POLSKA
Like

Obrona Terytorialna – never ending story

30/01/2015
1642 Wyświetlenia
14 Komentarze
13 minut czytania
Obrona Terytorialna – never ending story

Udzieliłem wywiadu kwartalnikowi „Opinia” (nr 4/2014) wyd. przez Ośrodek Myśli Niepodległościowej w Warszawie. Rozmawiał ze mną redaktor naczelny kwartalnika dr Marek Albiniak. Poniżej fragment tej rozmowy dotyczący kwestii bezpieczeństwa narodowego Polski, sprawy która ciągle nie znajduje właściwego rozwiązania. Dlaczego trwa ta niekończąca się opowieść?

0


 

(…)

Marek Albiniak: Model obecnego polskiego systemu obronnego opiera się o wojska operacyjne, czy też jakąś ich protezę, jest to właściwie jedynie pewien element docelowego systemu. Te wojska operacyjne mają zastosowanie podwójne, po pierwsze mogą być użyte do realizacji celów polityki zagranicznej, do prowadzonych w jej ramach policyjno-pacyfikacyjnych misji i interwencji na odległych geograficznie obszarach, a po drugie mogą być użyte do jednej walnej bitwy obronnej, po czym wyczerpią swój potencjał i albo tę bitwę wygrają, co zresztą niekoniecznie musi oznaczać realizację zasadniczego celu obronnego, albo ich nie będzie. Model, który proponujesz już od ćwierćwiecza, jest oparty o obronę powszechną, obronę przestrzeni, całego terytorium kraju, opierający się na podstawach ochotniczych, obywatelskich, na strategicznej obronie całego państwa zamiast jednej wielkiej bitwy granicznej. W jaki sposób należałoby taką koncepcję dzisiaj w Polsce wdrożyć?

Romuald Szeremietiew: Główną przeszkodę stanowi schemat myślenia o obronie narodowej, który obowiązuje u nas od lat dwudziestych ubiegłego stulecia, a mianowicie, że do obrony służy tak zwane „prawdziwe wojsko”. Według tego schematu „prawdziwym wojskiem” są jedynie wojska operacyjne. Czynnik społeczny, obywatelski, w obronie kojarzy się z działalnością konspiracyjną, z powstaniami, z prowadzeniem wojny przez Polskę, która przegrała. Źle się kojarzy partyzantka, powstania bowiem ponosiliśmy straty, nie osiągaliśmy celów politycznych, z zasadniczym – niepodległością – na czele. Psychicznie istnieje w Polakach opór przed przyjmowaniem, że przygotowanie się do działań nieregularnych (partyzanckich) może być sposobem na obronę kraju.

Wydaje się wielu, że lepszym sposobem na obronę są czołgi, samoloty, działa, armaty, okręty kierowane przez zawodowych fachowców, a nie jakieś pospolite ruszenie obywateli. Tymczasem agresor będzie miał więcej czołgów, samolotów i tych zawodowców. Będziemy więc od niego dużo słabsi. Skoro tak, to uważa się: trzeba znaleźć sojusznika, który ma odpowiednią ilość czołgów i samolotów, żeby nas wsparł. Tak myślano przed 1939 rokiem I tak w Polsce myśli się dziś. Pocieszamy się, że NATO nie zawiedzie, jak zawiedli Polskę jej sojusznicy w 1939 roku. Opieranie bezpieczeństwa narodowego na wierze w sojuszniczą pomoc jest co najmniej błędem.

Twierdzę, że należy obok armii zawodowej przygotować obywatelską strukturę zbrojną zdolną do obrony całego terytorium państwowego. Wówczas nieprzyjaciel wiedziałby, że musi zgromadzić ogromne siły i zdobywać każdą piędź polskiej ziemi, a to będzie działanie ryzykowne i bardzo kosztowne. Po drugie, mając przygotowaną tego typu obronę moglibyśmy być pewni, że doczekamy się wsparcie NATO. Natomiast odwrotnie, jeżeli nasz opór będzie nieskuteczny, a tak można wnosić przy obecnym stanie obronności, to może się okazać, że natowska linia obrony powstanie dopiero na linii Odry-Nysy.

Polacy na ogół mają zrozumienie dla spraw obronnych i wojsko zawsze cieszyło się w społeczeństwie dużym autorytetem. Wielu obywateli chciałoby przygotować się do obrony Ojczyzny. Nie są jednak w stanie tego uzyskać przy obowiązującym dziś modelu armii zawodowej. Można to zrobić tworząc obronę terytorialną, strukturę obywatelską, nowocześnie uzbrojoną, przesiąknięta polskim patriotyzmem. Na to muszą się odważyć władze, zwłaszcza Ministerstwo Obrony Narodowej. Czy MON potrafi odrzucić obowiązujące schematy obronne i stworzyć nowoczesny silnie zakorzeniony w społeczeństwie system obrony narodowej?

MA: Dwukrotnie – jako Minister Obrony Narodowej i jako profesor Akademii Obrony Narodowej – przedstawiałeś taką koncepcję systemu obrony terytorialnej w szczegółach, rozpisaną na konkretne rozwiązania prawne, instytucjonalne, na pragmatykę, i dwukrotnie zostało to po części zignorowane na poziomie władz państwowych, a po części spotkałeś się z silnym atakiem, również środowiska wojskowego, które, wydawałoby się, powinno być żywo zainteresowane wzmocnieniem obronności państwa. Obecnie podejmujesz właściwie trzecią taką próbę i to zostało zaaprobowane przez obecnego ministra obrony narodowej i wicepremiera, który tutaj jest partnerem instytucjonalnym, państwowym. W jaki sposób widzisz tę współpracę i w jaki sposób ze strony ministra zostało to uzgodnione? Czy Biuro Inicjatyw Obronnych otrzymało określone kompetencje, czy ma jakieś konstytuujące prawne podstawy, jakieś formalne podstawy do działania i jak dalece zostało wyposażone w narzędzia, instrumenty, środki?

RSz: Biuro Inicjatyw Obronnych (BIO) jest w trakcie tworzenia i nie jestem pewien co to będzie. Natomiast co do instrumentów, którymi mam się posługiwać realizując ideę zbierania społecznych inicjatyw obronnych, to ich jeszcze nie mam. Zdaje się jakieś ważne osobistości zastanawiają się co z tą moją propozycją pro-obronną zrobić. Zresztą znając dobrze sytuacje w sektorze obronności spodziewałem się, że pojawią się przeszkody. Dzieje się tak dlatego, że budowanie proponowanego przeze mnie systemu obronnego z punktu widzenia niektórych decydentów może się wydać zbędne. Jeśli zaś chodzi o siły zbrojne, to może być odbierane jako dodatkowy i niepotrzebny kłopot.  Wiadomo, że dla zrealizowania mojej koncepcji potrzebne będą konkretne działania, uruchomienie rezerwistów, przeszkolenie wojskowe setek tysięcy ludzi, zwłaszcza młodzieży, potrzebne będą strzelnice, place ćwiczeń, mundury, broń. Pojawiają się więc za biurkami w MON obawy, że zakłócona zostanie biurokratyczna rutyna – jeszcze coś się stanie, ktoś się postrzeli, po co to komu. Dla biurokracji system obrony terytorialnej to ambaras, tymczasem w głowach mają sytuację jasną i prostą: Polskę będzie bronić „profesjonalna” armia zawodowa opłacana z budżetu, jesteśmy w NATO, są amerykańscy żołnierze na naszym terytorium, po co jeszcze dokładać jakąś Obronę Terytorialną. No i mogę różnym wpływowym osobom nie odpowiadać z racji tego kim jestem. Więc są powody, aby pojawił się opór.

Słuchałem wypowiedzi szefa Sztabu Generalnego WP, który niedawno pytany o propozycje wykorzystania inicjatyw obywatelskich na rzecz obronności, odpowiedział jakoś tak: są różne pomysły, ale my w wojsku stąpamy twardo po ziemi, nie bujamy w obłokach. To może i ciekawe, ale praktycznie nie ma większego znaczenia.

Tak oto wygląda rzeczywistość. Nie dziwię się, że po stronie MON jeszcze nie ma decyzji co do mojego Biura i w jaki sposób miałbym realizować swój zasadniczy cel. Na razie jesteśmy w fazie ogólnie zarysowanej koncepcji i w oczekiwaniu, że ktoś odpowiedzialny właściwe decyzje podejmie.

MA: Czy ze strony Sił Zbrojnych można się spodziewać obawy o utratę wyłączności na kontrolę nad strumieniem środków budżetowych?

RSz: Mam nadzieję, że nie. Po pierwsze dlatego, że system obrony terytorialnej wymaga stosunkowo niewielkich nakładów, a po drugie – Ministerstwo Obrony Narodowej od lat oddaje ministrowi finansów na koniec każdego roku budżetowego ogromne środki, których nie zdołano na czas wydać. Mówi się, że około 12 mld zł. Za taką kwotę można by zbudować bardzo nowoczesną i potężną obronę terytorialną. W moim przekonaniu w zrozumieniu roli OT przeszkadza skostniały pogląd, że będziemy się bronić przy pomocy czołgów, samolotów i… zwłaszcza z pomoczą sojuszników. To jest ten model.

MA: Ignorancja skostniałych czynników decyzyjnych niejednokrotnie w historii narzucała rozwiązania nieskuteczne, ale już jakoś znane, kosztem poszukiwania rozwiązań rzeczywiście efektywnych wobec pojawiających się zagrożeń.

RSz: T prawda, na przykład w okresie międzywojennym intensywnie pracowano nad bronią chemiczną, której w czasie II wojny światowej nie użyto ani razu.

MA: To wynika z pewnego rodzaju schematyzmu myślenia i ignorancji…

RSz: Istnieje powiedzenie, że armia zawsze przygotowuje się do wojny minionej, nowa jest zawsze zaskoczeniem. Dzieje się tak dlatego, że wojsko jest strukturą hierarchiczną osadzoną na tradycji, przemożny wpływ na sposób myślenia wojskowych ma doświadczenie, a przeszłość jest doświadczeniem. To kształtuje ich wyobraźnie. Dziś być może niektórym wojskowym nadal się wydaje, że będą toczyć jakieś bitwy pancerne i martwią się, że ich czołgi właśnie dostały pociski, które nie będą przebijały pancerza czołgów nieprzyjaciela.

MA: Czy tutaj nie mamy do czynienia z pewnym paradoksem w obszarze doktryny, polegającym na odrzuceniu systemu obrony powszechnej, często terytorialnej, wypracowanego w XIX, na rzecz systemu wojsk zawodowych święcącego swoje triumfy w wieku XVI?

RSz: To jest stała tendencja. Z jednej strony wojsko zawodowe, narzędzie w rękach ambitnego przywódcy, księcia króla, cesarza służące do podbojów, a z drugiej – ludzie broniący swego dobytku przed najeźdźcą, którzy chwytają za broń z konieczności, ale na co dzień nie są żołnierzami. Ci pierwsi to wojska operacyjne, ci drudzy – obrona terytorialna. Przyjmowano, że zawodowiec to żołnierz „prawdziwy”, a obywatel broniący swego domu takim żołnierzem nie jest.

MA: Tymczasem żołnierz Obrony Terytorialnej według przedstawionej przez Ciebie koncepcji to żołnierz wybitnie nowoczesny, doskonale wyszkolony, doskonale wyposażony, doskonale zmotywowany.

RSz: To jest przede wszystkim żołnierz – ochotnik gotowy bronić swoich bliskich, swego domu. Obywatel dla którego wojaczka nie jest zawodem. Mówimy komuś takiemu: masz rodzinę, dom, zastanów się jak tego bronić. Jeżeli więc wszystkie domy będą bronione, to w rezultacie powstanie potężna siła, która powinna odstraszyć nieprzyjaciela wykazując, że agresja będzie trudnym przedsięwzięciem wykazując, że nasze terytorium będzie nie do zdobycia. A więc trzeba w Polsce utworzyć obywatelską obronę terytorialną, to jest wymóg naszych czasów.

krzyz-walecznych_031

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Szeremietiew

Jaki jestem każdy widzi (każdy kto zechce).

199 publikacje
107 komentarze
 

  1. Avatar włodzimierz

    jak zareagują poszczególne poddodziały obrony terytorialnej w przypadku masowej imigracji z innych niż tradycyjne kierunki, czy staną się strażnikami “polskości”. Oddziały regularne wykonają rozkazy a obrona terytorialna?

    0
  2. Avatar gniew

    Niestety, aby osiągnąć COŚ – cokolwiek pozytywnego dla Polski, trzeba “władzę” brać za mordę !!!.

    0
  3. Avatar aleluj

    Proszę Państwa, wojsko jest potrzebne. Jednak nasz obecny okupant zadbał o to abyśmy tego wojska nie mieli, mieli go mało i na niskim poziomie… tak żebyśmy się nie mogłi bronić w razie najazdu wroga….
    chociaż obecnie mamy IV generacje wojen tzn wojny informacyjne (tutaj można posłuchac na ten temat: https://www.youtube.com/watch?v=kUAE6lDCnEw ) to wojsko nadal jest potrzebne do obrony naszych granic. Niestety nie mamy PRAWDZIWEGO WODZA ktory podejmowałby korzystne dla Polski decyzje i który mógłby to wojsko wzmocnić.
    Uważam że każdy obywatel powinien mieć broń tak jak to jest w Szwajcarii i każdy powinien dostać przeszkolenie jak sie tą bronia posługiwać. 30 paromilionowej armii trudno byłoby stawić czoła nawet z zagranicy….
    Wszystko da się zrobić… Problemem jest znalezienie odpowiedniego wodza… myślę że pierwszym krokiem jest wybór odpowiedniego kandydata na stanowisko prezydenta Polski, i to nie byle jakiego lecz prawdziwego patriotę, człowieka mądrego i obeznanego zarówno w polityce polskiej jak i zagranicznej… nie należącego do żadnej partii… za to o bardzo wysokich walorach moralnych…. tutaj znjdziecie tego wlaściwego:
    dla zainteresowanych podaje strone gdzie mozna znaleźć info:
    https://bontonek.wordpress.com/2015/01/31/wybory-prezydenckie-w-polsce-2015/

    0
  4. Avatar Olo

    Obrona terytorialna oznacza przeszkolenie obywateli z posługiwania się bronią, a tego władzuchna boi się najbardziej, bardziej, niż wroga zewnętrznego. To wynik braku zaufania do własnych obywateli, ale z drugiej strony władza ma się czego bać, po tych 25 latach “wolności” i “wolnego rynku”.

    0
    • Avatar Krzywousty

      Powiem krotko – pieprzenie. Powtarzasz idiotyzmy za kilkoma odlecianymi facetami.
      Zwlaszcza opozycja lubi sie tym onanizowac a gdy dochodzi do wladzy to niczego nie zmienia.
      Nie ma najmniejszych ograniczen w dostepie do szkolenia z bronia. Sa tylko ograniczenia dotyczace jej posiadania w domu. I bardzo dobrze.
      Zwlaszcza w Polsce jej powszechny dostep oznaczal by to samo co w USA – wiecej by ginelo od broni niz w wypadkach samochodowych. Mowimy o wielu tysiacach ofiar rocznie.
      W USA tylko od 1950 zginelo wiecej ludzi od ‘domowej’ broni niz we wszystkich wojnach wliczajac w to wojne secesyjna.
      Ale byc moze istniejevrozwiazanie posrednie – to co jest w Kanadzie: zakaz posiadania broni krotkiej (i tak bezuzyteczej na wojnie), ale dostep do broni dlugiej.
      Rzecz w tym ze karabinu nie schowasz za pazucha.

      0
      • Avatar Krzywousty

        Może wypowiedziałem się niepotrzebnie zbyt dosadnie, ale mit o władzy bojącej się zbrojnej rewolty i dlatego zakazującej posiadania broni w domu jest odowodnionym mitem.
        Tak naprawdę większość państw zakazuje posiadania broni i praktycznie nigdzie nie jest to podyktowane obawą o zbrojne przejęcie władzy.
        A już w warunkach polskich, gdzie potrafią sobie popić… pierwsz rzecz za którą by łapali to za pistolet… A po wytrzeźwieniu płacz.
        USA jest praktycznie państwem policyjnym gdzie policja ma władzę absolutną w kontakcie z obywatelem, właśnie dlatego że istnieje zawsze obawa że obywatel ma schowaną za pasem broń. Naprawdę w takim kraju mieszkać nie chcesz.
        Nie chcesz tez siedzieć na biwaku obok kogoś kto z dużym prawdpodobieństwem ma przy sobie albo w namiocie czy powiedzmy na jachcie pistolet…
        Porównując do USA Polska jest bezpieczna jak przedszkole – poweażnie radzę – nie chciej tego zmieniać. Mieszkałem w wielu krajach na swiecie dlatego wiem co piszę. Mieszkajac w USA zarówno ja jak i moi amerykańscy przyjaciele jeździliśmy na kempingi do pobliskiej Kanady. Mieliśmy to szczęście że była blisko. Znak na granicy ze skreślonym pistoletem działał naprawdę kojąco..
        .
        Powtórzę wię jeszcze raz – pistolet na wojnie jest bardzo mało użyteczny. Dlaczego więc nie zastosować kanadyjskiego rozwiązania: zakaz posiadania broni krótkiej, ale jednocześnie niewielkie tylko ograniczenia w posiadaniu broni długiej. Z tą po pijaku nikt nie będzie niezuważenie ganiał po ulicach -łatwo go spostrzec i zadzwonić na policję – a na wojnę taka broń jak w sam raz.

        0
  5. Avatar indilla

    siebie będę bronił ale tej parodii Polski ani myślę. przyjdzie rusek to się z nim wódki napiję i z radością będę oglądał egzekucje bandytów będących obecnymi posłami, ministrami i innym politycznym ścierwem.

    0
  6. Avatar kiki_on

    Wystarczy krótkie przeszkolenie, raz na kilka lat WSZYSTKICH mężczyzn w wieku 20-65 lat, bez względu na kategorię wojskową i karalność. Krótkie przeszkolenie góra kilka dni, obsługa i strzelanie z broni długiej i w miarę możliwości jako dodatek innych podstawowych (snajperskie, granaty, coś przeciwpancernego i przeciwlotniczego). Zabezpieczenie na każdym komisariacie Policji po 1 szt. broni długiej + amunicja (tylko Polska produkcja) dla każdego mężczyzny w wieku 20-65 lat. Ewentualnie dodatkowo: granaty, snajperskie, sprzęt do łączności, przeciwlotnicze i przeciwpancerne.

    I kto się będzie pchał do wojny z kilkunastu milionową armią, gotowa stanąć pod bronią w ciągu kilku, kilkunastu godzin. Na co najeźdźcy samoloty, czołgi i inne KOSMICZNIE DROGIE technologie, zniszczyć mogą jedynie największe obiekty i nic więcej. Jak w każdym domu będzie wtedy broń, za każdym krzakiem ktoś możne się czaić z granatem, itp.

    Taki schemat ma chyba Szwajcaria, poza tym USA się sparzyło walcząc w Korei, Wietnamie z potencjalnie słabszym i słabo uzbrojonym przeciwnikiem … liczy się powszechność i pokrycie broni na kilometr kwadratowy dużo bardziej od specjalistycznej ale małej armii !!!

    0
    • Avatar Krzywousty

      No wlasnie o tym Szeremietiew mowi.
      Ja bym jedynie do tego dodal najnowoczesniejsza bron taka jak drony czy bezzalogowe pojazdy kolowe i na gasienicach.
      To co malolaty potrafia dzisiaj wyczyniac na Playstation a nawet ze smartfonami jest niedostepne dla starszego pokolenia.
      Daj im drony i inne zdalnie sterowane zabawki a rozpierdziela kazdego. I nie bedziesz ich musial prosic by chcieli sie szkolic i cwiczyc dwa razy do roku. Oni cie zamorduja jesli nie dasz im sie cwiczyc caly czas na okroglo.
      Starzy na strzelnice i giwera, a mlodzi pojazdy zdalnie sterowane i samobiezne.

      0
  7. Avatar Gość

    1.Model szwajcarski jest dobry.
    2.Niestety,p.Olo ma rację.
    3.Tytuł artykułu pasuje do zagadnienia.

    0
  8. Avatar Oczywisty

    Jeden dodatkowy punkt – jeśli ktoś zapisuje się formalnie do OT, to w przypadku jakichkolwiek zamieszek może nagle znaleźć się po stronie “gdzie kiedyś stało ZOMO”, i na dokładkę podpadając pod prawo wojskowe, z pięknym paragrafem “odmowy wykonania rozkazu” strzelania do protestujących…

    Jakakolwiek organizacja OT musi przede wszystkim być absolutnie niezależna od jakichkolwiek partii, układów, chwilowej władzy itp ale jednocześnie nie może stać się niezależna od jakiejkolwiek kontroli (bo sama stanie się tyranią lub juntą) – to podstawowy paradoks który należałoby rozwiązać.

    0
  9. Avatar WW

    Pan Szeremietiew z podziwu godnym uporem od lat powtarza tą sama śpiewkę, zupełnie ignorując fakt, że świat się bardzo ostatnio zmienił.
    Lobując na rzecz militaryzmu chciał by zmusić nasz biedny kraj do jeszcze większych wydatków na nowe czołgi samoloty i okręty. Ze wspaniałą pogarda dla faktów pomija wojny toczone właściwe ciągle przez USA. Ta największa armia świat, posiadająca masę czołgów, samolotów i okrętów bierze w du*** raz za razem i to od państw, które nie mają i połowy tego, co Polska ma dzisiaj.
    Komu On chce wydąć wojnę?
    Jak mu tak spieszno do wojaczki, to niech się najmie na najemnika a nas zostawi w spokoju.
    Polska ma pilniejsze sprawy, niż zakup amerykańskiego złomu wojennego.
    No, ale jak nie ma sprzedaży, to i nie ma prowizji.

    0
    • Avatar Krzywousty

      Dzięki za wpis WW. Potwierdziłeś słuszność syzyfowej pracy pana Szeremietiewa.
      Przytoczę twoje słowa:
      ” Ta największa armia świat, posiadająca masę czołgów, samolotów i okrętów bierze w du*** raz za razem i to od państw, które nie mają i połowy tego, co Polska ma dzisiaj.”
      — No właśnie! Bierze w du*** od tych którzy stosują wojnę partyzancką. I taką własnie strategie promuje pan Szeremietiew. Czy to nie wynika jasno z każdego jego artykułu?
      Obrona Terytorialna (OT), czyli semi-partyzantka szkolona i wyposażona teraz – przed szkodą a nie jak to zawsze robiliśmy po szkodzie i w konspiracji…
      .
      A tak na marginesie, to do niedawna po każdym wpisie pana Szeremietiewa podnosił się straszny jazgot że to nie ma sensu. Najczęściej krzyczeli ci którzy podpisywali się “Niech żyją Słowianie” – oczywiście jako jedynych uprawnionych do miana słowianie mieli na myśli Rosjan. Czy to nie dziwi? Dla mnie jest to jeszcze jeden dowód że taka taktyka obronna jest strasznie nie na rękę Rosji która robi wszystko co może (i w gabinetach rządowych i w prasie) by koncepcje tę ośmieszyć i nie pozwolić by ją wprowadzono w życie. Ciężko o lepszy znak iż że właśnie tą drogą nalezy podążać.
      A jeśli tobie samemu nie jest po drodze, to nie zapisuj się do OT – przymusu nie będzie.
      .
      PS. Rozmawiałe z kilkoma biznesmanami którzy gotowi są wyłożyć spore sumy własnych pieniędzy na wspieranie lokalnych oddziałów OT. Ale stawiają warunek – 100% ich datków będzie musiało pójść na wyposażenie oddziałów w ich miejscowościach.
      Czy to nie przypomina Husarii? Szlachta sama ponosiła koszta i była dumna że może do husarii przynależeć. Król jedynie dostarczał kopii…

      0
      • Avatar WW

        **Dzięki za wpis WW. Potwierdziłeś słuszność syzyfowej pracy pana Szeremietiewa.**

        Ja tak nie uważam.

        **Przytoczę twoje słowa:
        ” Ta największa armia świat, posiadająca masę czołgów, samolotów i okrętów bierze w du*** raz za razem i to od państw, które nie mają i połowy tego, co Polska ma dzisiaj.”
        — No właśnie! Bierze w du*** od tych którzy stosują wojnę partyzancką. I taką własnie strategie promuje pan Szeremietiew. Czy to nie wynika jasno z każdego jego artykułu?**

        Wnioski maja to do siebie, że więcej mówią o wyciągającym je, niż o samej sprawie.
        Dla mnie wnioski są odmienne.
        USA stosuje posiadane środki w nadmiarze, nie zwracając uwagi na ich efektywność. Wydawanie miliardów dolarów na nowe bronie i produkcje dotychczasowych z pewnością cieszy sektor zbrojeniowy i ludzi żyjących z prowizji handlarzy śmiercią i do tego właśnie chce na p. Szeremietiew namówić. Jednak przemilcza sprawę, dlaczego pomimo zastosowania się do jego rad, wielkie mocarstwo przegrywa.
        Zatem nie od rzeczy będzie pytanie, dlaczego?
        Może używa niewłaściwych środków?
        Może czołgi nie są dobrym argumentem rozmowy z obywatelami, co widzimy dziś choćby na Ukrainie. A to właśnie tam przeprowadzono, na zlecenie USA zamach stanu i wysłano czołgi przeciwko obywatelom, którzy tego draństwa nie poparli.
        Czy to oznacza, że p. Szeremietiew chce tego samego dla Polski?

        **Obrona Terytorialna (OT), czyli semi-partyzantka szkolona i wyposażona teraz – przed szkodą a nie jak to zawsze robiliśmy po szkodzie i w konspiracji…**

        Naprawdę trzeba być oderwany nieco od rzeczywistości, aby sadzić, że ludzie będą oddawać własne życia za panią Kopacz, Kaczyńskiego czy Macierewicza.

        **A jeśli tobie samemu nie jest po drodze, to nie zapisuj się do OT – przymusu nie będzie.**

        Tego właśnie nie można być pewnym.

        **PS. Rozmawiałe z kilkoma biznesmanami którzy gotowi są wyłożyć spore sumy własnych pieniędzy na wspieranie lokalnych oddziałów OT. Ale stawiają warunek – 100% ich datków będzie musiało pójść na wyposażenie oddziałów w ich miejscowościach.**

        Na kontraktach wojskowych zawsze świetnie się zarabiało. Pan Szeremietiew chyba o tym dobrze wie – nieprawdaż?

        **Czy to nie przypomina Husarii? Szlachta sama ponosiła koszta i była dumna że może do husarii przynależeć. Król jedynie dostarczał kopii…**

        A zwykli obywateli mieli bez gadania oddawać swoje życie, aby ta kasta mogła cieszyć się „złota wolnością”?

        To nam chcecie teraz zafundować?!

        Pamięta Pan, jak to się dla Polski skończyło. Nawet z map nas wymazali!

        0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217