Bez kategorii
Like

Po Walentynkach: O miłości Polaka do GAJOWEGO

15/02/2011
374 Wyświetlenia
0 Komentarze
5 minut czytania
no-cover

Polacy nie interesują się polityką. Nie cierpią jej. Tkwią w "bezpiecznej" nieświadomości. Całkowitą wiedzę o rządzących (i  opozycji) czerpią z migawek pojawiających się w najpopularniejszych kanałach telewizyjnych, ewentualnie z "Wyborczej" i bulwarówek. Dowód? Choćby to: 56 proc. Polaków dobrze oceniło w lutym działalność prezydenta Bronisława Komorowskiego (o 3 pkt proc. więcej niż w styczniu); negatywną opinię o pracy prezydenta miało 19 proc. badanych (spadek o jeden punkt proc.) – wynika z sondażu CBOS. (źródło) Wszak po tej słynnej, kompromitującej serii porażek Komorowskiego (w związku z ich systematycznością i jakością, trudno już poważnie mówić o wpadkach), nikt o zdrowych zmysłach nie może ufać nowemu Prezydentowi, czerpać satysfakcji z dobrze wykonywanych przezeń obowiązków. A jednak! Problem jest poważny, to papierek lakmusowy obrazujący […]

0


Polacy nie interesują się polityką. Nie cierpią jej. Tkwią w "bezpiecznej" nieświadomości. Całkowitą wiedzę o rządzących (i  opozycji) czerpią z migawek pojawiających się w najpopularniejszych kanałach telewizyjnych, ewentualnie z "Wyborczej" i bulwarówek.

Dowód? Choćby to:

56 proc. Polaków dobrze oceniło w lutym działalność prezydenta Bronisława Komorowskiego (o 3 pkt proc. więcej niż w styczniu); negatywną opinię o pracy prezydenta miało 19 proc. badanych (spadek o jeden punkt proc.) – wynika z sondażu CBOS. (źródło)

Wszak po tej słynnej, kompromitującej serii porażek Komorowskiego (w związku z ich systematycznością i jakością, trudno już poważnie mówić o wpadkach), nikt o zdrowych zmysłach nie może ufać nowemu Prezydentowi, czerpać satysfakcji z dobrze wykonywanych przezeń obowiązków. A jednak!

Problem jest poważny, to papierek lakmusowy obrazujący stan polskiej "demokracji".

Po kolejnych elekcjach, w których notujemy kompromitujące wskaźniki frekwencji (jedne z najniższych w UE), pojawia się krótkotrwała, wymuszona debata nad tego przyczynami. Dyżurni eksperci z prof. Krzemińskim na czele, wyjaśniają wszystko brutalizacją języka polityków. To ten Kaczyński z Macierewiczem odpychają rodaków od urn…

G… prawda. Polacy uwielbiają słowną "naparzankę". Jakże inaczej tłumaczyć masową popularność takich  chamów jak Wojewódzki, Owsiak, Palikot?

Są i "głębsze" przyczyny. Polacy z przyzwyczajenia nie ufają politykom, nie ufają w możliwość i skuteczność zmian.
Trudno się dziwić; kiedyś 10 milionów bohaterów (ludzi, którzy nie zważając na groźby represji, zapisali się ostentacyjnie do antykomunistycznej "Solidarności"), myślało podobnie jak ostatnio Egipcjanie: chcieli obalić dyktaturę, rozprawić się z ciemiężcą, posłać go do piekła. Czego doczekali? Komuniści przefarbowali się sprytnie na europejską socjaldemokrację, główny oprawca jest dziś wybitnym prezydenckim doradcą.
Po takiej "rewolucji" można tylko zapłakać.

Bo jak zachowuje się człowiek który dostał dwa razy po mordzie?
Pierwszy raz rodaków nokautował Jaruzelski bezprawnie wprowadzając stan wojenny. Drugi raz po mordzie naród sprała UDecja w 1989 r. Swoją "grubą kreską" pozwoliła uwłaszczyć się swojakom i czerwonym; tym cichym bohaterom sierpnia 80 zaserwowała Balcerowicza i jego "demokratyzacje". Efekty: wielu biedaczków powiesiło się nie wytrzymując komorniczej bezwzględności – wszak każda rewolucja musi zjeść kiedyś swoje dzieci. Urban i Michnik rzeczywiście "zimnego Leszka" się nie obawiali, on zapewnił zabetonowanie postkomunizmu.

Niewielu było w stanie podnieść się po takim mordobiciu. 30-35% dało radę, jednak Polacy to naród twardzieli…

Co z pozostałymi, wszak oni decydują o tym co i kto będzie "normalizował" Polskę?

Mam wrażenie, że przypominają obecnie Randle’a Patrick’a McMurphy’ego, bohatera filmu M. Formana "Lot nad kukułczym gniazdem". Kiedyś (sierpień 80) pełni zapału, finezyjnie i uparcie walcząc z komuchami zachwycali cały świat (jak McMurphy, radząc sobie z "administracją," penitencjariuszy domu dla obłąkanych). Potem, po systematycznym szprycowaniu przez siostrę Mildred Ratched (Michnikowszczyzna) stopniowo zmieniali się w posłuszne, bezmyślne warzywa; dziś trwają w otępieniu, otumanieniu.

Czy skończą tak tragicznie jak McMurphy? Jeśli tak, pociągną za sobą tych niezłomnych. Prezydent Komorowski będzie notował poparcie podobne do tego, którym oficjalnie na Białorusi cieszy się A. Łukaszenka, a w Rosji –  W. Putin. I wszyscy, łącznie  z Brukselą, Berlinem, Moskwą, będą zadowoleni.

Inne zapisy autora:

0

chinaski

don't try

10 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758