POLSKA
1

„Plusy dodatnie, a nawet ujemne” UE

07/05/2019
711 Wyświetlenia
0 Komentarze
13 minut czytania
„Plusy dodatnie, a nawet ujemne”  UE

W związku z wyborami do PE mamy natłok wypowiedzi na temat korzyści i strat z tytułu naszej przynależności do UE.

0


Sądzę jednak że przede wszystkim warto zainteresować się problemem – czym w istocie jest ta „Unia”, kto i w jakim celu ją powołał, a także dlaczego żeśmy w niej znaleźli?

Kiedy się mówi o UE to traktuje się ją jako dar z nieba czy z piekła nie zastanawiając się nad jej faktycznym i dość przyziemnym pochodzeniem i przeznaczeniem.

Przez przypadek stałem się obserwatorem procesu jej powstawania, a mianowicie niemal natychmiast po ogłoszeniu reaktywacji działalności Stronnictwa Pracy na terenie kraju w 1989 roku byliśmy zapraszani na posiedzenia frakcji chrześcijańsko demokratycznej w parlamencie europejskim. SP bowiem działając na emigracji było członkiem założycielem europejskiej i światowej Unii Chrześcijańsko Demokratycznej.

Po śmierci prezesa SP – Karola Popiela reprezentowali Polskę w tych organizacjach różni koledzy, ale stanowiska wiceprezesów światowej Unii piastowali Konrad Sieniewicz i Stanisław Gebhard. Po scaleniu organizacji krajowej z emigracyjną został na to stanowisko powołany również ówczesny prezes SP Władysław Siła – Nowicki.

Z licznych kontaktów z europejską chrześcijańską demokracją na uwagę zasługują zaproszenia na posiedzenia tej frakcji w parlamencie europejskim. Była to wówczas decydująca siła nie tylko w tym parlamencie, ale i w całej EWG.

Tak się złożyło że przypadł mi jako wiceprezesowi SP obowiązek reprezentowania stronnictwa na tych spotkaniach. Wiązało się to między innymi z faktem że obowiązywały w nich dwa języki – francuski i angielski i w zależności od okoliczności trzeba było się nimi posługiwać.

Przy okazji mogę zwrócić uwagę że frakcja chrześcijańsko demokratyczna już w PE nie istnieje, w jej miejscu znalazła się frakcja „ludowa”, ale jej siła i postawa jest już zupełnie inna.

Już na samym wstępie uderzyło mnie szarogęszenie się CDU w tym zgromadzeniu,

Przewodniczył przez chwilę wygłaszając parę słów powitania Kohl, a następnie nie pytając nikogo o zdanie przekazał przewodnictwo jakiemuś Niemcowi, który zaprosił do prezydium parę osób w tym z zaproszonych gości z dopiero wyzwolonej Europy środkowej przedstawiciela Bułgarii.

W ówczesnej sytuacji w europejskiej Unii chrześcijańsko demokratycznej status członka założyciela miała tylko Polska, ponadto była reprezentowana też Czechosłowacja, o tym że istnieje jakaś chadecja w Bułgarii dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu.

Głównym problemem wokół którego toczyły się obrady była niemiecka propozycja wspólnej waluty, a koronnym argumentem były koszty wymiany które z racji różnicy kursów zakupu i sprzedaży wynosiły rocznie dla całej EWG podobno 40 mld ecu.

Żeby się pozbyć tego obciążenia nieodzowne jest wprowadzenie jednej waluty dla całej EWG. Jakby za zasłoną tego problemu ukazało się widmo ścisłej unii.

Głównym, a właściwie jedynym liczącym się, oponentem była włoska chadecja. W rozmowie z Andreottim jej przewodniczącym i włoskim premierem nie krył on negatywnego stosunku do niemieckich zakusów hegemonii, stwierdził że dopóki  jest to nie dopuści do tego, ale co będzie dalej to nie wiadomo gdyż opór w pozostałych krajach jest za słaby.

Stopień niemieckich przygotowań do wprowadzenia nowego układu europejskiego był mocno zaawansowany, o czym mogłem się przekonać przy okazji konieczności określenia notowań polskiego złotego. Urzędnicy unijni nie mogli się zgodzić z moją informacją że obowiązuje kurs 9.500 zł/USD. Wobec tego trzeba było udać się do jakiegoś odpowiedzialnego za te sprawy urzędnika którym okazał się Niemiec, co było normalną praktyką na rzeczywiście decydujących stanowiskach.

Ów Niemiec oświadczył że kurs ma wynosić 7 tys zł. a przy okazji pokazał też i inne dokumenty dotyczące Polski wraz z podziałem na 9 województw, a nawet siecią energetyczną. Pokazywał to ze zdumiewającą szczerością prawdopodobnie nie orientując się że jestem Polakiem i traktując mnie jak urzędnika aparatu EWG.

Już wtedy na przełomie lat 89/90 Niemcy już mieli, a nawet realizowali plan w odniesieniu do Polski.

Aktualność uzyskanych wówczas informacji potwierdziła praktyka w postaci zabiegu Kawalca z kursem dolara kiedy to za pomocą niewielkiej jego zdaniem sumy dolarów zbito wolnorynkowy kurs z 13 tys. zł do 9,5 tys. zł i zobowiązano do jego utrzymania przez półtora roku zadając dotkliwy cios polskiej gospodarce.

Jan Olszewski potwierdził że na jego biurku znalazł się projekt sieci energetycznej w Polsce zrealizowany zresztą przez jego następców, a na podział na nowe województwa trzeba było poczekać aż do rządu Buzka, który wprawdzie starał się sprostać wymaganiom unijnym, ale zawzięta postawa miejscowej ludności nie pozwoliła na literalną realizację tego programu, nie mniej idea „regionalizacji” Polski została wprowadzona w życie.

W ten sposób możemy się dowiedzieć że sprawa włączenia Polski do układu europejskiego urządzanego przez Niemcy była przygotowana na długo przed jej przystąpieniem do UE.

Sprawa nigdy nie była ukrywana, to Niemcy forsowały włączenie Polski i innych krajów środkowo europejskich do UE, za co zresztą wymagały objawów wdzięczności.

Dekoracyjną stroną tego przedsięwzięcia była deklamacja o jedności kultury i możliwości korzystania z dobrodziejstw wspólnoty.

Brutalną rzeczywistością zaś radykalna redukcja potencjału gospodarczego z całkowitym wyeliminowaniem niektórych dziedzin służących autonomicznej, polskiej gospodarce z przemysłem ciężkim, okrętowym i maszyn budowlanych, rolnych i transportowych.

Niektóre z tych zabiegów miały charakter oczywistej kpiny, jak np. obniżenie limitu produkcji mleka do niemal połowy istniejącego stanu /8,5 mld/l z 16 mld/l./, lub produkcji cukru poniżej poziomu spożycia w Polsce / 1,5 mln t./.

Szczególnie rażąco wyglądało to w porównaniu z Niemcami rozporządzającymi takim samym areałem gruntów rolnych co Polska, ich limit produkcji mleka wynosił 20 mld/l. a cukru 4 mln ton. Obydwa te limity jak i zresztą i inne były przez Niemcy regularnie przekraczane i to bezkarnie, natomiast Polska za najdrobniejsze przekroczenie była surowo karana.

Nie było to jednak największe nieszczęście, znacznie gorsze były rezultaty aprecjacji złotego i likwidacji przemysłu i utrata miejsc pracy zmuszająca miliony ludzi do emigracji zarobkowej. Skutki demograficzne i społeczne tego przedsięwzięcia są nieodwracalne, dziś Polska ma nie tylko mniej ludności niż w chwili przystąpienia do UE, ale brakuje nam niezbędnych specjalistów w wielu dziedzinach.

Fatalne są też skutki moralne wynikające z rozbicia rodzin i wyrwania z rodzimych środowisk.

Nikt w Polsce na serio tym się nie zainteresował i starał się zapobiec tej klęsce.

Obciążam odpowiedzialnością szczególnie polski episkopat, ale postawa niektórych hierarchów objawiła się w opinii „ twórczyni królestwa bożego na ziemi” o kobiecie która cynicznie wyrzucała lokatorów na bruk sama uczestnicząc w niecnym procederze „prywatyzacji” czynszowych kamienic, a swoją katolickość potwierdzając wiedzą o Chrystusie wjeżdżającym do Jerozolimy na baranku.

Czyżby chodziło o dbałość o dobre stosunki z możnymi tego świata?

Nie budzącym wątpliwości pozytywem naszej przynależności do UE jest otwarcie granic i decyzja z Schengen, tylko że przynależność do tego układu nie jest koniecznie związana z przynależnością do UE, ani Norwegia, ani Szwajcaria objęte dobrodziejstwem Schengen nie należą do UE.

Natomiast zdjęcie obowiązującego nas przed akcesją cła granicznego z Unią /bodajże 12 %/ jest niewątpliwym pozytywem.

164 mld/euro uzyskanej dotacji wymaga jednak szczegółowego rozliczenia w szerokim aspekcie rachunku strat i zysków i dopóty takiego rachunku się zrobi nie ma czym się chwalić.

Na podstawie prostego wyliczenia potencjalnych możliwości i stanu osiągniętego można wykazać że nasze straty w UE sięgają setek miliardów dolarów czy euro.

Z drugiej strony pozostawienie Polski poza UE groziło wprzęgnięciem do orbity rosyjskiej i obniżeniem standardu życia do poziomu panującego w tym układzie.

To są objawy alternatywy skrajnej, w praktyce Polska mogła znaleźć lepsze rozwiązanie prowadząc samodzielną politykę.

To co się stało nie było jednak najwyraźniej naszym wyborem, ale decyzją narzuconą nam nowym układem na wzór układu jałtańskiego, po raz kolejny decydowano o nas bez nas.

Trzeba jednak mieć na uwadze że nawet w okolicznościach niezbyt nam sprzyjających należy szukać optymalnych rozwiązań.

Trafiliśmy do UE ze względu na interes niemiecki podporządkowania sobie pozostawionego  po rozpadzie Sowietów obszaru środkowej Europy. W przeciwnym przypadku groziło bowiem niebezpieczeństwo ponownego wykorzystania przeciw Europie zachodniej „bezpańskiego” terytorium.

Ta okoliczność powoduje wprawdzie traktowanie nas jako element podporządkowany który ma siedzieć „cicho”, ale który jednak posiada atut w postaci możliwości zmiany swojego władcy.

I to jest pierwszy powód dla którego można domagać się zmiany sposobu traktowania /jest ich jednak więcej, jak choćby nieuchronna wizja przyszłości Europy/.

Powinno to się odbywać rożnymi drogami, zarówno realnym jednoczeniem się szczególnie dla osiągnięcia konkretnych rozwiązań, występowaniem indywidualnym i solidarnością na forum Rady Europejskiej, a w końcu nawet w tej niezbyt poważnej instytucji jaką jest PE, gdzie trzeba domagać się przede wszystkim zmian w sposobie traktowania wszystkich członków UE i wprowadzenia rzeczywistej równości.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

599 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217