Bez kategorii
Like

O Jednym

31/05/2011
566 Wyświetlenia
0 Komentarze
22 minut czytania
no-cover

Spory filozoficzne o pryncypiach,

a gdyby tak filozofia wyszła na ulice, jak za czasów Sokratesa ?

0


Marek :Chciałbym, żebyś zastanowił się chwilę i odpisał mi, gdzie popełniłem jakiś błąd w tym rozumowaniu na temat « Jednego » u Proklosa ?

Gdy spytamy, na jakiej podstawie Proklos w « Stoikheiosis theologike » uzyskał pojęcie Jednego, które przekracza wszelkie ujęcia zmysłowo-intelektualne, to będziemy musieli wyciągnąć wniosek, iż doszło do tego na drodze intelektualnej. A przecież to pojęcie z założenia i w konsekwencji miało przekraczać rozumowanie intelektualne. Czyli doszliśmy do sprzeczności : wykazaliśmy na drodze wyłącznie rozumowej coś, co wymyka się rozumowi. Inaczej mówiąc, doszliśmy do sensownej konkluzji, do treści intelektualnej, twierdząc, że ta treść czy konkluzja nie ma nic wspólnego z intelektem ! A przecież jest ona właśnie wnioskiem naszego intelektu ! Więc w sumie jest intelektualnością.

Absurdalność tego ujęcia odpowiada takiemu : gdybyśmy chcieli udowodnić przy pomocy zmysłu widzenia to, że niczego nie widzimy. Albo jeszcze, że używając woli, chcielibyśmy dowieść, że wola wcale nie służy do tego, by cokolwiek chcieć !

I tak, wychodząc od takiego absurdalnego pryncypium, założenia, arché wszechrzeczy, Proklos usiłuje dać spójny, konsekwentny, sensowny opis wszystkiego, całej rzeczywistości !? I co jest najsmutniejsze w tej zabawie, że wszyscy neo-platonicy tym się zachwycają ! Twierdzą, że to jest ogromnie mądre ! To już wolę Alberta Camus, który twierdzi wprost, że żyjemy w absurdzie i nic na to nie możemy poradzić. Absurd jako pryncypium, to już jest coś. Ale ta postawa też nie da się wybronić, gdy zadamy kolejne pytanie : do czego w takim razie nam służy intelekt ? Tylko do tego, by stwierdzić absurd ? To bardzo niewiele.

 

Nicolas :Będąc w Polsce, nie mam przy sobie tekstu Proklosa, toteż moja odpowiedź będzie prowizoryczna i tak trochę z głowy. – W skrócie, wydaje mi się że :

1. Problem « Jedności » i « Inteligencji » (« inteligibilności jedności », możliwości « zintelektualizowania jedności », itp.) który stawiasz, prawdopodobnie jest (może być) analogiczny do problemu bytu, o którym mówiliśmy ostatnim razem.

2. Ty (i to całkiem normalne) rozumiesz spontanicznie byt w pewien sposób – wydaje mi się :

°Po pierwsze, « egzystencjalnie » (przy wszystkich niejasnościach tego terminu):  być to « istnieć » (w odróżnienienu od niebytu, nicości). – Na przykład, być “wobec nicości” (Bóg stwarzający ex nihilo) albo też być ex nihilo” (post-nihilo, ad nihilo)– zaistnieć i móc przestać istnieć (stworzenie).

°Po drugie (znowu przy wszystkich niejasnościach tego terminu) « realnie » – istnieje tylko to, co realne : istnieć to istnieć realnie… (w odróżnieniu do tego co, na przykład, “myślne”).

°Po trzecie (też przy wszystkich niejasnościach tego terminu) jakoś “jakby-fizycznie” (tak jak słychać fizykę w metafizyce) – na wzor objektu “fizycznego”: “niezależnego”, “zastanego”, “narzucającego się”… na przykład (w) poznaniu. Mówię – “jakby fizycznie” – gdyż wiemże : Bóg (chociaż, “niezależny”, “zastany”, “narzucający się”…) będąc dla ciebie realnym, nie jest objektem fizycznym; a trójkąt, (mimoże też “niezależny”, “zastany”, “narzucający się”…) “realny” dla ciebie nie jest.

3. Nie jest powiedziane,że Proklos, rozumie byt w ten sam sposób. – Moim zdaniem chyba raczej nie. – Myślę,że w tym punkcie jest on bliższy Sokratesa, Platona & Arystotelsa – rozumiejąc byt jako to, o czym da się coś prawdziwego (“stałego”, “niezmiennego”, “niezależnego od naszej woli”…) powiedzieć – powiedzieć to, czym to coś naprawdę (“stale”, “niezmiennie”, “chcąc nie chcąc”…) jest. (“Episteme” w odróżnieniu od “gdybania/doxa”). – Takie „proklosowskie“ rozumienie (raz jeszcze, przy wszystkich niejasnościach tych terminów):

a)        Dopuszcza to, co rozumiesz pozytywnie przez „egzystencję”.

b)        Wyklucza „nicość“ (nicość, jeżeli w ogóle, to byłaby tu pozytywną „próżnią“ – pustą przestrzenią… czymś).

c)        Nie ogranicza się do tego, co w twoim sensie „realne“ (ponieważ o “trójkacie” na przykład, da się coś prawdziwego powiedzieć : coś, czego nie możemy narzucić, tylko stwierdzić).

Analogicznie może się mieć rzecz zarówno z “Jednym“ jak z „inteligencją“. – Nie znam tekstu, więc to, co powiem, to niekoniecznie Proklos; ale odpowiedzi na twoje pytanie należy moim zdaniem szukać w tym kierunku. – Powiedzmy na przykładże :

4.Świat wokół nas (tak, jak go widzi przeciętnyśmiertelnik, awięc i metafizyk również) jest wielością (wielością wielości : ludzi, zwierząt, roślin, rzeczy…)…

5. W (każdej takiej) wielości, jedność jest już jakoś obecna, operuje. – (Każda) wielość jest wielością jednostek / jedności. (Na przykład : społeczeństwo jest wielością ludzi; a każdy człowiek jako ten właśnie – różny od innych, wśród wielu, ludzi – jest jeden, jednością; będąc jednocześnie wielością np. komórek…).

6. “Jedno” – jako to, co sprawia jedność (sprawia to,że każda dana jedność jest właśnie jednością i tą właśnie jedyną jednością…) – sprawia również wielość (tą jedną wielość, tych oto jedności / wielości…).

7. “Jedno” owszem, sprawia ale, właśnie tylko tak “funkcjonalnie” – jako formalny, transcedentny warunek każdej konkretnej jedności, wielości.

8. Tak funcjonalnie sprawiające, “Jedno” da się pomyśleć w swojej roli (właśnie, jakobędące) – “zawsze już jest”:

·         Niejako “w inteligencji” – która przecież, jako taka, również “jest” wielościa (np. aktów poznawczych, wolitywnych…) ale też, jednością… więc, “Jednym”.

I, właśnie dlatego jest w zasięgu inteligencji – to znaczy jest “inteligibilna”.

9. Jednocześnie, w sobie samym (tzn. nie jako „operujące“, lecz jako „będące“ – chciałoby się powiedzieć) „Jedno“ pomyśleć się nie da. O nim w sobie, o tym, czym jest, nie da się nic naprawdę powiedzieć. I w tym sensie, „Jedno“ nie jest i, nie jest inteligibilne – „jest poza bytem“ i „poza inteligencją“. (To trochę tak, jak z niemożliwością poznania Boga przy jednoczesnym stwierdzeniu,że on istnieje.)

10. Skądinąd i na marginesie (i to chyba Proklosowe i bardzo ważne), gdyby coś się naprawdę powiedzieć dało, to „Jedno“ nie byłoby (jako powiedziane czym jest : jedno jest takie a takie…) „Jednym“ lecz wielością !!!

Tyle na razie… Nie wiem, czy Ci to coś wyjaśnia. –

Trzymaj się, Nicolas

Marek :Dzięki za odpowiedź. Brawo ! Dobrze, zacząłeś filozofować ! Może właśnie dlatego, że nie miałeś tekstu Proklosa pod ręką ?

Ad 1) Na pewno masz rację : problem « jedności » i « inteligibilności jedności » jest może nie tyle analogiczny, ale na pewno związany z problemem bytu. Poprawne, konsekwentne filozofowanie, stawianie problemów i ich rozwiązywanie powinno być zawsze związane z weryfikowaniem tych problemów zgodnie z przyjętą koncepcją bytu.

 Ad 2) Dwie refleksje : formalna i merytoryczna.

Formalna :

– pozwalasz sobie na użycie przymiotnika : « Ty (i to całkiem normalne) rozumiesz spontanicznie byt… ». I takie określenie ma wydźwięk pejoratywny. Otóż, janie mam spontanicznego rozumienia bytu : Byt jest wynikiem identyfikacji « tego, co jest » i takie określenie jest przemyślaną sprawą, a nie spontaniczną.

     mówisz o « niejasnościach » trzech terminów : egzystencja, realność, fizyczność. Nie wiadomo dlaczego ? Czy z powodu psychologicznego ? By mieć furtkę do zmiany poglądu czy wyboru innego systemu ? Skoro jesteśmy filozofami, to powinniśmy wiedzieć, o czym mówimy. Zresztą, ty sam usiłujesz te pojęcia określić.

Merytoryczna :

      twoje stwierdzenie : 'być to « istnieć »’.

Owszem, filozofia zajmuje się tym, co istnieje. Nawet 'chłopek rostropek’ spontanicznie to potwierdzi. Według mnie, filozofia nie zajmuje się opisem tego, czego nie ma. W filozofii, byt nie jest określany w odróżnieniu od niebytu. Bytem jest "każde to, oto jednostkowe, istniejące". A w ten sposób, na "niebyt" nie możesz wskazać, np. "każde to, oto jednostkowe, nieistniejące" ; więc nie możesz przeciwstawiać czegoś istniejącego jakiejś wymyślonej "próżni", jakiemuś „nic“, którego nie ma. Takie odróżnienia zachodzą tylko w filozofiach, które zakładają « świat konieczny » i « świat możliwy » i biorą swój pomysł za rzeczywistość. Krótko, uważają, że filozofia zaczyna się i kończy na porządkowaniu pojęć ogólnych, czyli wiedzy. Tak się filozofuje np. w tzw. „angielskiej szkole analitycznej“. Abstrahowanie od istnienia, to jest domena logiki, nie filozofii. Chyba, że utożsamiamy logikę z filozofią jak B. Russell czy wcześniej Abelard, Jan Duns Scot. O zlogicyzowaniu filozofii, jak wiesz, pisał E. Gilson w « Jedności doświadczenia filozoficznego », którego zarzekałeś się, że cenisz.

     rozumienie « realności » nie otrzymuje się przeciwstawiając ją « inteligibilności » czy « myśleniu ». Realność jest skutkiem aktu istnienia, lub inaczej – przejawem istnienia w jednostkowym bycie. Mogę stwierdzić, że ten jednostkowy byt jest, gdyż jego akt istnienia uczynił go czymś realnym. Bytów realnych nie uzyskuje się przeciwstawiając je bytom myślnym. Identyfikuję ten oto realnie istniejący byt. Nie jestem w stanie zidentyfikować tego realnie istniejącego „niebytu“, bo go niem, nie oddzałał na mnie swą „nicością“. „Nicość“ jest właśnie bytem myślnym. Rzeczywistość, to nie jest dialektyka czy logika. Filozofia dla mnie nie jest układaniem pojęć czy porównywaniem ich między sobą.

     Byty realne identyfikuje się wskazując na ich samodzielny akt istnienia, dzięki któremu nie potrzebują one czegoś innego, by istnieć autonomicznie.

     Inne byty identyfikuje się jako niesamodzielne, to jest jako wytwory, produkty, pomysły lub właściwości, albo relacje : fizyczne lub myślne, których istnienie zależy od czegoś innego. Albo od naszego działania komponującego zastane tworzywo materialne (stół, bomba atomowa) lub duchowe (instytut czy koło filozofów), albo od podłoża, w którym się znajdują (czerwony, ciepły), albo od relacji między dwiema osobami (dług) czy rzeczami (grawitacja), gdyż same w sobie czydla siebie nie istnieją.

Czy to znaczy, że są różne « stopnie », « typy », « stany » istnienia ? Wydawałoby się, że z punktu widzenia teorii poznania – nie, nie ma « stopni istnienia », gdyż albo poznajemy coś, co jest, istnieje, albo nie poznajemy nic, i tego « nic » ma, nie istnieje. Z punktu widzenia ontycznego bytowania –tak, gdy przyjmiemy, że akt istnienia jest na miarę istoty, której jest aktem.

W filozofii identyfikujemy byty : ten byt jest samodzielny w swoim istnieniu (człowiek, zwierze, roślina), ten byt jest niesamodzielny (czerwień, przyjaźń, dług), ten byt myślny (kwadratura koła, gatunek, różnica, walka klas). Te wszystkie byty są realne, jako realnie istniejące lub realnie myślane. Gdyż każdy ma swój niesamoistny akt istnienia. Dlatego każdy z tych realnych bytów interpeluje nas, wymaga od nas zrozumienia, wyjaśnienia swego istnienia. Podobnie jak kiedyś niewidzialny Pluton « domagał się » od astronomów zidentyfikowania go. I tak te pojedyncze akty istnienia « domagają się » wytłumaczenia swego istnienia. Gdyby były samoistne, byłyby abstolutami, a skoro nie są, musi istnieć ("jak Pluton") Samoistne Istnienie, które jest Jedynym i Jednym Absolutem. Wielość absolutów byłaby sprzecznością.

Problem pojawia się wtedy, gdy byty niesamodzielneuznamy zabyty samodzielne. Czy to z powodu ekonomii myślenia, czy z jakiegoś motywu psychologicznego stwierdzimy, że czerwień istnieje sama w sobie; walka klas zajmuje pozycję wyalienowanego, samodzielnego bytu, a nie realnej relacji niezgody między konkretnymi osobami; instytucja – powołana przecież przez nas – a jednak jak u Kawki – wyobrażamy sobie, że się usamodzielniła i dominuje nasze życie; dług jako coś samego w sobie, nie biorąc pod uwagę tego, że gdy osoby, które realnie zawarły relację-umowę o długu, w pewnym momencie mogą już nie żyć i ta relacja przestanie obowiązywać (chyba że miały dzieci, to jednak nie dla wszystkich praw stanowionych jest to sprawą; dla prawa naturalnego – nie ma sprawy).

Uznać byt niesamodzielny za byt samodzielny, to znaczy nie potrafić zidentyfikować « typu » aktu istnienia danego bytu. To oznacza także, nieumiejętność wykazania tego, że ten oto byt jest Samoistnym Istnieniem, tamten samodzielnym bytem, ten jest bytem jako własność, ten relacją, ten wytworem, a ten tylko moim pomysłem. Przecież mamy tysiące pomysłów, ale niewiele z nich jest realizowalnych. Upierać się, że one jednak są « czymś », to tak, jak twierdzić, że na czubku szpilki można posadzić tysiąc diabłów ? I to też będzie « coś ».

W tej mojej identyfikacji istnienia nie ma żadnego hierarchicznego układu, który zawsze prowadzi do aksjologii, wartościowania, porównywania, oceniania ze względu na jakieś kryterium, które my, subiektywnie wybieramy.

To jest po prostu konsekwentne zidentyfikowanie bytów jako istniejących, to znaczy posiadających akt istnienia na miarę swej istoty.

Ogólny wniosek : ad 2) za identyfikowanie bytu przyjmujesz metodę porównania pojęć : byt – niebyt; istnieć realnie – istnieć myślnie; fizyczny – niefizyczny. Wydaje mi się, że dobrze zrozumiałeś Proklosa. On posługuje się taką metodą. Ta metoda, to jest dialektyka czyli porównywanie, przeciwstawianie, sublimowanie. A metoda porównawcza nie nadaje się do opisu filozoficznego, gdyż prowadzi do ocen. Właśnie do "gdybania/doxa", którego tak bardzo nie lubisz, a jednak używasz. Dialektyka może nadaje się do opisów teologicznych, opartych na przekazie świętych Ksiąg, (w których jednak Bóg nie objawił swej koncepcji filozofii, więc trzeba to pominięcie jakoś rozwiązać), albo do badań logicznych lub do poszukiwań w naukach przyrodniczych. W filozofii dialektyka wprowadza wartościowanie i sprowadza każdą teorię do subiektywizmu, relatywizmu, sceptycyzmu, który często kończy się agnostycyzmem. A przecież nie po to Samoistne Istnienie czy nawet pojęcie ogólne – Big Bang – « obdarowali » nas intelektem, żebyśmy doszli do wniosku, że to wszystko, co nas otacza i my sami, to Jeden Wielki Absurd ?!

Najlepszego, Marek

 

0

Marek P. Prokop

historyk filozofii

24 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758