Bez kategorii
Like

Nominacje polityczne czy „rynkowe”?

28/09/2011
237 Wyświetlenia
0 Komentarze
17 minut czytania
no-cover

„[P]olitycy powinni mieć możliwość działania dla ludzi, a nie być kierowanymi przez rynki” Kanclerz Niemiec Angela Merkel do Papieża Benedykta XVI

0


 Dzisiaj zaproponuję państwu lekturę Gazety Wyborczej. Gdyż ciekawy artykuł Patrycji Maciejewicz i Macieja Samcika „Kto popilnuje nam banków”nagłaśnia wagę decyzji dotyczącej nominacji na szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Niedawno na łamach NE w artykule ”Koszty huraganu demograficznego” sam poruszałem ten temat, cytowałem również w nim opublikowane opinie Małgorzaty Goss.

 

Przed przytoczeniem tego ciekawego artykułu chciałbym jednak sprostować kilka zawartych w nim informacji. Po pierwsze tego, że celem ustawy było osłabienie Prezesa NBP Leszka Balcerowicza. Szefowie PiS nie są ekspertami rynku kapitałowego, a ponadto osłabić pozycję Balcerowicza mogli tylko wtedy gdyby planowali jego wybór na kolejną kadencję. Nie jest prawdziwą informacja, że premier Marcinkiewicz przygotował ustawę, aczkolwiek z opóźnieniem ale wysłał ją do Sejmu.

Propozycja połączenia nadzoru była elementem programu gospodarczego PiS w 2005 r. i była na ten temat nawet napisana praca dyplomowa w której szczegółowo wyjaśniano konieczność jej uchwalenia. Miała ona trzy główne zadania do spełnienia. Po pierwsze wzmocnienie interesu publicznego w sytuacji sprywatyzowania instytucji finansowych zagranicznym bankom, jak i skoordynowanie obrony interesu polskiego w instytucjach UE rozgrywanego na różnych poziomach i rynkach produktowych. Po drugie odseparowanie nadzoru nad bankami od rezerw Banku Centralnego, których użycie mogło nastąpić w przypadku kryzysu i skoncentrowanie nadzoru nad bezpieczeństwem działania tych instytucji. Oraz zaoszczędzenie 100 mln zł rocznie które przez banki było przerzucane na stronę publiczną. Z tych zadań o ile pierwszy ze względów personalnych nie został spełniony, to jednak dwa ostatnie okazały się sukcesem. Polska i NBP nie wydali miliardów na ratowanie banków zagranicznych, a podatnik zaoszczędził prawie 0,5 mld zł.

Obrona starej struktury nie miała nic z działania personalnego i Premier Marcinkiewicz nie działał przeciwko Prezesowi Balcerowiczowi. Wprost przeciwnie po rozmowie z Prezesem Balcerowiczem zablokował prace nad ustawą, a odblokował je dzień przed odwołaniem minister Lubińskiej, kiedy wiedział że planowane jest rozpisanie przyspieszonych wyborów za miesiąc. No cóż, ale jeden dzień pozwolił na uruchomienie uzgodnień międzyresortowych, kryzys z Uncredito postawił sprawę na rządzie, a zawierucha lustracyjna Premier Gilowskiej i efektywne przeprowadzenie ustawy przez śp. Prezes Natalii-Świat przez Komisję Finansów w Sejmie sprawiło, że chyba po raz pierwszy silne lobby bankowe zostało przegłosowane w Polsce.

Dlatego mimo tych uwag polecam artykuł, który wprawdzie błędnie wspiera starania ministra Kluzy w walce o reelekcję w sytuacji kiedy zwłaszcza przedsiębiortwa polskie stracily miliardy na opcjach, ale jednocześnie porusza kwestię istotności nominacji na szefa KNF w sytuacji nadchodzenia drugiej fali kryzysu instytucji finansowych.

„Kto popilnuje nam banków

Patrycja Maciejewicz, Maciej Samcik 2011-09-27, ostatnia aktualizacja 2011-09-25 18:00:24.0

Za tydzień kończy się kadencja supernadzorcy banków, funduszy i firm ubezpieczeniowych Stanisława Kluzy. Kto go zastąpi na tronie króla branży finansowej? A może obecny szef Komisji Nadzoru Finansowego zostanie na drugą kadencję?

Szef KNF to jeden z najpotężniejszych ludzi w Polsce. Bez jego zgody nikt nie zostanie prezesem, ani członkiem zarządu banku, firmy ubezpieczeniowej czy towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Na widok "smutnych panów w czerni", jak jeden z prezesów nazwał kontrolerów z KNF, drżą w każdej instytucji finansowej. Za tydzień tron supernadzorcy znów będzie wolny.

Transfer Kluzy do KNF przed pięciu laty był sensacją. Mało znany, choć zdolny 34-latek, wcześniej krótko był głównym ekonomistą w Banku Gospodarki Żywnościowej i dosłownie dwa miesiące ministrem finansów w rządzie PiS.

Ten specjalista od ekonometrii, który każde zjawisko ekonomiczne potrafi godzinami przekładać na modele matematyczne obejmował stery KNF w wyjątkowo gorącej atmosferze. Był to zupełnie nowy urząd. Decyzją rządu PiS – ustawę przygotował premier Kazimierz Marcinkiewicz, ale wcielał ją wżycie już Jarosław Kaczyński – KNF miała zastąpić trzy dotychczasowe instytucje nadzorcze.

PiS miał w tej reformie ukryty cel. Chodziło głównie o wyłączenie nadzoru nad bankami z Narodowego Banku Polskiego. A tym samym – o osłabienie nie lubianego przez Kaczyńskiego ówczesnego szefa banku centralnego, Leszka Balcerowicza. Ten z determinacją bronił niezależności nadzoru nad bankami, ale poległ, choć PiS-owską reformę krytykował nawet Europejski Bank Centralny.

W obliczu totalnej krytyki ekonomistów reformę nadzoru rozłożono jednak na dwa etapy. W pierwszym etapie do KNF trafiły zasoby Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych. Dopiero od początku 2008 r. Kluza stał się prawdziwym "królem rynku finansowego", przejmując również rolę Komisji Nadzoru Bankowego.

Zanim to nastąpiło, stoczył z dawnymi dobroczyńcami bój o to, aby nie dać się zatopić. Pierwotnie bowiem szefem KNF miał być PiS-owski ekonomista Cezary Mech, który osobiście kierował pracami nad ustawą reformującą nadzór. Ale wewnętrzne rozgrywki wPiS sprawiły, że "zesłano" go do Kancelarii Sejmu. Kluza był wariantem awaryjnym, politycy PiS pewnie sądzili, że będzie marionetką w ich rękach.

Przestał być im potrzebny od wiosny 2007 r., kiedy Balcerowicz odszedł z NBP i zastąpił go "swój" Sławomir Skrzypek. Wtedy Skrzypek, wraz z ówczesną minister finansów Zytą Gilowską, zaczęli grę na odwrócenie reformy nadzoru. Kluza wywalczył jednak utrzymanie swojego "superurzędu" i szerokich kompetencji.

Blaski i cienie króla Kluzy

Czy Kluza zdał egzamin? Na plus trzeba mu zapisać przeprowadzenie polskiej branży bankowej przez największy od dziesięcioleci kryzys finansowy. Wciągu ostatnich trzech lat w naszym regionie Europy tylko polskie i czeskie banki były wstanie znacząco zwiększyć swoją siłę finansową. Firma doradcza Intelace podsumowała aktywa polskiego sektora bankowego w2008 r. na 250 mld euro, dziś jest to już 292 mld euro.

Kluza wymógł na akcjonariuszach banków, aby nie wypłacali w czasie kryzysu dywidend z zysków, lecz kumulowali je i wpisywali w kapitał własny banków. Nadzór monitorował też w gorących dniach po upadku Lehman Brothers przepływy pieniędzy w ramach grup finansowych i nie pozwalał, by zagraniczni właściciele transferowali ze swoich polskich spółek-córek pieniądze do centrali. Kluza niechętnie odnosi się do zjawiska tzw. dywizjonalizacji, czyli bezpośredniego podporządkowania pionów biznesowych polskich banków ich centralom za granicą, z pominięciem polskich zarządów.

Z drugiej jednak strony przez pięć lat Kluza nie wyrobił sobie nawet ułamka tego autorytetu, którym cieszył się jego poprzednik w nadzorze bankowym Wojciech Kwaśniak. – KNF za kadencji Kluzy cierpiał na syndrom zakompleksionego dziecka, które chce pokazać, że jest ważne – mówi bez ogródek prezes jednego z banków. Były więc kary, narzucane bankom bez dyskusji rekomendacje, połajanki za pośrednictwem mediów. – Kwaśniak brudy bankowe prał w ciszy gabinetów, Kluza boksował się z nami na forum publicznym, obniżając prestiż swój i całej branży – takie komentarze słychać w branży bankowej.

KNF za Kluzy pracowała niekiedy ślamazarnie. Fundusze inwestycyjne czekały miesiącami na "klepnięcie" statutów. Prezesi banków nie mogli się doprosić zatwierdzenia na stanowiskach. Doszło do tego, że po odejściu w 2009 r. Artura Klucznego, KNF przez rok działał bez jednego wiceprzewodniczącego. Kluza wszystko tłumaczył niedostatkami kadrowymi i małym budżetem.

Obserwatorzy nie są zgodni w ocenie wojny, jaką Kluza wytoczył walutowym kredytom hipotecznym. Jedni twierdzą, że w ostatniej chwili założył bankom kaganiec i zapobiegł katastrofie, a inni – że połapał się w sytuacji zbyt późno. I gdyby nie instynkt samozachowawczy banków, które same odcięły klientom dostęp do kredytów we frankach, mielibyśmy taki problem jak Węgrzy, gdzie co dziesiąty obywatel jest zadłużony we frankach, a euro lub jenach.

Pewniak do tronu odpuści?

W zeszłym roku z Ministerstwa Finansów dochodziły pomruki, że zreformowany nadzór działa na tyle niesprawnie, że trzeba go z powrotem przywrócić do struktur NBP. Ale kryzys finansowy zablokował te plany. Zresztą i z NBP dochodzą głosy, że bank centralny wcale tego powrotu nie pragnie. Szef banku centralnego Marek Belka twierdzi, że jego instytucja powinna się zająć raczej wyłapywaniem ryzyk w systemie finansowym, a nie kontrolą poszczególnych uczestników rynku.

Sam Kluza też nie jest zwolennikiem ponownego rozdzielania instytucji nadzorczej. I choć jeszcze rok, półtora roku temu los Kluzy wydawał się przesądzony, dziś może myśleć o przedłużeniu kadencji. Z naszych informacji wynika, że w otoczeniu Donalda Tuska całkiem serio mówi się o takim właśnie scenariuszu.

Kluza o "reelekcję" otwarcie nie zabiega, jednak w gmachu KNF spekuluje się, że taki krok byłby dla premiera dosyć wygodny. Po pierwsze, z powodów merytorycznych. Kryzys jeszcze nie objawił nam się w pełnej krasie i lepiej byłoby nie robić roszad na wirażu. Po drugie, z powodów politycznych. Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie, jakie mogą być zawirowania, gdyby wówczas nadzór się nie wykazał, premier zawsze może powiedzieć: to nie był nas z człowiek. A PiS nie miałby podstaw do krytyki.

Trudno jednak uwierzyć, że Tusk łatwo zrezygnuje z możliwości powołania swojego szefa tak potężnej instytucji. Kluczowe może być zdanie ministra finansów Jacka Rostowskiego. Do niedawna niemal pewniakiem w tym wyścigu wydawał się jego były zastępca Dariusz Daniluk. Do resortu finansów przeszedł z NBP, gdy tam rządy objął Sławomir Skrzypek. W banku centralnym zajmował się audytem wewnętrznym, pracował też w nadzorze bankowym. Daniluk ma wsparcie środowiska bankowców, a także wpływowego wiceministra Andrzeja Parafianowicza.

Dziś jednak jego powołanie do KNF nie jest tak pewne, gdyż minister finansów wyznaczył go na prezesa państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego. A wczasach kryzysu to dla Rostowskiego kluczowe stanowisko. BGK nie tylko organizuje emisje obligacji drogowych, ale wymienia na złote unijne euro i może interweniować na rynku walutowym. Współpraca BGK z resortem finansów idzie świetnie (dowodzi tego brawurowa piątkowa akcja mająca doprowadzić do umocnienia złotego). Aisam Daniluk podobno już się tak do nadzoru nie pali, bo posada w BGK go zadowala.

Premier wie, ale nie powie

O splendorze stanowiska szefa KNF myśli za to były wiceprezes NBP Jerzy Pruski. Dziś jest szefem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, wcześniej prezesował PKO BP, ale skonfliktował się z ministrem skarbu. Pruski jest cenionym fachowcem, jednak jest kilka okoliczności, które nie przybliżają go do funkcji supernadzorcy.

Poza trudną osobowością są to bliskie związki z Leszkiem Balcerowiczem i zaangażowanie w kampanię w obronie OFE, w końcu fakt, że jest dziś doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego, nie zawsze postępującego po myśli rządu. I jeszcze jeden powód: Pruski wraz z Danilukiem byli przeciwnikami ograniczania dostępu do kredytów walutowych. A te Marek Belka nazywa plagą.

Czy w takim razie czarnym koniem tego wyścigu może się okazać doradca prezesa NBP Wojciech Kwaśniak? Ma autorytet i wiedzę, choć krytycy wytykają, że zna się tylko na sektorze bankowym. I nie ma silnego protektora.

Na giełdzie nazwisk wymienia się też Bogusława Grabowskiego (nie jest zainteresowany) czy nawet Jana Krzysztofa Bieleckiego (o nim spekuluje się w przypadku każdej ważniejszej funkcji). Może Lesław Gajek, który dziś nadzoruje pion ubezpieczeniowy i kapitałowy w KNF? Środowiska związane z"Naszym Dziennikiem" chętnie w fotelu przewodniczącego widziałyby Cezarego Mecha.

Supernadzorca będzie miał – niczym Cezar w Starożytnym Rzymie – władzę nad losem suto opłacanych bankowych menedżerów. Wyścig już trwa, a zwycięzcę wskaże sam premier. Już kilka tygodni temu powiedział, że ma dobrego kandydata.”

 

Za http://wyborcza.biz/biznes/2029020,101562,10352686.html

 

 

Inne zapisy autora:

0

Avatar
Cezary Mech

http://www.stefczyk.info/blogi/przez-pryzmat-ekonomii

371 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816