POLSKA
Like

PiS mógł wygrać wszystko…

24/11/2014
1331 Wyświetlenia
37 Komentarze
3 minut czytania
PiS mógł wygrać wszystko…

„Chcemy, aby 13 grudnia 2014 stał się dniem protestu przeciwko wielkiemu nadużyciu w sprawie głosowania i ograniczenia wolności mediów.” – zaapelował był Jarosław Kaczyński zapowiadając wielką demonstrację w stolicy. Ja może się nie znam, może tępy jestem albo nawet i gorzej, ale na moje niewprawne oko protestuje się na bieżąco a nie odkłada działania na „świętego nigdy”. Miał prezes szansę stać się przywódcą, miał możliwość włączyć Prawo i Sprawiedliwość do protestu zorganizowanego przez Ruch Narodowy, Kongres Nowej Prawicy, Stowarzyszenie KoLiber i Solidarnych 2010, mógł pokazać, że jest z ludźmi, że działa dla i w imieniu Obywateli. Wolał się wycofać, dogadywać z Leszkiem Millerem i wspólnie z nim udawać wielce oburzonych farsą zafundowaną nam przez Państwową Komisję Wyborczą.

0


Powiem wprost – jego zachowanie wcale mnie nie zdziwiło a wręcz przeciwnie, byłem pewien, że prezes Kaczyński właśnie tak, albo podobnie, postąpi. Jeszcze nie były zliczone wszystkie głosy, jeszcze była nadzieja, że ostatecznie wybory wygra PiS, jeszcze mógł sądzić, że wystarczy lekki polityczny nacisk by sędziowie („leśne dziadki”) połapały się i naprawiły co spierniczyły. Oburzenie i protesty niech załatwiają inni, przydadzą się, ale tak, żeby partii prezesa nie można było z nimi łączyć i oskarżać o warcholstwo czy polityczną chuliganerię. Sytuacja idealne, kartofle z ognia wyciągane cudzymi rękami zawsze smakują najlepiej.
Niestety, władza przedobrzyła albo pogubiła się w swoich działaniach, przesadzili też protestujący. W efekcie dwanaście osób trafiło na dołek, przy okazji dziennikarze relacjonujący wydarzenia. Jakoś trzeba było się do tego odnieść, zaprotestować, wyrazić oburzenie. PiS został wciągnięty do rozgrywki i – chcąc, nie chcąc – musiał sobie trochę poparzyć ręce. A do tego jeszcze politycy koalicyjny i zblatowane z nimi media oskarżają, że to właśnie Jarosław Kaczyński przez swoje „kontestujące” wypowiedzi zbuntował młodych do ataku na „tabernakulum demokracji” (autentyczne, funkcjonariusz Żakowski nazwał tak siedzibę PKW).
I tym to właśnie sposobem partia Kaczyńskiego zamiast wszystko wygrać po raz kolejny dała się zamknąć w reducie i musi odpierać ataki ze wszystkich stron – koalicji o atakowanie podstaw ustrojowych, radykalnej opozycji o „nicnierobienie” i sprzyjanie machlojom. Na koniec powien tylko tyle, że gdyby prezes poparł protest organizowany pod PKW to po pierwsze znacznie zwiększyłby szanse Jacka Sasina na zwycięstwo w drugiej turze warszawskiej bitwy o ratusz, a po drugie na ulicy byłoby nie dwa tysiące ludzi a znacznie, może nawet kilkukrotnie więcej. I już nie dałoby się tego nazwać chuligańską ruchawką, nikt nie mógłby zignorować demonstrantów a władze oraz sami sędziowie musieliby się jasno określić.
No, ale wcześniej określić musiałby się PiS, a to nie było w jego interesie…

Inne zapisy autora:

0

Alexander Degrejt
Alexander Degrejt

Prawicowiec, wolnościowiec, republikanin i konserwatysta. Katol z ciemnogrodu.

133 publikacje
29 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816