Bez kategorii
Like

…no, to porozmawiajmy…

04/10/2012
340 Wyświetlenia
0 Komentarze
6 minut czytania
no-cover

…pan wicepremier w warszawskim rządzie pana Donalda Tuska – Waldemar Pawlak, jak właśnie dowiedzieliśmy się, pragnie zaprosić na rozmowy o gospodarce, rolnictwie i kwestiach społecznych tak zwanych polityków z obszaru opozycji.

0


 Podobno zaproszenie do wzięcia udziału w tych deliberacjach zostanie wysłane – a może już zostało wysłane – do pana Jarosława Kaczyńskiego, do pana Leszka Millera, do pana Janusza Palikota i pewnie do kilku jeszcze innych wybitnych panów polityków oraz ich znajomych intelektualistów. Osobistości dobrze poinformowane podszeptują nam, że niejaki pan Jan Antony Vincent-Rostowski importowany z Londynu, niezbyt znany w świecie finansista-ekonomista, na razie pełniący funkcję ministra finansów w warszawskim rządzie pana Donalda Tuska, bardzo niechętnym okiem patrzy na tę odważną inicjatywę pana Waldemara Pawlaka, obawiając się, że – jeżeli zapowiadane spotkanie pana Waldemara Pawlaka z reprezentantami opozycji dojdzie do skutku i jego uczestnikom „otworzą się buzie” to formułowane przez to gremium opinie mogą popsuć mu szyki w psuciu tego, co na razie dość skutecznie psuje. Zobaczymy, poczekamy, ocenimy…

…tymczasem doskonale wiadomo, że warszawski rząd pana Donalda Tuska i – z całym szacunkiem – on osobiście, w ogóle nie dają sobie rady z Polską tak, jak tego życzyliby sobie Polacy, ostatecznie suwereni na tej Ziemi, niestety w znakomitej większości traktowani – co za paradoks – przez wybranych przez siebie „wybrańców narodu” jako ciemna masa, która wprawdzie może sobie nawet w liczbie kilkuset tysięcy kobiet, mężczyzn, dzieci i starców „latać” po ulicach Warszawy „za Ojcem Dyrektorem, tym „solidaruchem” Dudą oraz jakimś panem Kaczyńskim, ale i tak ta ciemna masa nie ma nic do gadania. Bo ostatnie słowo, pardon – żeby była jasność: przedostatnie – należeć będzie chwilowo i tak do wspomnianego wyżej pana Jana Antony’ego Vincenta-Rostowskiego, do pana Donalda Tuska i jego Pretorianów. Czy ostanie słowo w sprawie dziania się TU i TERAZ usłyszymy od Ducha Czasu?…

…MY, ONI, fasadowa demokracja, demontaż państwa, wydumany przy biurku budżet państwa , planowany deficyt tego budżetu ( skąd my znamy te termin? ), gospodarka narodowa , której w istocie rzeczy nie ma, tak samo jak nie ma telewizji publicznej ( jest za to Telewizja Polska Spółka Akcyjna, podmiot gospodarczy, który chce żerować na haraczu ściąganym od obywateli zamiast zarabiać pieniądze na rynku. A’propos: – chcieliście gospodarki rynkowej, no to ją macie: ”skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie, pstrąg!” ), kryzys, który dopiero jak wiemy nadejdzie – to pojęcia „kursujące” w codziennym obiegu wśród wspomnianych wyżej tak zwanych mas, z trudem już powoli przytomniejących, chociaż nadal nieustannie ogłupianych przez znakomicie opłacanych cwaniaków od „piaru”, marketingu politycznego, rozkochanych, oczywiście za pieniądze, posady i bonusy, w partii o mylącej zresztą nazwie: Platforma Obywatelska…

…no, tak! Jak poucza nas Pismo, „wszystko ma swój początek i wszystko ma swój koniec.” Dalej Pismo informuje, że „jest czas budowania i czas burzenia”, a na koniec przypomina, że „nic nie jest wieczne”. Fakt! Dlatego uważam, że – biorąc pod uwagę wszelkie uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne ( Jak twierdzą świstaki alpejskie, pani kanclerz Niemiec – Angela Merkel ostatnie nie bierze pod uwagę żadnej polskiej kandydatury na miejsce pana José Manuel Durão Barroso, gdyby ten na przykład chciał opuścić swoją prestiżową i dobrze płatną posadę, akurat wtedy, gdy w jego rodzimej Portugalii bezrobocie przekroczyło 15 procent i pnie się szybko w górę, a zarobki spadają ), więc dlatego uważam, że tak zwana polska klasa polityczna już teraz powinna zdobywać wiedzę z zakresu rejestracji firm w jednym okienku, i podejmowania działalności gospodarczej na własny rachunek. W polskich gminach jest to relatywnie proste. Gorzej może być w Londynie, bo tam nikt o żadnym „jednym okienku” nie słyszał, ale jestem głęboko przekonany, że pan Jan Antony Vincent-Rostowski, znakomicie obeznany z rynkiem nieruchomości, poradzi sobie i bez zakładania firmy. Jak sobie poradzą z własnymi firmami przedstawiciele tak zwanej polskiej klasy politycznej nie wiem i nie chcę widzieć, ale każdy musi wypić swój puchar do dna…

…teraz kolej na NICH! I, co ciekawe, ONI o tym wiedzą doskonale. Wszyscy – z lewa i prawa i ze środka też. Będzie ciekawie, kiedy nadejdzie prawdziwy kryzys. A on jest już prawie pod drzwiami, tylko nie zdecydował jeszcze czy najpierw „zadzwonić” do drzwi w Brukseli, czy może w Paryżu, może w Berlinie, bo Warszawa drzwi ma otwarte, obejdzie się bez dzwonienia…

(4 października 2012, 7.50 AM)
 

0

Jerzy A.Golebiewski

68 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758