Bez kategorii
Like

Nie z każdego można żartować, czyli Dyzmolandia

04/09/2012
513 Wyświetlenia
0 Komentarze
19 minut czytania
no-cover

Mamy pełzający totalitaryzm sądowy

0


 

 

„Wszystkim, którzy drwią i szydzą z naiwności i pazerności ofiar Amber Gold, warto przypomnieć, że przed laty ofiarą podobnej, ale jeszcze bardziej obłudnej piramidy, padł niejaki Bronisław Komorowski” – pisze na blogu poseł PiS, Janusz Wojciechowski.

I były prezes NIK ironizuje dalej – „Okazuje się, że na początku lat dziewięćdziesiątych, głowa rodziny, ojciec pięciorga dzieci, ówczesny wiceminister obrony, potem minister, potem Marszałek Sejmu i wreszcie Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – wtopił w piramidę finansową ponad ćwierć miliona marek niemieckich! I to żeby jeszcze swoich, zarobionych na udzielaniu młodzieży lekcji historii – gdzie tam! Od rodziny biedaczysko pożyczyło i w zębach zaniosło oszustowi. Takiej to tęgiej Głowie Państwa szanowni wyborcy powierzyli odpowiedzialność za losy Ukochanej Ojczyzny”.

Nieźle napisane i z dużym rozmachem. Na zakończenie całkowicie wdeptuje prezydenta w glebę – „Odnoszę wrażenie, że większość tych szyderców, drwiących z ofiar Amber Gold, i ochoczo nazywających te ofiary idiotami, na takiego właśnie id…, na taką właśnie ofiarę w wyborach prezydenckich głosowała. Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie! Gogol jest naprawdę wielki…”.

Wydaje się, że lubiany polityk jednak sobie zbyt ostro pojeździł po prezydencie i to całej RP, a nie jakiegoś (za przeproszeniem) miasta. A ten skrót „id…”? Jak można z niego wybrnąć (w razie czego)?

A przy okazji – kto z rodziny pożyczył aż tyle kasy i to, aby przyszły prezydent miał wysokie odsetki od lokat? A co z rodziną? Charytatywnie dali, czy liczyli choć na połowę profitów? No i ciekawe, czy uiszczono należny podatek od pożyczonych pieniędzy – odpowiedź mogłaby być pewną wskazówką moralnej wagi dla innych, mniej ważnych (choć znacznie liczniejszych), obywateli, czyli – pisząc kolokwialnie – dla gawiedzi.

Ale p. Wojciechowski ma dużo większy komfort od Nalezińskiego, bowiem pierwszego chyba nikt do sądu nie będzie pozywać, natomiast drugi ma problem. Oto dostrzegł on ze zdumieniem, że pewna wzięta pisarka ubzdurała sobie, że zarejestrował się on (na tym samym portalu, co ona) jako Jacek Kawalec i ją obleśnie z tego drugiego konta postponował. Nie dość, że publicznie oświadczyła, że Naleziński pisuje jako Kawalec, to jeszcze sfałszowała podpis na portalu. Kiedy Naleziński opisał jej fałszerstwo i zniesławienie (trwa ono do dzisiaj, bowiem ciągle rozsyła swój zwariowany dowód na to, iż jest tym nieszczęsnym Kawalcem) oraz parę drobniejszych przewin, to udała się do dwóch sądów (o rytuale cywilnym i karnym), aby domagać się podreperowania swej reputacji. I aby lepiej się poczuć, zażądała skasowania wszystkich artykułów na jej temat, przeprosin oraz 20 tysięcy złotych.

Jej mecenas już po paru moich tekstach z początku 2009 sprecyzował owe żądania, zaś w piśmie sądowym powymieniał osiągnięcia w branży komputerowo-księgowej swej mandantki, w tym opracowywanie kolejnych dzieł dotyczących kształcenia nowych kadr. Podnosił także, że żartowanie i szydzenie z pisarki jest wielkim stresem dla niej, zaś znalezienie takich śladów poprzez wyszukiwarkę jest wysoce niekorzystne dla kariery pisarki, zatem należy to ukrócić.

I sędzia doskonale się wywiązał z tego zadania – przyjął szereg zarzutów wyssanych z mecenaśnego kłamliwego palca i wydał wyrok… skazujący, o którym zresztą… nie poinformował, zatem nikt (oprócz pisarki i paru osób) nie wiedział o tym wyroku, wobec czego po pewnym terminie wyrok się uprawomocnił i NIKT w Polsce nie może go zmienić, bo sędzia, choćby najbardziej niekumaty albo przemęczony, jest… niezawisły. W ten sposób jeden jedyny sędzia może spartolić proces, którego nie można skontrolować i poprawić! Ani minister, ani żadne ciało kontrolne nie jest w stanie zasugerować nawet największemu togowemu matołowi, że się po prostu pomylił.

A ponieważ mecenas podnosił także i to, że pisarka jest osobą publiczną oraz że pragnie, aby wyrok upowszechniono, przeto piszę o tej sprawie, wierząc, że pisarka nie będzie specjalnie się irytować, bowiem szczerze zaprzeczała, jakoby była hipokrytką (a jeden z zarzutów to hipokryzja, za co dostało mi się dodatkowo w uzasadnieniu).

Jak widać – można żartować sobie z prezydenta RP, ale nie można sobie kpić z gdańskiej pisarki i to nazywamy równością i sprawiedliwością na tle Konstytucji 1997.

Aresztowanie w sierpniu Rimshy Masih, oskarżonej przez jej muzułmańskich sąsiadów o palenie muzułmańskich tekstów religijnych, wywołało w wielu krajach protesty wspólnot wyznaniowych i świeckich obrońców praw człowieka.

Wobec dziewczynki zastosowano surowe pakistańskie przepisy o ochronie dobrego imienia islamu i proroka Mahometa – za palenie Koranu przewidują one karę nawet do dożywotniego więzienia.

Właśnie wybuchł wielki skandal – muzułmański duchowny, który doprowadził do aresztowania chrześcijańskiej dziewczynki za domniemane bluźniercze czyny wobec islamu, został zatrzymany pod zarzutem fabrykowania fałszywych dowodów! Poinformowano, że niejaki Khalid Chishti został zatrzymany dzięki mieszkańcom wioski pod Islamabadem, którzy zeznali, że to duchowny wyrwał strony z Koranu i włożył do torby dziewczynki, w której były spalone papiery.

W ten sposób wrabia się niewinne osoby, a jeśli czyni to duchowny, to jest to obrzydliwość, że aż wprost brak słów. W jednym z odcinków serialu „Zorro”, zabójca po oddaniu strzału, podrzuca pewnemu biedakowi karabin i gdyby nie sprawiedliwość emanująca z całego serialu, to marne widoki na przyszłość miałby ów nieszczęśnik.

Wydawałoby się, że polski wymiar sprawiedliwości jest sprawniejszy od pakistańskiego, choć przecież chyba nikt nie wierzy, że idee ze wspomnianego serialu są tu poważnie brane pod uwagę. W egzotycznym dla nas państwie, o niższym standardzie życia i chyba o większej palecznej lepkości togowców, jakoś udało się w parę tygodni dojść do prawdy. W Polsce, gdzie mamy solidniej wykształconych togowców, dysponującymi biegłymi na wysokim poziomie (psycholodzy, grafolodzy, spece od wariografów), to nawet nie wiadomo, kiedy zostanie zbadany dowód zawzięcie przedstawiany przez pisarkę, choć oświadczenie, że nie jestem Kawalcem jest znane od paru lat i dobrze, że admin portalu zapewnia, iż posiada ten wykaz logowań, dzięki czemu biegły będzie mógł ocenić, czy pisałem jako ten gościu, co to niechcący zrobił mi świństwo przy zadziwiająco durnowatym udziale doktoryzującej się wykładowczyni.

 Sam trudno mogę cokolwiek dowieść – że nie jestem wielbłądem? Czekam latami na łaskawość leniwej Temidy i nic – oprócz pisania kolejnych artykułów na temat gdańskiego "internetowego" skandalu – nie mogę uczynić. Można oczywiście skorzystać z wariografu oraz z badania tekstów moich i Kawalca, ale nikt tym nie chce się zająć – przecież nasz wymiar (nie)sprawiedliwości ma znacznie ważniejsze sprawy, choćby afera Amber Gold (Bursztyn Złoto – prawda, że gdyby ta firma miała polską nazwę, to mniej nabrałaby rodaków?).

Skandal z AG jest kopalnią dziwnych zbiegów okoliczności a nawet – jak niektóre media to opisują – cudów. Znając lepkawe palce polskich togowców, to teorię o przypadkowości i o cudach powinniśmy odrzucić na samym wstępie. Należałoby w internecie opracować listę wszystkich naszych ofiarnych rycerzy spod znaku Temidy, którzy z wielkim poświęceniem pracowicie a korupcyjnie powiększali swoje majątki, nie płacąc podatków i biorąc niemałe wynagrodzenia, korzystając z wszelkich udogodnień, kryjąc się za immunitetem, dzięki czemu istotnie stawali się kastą snadnie pnącą się po drabinie sukcesu i dobrobytu, i to szybciej, niźli by to wynikało z wypełnianych pitów. Należałoby zorientować się, którzy z zamożniejszych rodaków mieli skracane odsiadki i sprawdzić, czy dobrotliwi togowcy akurat w tym czasie nie podnosili nazbyt gwałtownie swoich życiowych standardów.

A teraz niech uważnie przeczyta to i pisarka, i jej mecenas, i sędzia SO w Gdańsku oraz jego niereformowalny (respektujący jedynie słuszne przepisy, które z niewinnego obywatela mogą uczynić recydywistę) prezes, a także miłościwie nam panujący minister sprawiedliwości. Ponownie oświadczam – nie pisałem jako Kawalec, zatem zeznanie pisarki, złożone przed sądem, że zamieszczałem w internecie obrzydliwe teksty jako ten pan, jest zniesławieniem samym w sobie, nie licząc tego, że głoszenie, iż na przełomie 2008/2009 publikowałem teksty jako ktoś inny, jest insynuacją i pomówieniem, zatem przerobienie podpisu na portalu przez pisarkę jest fałszerstwem i ciekawe, kiedy zgnuśniała Temida w końcu weźmie się do roboty i ustali podstawowe a oczywiste fakty. I kiedy przestanie nasyłać na mnie komorników, którzy beznamiętnie wykonują choćby najgłupsze polecenia naszych sądów? Kiedy minister sprawiedliwości każe zbadać ten przypadek? Czyżby jeden niekompetentny sędzia mógł tak skompromitować ideę sprawiedliwości naszego Państwa? Podobnie, jak jeden prezes Amber Gold potrafił ośmieszyć nasz rząd i Temidę? Przecież RP to jedna wielka Dyzmolandia!

W ten sposób rodzi się togowy (sądowy) totalitaryzm. Jednoosobowa zgraja, zwana buńczucznie sądem, o przeciętnej (ani lepszej, ani gorszej) inteligencji, tyle że przywdziewająca – jak można byłoby mniemać w wielu przypadkach – błazeński strój z łańcuchem z obłudnie zawieszonym symbolem naszego Narodu, pełniąc służbę u Temidy, jest w stanie skazać niewinnego człowieka i całe Państwo patrzy na to bezsilnie, nie mogąc nic uczynić, zaś togowi sługusi, biorący sporą kasę i nieodpowiadający niemal za nic, po prostu mają tę (i inne, podobne, sprawy) w anusie. To najwięksi państwowi aroganci – zamiast zbadać prostą sprawę, wolą milczeć i nie wydawać polecenia dokładnego zbadania tego przypadku.

Obywatel niesłusznie skazany i obrażany przez anonimowych internetowych meneli nie może liczyć na sprawiedliwość, a jedynie może liczyć na kretyńskie pisma nawołujące w imieniu „sprawiedliwego” Państwa na kolejne wizyty w sądach, u komornika i w komisariatach policji oraz do wykonania wyroku, który jest całkowicie idiotyczny, bowiem oparty jest na nieprawdziwych zarzutach. I to tylko dlatego, że funkcjonariusz Państwa okazał się niekompetentnym sędzią, który nie zauważył, kto fałszuje a kto pomawia, czyli nie dostrzegł, kto popełnił przestępstwa – togowy klaun i to bez honoru, bowiem kiedy wysyłałem do niego wszelkie wyjaśnienia i wskazywałem popełnione błędy, to ów rycerz Temidy nawet nie odpisał! Kiedy ministerstwo sprawiedliwości weźmie się za takich pozorantów ciężkiej służby sądowniczej?

Pakistan i Azerbejdżan to dwa azjatyckie państwa, ale pierwsze zostało dotknięte wpływami Stanów Zjednoczonych, zaś drugie – Rosji i Związku Radzieckiego, stąd zapewne różnica pomiędzy opisanym przypadkiem a poniższą historią.

Niejaki Safarow (oficer z Azerbejdżanu) został skazany na dożywocie przez węgierski sąd za zamordowanie w 2004 ormiańskiego porucznika. Obaj uczestniczyli wówczas w kursie języka angielskiego w Budapeszcie (w ramach programu NATO „Partnerstwo dla Pokoju”). U podłoża zabójstwa, leżał konflikt ormiańsko-azerski o Górski Karabach.

Parę dni temu Węgrzy odesłali zabójcę do Azerbejdżanu, gdzie został on natychmiast ułaskawiony, przywrócony do służby wojskowej oraz awansowany na majora, mimo że węgierski rząd otrzymał zapewnienie, że wyrok zostanie wyegzekwowany bez zmian w kraju skazanego. Reakcją Armenii na przekazanie Safarowa było zawieszenie stosunków dyplomatycznych z Węgrami.

Tak to jest, kiedy zawierzy się a to polskiej Temidzie bez właściwego społecznego nadzoru, a to polskiemu parabankowi bez nadzoru państwa, a to postradzieckiemu rządowi bez międzynarodowego nadzoru. Oszuści są wszędzie i na każdym szczeblu, więc sprawa oszustwa nad Motławą to doprawdy drobiazg.

Togowy dyletancie! Przeczytaj ponownie a dokładnie tekst i wynotuj – które to cytaty są przestępstwem popełnionym na szkodę pisarki! W którym miejscu dostrzegłeś zarzuty niemoralności lub wulgarności, togowy kłamco? A może dostrzeżesz w idiotycznym dowodzie tej pani, że istotnie pisałem jako Kawalec? Jeśli tak, to jesteś, podobnie jak inni, anonimowi gawrosze, waranem. A może istotnie nadal uważasz, że pisarka była uprzejma i zachowywała się właściwie (jak piszesz w uzasadnieniu swego spartolonego wyroku), to zapoznaj się z komentarzami tej doktorantki Uniwersytetu Gdańskiego. A jeśli nie potrafisz oceniać takich – jak widać – zbyt skomplikowanych spraw, to weź sobie biegłego do pomocy albo zabierz się za układanie akt na zakurzonych półkach swojego sądu!

0

Mirnal

140 publikacje
22 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758