Artykuły redakcyjne
Like

Ministerstwo Miłości i Tolerancji

22/07/2013
395 Wyświetlenia
1 Komentarze
5 minut czytania
Ministerstwo Miłości i Tolerancji

Lubię czytać. Nie, żebym się przechwalał. Po prostu lubię. I czytam. Tematyka zróżnicowana – od publikacji fachowych, poprzez popularnonaukowe i beletrystykę. Swego czasu czytałem sporo literatury s – f. Nie pamiętam już, który z pisarzy to wymyślił (bracia Strugaccy czy Kir Bułyczow) – kapitalna scena. Dwaj astronauci / kosmonauci kłócą się o podział tabletek hm…, poprawiających nastrój. Jeden sugeruje, by podzielić je sprawiedliwie, drugi – by po równo.

0


Owa, jakże charakterystyczna dla minionego ustroju scenka, przyszła mi na myśl, po przeczytaniu pewnego wywiadu z Agnieszką Kozłowską – Rajewicz, „ministrą” do spraw równego traktowania.

„Ministera” (może też poprawne, wszak język się musi rozwijać?) pod naciskiem opinii publicznej musiała ostatnimi czasy wycofać się z kilku projektów, między innymi w sprawie podręczników szkolnych, piętnujących “rodzinnocentryczny typ społeczeństwa” („stereotypowe układy rodzinne: mama, tata, dwoje dzieci” ), mowy nienawiści wobec tzw. mniejszości seksualnych, parytetów itd. Ze szczególnym naciskiem na „de”, wokół którego wszystko się najwyraźniej kręci.

To pobudziło „ministerę” Kozłowską – Rajewicz niczym galon porannego espresso. I dała odpór wrażym siłom zaplutych karów reakcji – padają słowa o frustracji przeciwników, krytyka jest manipulacją, dyskryminacja feminazistek, rasizm, ksenofobia, homofobia itd., a także – a jakże – „konstytucyjne zasady równości i godności człowieka” oraz „składania fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu”. Szalom, jak mawiał jeden z moich pradziadów 😛

A teraz kilka „kfiatkuf” z wywiadu:

Próbuję te granice realizmu przesuwać w stronę większej emancypacji czy odważniejszych rozwiązań równościowych […] Nie uważam oczywiście, żeby to świadczyło o tym, że ci, którzy oczekują większej tolerancji i otwarcia w przestrzeni publicznej, są jakąś małą grupą […] To nie oznacza, że nie potrafimy zdobyć się na zdecydowane stanowisko w tematach, które budzą kontrowersje. Tak było np. w czasie przygotowań do podpisania przez rząd konwencji antyprzemocowej. Zderzyłam się wtedy z ogromnym sprzeciwem tych, którzy tej konwencji w Polsce nie chcieli i nadal nie chcą. Wygrałam, bo środowiska uważające, iż ta konwencja powinna być przez Polskę przyjęta i ratyfikowana, też potrafiły się zmobilizować, „stać się słyszalne”. Otrzymałam w sprawie konwencji antyprzemocowej mnóstwo listów poparcia od organizacji społecznych, broniących praw człowieka, kobiecych. A teraz otrzymałam jeszcze tysiące zebranych przez Kongres Kobiet podpisów osób, które się domagają przyspieszenia prac nad ratyfikacją Konwencji. To mi daje do ręki konkretny argument i dowód, że konwencja nie jest przez polskie społeczeństwo odrzucana, że społeczeństwo jej chce. Może nie całe, ale jednak duża jego część […] Ważne też jest, aby w zabiegając o równość i tolerancję mówić jednym głosem. Potrafił to zrobić do tej pory chyba tylko Kongres Kobiet. To jedyne ze środowisk narażonych na dyskryminację, którego głos jest dziś tak wyraźnie słyszalny. Jeśli jakiś postulat wychodzi z Kongresu Kobiet, to jest brany pod uwagę przez wszystkie partie polityczne. Bo wyraźna mniejszość kobiet w Polsce powie dziś, że się nie identyfikuje z postulatami Kongresu, takimi jak więcej żłobków i przedszkoli, system opieki nad osobami zależnymi, świetlice wiejskie dla dzieci, młodzieży i dorosłych, równa płaca za pracę tej samej wartości […] Aby temu zapobiec, trzeba się mobilizować i budować solidarność pomiędzy poszczególnymi grupami – bo jeśli się nie zmobilizujemy, jeśli nie będziemy solidarni, nasilające się rasistowskie, ksenofobiczne i homofobiczne zachowania będą trudne do opanowania”.

Czytam ten bełkot enty raz i wciąż się zastanawiam – czy waginododatnia ministerka nie rozumie co mówi stwierdzając, że większości trzeba bronić przed mniejszością, czy też może jednak rację mają ci, którzy uważają, że tam, gdzie jest równość nie ma słowie o wolności, i na odwrót, mają rację?

Tak czy siak, sugeruję przekształcenie urzędu, który Agnieszka Kozłowska – Rajewicz piastuje w Ministerstwo Miłości i Tolerancji. A jako dewizę sugeruję następujące wersy z utworu „Teinanmen” zespołu Proletaryat (chyba „Krytyka Polityczna” nie zaprotestuje?):

Masz przed sobą ludzi tłum, wrogów rewolucji co wszczynają bunt

Nie wolno ulec im, bo to zdrada jest, za zdradę rewolucji karą tylko śmierć […]

My jesteśmy władzą, niech wie o tym świat, wrogiem może być każdy, nawet brat

My wiemy co jest dobre, a co jest złe, a dla Was niech nauczką będzie Tienanmen…”

Doktor Ewa ma pewnie stosowne fotki.

Inne zapisy autora:

0

Michał Nawrocki
Michał Nawrocki https://www.3obieg.pl

232 publikacje
34 komentarze
 

Jeden komentarz

  1. Michał, tolerancja to tylko tyle, że jak coś mi się nie podoba to oderacam głowę z niesmakiem ale nie daję w łeb. To ministerstwo MIT powinno się raczej nazywać Przymusu Akceptacji Waginododatnich i Kretynizmów. Skrót też by był odpowiedni.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
319217