Bez kategorii
Like

POLITYKA W PUPIE

07/06/2012
316 Wyświetlenia
0 Komentarze
26 minut czytania
no-cover

Od wie­lu lat otrzy­mu­ję set­ki te­le­fo­nów i nikt ni­g­dy nie za­py­tał mnie, co są­dzę o po­li­ty­ce, co są­dzę o wła­dzy. Prze­cież to jest nie­praw­do­po­dob­ne. Nie­praw­do­po­dob­ny wręcz pech.

0


 

 

 

 

Mam pe­cha. Nie­praw­do­po­dob­ne­go wręcz pe­cha. Mia­łem te­le­fon. Do­słow­nie wczo­raj. Uśmiech­nię­ta pa­ni, o prze­sym­pa­tycz­nej te­le­fo­nicz­nej po­wierz­chow­no­ści, po­in­for­mo­wa­ła mnie, że chce mnie zba­dać. Ro­bi son­daż. Po pro­stu ko­lej­ny raz tra­fi­ło na mnie. In­te­re­so­wa­ło ją, jak bar­dzo je­stem za­do­wo­lo­ny. Z sie­ci in­ter­ne­to­wej mia­łem czer­pać swo­je za­do­wo­le­nie. I pra­gnę­ła uzy­skać od­po­wiedź na kil­ka py­tań do­dat­ko­wych. Czy je­stem chęt­ny?

 

Tak bar­dzo jej za­le­ża­ło na mnie, że chcia­ła za­dzwo­nić ju­tro lub na­wet w przy­szłym ty­go­dniu. Cho­dzi­ło jej przede wszyst­kim o szyb­kość sie­ci, o jej sze­ro­ko­pa­smo­wość i mo­je z niej za­do­wo­le­nie. Prze­uro­cza roz­mów­czy­ni. Gdzież, więc pech, za­sta­na­wiasz się czy­tel­ni­ku? Prze­cież roz­mo­wa z dru­gim czło­wie­kiem jest nie­praw­do­po­dob­nym wręcz szczę­ściem. Ga­bi­net to­nie w słoń­cu, błę­kit na nie­bie, za oknem zie­leń, i pa­ni Jo­an­na (imię za­wsze za­pa­mię­tu­ję) po dru­giej stro­nie. 

Czy od­po­wie na kil­ka mo­ich py­tań spy­ta­łem? Py­tań po­li­tycz­nych. 

 

NIE. Po­li­ty­ka jej nie in­te­re­su­je. Nie zda­rzy­ło mi się, by te­le­fo­nicz­na roz­mów­czy­ni po­wie­dzia­ła, że po­li­ty­ka ją in­te­re­su­je, ale nie ma cza­su, by o niej po­roz­ma­wiać. Dla­cze­go pa­nie an­kie­ter­ki ba­da­ją mo­ją opi­nię o prze­pu­sto­wo­ści łą­czy in­ter­ne­to­wych, a nie py­ta­ją, co są­dzę o szyb­kich dro­gach eks­pre­so­wych?

 

I po­wie­dzia­łem, że oczy­wi­ście nie od­po­wiem na żad­ne py­ta­nie nie­zwią­za­ne z po­li­ty­ką. I za­nim za­koń­czy­ła roz­mo­wę, ży­czy­łem jej mi­łe­go dnia, uśmiech­nię­te­go, ko­la­cji przy świe­cach. Za­nie­mó­wi­ła. A to jest zwy­kły ry­tu­ał. Mój te­le­fo­nicz­ny ry­tu­ał. Uwiel­biam za­ska­ki­wać roz­mów­czy­nie. I bro­nię się przed ich ży­cze­nia­mi 

I tak jest co trze­ci dzień dwa te­le­fo­ny mi­ni­mum. Ja­ką mam tem­pe­ra­tu­rę cia­ła (przed­wczo­raj, mia­łem od­po­wie­dzieć za­le­d­wie na dwa py­ta­nia), ile go­dzin śpię – to w ubie­głym ty­go­dniu. Gdy pi­szę te sło­wa ode­bra­łem te­le­fon z in­sty­tu­tu o tak mą­drej na­zwie, że na­wet nie za­cy­tu­ję. W na­zwie upchnię­to i dia­gno­sty­kę, i te­ra­pię, i dwa jesz­cze bar­dziej ob­ce sło­wa, jesz­cze mą­drzej­sze. Alan So­kal ze swo­imi „Mod­ny­mi bzdu­ra­mi” się cho­wa. Wy­ja­śniam, że pro­fe­sor So­kal to ten ame­ry­kań­ski fi­zyk i ma­te­ma­tyk, któ­ry opu­bli­ko­wał w po­waż­nym ame­ry­kań­skim pi­śmie „So­cial Text” – a jak­że, wy­bit­nie na­uko­wym, po­świę­co­nym stu­diom kul­tu­ro­wym, ar­ty­kuł „Trans­gre­sja gra­nic: ku trans­for­ma­tyw­nej her­me­neu­ty­ce kwan­to­wej gra­wi­ta­cji”. Ar­ty­kuł po­ko­nu­ją­cy każ­dym zda­niem ko­lej­ną głu­po­tę, któ­ry za­owo­co­wał kil­ku­mie­sięcz­ną na­uko­wą dys­pu­tą. Przy­cho­dzi­ło mu do gło­wy, ja­kieś mą­drze brzmią­ce po­ję­cie, opa­ko­wy­wał je ste­kiem bzdur i sta­wiał i mno­żąc zna­ki za­py­ta­nia „krop­ki nad i”. I opu­bli­ko­wał, i wy­wo­łał za­chwyt, a po­tem zgor­sze­nie. Pi­sząc wprost – z dzie­sią­tek ce­le­bry­tów na­uko­wych zro­bił zwy­kłych dur­niów. 

 

Mój pech, gdyż był to ko­lej­ny te­le­fon, je­den z se­tek po­dob­nych (po­in­for­mo­wa­łem o tym son­da­żyst­kę te­le­fo­nicz­ną), w któ­rym nie py­ta­no mnie o po­li­ty­kę. Mam ta­ki zwy­czaj, że gdy ktoś chce mnie prze­ba­dać, za­nim po raz dru­gi otwo­rzy usta, py­tam, czy ba­da­nie ma wy­ka­zać mój sto­su­nek do rzą­du. Czy chcą mnie zba­dać pod ką­tem mo­je­go upo­li­tycz­nie­nia. Czy in­te­re­su­je ich w do­dat­ku, czy co­dzien­nie oglą­dam dzien­nik TV, czy­tam Po­li­ty­kę, czy trzy­mam kciu­ki za bu­do­wę or­li­ków?

 

A mo­że w koń­cu ko­goś za­in­te­re­su­je, co złe­go są­dzę o rzą­dach Plat­for­my? Jak oce­niam bu­do­wę au­to­strad, od­bu­do­wę tam prze­ciw­po­wo­dzio­wych, czy zwy­kłe ko­sze­nie chwa­stów w przy­droż­nych ro­wach? Czy ko­goś to w ogó­le ob­cho­dzi? 

 

Py­tam mło­de­go czło­wie­ka w par­ku na ław­ce o pra­cę do 67 ro­ku ży­cia, a on mi mó­wi, że po­li­ty­ką się nie in­te­re­su­je. Za­ha­czam na ko­ry­ta­rzu ślicz­ną dziew­czy­nę o tłok w po­cią­gu, i je­go spóź­nie­nie, a ta mi mó­wi, że po­li­ty­ką się nie in­te­re­su­je. Chce roz­ma­wiać o po­go­dzie. O błę­kit­nym nie­bie. Dla niej czy­nię wy­ją­tek. W tym wy­pad­ku je­stem w sta­nie ją zro­zu­mieć. 

 

Ale spo­tka­łem u ro­dzi­ny mło­de­go wy­kształ­co­ne­go wy­bor­cę PO, a ten, gdy go za­ga­du­ję o po­stęp cy­wi­li­za­cyj­ny, mó­wi mi: tyl­ko nie o po­li­ty­ce. Dla­cze­go mło­dzi, wy­kształ­ce­ni na­gle znie­lu­bi­li roz­mo­wy o po­li­ty­ce? 

 

Ta­ki red. Ża­kow­ski roz­ma­wia nie gdzie in­dziej jak w „Po­li­ty­ce” o Pol­sce i wła­śnie o po­li­ty­ce z Do­ro­tą Rab­czew­ską, sze­rzej zna­ną ja­ko Do­da i sły­szy ode niej i w do­dat­ku dru­ku­je: „Po­waż­nie to ja mam to w du­pie. Kom­plet­nie. Po co so­bie za­wra­cać tym gło­wę?”.

 

Do­wia­du­je się od niej re­dak­tor, że po­li­ty­ka kom­plet­nie jej nie in­te­re­su­je. Draż­ni ją. Omi­ja ją sze­ro­kim łu­kiem. Do­dę moż­na zro­zu­mieć, ale jak ogar­nąć Ża­kow­skie­go, któ­ry dru­ku­je w swo­im pi­śmie ta­kie prze­my­śle­nia o du­pie za prze­pro­sze­niem Ma­ry­ni? 

 

Por­tal in­ter­ne­to­wy „wpo­li­ty­ce” zło­śli­wie pod­su­wa re­dak­to­ro­wi „Po­li­ty­ki” na­stęp­nych roz­mów­ców: Fryt­kę, ze trzy Gry­can­ki, Ma­mę Ma­dzi, fry­zje­ra mi­ni­stra Mu­chy i Ka­się Tusk. I za­uwa­ża­ją, że tak zwa­ny etos in­te­li­genc­ki wart jest dzi­siaj mniej niż pió­ra na pu­pie sce­nicz­ne­go stro­ju Do­dy. 

 

Po­li­ty­ka mnie nie in­te­re­su­je. Zgo­da, oczy­wi­ście, ale cza­sem. 

Prze­cież wszyst­ko jest po­li­ty­ką, wszyst­ko wo­kół nas. A po­nad­to, prze­cież sto­su­nek do pań­stwa, jest mia­rą kul­tu­ry po­li­tycz­nej spo­łe­czeń­stwa. 

Tym­cza­sem wie­lu lu­dzi w Pol­sce nie oba­wia się de­kla­ra­cji: w ogó­le nie in­te­re­su­je się po­li­ty­ką, któ­ra to de­kla­ra­cja po­win­na skut­ko­wać ru­mień­cem wsty­du. I mó­wią to z du­mą i ma­ją po­par­cie ma­in­stre­amo­wych me­diów. Bier­ność i ego­izm jest dzi­siaj w me­diach tren­dy. Ży­cie ego­istycz­ne, bi­twa, co naj­wy­żej o gło­sy, ta­niec z gwiaz­dą przed ekra­nem te­le­wi­zo­ra i za­li­cze­nie ka­ba­re­tu. Co dru­gie wy­po­wie­dzia­ne zda­nie i pod­no­szą no­gę, i śmiech na wi­dow­ni. Zro­zu­mie­li. 

 

Prze­cież, dla­te­go na­sze pań­stwo jest tak sła­be i dla­te­go kłam­stwo pu­blicz­ne jest wszech­obec­ne. ONI SIĘ PO­LI­TY­KĄ NIE IN­TE­RE­SU­JĄ. 

I wła­śnie dla­te­go, gdy roz­ma­wiam z son­da­żyst­ką czy an­kie­ter­ką, pan­ną Jo­an­ną czy pa­nią Mag­dą, py­tam o po­li­ty­kę. O jej do niej sto­su­nek. I py­tam, czy wciąż czu­je mi­łość pre­mie­ra. Py­tam każ­de­go i każ­dą. Po­le­cam. 

 

Je­stem te­le­fo­nicz­nie za­pra­sza­ny do re­stau­ra­cji. Na po­kaz garn­ków. A ja o po­li­ty­ce. Do ho­te­lu na pre­zen­ta­cję zdro­wot­nych po­du­szek, do ki­na na po­kaz wio­sen­ne­go przy­odziew­ku. A ja o po­li­ty­ce. I po­pro­szę o dru­gi ze­staw son­da­żo­wych py­tań. Swo­ją dro­gą, dla­cze­go nikt mnie nie za­pro­si do te­atru? Na te­atral­ną sztu­kę. I nie za­py­ta się, wy­son­du­je – czy po­do­ba­ła mi się. 

 

Od wie­lu lat otrzy­mu­ję set­ki te­le­fo­nów i nikt ni­g­dy nie za­py­tał mnie, co są­dzę o po­li­ty­ce, co są­dzę o wła­dzy. Prze­cież to jest nie­praw­do­po­dob­ne. Nie­praw­do­po­dob­ny wręcz pech. Skąd oni bio­rą te te­le­fo­nicz­ne wy­ni­ki po­li­tycz­nych son­da­ży, pu­bli­ko­wa­ne co dzień, w każ­dej ga­ze­cie, sko­ro po­li­ty­kę ma­ją w pu­pie. 

re­kon­tra

0

Jacek

Zagladam tu i ówdzie. Czesciej oczywiscie ówdzie. Czasem cos dostane, ciekawsze rzeczy tu dam. ''Jeszcze Polska nie zginela / Isten, áldd meg a magyart'' Na zdjeciu jest Janek, z którym 15 sierpnia bylismy pod Krzyzem.

1481 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758