z dynastii litewskiej.
Na scenie politycznej stulecia XVI stanęło w pewnym momencie tylu graczy, że podział państwa polsko-litewskiego był po prostu niemożliwy, bo zawsze komuś to przeszkadzało. Niemcy grali przeciwko sobie nawzajem, a Moskwa zaczęła mieć kłopoty ze zwariowanym carem i Londynem, który powoli rozpoczynał kolonizację obszarów północnych. Upadek Węgier, który dawał nadzieję Niemcom i Moskwie na identyczną akcję w stosunku do Polski i Litwy nie przyniósł oczekiwanych skutków. Turcy bowiem stanęli niespełna 300 km od Krakowa, a ich wpływ na politykę Europejską zwiększył się znacznie i wzmocnił graczy peryferyjnych, którzy i tak byli już dosyć silni, poprzez pieniądz i poprzez doktrynę, która definiowała ich państwa – mam tu na myśli Londyn przede wszystkim, ale także Paryż. Wobec tak niekorzystnie rozwijającej się sytuacji i wobec całkowitego podporządkowania się Rzymu Wiedniowi, Niemcy – którzy byli przecież za ten rozwój wypadków odpowiedzialni – musieli znaleźć jakiś sposób na to by wpływać na politykę turecką i studzić ją gwałtownie. I wymyślili – przedmurze chrześcijaństwa. Tym przedmurzem została oczywiście Polska i Litwa, w co – wskutek upowszechnienia się druku i zatrudnienia pożytecznych idiotów z kilku wpływowych rodzin polskich i litewskich w literaturze – zaważyło na naszych losach i definiowało nasze państwo przez ponad stulecie.
Przedmurze straciło na znaczeniu kiedy Piotr I, którego państwo nigdy żadnym przedmurzem nie było rozprawił się z Turkami definitywnie czyniąc z nich popychadło i przedmiot drwin. Nie przyszło mu to łatwo, ale w końcu się udało. Turcy nadal byli w Europie, ale od Krakowa ich odepchnięto, co oczywiście nie wiązało się z reaktywacją królestwa Węgier, a jedynie z podporządkowaniem tychże Węgier w całości Niemcom. Wobec takiego obrotu spraw państwo polsko litewskie straciło rację bytu. Potoczyło się jeszcze jakiś czas niczym zepsuta dwukółka ale w końcu się rozpadło.
Problemem Polski połączonej z Litwą była rekrutacja elit, były one w stuleciu XVI wyłaniane wprost przez Niemców. Członkowie tych elit przechodzili bowiem przez dwa niemieckie uniwersytety – Frankfurt i Królewiec, z lekceważeniem odnosząc się do Krakowa. Sytuacja zmieniła się trochę za panowania Stefana Batorego oraz Wazów, ale nie była to zmiana głęboka. Musimy bowiem pamiętać, że Włochy XVI wieku to teren walk niemiecko-francuskich, w których Niemcy uzyskują bezwzględną przewagę, niszcząc Rzym i podporządkowując sobie papieża. Zupełnie jak dziś, tyle że Rzymu jeszcze nie spalili.
W stuleciu XVII Polska i Litwa definiują się poprzez wspomniane już antemurale oraz przez wojny, których charakter nie jest nam dokładnie znany, albowiem został pięknie i skutecznie przemalowanych przez Henryka Sienkiewicza, ku pokrzepieniu serc. Myślę, że polityczny cel owych wojen był inny niż to się Henrykowi Sienkiewiczowi wydawało i będę o tym pisał w III tomie „Baśni jak niedźwiedź”.
Wiek XVIII to rozpaczliwa próba usprawiedliwienia własnego istnienia przez państwo polsko-litewskie polegająca na tak zwanych reformach czyli na upodobnieniu systemu rządów w Polsce do monarchii absolutnych. Było to czynione bez zrozumienia rzeczy podstawowej – monarchie absolutne były prywatnymi folwarkami dynastii, a propagowana przez wynajętych mędrców i filozofów nowoczesność miała jedynie ów fakt maskować. Monarchie te ponadto musiały prowadzić politykę agresji, żeby istnieć. I prowadziły ją wobec tych państw, które nie miały ani doktryny ani złota. Głównie przeciwko Polsce. Ponieważ jednak ta znalazła się w pewnym momencie w całości pod protektoratem Moskwy Niemcy musieli zmienić wektory swojej ekspansji i na chwilę – nie pierwszy już raz zresztą – zwrócili się przeciwko sobie – Prusy oderwały Śląsk od Austrii.
Próba zdefiniowana Polski poprzez wynalazki takie jak konstytucja nie powiodła się, bo powieść się nie mogła. Była ona ponadto prowokacją zmontowaną wcale nie tak sprytnie i wcale nie w ukryciu. Była to prowokacja dość banalna zakładająca, że naiwność elit polskich zdeprawowanych i oszukanych rozmaitymi modami jest tak wielka, że niczego nie trzeba ukrywać. I niczego nie ukrywano. Zupełnie jak dziś.
Najwyraźniej, niestety jedynie w sferze deklaracji, zaznaczyła się polska racja stanu, w czasie niewoli. Sformułował ją i próbował wdrażać w życie książę Adam Jerzy Czartoryski, niekoronowany król nieistniejącego państwa. I wierzcie mi, że jestem ostatnim człowiekiem, który będzie drwił z poczynań starego księcia.
Wszystkie wymienione tu formuły tłumaczące polską rację stanu były albo oszukane albo narzucone. Polska jednak istniała i do tego istniała nie dlatego, że jej wrogowie mieli kłopoty, ale dlatego, że definiowana była poprzez jej obywateli, bardzo świadomych politycznie, którzy opisywali swoje państwo poprzez swoją prywatną własność. To nie było nigdzie skodyfikowane, ale etos szlachecki był po prostu żywy i bardzo silny. Żeby pozbyć się Polski trzeba było mieć nie tylko wojsko, ale także zbałamucić i ogłupić szlachtę. To się oczywiście udało, ale ów proces był bardzo powierzchowny czego dowiodły powstania. Każde z nich kończyło się klęską, ale były to z punktu widzenia racji stanu akcje bezwzględnie potrzebne. Polacy tracili ziemię w konfiskatach, część z nich traciła życie, a spora ilość musiała zamieszkać na Syberii, ale powstania były potrzebne tak jak w XVI wieku Francuzom potrzebne były wojny we Włoszech, a królowi Stefanowi potrzebne były wojny w Inflantach. Wszystkie te wydarzenia bowiem miały decydować o istnieniu bądź nie istnieniu państw i narodów. Francuzi walcząc w Italii bronili się przed podziałem kraju, król Stefan idąc na północ bronił się przed rozłamaniem Unii przez Moskwę, Wiedeń i angielskie pieniądze, a powstańcy polscy walczyli, by ich nie sprowadzono do roli rabów pozbawionych ziemi i praw. Walczyli skutecznie, bo kiedy przyszła niepodległość, kiedy wybiła godzina Polska się po prostu ujawniła w postaci tysięcy wychowanych w duchu insurekcji styczniowej chłopców idących z bagnetami na bolszewika. I wtedy zaczęły się kłopoty. Było bowiem państwo, był naród, który miał takie jak trzeba tradycje i przydałaby się jeszcze doktryna. Świat jednak ukształtowany pod nieobecność na mapie Polski wyprodukował same fałszywe i szkodliwe idee, z których Polska nie mogła wybrać absolutnie nic. Jednak wybrała. Wybrała socjalizm, czyli rzecz najgorszą i wokół tego socjalizmu zaczęła budować swoje „nowoczesne” struktury. Wrogowie widząc to odetchnęli z ulgą, a pan Mołotow mógł z wielką pewnością siebie powiedzieć, że Polska to państwo sezonowe. I takie ono właśnie było. Kiedy bowiem ignoruje się fakty i przystrzyga je dla potrzeb stworzonych przez nie wiadomo kogo idei ponosi się klęskę za klęską.
Rozczarowanie socjalizmem sanacyjnym było poważne i popchnęło polityków polskich w objęcia wywiadów państw obcych. Naród zaś jak poprzednio zaczął uporczywie trzymać się własności. Własność chłopska jednak to nie było to samo co wielka własność, a komuniści to nie był jakiś tam cysorz i jego urzędnicy, ale sprawa o wiele poważniejsza. Była to organizacja mafijna, tajna w istocie i specjalizująca się w zabójstwach na zlecenie. Za pomocą takich metod komuniści rządzili bardzo długo. Póki nie zabrakło im pieniędzy i nie przestali być atrakcyjnym partnerem dla innych bogatszych graczy. I wtedy nastała wolność. I znowu pojawiła się potrzeba – jakże paląca zdefiniowania doktryny państwa polskiego. Bo państwo to istnieje i jeszcze jakiś czas istnieć będzie. Jestem jednak pewien, że w pewnym momencie zostanie zlikwidowane, a stanie się to wówczas, gdy elity wychowane na obcych lub rodzimych, ale całkiem oszukanych uniwersytetach dojdą do wniosku, że istnienie Polski jest po prostu nieopłacalne.
Czy można tego uniknąć. Oczywiście, że tak, ale potrzebna jest – wyszydzona tu kiedyś przez blogerkę elig – doktryna państwa. Polska w czasie rządów komunistów definiowana była jako przedpokój Rosji, teraz zaś definiowana jest jako składzik na grabie Niemiec. I w jednym i w drugim przypadku Polska ma kogoś naśladować, w czymś się doskonalić i udawać jakieś zachowania, które nie służą jej mieszkańcom w sposób należyty. Polska jest usypiana pavulonem przez pracownika pędzącej na złamanie karku karetki pogotowia ze skrótem UE wymalowanym na drzwiach. Nadzieja na to, że odnajdziemy się w Unii i będziemy sami siebie opisywać poprzez Unię jest fałszywa. Musimy poszukać czegoś innego. W dodatku nie na zewnątrz ale u siebie.
Ja nie wiem czy dziś jest na to dobry moment, ale lepszego może nie być – mamy Kościół – jedyną organizację jawną, która działa ponad granicami państw i ma głęboką tradycję opartą o miłość bliźniego. Jestem przekonany, że poważne kłopoty Polski rozpoczęły się w tym momencie, w którym Niemcy podporządkowali sobie papieża i Rzym. To było dawno, w roku 1527, ale to właśnie a nie wstąpienie na tron ostatniego króla z dynastii Wazów było początkiem nieszczęść królestwa. Rzym podporządkowany mocarstwom to klęska Polski. Niezależny papież to szansa. Od tego trzeba by zacząć. Resztą niech się zajmą mądrzejsi ode mnie. Tylu ich przecież jest. Nawet jakieś thing thanki chcą organizować podobno.
Ja tradycyjnie zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl gdzie mamy wakacyjną promocję książek. Wznowiliśmy I tom „Baśni jak niedźwiedź” , który do końca lipca kosztował będzie 30 złotych plus koszta wysyłki, a od sierpnia już 40 złotych, bo koszta druku poszły w górę. To nowe wydanie jest wzbogacone dodatkowym tekstem, który według mnie koniecznie powinien się tam znaleźć. Zapraszam także wszystkich do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie i do księgarni „Ukryte miasto” przy Noakowskiego 16. Sklep FOTO MAG jest w tym tygodniu nieczynny. Książki są jeszcze dostępne w księgarni ojców Karmelitów przy Działowej 25 w Poznaniu i w księgarni www.ksiazkiprzyherbacie.otwarte24.pl
Zachęcam również do obejrzenia rozmowy na temat II tomu „Baśni jak niedźwiedź”, którą przeprowadziła ze mną i z Grzegorzem Braunem Dagmara Sicińska z Warszawskiej Telewizji PiS. Oto link:

href=”

>http://www.youtube.com/watch?v=P1TF2NDMm2g

 
ze strony:

Inne zapisy autora:

0

Bez kategorii
Like

Polska racja stanu.

01/06/2011
0 Wyświetlenia
0 Komentarze
4 minut czytania
no-cover

Dwa cytaty; jeden oczywisty, a drugi symboliczny.

0


 I. Jerzy Giedroyć, porównując w latach 90tych rządy sprzed II wojny światowej z rządami pookrągłostołowymi: 

"Chociaż jestem bardzo daleki od apoteozowania dwudziestolecia międzywojennego, to twierdzę, że porównanie wypada na korzyść rządów dwudziestolecia. Chociażby pod tym względem, że ministerstwa były obsadzane przez fachowców. Były różnice między członkami rządu /…/, ale o tych różnicach dyskutowano na bardzo wysokim poziomie. Dzięki temu można było wiele dokonać /…/. Ponadto zachowanie ministrów, począwszy od wynagrodzenia, przez styl życia i urzędowania, po wyjazdy zagraniczne – było niezmiernie skromne. /…/ Nie do pomyślenia było, aby minister, niezależnie od tego, co uważał prywatnie, wypowiadał się – za granicą zwłaszcza – w innym duchu, niż oficjalna polityka rządu, albo BY MÓWIŁ COŚ, CO MOGŁO GODZIĆ W POLSKĄ RACJĘ STANU. /…/ Wyszkolenie kadr MSZ było na bardzo wysokim poziomie. Nasi ambasadorzy nie tylko nie byli przedmiotem kpin, lecz uznawani byli za wybitnych dyplomatów. /…/ To, co się dzieje obecnie w polskiej polityce zagranicznej jest przerażające. /…/ W Polsce międzywojennej BARDZO SILNE BYŁO POCZUCIE PAŃSTWOWOŚCI, KTÓRA BYŁA WARTOŚCIĄ NADRZĘDNĄ. Dziś nie istnieje polska racja stanu. Zastępują ją partyjne interesy, rozgrywki personalne, wykorzystywanie przywilejów i dorabianie się w licznych aferach. /…/"

II. Leszek Mazan, "Gdzie berła, gdzie Twoje korony…?"

"Jesienią 1795 roku, do nie strzeżonego przez nikogo skarbca koronnego na Wawelu, weszli Prusacy, rabując nasze insygnia koronacyjne. Nie przeszkadzał im nikt. Nikt nie kiwnął palcem, by zapobiec grabieży. Jesteśmy jedynym państwem Europy bez regaliów: koron, bereł, jabłek. Jesteśmy jedynym narodem, który w sposób niewyobrażalnie lekkomyślny pozbawił się przedmiotów otaczanych kultem najwyższym i symbolizujących nadzieję na Przetrwanie i Niepodległość. /…/ Miejsce ukrycia koron zdradził Prusakom z własnej i nieprzymuszonej woli magazynier zamku, niejaki Zubrzycki, w zamian za obietnicę posady komisarza porządku w Częstochowie z pensją 180 talarów i mieszkaniem. Żaden z pruskich dowódców nie chciał jednak włamywać się do skarbca, sięgać ręką po insygnia świętości, korony! – bez wyraźnej zgody króla. Zgoda Fryderyka Wilhelma II nadeszła przed zwrotem Krakowa Austrii, zgodnie z traktatem rozbiorowym. /…/ W berlińskiej dyrekcji Instytutu Morskiego, 22 stycznia 1809 roku, oszacowano klejnoty na 525 259 talarów. Było wśród nich > 6 koron … , berło z pokrowcem … , pozłacane berło bez pokrowca, dwa miecze, diamentowy pas od miecza, dwa relikwiarze, złote berło, 2 złote, ciężkie łańcuchy, 2 berła i 3 jabłka metalowe <. Wszystkie te przedmioty przetopiono, a złoto uzyskane z polskich insygniów obrócono na wybicie monet, klejnoty zaś przekazano dyrekcji Handlu Morskiego."

Od "niejakiego Zubrzyckiego" do Niepodległej minęły 123 lata płaczu i zgrzytania zębów. Wtedy – dla Polaków – była to wystarczająco długa lekcja, by przez następnych dwadzieścia lat kultywować polską państwowość, jako dobro najwyższe.

Od 1939 roku do Okrągłego Stołu minęło zaledwie 50 lat. Zbyt mało, by ludzie o mentalności  "niejakiego Zubrzyckiego" zrozumieli, co to polska racja stanu. Przez ostatnie dwadzieścia dwa lata utrwalają się w swoim zaprzaństwie.  

Inne zapisy autora:

0

Avatar
KOSSOBOR

Niby z porzadnej rodziny, a do komedyantów przystala. Ci artysci...

232 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
343758