Artykuły redakcyjne
Like

Nieuchronny upadek UE, co z tego dla Polski?

21/10/2016
243 Wyświetlenia
3 Komentarze
15 minut czytania
Nieuchronny upadek UE, co z tego dla Polski?

Niezależnie od tego czy Europa wybierze samodzielną drogę, czy podda się stopniowej degradacji Polska musi zadbać o ratowanie swojej tożsamości, jednym z jej elementów jest własna narodowa gospodarka.

Raczej z zapowiedzi niż realnych dokonań obecnego rządu wynika jego chęć do uzyskania w miarę samodzielnej pozycji w niemieckim kołchozie zwanym jak na urągowisko UE.

W bolszewickim obozie mieliśmy jedną pociechę, że byliśmy wbrew logice „najweselszym barakiem”, co zresztą kłuło w oczy władców na Kremlu i dawali temu wyraz.

0


Opowiadał mi wówczas młody człowiek, który „repatriował” się z Nowogródczyzny po 1956 roku i zdążył jeszcze w Sowietach ukończyć studia i odbyć służbę wojskową.
Jako podporucznik rezerwy w marynarce wpadł w oko admirałowi, który służył jeszcze w carskiej flocie i wyznaczył go na pełnienie funkcji jednego z dyżurnych adiutantów.
Przy tej okazji był obecny na wykładzie dla wyższego dowództwa prowadzonym przez przedstawiciela głównego zarządu politycznego sowieckiej armii.
Przedstawił on w tym wykładzie hierarchię stopnia zaufania do podległych Sowietom krajów. Na pierwszym miejscu była Mongolia, potem Bułgaria, Czechosłowacja, NRD, a na końcu Polska z podkreśleniem wysokiego stopnia nieufności.
Po tym wykładzie admirał wezwał młodego Polaka do siebie i powiedział:
– ty się nie przejmuj tym co ten dureń powiedział, bo i tak jak będzie wojna z Niemcami to z tych wszystkich tylko Polacy staną do walki.
Jednakże ten nieufny stosunek do Polski znajdował konkretny wyraz w decyzjach politycznych i gospodarczych.
Z własnego doświadczenia mogę tylko wspomnieć o włączanych przez Sowiety hamulcach dla rozwoju polskiej elektroniki i zaawansowanych technologii.
Zupełnie niechcący zostałem włączony w tego typu wydarzenie.
W roku, 1963 kiedy już od trzech lat byłem pozbawiony paszportu na zachód, postanowiłem zrobić próbę i wyjechać z rodziną na wakacje nad morze Czarne do Rumunii, kraju podobnie jak Polska niemającego granicy ze „zgniłym zachodem”.
Niestety nawet do Rumunii odmówiono mi paszportu, co raczej rozbawiło mnie niż zmartwiło. Dosłownie w kilka dni później zwrócono się do mnie z propozycją wyjazdu służbowego do Rumunii w delikatnej sprawie, której zapewne nie chciał się podejmować nikt z partyjnych.
A sprawa miała wynikać z decyzji RWPG, że sprężarki dużej mocy będą produkowane wyłącznie w Czechosłowacji i NRD /oczywiście też i w Sowietach gdyż ograniczenia narzucane przez RWPG ich nigdy nie dotyczyły/.
Byliśmy, jako gospodarka rybna, a szczególnie rybołówstwo dalekomorskie żywotnie zainteresowani dostawami tych sprężarek produkowanych w Polsce na poziomie przodujących firm takich jak Sabroe czy Hall. Utrata polskiego dostawcy przy perspektywie dostaw z NRD lub Czechosłowacji najprędzej za dwa lata zmuszałaby do importu po wysokich cenach w dewizach z zachodu.
Okazało się jednak, że Rumunia nie podporządkowała się decyzjom RWPG i produkuje sprężarki dużej mocy na licencji Borsiga.
Polska mając znaczne nadwyżki w obrocie z Rumunią mogłaby skorzystać z nich i zakupić sprężarki, ale byłoby to wbrew obowiązującym postanowieniom.
Misja była nie tylko delikatna, lecz także ryzykowna dla kogoś, kto cenił sobie karierę w PRL.
Ponieważ byłem z tej kategorii wyłączony mogłem być dla tej misji użyty, gdyż jeszcze poza wiedzą fachową mogłem porozumieć się z Rumunami po francusku, a nie posługiwać się niezbyt lubianym w Rumunii rosyjskim.
Na propozycję odpowiedziałem, że jest interesująca, ale nie mogę się jej podjąć z uwagi na fakt, że odmówiono mi paszportu właśnie do Rumunii.
Uzyskałem odpowiedź, że paszport będzie załatwiony i rzeczywiście otrzymałem jednorazowy paszport z zastrzeżeniem, że dotyczy wyłącznie Rumunii i krajów tranzytowych.
W Rumunii mogłem sprawdzić, że będą nadal produkować sprężarki niezależnie od stanowiska RWPG, a fabryka w Cluj / po polsku Kluż/ pracuje ściśle pod nadzorem Borsiga i gwarantuje jego jakość.

Za Gierka reżim został nieco sfolgowany ze względu na potrzeby podniesienia poziomu technicznego w sowieckim obozie, a szczególnie w samych Sowietach.
Polska stała się kanałem przerzutowym zachodnich technologii dla Sowietów, niekiedy przybierało to humorystyczny charakter jak przeładunek na morzu z fińskich statków na polskie maszyn i urządzeń obłożonych embargiem do sowieckiej strefy.
Pod tym względem Gierek wypełnił swoje zadania, a wywóz z Polski do Sowietów wzrósł do 40 % całego polskiego eksportu.
W zamian dostawaliśmy zasiarczoną ropę tatarską, zresztą w ilości mniejszej niż Bułgaria i niskiej jakości rudę krzyworoską, no i w znacznej ilości broń po wyśrubowanych cenach.
Ceny w obrocie z Sowietami miały specyficzne znaczenie, wobec arbitralnego wyznaczenia kursu rubla po 70 kopiejek za dolara, a potem nawet 60 kopiejek, dla dostawców z krajów im podległych, były to ceny bardzo niskie, co w przypadku dostaw surowców znajdowało przynajmniej częściową rekompensatę w umiarkowanej cenie sprzedaży, ale w przypadku cen na artykuły nietypowe jak wymieniona broń polegało to na wyraźnym jednostronnym dyktacie.
Zabawnym ewenementem było oferowanie przez Izrael po znacznie niższej cenie sowieckich czołgów zdobytych na Arabach.
Dostawcy krajowi w znacznej mierze nie byli zainteresowani sowieckimi cenami, o których przeważnie nie wiedzieli, gdyż dostawali zapłatę w złotówkach, częstokroć bez związku z ceną sowiecką.

Z systemu podległości sowieckiej przeszliśmy do systemu podległości unijnej.
Mamy na nim do czynienia z wolnym uzgadnianiem cen między kontrahentami z wyłączeniem zasadniczego elementu dotacji stosowanych przez UE, zróżnicowanie systemu dotacyjnego powoduje nierówność konkurencyjną.
Ponadto system reglamentacji poziomu produkcji wywołuje następne nierówności, stąd mamy do czynienia z Unią „dwóch prędkości”, ale dla Polski jest to znacznie gorzej, bowiem od dziesiątków lat przygotowuje się Polskę do spełniania roli generalnego gubernatorstwa w stosunku do Niemiec.
Proces pozbawiania Polski własnego przemysłu i redukcji rolnictwa rozpoczął się jeszcze za rządów Rakowskiego.
Nie ulega wątpliwości, że odziedziczona po PRL gospodarka nie była przystosowana do warunków panujących na zachodzie Europy, wymagała wprowadzenia okresu adaptacji, co zastosowano wobec NRD i na co pozwolono w pewnym stopniu Czechosłowacji.
Natomiast w stosunku do Polski zastosowano system ostrych represji, lub wręcz likwidacji.
Rozpatrując po kolei należałoby zacząć od gospodarki morskiej, w której:
– likwidację rybołówstwa dalekomorskiego należy chyba uznać za zjawisko nieodwracalne wobec zawłaszczenia łowisk i nie przyznawania Polsce kwot połowowych,
-redukcję floty handlowej z 5 mln t do 2,5 mln t i przewozów z blisko 50 mln t rocznie do zaledwie 12,5 mln.t
– likwidację przemysłu okrętowego /z miliona t wodowanych rocznie spadliśmy do kilkudziesięciu tysięcy t/

Obroty polskich portów morskich sięgają 50 mln t rocznie, niestety są obsługiwane przez obce statki, przy podniesieniu udziału polskiej floty do 50% dałoby to przewozy w ilości 25 – 30 mln t rocznie, drugie tyle powinna wynosić obsługa obcych portów.
Za czasów rządów bezpartyjnych specjalistów ekipy ministra Darskiego w ministerstwie Żeglugi, w której powierzono mi rybołówstwo morskie, forsowano ideę „floty usługowej” na wzór floty norweskiej. Polska z dobrym szkolnictwem morskim i odziedziczonym jeszcze z przed wojny pędem ku morzu, kwalifikowała się do tej roli znakomicie.
Niestety po rozpędzeniu przez reżim całej tej ekipy ta idea została zaniechana na rzecz usługi dla polskiego handlu zagranicznego, którego mikroskopijne obroty ze światem zachodnim nie gwarantowały zatrudnienia dla większej floty.
Powrót chociażby częściowy do tej idei wraz ze zwiększoną obsługą własnych portów powinien umożliwić zwiększenie własnej floty do przynajmniej 5 mln t, co i tak w zestawieniu z 15 mln t floty brytyjskiej i 13 mln t floty niemieckiej nie mówiąc już o 18 mln t floty norweskiej, jest zadaniem dość umiarkowanym.

Rozbudowa floty handlowej zarówno w transporcie drobnicowym, a raczej kontenerowym, jak przede wszystkim, masowym / gazowce i tankowce/ powinna przeć się na budownictwie we własnych stoczniach, dopiero na tym gruncie można szukać możliwości eksportowych. Wymaga to zastosowania ostrych rygorów jakościowych w celu wyeliminowania, a przynajmniej ograniczenia nieuczciwej konkurencji tandetnych stoczni i tanich bander zagrażających bezpieczeństwu żeglugi.

Likwidacja polskiej gospodarki morskiej, którą przeprowadzano przez ostatnie 30 lat jest jaskrawym dowodem na programowe działanie w kierunku pozbawienia Polski samodzielności gospodarczej, którą można było tworzyć w oparciu o bazę pozostałą po PRL.

Drugim przykładem może służyć produkcja maszyn i urządzeń transportowych, budowlanych i rolniczych.
Polska ze swoim obszarem rolnym i potrzebami w dziedzinie budownictwa, a nade wszystko ze swoim położeniem na rozstaju europejskich dróg, ma wielkie potencjalne możliwości dla rozwinięcia tej dziedziny przemysłu.
Za czasów Gierka obok pozytywnych zakupów licencji na budowę nowoczesnych maszyn, jak np. Mc Cormacka, dokonywano zakupów zupełnie bezmyślnych, częstokroć dyktowanych ambicjami poszczególnych terenowych satrapów, lub zwykłą korupcją.
W ten sposób kupowano „zakłady pod klucz” bez możliwości wykorzystania i spłaty.
Nie mniej istniejąca potencjał stwarzał możliwości rozwojowe, ale został poddany niszczycielskiej pasji do tego stopnia, że w kraju, w którym eksploatuje się 1.800 tys. traktorów własna wytwórczość spadła do 2,5 tys. rocznie.
Rolnictwo polskie jest obsługiwane przez maszyny mające po kilkadziesiąt lat, bo rolników nie stać na zakup drogich, importowanych maszyn.
Podobnie wygląda sprawa z maszynami budowlanymi, przy nieporównywalnie wielkich potrzebach w dziedzinie budownictwa infrastrukturalnego i mieszkaniowego zrezygnowano z własnej wytwórczości maszynowej na rzecz importu.
Polskich przedsiębiorców budowlanych nie stać na zakup bardzo drogiego sprzętu wobec tego zleca się budowanie firmom zagranicznym, które częstokroć ograniczają swój udział do wynajęcia urządzeń i podzlecania wykonywania robót polskim wykonawcom zgarniając sowite prowizje i oczywiście mając środki na opłacanie skorumpowanych urzędników.

Z innych dziedzin, które trzeba budować od początku należy wymienić szczególnie elektronikę i chemię opartą na własnej bazie surowcowej.

Tworzenie suwerenności państwowej i zdolności obronnej jest nakazem chwili w momencie przełomowym w jakim znajduje się cała Europa.
Podstawą tej suwerenności jest autonomiczna gospodarka, zdolna do stawienia czoła nadchodzącym wyzwaniom.
Nie stworzy jej wolna konkurencja, bo taka w UE nie istnieje, nie stworzą jej też obce siły gdyż są zdominowane przez wyraźnie nastawiony na gubernializację Polski niemiecki ekspansjonizm.
W tych okolicznościach niezbędna jest, podobnie jak miało to miejsce przed wojną, inicjatywa ze strony rządu, który przynajmniej powinien starać się odtworzyć to, co jego poprzednicy zniszczyli.
Zamówienia rządowe stworzyły wielkie korporacje w USA, Niemczech, Japonii, Francji i wielu innych krajach. Podobnie się ma sprawa w odniesieniu do Polski, zapraszanie do Polski obcych firm nie przyniosło spodziewanego wzrostu własnego udziału.
Nie kwestionując celowości takiego rozwiązania w niektórych przypadkach, należy wyraźnie zainicjować stworzenie własnych gałęzi wytwórczości decydujących o suwerenności nie tylko gospodarczej.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

615 publikacje
0 komentarze
 

3 komentarz

  1. pablo3 pablo3

    w pełni się zgadzam, ze Polska powinna postawić na samodzielna odbudowe, której “podstawą jest autonomiczna gospodarka, zdolna do stawienia czoła nadchodzącym wyzwaniom. […] Tworzenie suwerenności państwowej i zdolności obronnej jest nakazem chwili w momencie przełomowym w jakim znajduje się cała Europa. […] Zamówienia rządowe stworzyły wielkie korporacje w USA, Niemczech, Japonii, Francji i wielu innych krajach. Podobnie się ma sprawa w odniesieniu do Polski”.
    i zdaje się, ze jak i słusznie Pan to zauwazyl, takie sa teoretycznie intencje rządu polskiego. problem lezy gdzie indziej. przedwojenna polityka gospodarcza utknela w martwym punkcie z powodu ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, ale przede wszystkim z powodu blednie ustalonej i nieskorektowanej polityki monetarnej, co staral się forsować wybitny ekonomista tej doby, Pan Jerzy Zdziechowski (o czym dość często przypomina na tym serwisie niejaki dr Nikander). podobny problem mamy i dzisiaj. za inwestycjami musi nastapic dewaluacja zlotowki, przy oczywiście kontrolowanym dostosowaniu jej do parytetow gospodarczych. dodatkowo, zastanawia mnie, dlaczego rząd nie wspomina o tym, o czym mowi od dawna wielu ekonomistow, a zostało zrealizowane skutecznie w Niemczech, dla pobudzenia gospodarki. chodzi mianowicie o podatek dochodowy zamieniony na inwestycyjny dla osob fizycznych i prawnych, co pobudza jeszcze bardziej konsumpcje wewnetrzna i rozwija innowacyjność firm. jak to prosto działa? firmy zamiast podatku inwestują we wlasny rozwój, a zwykli obywatle wydaja, kupując przykładowo telewizory czy niech będzie traktory. nie wspominając o ustaleniu nowej polityki kredytowej i repolonizacji polskich banków, które powinny stać się motorem polskiego postępu w dziedzinie gospodarczej.

    0
    • Avatar gniew

      Szczęść Boże. Z intencjami rządu to na dwoje babka wróżyła, wszak rząd = jarosław/żydosław
      pozdrawiam gniew

      0
  2. Avatar kanton

    Wszystko jest ok. Tylko jaka mądra głowa tym się zajmie. 🙂

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217