HYDE PARK
Like

Nie daj się nabrać na mit zmarnowanego głosu

21/05/2014
455 Wyświetlenia
0 Komentarze
6 minut czytania
Nie daj się nabrać na mit zmarnowanego głosu

Im bliżej wyborów tym więcej pojawia się głosów z gatunku agit-prop twierdzących z mocą autorytetu przemawiającego ex cathedra, że wybór ugrupowania spoza głównego nurtu jest marnowaniem głosu. One i tak nie przekroczą przecież progu wyborczego – znaczy głos do śmieci, mandat przejmą wielcy.

0


 

To wszystko ze strachu przed utratą stołków, wpływów i… kasy. Ale establishmentowi politycy wszystkich maści panicznie boją się siły antysystemowych partii z jeszcze jednego powodu – wszystkie one zapowiadają rozliczenie „dokonań” dotychczas rządzących nie tylko w ramach prasowych polemik i kampanii wyborczej, ale także rozliczenie rzeczywiste – za pomocą aparatu wymiaru sprawiedliwości.

 

Ale zostawmy strachy, stołki, partyjne interesy i waśnie. Skupmy się przez chwilę na progu wyborczym traktowanym jako broń przeciwko usiłującym podgryzać wielkich i okrzepłych ugrupowaniom małym i pozornie nic nie znaczącym. Progu, który jest instytucją skrajnie antydemokratyczną i wykluczającą znaczną część społeczeństwa z uczestnictwa we współrządzeniu krajem. Konstytucja RP przecież w artykule trzecim mówi wyraźnie: „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”. Do całego Narodu a nie jego starannie wyselekcjonowanej części. Dalej w tym samym artykule możemy przeczytać: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. No tak, tyle tylko, że znaczna część Narodu swoich przedstawicieli po prostu nie ma – zostali wycięci przez wyborczy próg…

 

Tak, wiem, nie dostali się teraz mogą próbować za cztery lata, potem za kolejne cztery i tak do skutku, demokrację mamy, wszyscy mają równe szanse. A otóż guzik prawda, nie mają. Partie parlamentarne dostają gigantyczne subwencje z budżetu państwa na swoją działalność, które w większości wydają na piar i reklamę. Te zaś, które przyrżnęły w próg mogą liczyć jedynie na składki swoich członków i donacje sympatyków. W biznesie nazywa się to nieuczciwa konkurencja, w polityce wola wyborców. Do tego dochodzi obecność w mediach – pozaparlamentarne ugrupowania są marginalizowane a politycy głównego nurtu niemal nie wychodzą ze studiów telewizyjnych (na to akurat nic poradzić nie można, trudno żeby stacje zapraszały ludzi nie odgrywających większej roli). To wszystko sprawia, że część polskiego społeczeństwa jest na stałe wykluczona ze współrządzenia – wbrew Konstytucji i podstawowym zasadom hołubionej przez wszystkich demokracji.

 

Subwencje, media, próg wyborczy… demokracja zracjonalizowana, przykrojona tak by beneficjenci układu magdalenkowo – okrągłostołowego czuli się bezpieczni, by mogli trwać przy władzy w nieskończoność. Temu samemu służy też ordynacja proporcjonalna nie pozwalająca wyborcom głosować bezpośrednio na upatrzonego kandydata – by żaden przypadkowy Iksiński nie wchrzanił się między wódkę i zakąskę. A jeżeli mimo tych zabezpieczeń marginalizowane ugrupowania zaczynają gryźć? Wtedy pełna mobilizacja i sojusz – zupełnie jak w knajpie kiedy padnie hasło „Naszych biją!”…

 

Najciekawsze jest jednak to, że politycy – zwłaszcza lewicowych – partii mający pełne gęby sprawiedliwości społecznej oraz walki z wykluczeniem na ten drobny aspekt nie zwracają najmniejszej uwagi. To, że część obywateli Rzeczypospolitej nie ma swoich reprezentantów, że została wyrzucona poza margines życia politycznego i społecznego ważnym nie jest. Co innego gdyby chcieli oni zmienić płeć, zawrzeć związek partnerski czy paradować główną arterią stolicy w kusych stringach (albo i bez) – o tak, wtedy mogliby liczyć na pełne poparcie naszych wrażliwych społecznie działaczy spod znaku mandatu i stołka…

 

Najsmutniejsze jest jednak to, że ludzie dają się na te tanie sztuczki partyjnych aparatczyków nabierać i stojąc przed urną zastanawiają się nad wyborem mniejszego zła. Głupota i błąd, zło jest zawsze złem, imperatyw wielkości nie ma tutaj żadnego znaczenia. I wcale nie chodzi mi o to, że partia X jest zła a partia Y dobra – zło tkwi w rezygnacji z własnych przekonań i ideałów na rzecz kompromisu dyktowanego strachem przed zmarnowaniem głosu. Nie dajcie się, drodzy moi mili kochani i zagłosujcie w niedzielę – ale także w każdych następnych wyborach – jak Wam serce, rozum i sumienie dyktuje. Być może dzięki Waszemu głosowi próg jednak zostanie przekroczony a Wy wreszcie będziecie mieć swoich reprezentantów. Na razie tylko na mało znaczącym europejskim forum, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. I wsypać trochę piachu w tryby systemu zanim zdoła on domknąć się do końca…

– – – – – – – – – –

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o mechanizmach rządzących Unią Europejską, o zależnościach i przekrętach, o tym jak jesteśmy robieni w przysłowiowego wała to koniecznie zainteresujcie się tą pozycją:

“Europejska zmowa. Jak urzędnicy UE sprzedają naszą demokrację”

Inne zapisy autora:

0

Alexander Degrejt
Alexander Degrejt

Prawicowiec, wolnościowiec, republikanin i konserwatysta. Katol z ciemnogrodu.

133 publikacje
29 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816