Bez kategorii
Like

O pani minister sportu i językoznawstwie

01/03/2012
190 Wyświetlenia
0 Komentarze
4 minut czytania
no-cover

Ministrowie mają pokazywać swoje gęby, dobrze, że jeszcze nie cztery litery, co akurat w wypadki Joasi byłoby do zaakceptowania, ale pomyślcie państwo jakie spustoszenia na korytarzach sejmowych, ulicach i przed telewizorami wywołałoby mianowanie…

0


(Obok: Aleksander Poroh, Akt)

Leżącego się nie kopie (chociaż tak naprawdę to pani minister wcale nie leży tylko ubiera się i żre za nasze podatki), więc powinienem oszczędzić sobie trudu pisania o pani minister sportu. Chciałem w tym miejscu napisać jak się owa pani minister sportu nazywa, ale przeląkłem się tego, że mógłbym popełnić błąd w odmianie nazwiska Joanny Muchy, tym bardziej, że pani Mucha preferuje, przynajmniej w niektórych przypadkach, swoisty sposób odmiany rzeczowników. Oto bowiem jak donosi politykier.pl panu redaktorowi Tomaszowi Lisowi, który zapytał ją jak się ma do niej zwracać, odpowiedziała: „preferuję pani ministro, jeżeli można poprosić”. Jak zauważył wspomniany portal,Mucha wybrała formę „bardziej feministyczną”.

       Tak krawiec kraje jak mu materii staje, mówi przysłowie. Pani Mucha już nie tylko biega wokół stadionu, zmienia uczesanie ale i dokonuje zmian w języku polskim. Toż to sam Józef Stalin zajmował się językoznawstwem, napisał ponoć książkę na ten temat. Doceniam więc wkład pani minister w tworzenie nowomowy w Polsce, w końcu ileż wiedzy i odwagi trzeba, aby podjąć próbę rozwinięcia nauki, którą zajmował się sam „Wielki Językoznawca” . Wszystko to wskazuje, że pan premier posiada w swoim rządzie osobę nie tylko nie pozbawioną pazerności na stołek, ale i ambicji.

       My tu o dokonaniach pani minister sportu, a w miasteczku, w którym mieszkam przy stadionie nie ma ani jednej toalety, z której mogliby skorzystać kibice, co ma swoje przykre konsekwencje i jedyna na świecie „pani ministra sportu” nic z tym nie robi. A przecież taki świetny fachowiec jak ona raz dwa rozwiązałaby ten problem, a do tego całkiem możliwe, że dowiedzielibyśmy się jak „po feministycznemu” nazywa się kibel.

       No cóż… ministrowie są tylko figurantami na stołkach. Mają pokazywać swoje gęby (dobrze, że jeszcze nie cztery litery, co akurat w wypadki Joasi byłoby do zaakceptowania, ale pomyślcie państwo jakie spustoszenia na korytarzach sejmowych, ulicach i przed telewizorami wywołałoby mianowanie na ministra pana Annę Grodzką), dostają limuzyny, sekretareczki, mogę decydować czy napiją się kawy czy herbaty, mogą nawet poczuć się ważni dopóki ktoś im nie przypomni skąd im nogi wyrastają, a w ministerstwie cichutko, z dala od kamer i błysku flaszy działają ci, którzy tak naprawdę rządzą tym kramem, a przy okazji jeszcze lodów nakręcą.

       Niech ich tam wszystkich…

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Micha

Nazywam sie Michal Pluta. Mój oficjalny blog i wszystkie teksty: konfederata.bloog.pl.

45 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816