HYDE PARK
Like

Dzisiejsza edukacja zasłużyła na unicestwienie

22/03/2014
448 Wyświetlenia
10 Komentarze
16 minut czytania
Dzisiejsza edukacja zasłużyła na unicestwienie

Piękny 21 Marca za nami. Ale felieton ten jest nie tylko dla młodzieży i nie tylko na pierwszy dzień wiosny.

0


Kiedyś, w czasach, gdy nie mieliśmy jeszcze do czynienia z utartą metodologią i swoistym patentem na sukces naukowy (rychtuj podciepie pieruński szerzej a i głubiej sie dokupiesz) odkrycia dokonywano na zasadzie OLŚNIENIA i dzięki lateralnym procesom mózgowym (skojarzenia, intuicja, nadpercepcja etc..) a nawet dzięki snom. Mam wrażenie, że skostniałe metody badawcze, wysoka specjalizacja oraz ufność w instrumenty i uznane autorytety pozbawiły nas pewnych umiejętności i nawyków obecnych u omnibusów, czyli tzw. ludzi renesansu poruszających się pomiędzy matematyka, fizyką, medycyną, alchemią. astrologią a np. sztuką i magią.

 

 

Fascynacją naszą przestał się cieszyć świat i jego natura (co przecież powinno być fundamentami i trampoliną) a zaczęła nauka sama w sobie. Tym sposobem pewnych “Praw” już nie podważamy, bo innym się nie udało, osiągnięć i prac autorytetów nie kwestionujemy, a badania i wyniki eksperymentów przyjmujemy coraz częściej na wiarę, bo sami nie mamy narzędzi do weryfikacji. Na dodatek imponują nam tytuły, noble, uznanie i pieniądze na taką skalę, że człowieka sukcesu utożsamiamy z uczonym nieomylnym. Szkolnictwo też jest tak skonstruowane, że coraz mniej dzieci krzyknie “Król jest nagi” – większość zapyta się najpierw dorosłych czy na pewno widzi to, co widzi, a dorośli powiedzą „niemożliwe by Król chodził nago, nie ma powodu, ergo z pewnością jest ubrany” – i wytresowane dzieci to przyjmą.
Mam obawy, że wielkimi krokami, podekscytowani mitem najgłupszego systemu świata (czyli Demokracji) zbliżamy się do granicy poznania. Bo jakież skuteczne rozpoznanie świata może nastąpić, jeżeli to nie trafność spostrzeżenia będzie nagradzana, ale siła Środowiska, Uniwersytetu, Korporacji bądź Pieniędzy, jaka za danym badaczem stoi?
Dziś wymianę uwag myślicieli zastępujemy pogardą Naukowców dla Pseudonaukowców. Czyli megalomanią ludzi bez dorobku, ale z patentem na wiedzę i arcytypową refleksję potwierdzoną tytułem, nazwiskiem promotora, dostępem do publikatorów oraz pomocy naukowych, stosujących powszechnie uznane i koniecznie usystematyzowane metody badawcze konfrontowane prześmiewczo – z pozycji katedry – z tzw. laikami (z definicji), którzy nie będąc głupcami próbują wykazać profesorski brak możności i wtórność, poprzez wykorzystanie tych pokładów i możliwości umysłu, które są zagłuszane lub temperowane przez naukę koncesjonowaną, oraz rozpoznawać świat narzędziami wstydliwie prostymi (np. fundamentalną logiką) i dzięki wachlarzowi metod niekonwencjonalnych.
W ten sposób zamiast kreatywnej i inspirującej wymiany myśli, zamiast owoców metody zwanej “burzą mózgów” otrzymujemy zanik komunikacji pomiędzy wysokimi specjalistami z różnych bajek i w efekcie postprodukt zwany konwentem profesorów, w którym nie tyle ważne jest rzeczywiste odkrycie i nowatorskie podejście ile ŻEBY SIĘ NIE WYŁAMAĆ I SIĘ NIE WYGŁUPIĆ. Piękną arenę takich działań stanowi tzw. nauka polska – w której, aż się roi od profesorów, sław i autorów książek, którzy nigdy niczym ważnym się nie wykazali, nikt ich nigdy sam z siebie nie przeczyta, nikogo nie zainspirują, a do Nobla im daleko jak znakowi drogowemu do prędkości światła; co nie przeszkadza im bynajmniej w zabieraniu (a raczej dawaniu) autorytarnego głosu w środkach masowego przekazu, w Internecie lub w auli uczelnianej.
 I tak, choć nas Wszechświat bardzo ciekawi dziś teolodzy rozmawiają tylko z teologami, profesorowie z profesorami, doktorzy z doktorami, dziennikarze z dziennikarzami a blogerzy z blogerami. Wszelkie inne próby miksowania noszą ryzyko błyskotliwych wycieczek osobistych i erystycznych ekwilibrystyk sprowadzających się do ugruntowanego podziału na “Pseudonaukowców” i “Buców”.
„Ty Idioto” i „Ty ograniczony Baranie” to najpopularniejsza tytulatura wzajemna stosowana przy konfrontacjach obydwu środowisk.
Przy okazji zatracamy cel, jakim jest poznanie świata zadowalając się quasi osiągnięciami tj.: ilością publikacji, wyrobieniem sobie nazwiska, uzyskaniem tytułu, zarobieniem pieniędzy, dokopaniem koledze po fachu, jakiemuś ważniakowi albo amatorowi, zdobycie popularności oraz zaliczenie trzech tuzinów pięknych kobiet.
Tymczasem coraz bardziej karlimy się i pomimo naprawdę olbrzymich możliwości zamiast sięgać gwiazd paprzemy się coraz mocniej w czymś brzydko pachnącym.
Bo czy naprawdę ilość osiągnięć nauki w ostatnim półwieczu jest uzasadniona ilością wtłoczonych w nią środków i potu ludzkiego?
Czy przerost metod, regulacji i szufladek oraz skostniałe szkolnictwo nie pozbawia nas na zawsze umiejętności niezależnego myślenia?
Czy mamy powód się temu dziwić wiedząc, że zgorzkniali, niedouczeni i bardzo sztampowi w podejściu nauczyciele od pierwszych lat w szkole zarażają tą sztampą, myśleniem szablonowym i koniunkturalizmem nasze dzieci, zabijając w nich przez lata naturalną fantazję i ciekawość? A tak – zwłaszcza u nas – będzie coraz bardziej, bo stara szkoła belfrów, pamiętających jeszcze swoich przedwojennych wychowawców, już bardzo przetrzebiona i zdemoralizowana przez komunizm, ale jednak zawierająca pewien odsetek ludzi z pasją odchodzi na emerytury i wymiera. Pozostają Ci nowi, nouczycielopodobne produkty ostatnich 30 lat, będący w zawodzie tylko dlatego, bo nie wiedzieli, co robić w życiu, bo gdzie indziej niedaliby rady lub nie było innych propozycji na tej ich prowincji. Coraz bardziej nieznośna dominacja kobiet w zawodzie (wraz z ich całym „bizantyjskim dobrodziejstwem” plotek i intryg pokoju nauczycielskiego) ofiarująca uczniom ofertę adekwatną wynagrodzeniu; z generowanym przez system zastraszającym upadkiem poziomu, autorytetu i profesorskiej dydaktyki. Na rzecz permanentnej konsultacji z książeczką, sprzedaży korepetycji własnym podopiecznym i publicznej ekspresji syndromu napięcia przedmiesiączkowego.
Czy tak toksyczną szkołę można jeszcze naprawić, a chorą edukację uleczyć? Moim zdaniem za daleko to poszło. Przegapiliśmy odbyt i dotarliśmy do końca ogona węża. Dalej już będzie tylko duszniej, ciaśniej i płycej. Ten system edukacji nadaje się już tylko do unicestwienia. Trzeba go zwyczajnie rozpieprzyć i wrócić do źródeł. Edukacja ma edukować, a nie wtłaczać program sterujący tresowanym człowiekom. Szkole trzeba przywrócić jej charakter, który zatraciła przez przypadek wtedy, gdy zaczęła być powszechnie dostępna.
Przyjrzyjmy się szkolnictwu przez poprzez pryzmat ostatnich kilkuset lat.
Najpierw młodzież uczona była UMIEJĘTNOŚCI, co w zasadzie naturalne, bo teorii poznania nie było początkowo zbyt wiele. Osoba kończąca uniwersytet, ba zwykły kurs czeladniczy, posiadała szereg umiejętności dotyczących liczenia, tworzenia, obserwacji, retoryki i metodyki badawczej, dzięki czemu osławiony inżynier Cyrus Smith z Tajemniczej Wyspy Julesa Verne’a był w stanie zbudować łódź, zmierzyć długość i szerokość geograficzną, oraz wyprodukować nitroglicerynę.
Potem umiejętności zastąpiono WIEDZĄ. Osoby wykształcone w większości już nie nabywały umiejętności tworzenia (np. kucia mieczy) i korzystania z otaczającej ich przyrody (eliksiry i balsamy), ale w zamian otrzymywały gruntowną wiedzę na temat matematyki, fizyki, chemii i biologii, dzięki czemu posługując się metodą wnioskowania i konstrukcjami logicznymi mogły – bazując na osiągnięciach innych i wiedzy, którą pojęli – bez wsparcia wielkich organizacji i wielkich pieniędzy tworzyć wartość dodaną, taką jak Teoria Względności, kryptologia, układ okresowy pierwiastków czy systematyka organizmów żywych. Natłok wiedzy wciąż wtedy nie zabijał wszystkich umiejętności, zwłaszcza w zakresie dowodzenia naukowego, analizy, syntezy i korzystania z prostych instrumentów badawczych.
Niestety, potem pojawiły się ścisłe specjalizacje i wreszcie komputery. Ilość danych wyzuła uczniów i studentów z procesu nabywania umiejętności (zapytajcie absolwentów Politechniki czy wiedzą jak zrobić proch lub używać suwaka logarytmicznego), oraz wiedzy (wśród lekarzy umiejętność analizy objawów i postawienia trafnej diagnozy posiada już chyba tylko doktor House) na rzecz zatykania ich nadmiarem niezweryfikowanej i coraz częściej śmieciowej INFORMACJI.
A gdy Myśliciele wymarli, ich następcy nie już potrafili całościowo ogarniać problemów. Umiejętności przepadły jak bursztynowa komnata, wiedza z mózgów wyciekła jak filozofia ze szkół – nauka ery atomu się zatomizowała. Grupa mózgów pomimo niespotykanych wcześniej możliwości komunikacji i kolosalnych środków, pomimo świetnej rekrutacji i wsparcia mocy obliczeniowych traci emergentny charakter. Rozwój wciąż geometryczny zamiast wykładniczy, kolejne modernizacje zamiast przełomów, Nobel niby za Noblem (choć też nie u nas), a Edisonów, Einsteinów i Tesli jakoś ni widu ni słychu.
Koń ewidentnie kuleje. Współcześni nam specjaliści mają już tylko pewien zasób wyselekcjonowanej i przycelowanej informacji o świecie, której nawet nie potrafią często potwierdzić, dlatego jak idioci i ograniczone barany bez przerwy spierają się o fakty. Cóż, Ci impotenci zwyczajowo zwani naukowcami (nie mylić z uczonymi) nie mają ani gruntownej wiedzy, ani podstawowych umiejętności jak tę cząsteczkę wiedzy i ten zestaw informacji im dany praktycznie wykorzystać, przeanalizować lub chociażby zweryfikować.
Może to nie ich wina, może to takie czasy, może już nic nie uda się obliczyć bez komputera, ale co to za obliczenia, jeżeli program napisał ktoś inny, który tak jak naukowiec przy wnioskowaniu, mógł wpłynąć na to wnioskowanie myląc się przy programowaniu?
A może to jednak ich wina, bo pomimo własnych ograniczeń to oni wprowadzają metody kształcenia, które przy całym dorobku współczesnej nauki i jej możliwościach badawczych (kosmiczne narzędzia, wspaniałe laboratoria, mierniki iście atomowe) nie dają szans na właściwe wyedukowanie młodych ludzi. Szkoła dostarcza informacji, ale oducza samodzielności myślenia, szkoła podrzuca masę schematów, ale eliminuje (a nawet piętnuje) wiedzę nabywaną poza nimi.
Spójrzmy na edukację muzyczną, prawdziwy uczony niegdyś muzykował, czytał po łacinie (a często i po arabsku) i liczył. Miał, więc dostęp do źródeł, potrafił weryfikować i dysponował umiejętnościami gry na instrumencie, których by nie nabył bez określonej dyscypliny pracy, umiejętności koncentracji (wsłuchania się), wyczucia harmonii i logicznego myślenia. Bo muzyka wyrabia naturalną skłonność do myślenia logicznego, zmysł obserwacji i sztukę ich spożytkowania w sposób łatwy do obserwacji i oceny przez otoczenie. Dzisiejsza szkoła produkuje analfabetów muzycznych (takich jak ja) co gryfa od gitary nie potrafią złapać poprawnie, prawników nieznających łaciny (prócz kilku paremii by się popisać), dziennikarzy nieczytających nigdy Platona, oraz inżynierów bez znajomości logiki matematycznej czy rachunku różniczkowego – a to przecież powinno być abecadło.
Gdy myślę o mitach, jakie stworzyła dzisiejsza nauka, o tych wszystkich Ociepleniach Klimatu, Darwinizmach, Końcach Historii i Teoriach Strun to włosy mi dęba stają, gdyż uzmysławiam sobie jak klepiąc stereotypy w tysiącach książek, programach i portalach (ctrl+C, ctbl+V, ctrl+C, ctrl+V) jesteśmy bliziuchno realizacji znanej metody badawczej typu: LUDZIE JEDZMY GÓWNO, MILIARD MUCH NIE MOŻE SIĘ MYLIĆ!
Dzieciaki do domów i na wagary!
Czytać Lilavati, zakładać zielniki, zbierać motyle, obserwować gwiazdy i ptaki, strzelać z klucza, budować latawce, grać w szachy lub w eRPeGi, chodzić na grzybobranie, słuchać legend, szukać skarbów, majsterkować, muzykować, pisać pamiętniki, poznawać okolicę, filmować relacje pradziadków, buszować w starych dokumentach, tworzyć drzewa genealogiczne, wystawiać sztuki i remontować stary motorower!
Mądre hobby to nie strata czasu, to otwarta głowa i prawdziwa nauka.
Brak pasji to jej morderstwo.
Mylcie się ale do zdania dochodźcie sami.
Rychtujcie szerzej i nie w komendę, a głubiej się dokupiecie.
Nawet gdy prąd wyłączą.
Tomek Parol

Inne zapisy autora:

0

Tomasz Parol
Tomasz Parol

Tomasz Parol - Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu, bloger Łażący Łazarz, prawnik antykorporacyjny, zawodowy negocjator, miłośnik piwa z przyjaciółmi, członek MENSA od 1992 r. Jeśli mój tekst Ci się podoba, lub jakiś inny z tego portalu to go WYKOP albo polub na facebooku. Jeśli chcesz zostać dziennikarzem obywatelskim z legitymacją prasową napisz do nas: redakcja@3obieg.pl

503 publikacje
2250 komentarze
 

  1. swoja droga sprawdzales, czy ksiazki najwybitniejszych polskich naukowcow i pisarzy politycznych, sa latwo dostepne w jezyku angielskim?

    0
  2. Avatar gimbaza

    Wspólnym mianownikiem jest to, ze współczesne polskie szkolnictwo nie uczy SAMODZIELNEGO MYŚLENIA. Nie tylko w zakresie rozwiązywania problemów technicznych/naukowych ale także życia codziennego.
    Władzy jest na rękę jeśli motłoch nie potrafi sam wyciągnąć wniosków lecz przyjmie podane na tacy rację kogoś “mądrzejszego”. Nie mówiąc już o tym, ze motłoch nie powinien mieć umiejętności samodzielnego poszukiwania, odkrywania i dotarcia do informacji.

    Nie masz prawdziwej informacji, nie możesz jej przeanalizować, nie masz własnego zdania.
    Powtarzasz zdanie innych. Lemingoza jest każdej władzy na rękę.

    0
  3. “…pewien odsetek ludzi z pasją odchodzi na emerytury i wymiera. Pozostają Ci nowi, nauczycielopodobne produkty ostatnich 30 lat, będący w zawodzie tylko dlatego, że nie wiedzieli, co robić w życiu, że gdzie indziej nie daliby rady lub nie było innych propozycji na tej ich prowincji. Coraz bardziej nieznośna dominacja kobiet w zawodzie (wraz z ich całym „bizantyjskim dobrodziejstwem” plotek i intryg pokoju nauczycielskiego) ofiarująca uczniom ofertę adekwatną wynagrodzeniu; z generowanym przez system zastraszającym upadkiem poziomu, autorytetu i profesorskiej dydaktyki. Na rzecz permanentnej konsultacji z książeczką, sprzedaży korepetycji własnym podopiecznym i publicznej ekspresji syndromu napięcia przedmiesiączkowego.” – jakież to prawdziwe!!!
    Dodałabym jeszcze jeden aspekt degrengolady w edukacji – z wielu źródeł słyszałam, że naukowcy (nie mylić z uczonymi” – dobra uwaga Tomka) nie raczą się nawet dzielić tym, co powtarzają za “programem nauczania” w obawie o to, by uczeń nie przerósł “mistrza”! To też jest hamulec nauki…

    0
    • Bo niewiele trzeba by “takiego mistrza” przerosnąć. Byłem pełnomocnikiem prawnym kanclerza uczelni wyższej, największy mają problem w tym jak ukryć wysoki odsetek plagiatów prac magisterskich i licencjackich, bo teoretycznie powinni zawiadomic policję, ale z drugiej strony gdyby wyszła na jaw ilość i sam fakt, jakby to uczelnia zniosła wizerunkowo?

      0
  4. Avatar Robert

    ALE NAUKA WODOLEJSTWA TRZYMA SIE DZIELNIE… :p

    0
  5. Avatar Kuba

    Panie Tomaszu … właśnie z moją 14 letnią córką przerabiam …rozmnażanie … jabłoni.

    Ale daję wszystkie moje orzechy jeśli córka będzie w stanie odróżnić jabłoń od drzewa gruszki “ulęgałki”
    Ale musze poczekać jeszcze troche aby chociaż liście sie pokazały !!!
    Gdy ją oto zapytałem …. odpowiedziała że poczeka i pozna po owocach ;-]]

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217