HYDE PARK
Like

Męska dojrzałość

13/10/2013
947 Wyświetlenia
11 Komentarze
29 minut czytania
Męska dojrzałość

Prowadząc bloga na onecie kilka lat temu, miałem znacznie więcej entuzjastek niż teraz. Szperałem w mojej poczcie, ze zdumieniem widząc setki meili od dziewczyn; tak, setki. Konkretne wiadomości, zdjęcia, wszystko. To nie kłamstwo mające ukazać moją popularność i wielkość, a oczywisty fakt. W końcu byłem przez te kilka lat zawsze w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych blogów (kategoria męskie tematy, trzecie, czwarte miejsce, czasem drugie i raz czy dwa pierwsze, jak Korwin Mikke wyjechał na wakacje) a moje teksty lądowały na głównej stronie. Żeby dać odpór oskarżeniom o pychę, napiszmy wprost – byłem, jestem i prawdopodobnie zawsze będę golcem, nieudacznikiem i łamagą. Opozycja zadowolona? to jedziemy dalej.

0


 

Anatomia porażki

 

Pisząc kilka lat temu, miałem wiedzę dziesięć razy mniejszą niż teraz – delikatnie i ostrożnie licząc. A teraz? pomijając wyzwiska Pań (nienawiść to też uczucie, a więc jestem darzony uczuciami) praktycznie nie mam fanek. Kierowany zawiścią wobec samego siebie z przeszłości, zacząłem zgłębiać temat; z czasem sprawa stała się jasna – o czym wtedy pisałem? o bzykaniu dziewczyn w wieku od lat szesnastu do czterdziestu pięciu, moich emocjonalnych zarzutach wobec Pań, wszystko pełne życia i emocji. Było to z mojego obecnego punktu widzenia bardzo niedojrzałe. A jednak Paniom się podobało. To nie tylko meile ale i gorące spotkania, których Państwu nie będę ze szczegółami opisywał.

 

Skąd ta popularność? to niezwykle proste. Kobiety czytając faceta który marzy o seksie z nimi, pozornie się oburzają, czują jednak upojny aromat władzy – facet kocha seks, a ja go mam. Mam więc to co Marek kocha – mam nad nim władzę. Mogę mu dać seks, a on będzie szczęśliwy. Mogę symulować migrenę – będzie się wściekle miotał po swojej kawalerce. To właśnie jest władza, możliwość kierowania ludzkimi emocjami. Możliwość karania i nagradzania, a więc wytresowania sobie faceta “pod siebie”. Nie chce przyjąć w domu mamusi? boli mnie głowa. zgodzi się? ból mija. Facet szybko łapie zasady gry “w miłość”.

 

Nienawiść małżonki

 

Stąd taka nienawiść “porządnych” kobiet wobec prostytutek – legalna małżonka chcąc coś wymusić na mężu odstawia seks, by ten w końcu zgodził się na jej warunki. Tymczasem pójście do prostytutki rujnuje całą strategię, zabiera władzę realizowaną przez seks – facet zamiast cierpieć bez seksu, nawet o niego nie pyta – jądra są puste jak moje konto bankowe. Czas zamiast działać na korzyść małżonki, działa na jej niekorzyść. Kobiety kochają wiernych i seksualnych facetów właśnie dlatego – ponieważ można ich seksem wytresować jak się chce. Im mocniej facet chce seksu – tym więcej zrobi by go dostać. Onanizowanie się? żony płaczą na sam dźwięk tego słowa, uważając męską zabawę ze sobą za emocjonalną zdradę – wszystko co może zmniejszyć ciężar i presję, zostaje zakazane i zaszufladkowane w kategorię niewierności i zła. Wierny nie pójdzie do prostytutki, więc cierpi.

Jedyną drogą wyzwolenia jest zgodzenie się na żądania żony – wtedy migrena cudownie mija i pojawia się seks. Nikt nie nienawidzi prostytutek głębiej i mocniej niż bogobojne, moralnie czyste mężatki. Stąd taka pogarda w wypowiedziach o nich – syczenie, straszne słowa, najczarniejsza nienawiść… na pewno to znasz. Kobiety w zarodku tłumią silne zagrożenie dla swojej władzy. Teraz spójrz na mnie te pięć, sześć lat temu – wysoka moralność i wierność (nie pójdzie na dziewczynki będąc w związku) a także obsesja seksu (można tresować dostępem i jego odbieraniem). Niemal idealny facet – ratowała mnie finansowa zapaść i brak pracy; gdyby nie błogosławiona bieda i choroba (IBS) byłbym już skończony. Mimo wszystko budziłem w Paniach ciepłe uczucia – czuły się ze mną bezpiecznie. Miały władzę, mimo mojego dość impulsywnego i dominacyjnego charakteru. Kobieta dobrze wie że każdy twardziel mięknie gdy posmakuje seksu, a później go nie dostanie – mają rację. Tak to właśnie działa. Mężczyzna ma mięśnie a kobieta ma seks – i to właśnie ona wygrywa większość starć.

 

Pieścidełko ego

 

kobiety czytając młodego fascynata seksu i problemów męsko – damskich, czują się mile połechtane, dowartościowane, ważne – mają atut, są w męskich marzeniach. Dlatego tak wiele kobiet (pamiętacie starsi stażem czytelnicy?) było dla mnie naprawdę miłych, pomocnych. Przy okazji pojawiali się zazdrośni mężczyźni, kompulsywnie reagujący zazdrością i wręcz nienawiścią, widząc moją atrakcyjność w oczach Pań (Azazel, Sławek i wielu innych). Wtedy myślałem że ładnie piszę, jestem inteligentny – w tym upatrywałem przyczyny zainteresowania Pań. Sam się tym dowartościowywałem – tymczasem prawda jest brutalna. Panie te miały w nosie moje oczytanie, wiedzę, zaangażowanie, uczucia – liczyła się władza którą nieświadomie im prezentowałem. Władza, dowartościowanie, miłe ciepełko w serduszku że jestem ważna, jestem pożądana – “są faceci dla których to co mam, jest najważniejsze na świecie”. Walczący ze mną faceci też nie rozumieli tego, o co w tym wszystkim chodzi. Gdyby rozumieli, nigdy by mnie nie atakowali – byłem tylko pieścidełkiem kobiecych ego. Niczym więcej. Po co poniżać kogoś, kto jest tak zabawnie głupi jak ja? nikt nie rozumiał zasad gry – ja nie, myśląc że przyczyna popularności jest pisanina. Moi wrogowie, którzy atakując w ten właśnie sposób mnie komplementowali (nie poświęca się czasu i energii na byle kogo) i Panie które czuły się fajnie, ale z całą pewnością nie rozumiały dlaczego. Podejrzewam że z tej trójcy tylko ja wiem o co chodziło i o co chodzi. Kiedy zrozumiałem, natychmiast się tym dzielę z wami. Ta wiedza z pozoru jest smutna, ale daje człowiekowi w nią wyposażonemu niezwykłą przewagę nad kobietami – daje mu większą szansę na lepszy wybór. Można wybrać byle co, a może coś naprawdę fajnego – ale by wybrać, trzeba wiedzieć czego unikać.

 

Facet kocha seks – kobieta może więc zajść w ciążę udając że tabletki nie zadziałały (Miś! nie wiem jak to się stało ale jestem w ciąży! cieszysz się!?). Może założyć rodzinę, cel nadrzędny i ostateczny wszystkich ziemskich samic; może kierować emocjami swojego samca, a gdy jej się znudzi – sędzina odda jego mieszkanie i alimenty. To prawdziwa, realna władza kobiety.

 

Im mądrzejszy, tym płytszy

 

Oto właśnie rześkie żródełka sympatii – która zaczęła topnieć wraz z rozwojem mojej świadomości. Powoli przestawałem przedstawiać fascynację seksem i kobietami, a zacząłem opisywać zasady gry którą Panie prowadzą z mężczyznami. Analizowałem każde kobiece słowo, każdy grymas i emocję, próbując odnaleźć wzór, model. To już nie było wcale fajne – władza zaczęła maleć, pojawił się strach – ten facet zna wszystkie moje zagrania – skąd? ano stąd że wbrew powszechnej opinii, wszystkie kobiety są takie same, identyczne. Kieruje nimi kilka społecznych nurtów i to wszystko, cała tajemniczość kobiet; jestem jaka jestem, jestem szalona, jestem piekłem i niebem itd, itp. Znając te nurty wiesz dokładnie w co gra kobieta, czego oczekiwać i najważniejsze – jaka jest cena wejścia w grę.

 

Niedojrzały emocjonalnie gnojek

 

W obecnej chwili przeistoczyłem się z napalonego fascynata seksu w dojrzałego poszukiwacza prawdy – wielbicielki inteligencji i bogatego wnętrza zwiały gdzie pieprz rośnie, zostawiając po sobie bluzgi, pogardę i wyzwiska. Fascynat seksu i kobiet upewnia Panie w jednym – to one rozdają karty w życiu. Ktoś kto bierze pod lupę męsko damskie relacje, sam je bada i analizuje w oparciu o fakty – staje się pustym, żałosnym, płytkim, niedojrzałym emocjonalnie gnojkiem. Dlaczego? ponieważ z kobiety zostaje zdjęty czar tajemniczości, wszelki urok – to co ma kusić, budzić pożądanie, prowokuje obrzydzenie i niepokój. Kobieta traci władzę, poczucie gruntu pod nogami, nadzieję na osiągnięcie kobiecego sukcesu. A cóż to jest ten kobiecy sukces? to złapanie “zaradnego” faceta na dziecko, i możliwość jego kontrolowania poprzez seks (i oczywiście inne instrumenty nacisku, milczenie, agresja, zdrada). Z tego wynika wysoka pozycja społeczna – mężatka ma dzieci, słit fotki z wesela i podróży poślubnej pod piramidami na fejsie. Teraz inne dziewczyny marzą o podobnym “sukcesie”, podziwiają i zazdroszczą.

 

To jest kobiecy sukces – ktoś ustalił zasady sukcesu i porażki, a kobiety się temu bezrefleksyjnie podporządkowują. Od tej chwili tłamszą siebie i swoje prawdziwe uczucia, by spełnić cudzy cel. Poświęcają na to każdą swoją myśl, emocję i wszystkie swoje siły by być jak inne kobiety. Nie jest przypadkiem, że moda jest dla Pań – bo czymże w istocie jest moda? to zaakceptowanie siebie jako barana w stadzie, któremu pasterz mówi jak ma się ubrać, jak wyglądać, co czytać i co myśleć. Moda to zaprzeczenie człowieczeństwa, osobistej godności – i naśladowanie idola kosztem siebie. W efekcie podążania w stadzie, kobiety zyskują rozpacz i niespełnienie, sktku wyparcia się prawdziwej siebie. Kobieta gra z mężczyzną by osiągnąć swój kobiecy sukces (rodzina, ślub, dzieci, obrączka). Facet także gra by osiągnąć swój sukces (seks, później ewentualnie rodzina, drzewo, dom). Z dwojgiem ludźmi gra otoczenie, narzucając im swoje cele, koloryzując wizję szczęścia które kiedyś osiągną. Nigdy nie osiągają, to niemożliwe, chociaż znajdzie się wielu którzy powiedzą że są szczęśliwi. A jak nie uwierzysz, cali czerwoni z gniewu w furii Cię zatłuką. W wersji light tylko zwyzywają, powiedzą że jesteś śmieciem, nikim, nic nie masz, przekonywująco się zaśmieją – większość z rozkoszą rzuci “argument” że umrzesz sam w hospicjum, i nikt nie poda Ci szklanki wody. Będzie też wykład o egoiźmie i że “szkoda że Twoja mama tak nie myślała”. Ot, szczęście.

 

Dziadkowe krówki

 

Kobieta chce zaradnego faceta, dwójkę dzieci, ładne gniazdko do pochwalenia się otoczeniu osiągniętym sukcesem. Facet ma więc kochać dzieci i widzieć w nich sens swojego istnienia. Takie założenie sprawia że chce dzieci, chce na nie ciężko pracować co oczywiście odpowiada małżonce. Obie strony współpracują w jednym celu – wychowanie potomstwa. Tymczasem zamiast achów nad kobietami i seksem z nimi, opisałem swoje spostrzeżenia – dziecko nie sprawi że przetrwasz. Przedłuży trochę pamięć o Tobie, ale ile? pięćdziesiąt lat? osiemdziesiąt? kto pamięta pradziadka? i jaka to będzie pamięć, co my wiemy o naszych dziadkach? to co nam sami powiedzą. Widzimy słodkiego dziadziusia który daje nam cukierki, i taki obraz zapamiętujemy. Dziadek mógł być mordercą, katem, pedofilem, piromanem – ale my pamiętamy fałszywy obrazek dziecka, które kocha swojego dziadzia. Przetrwasz więc kilkadziesiąt lat jako wykoślawione odbicie prawdy w pamięci wnuka. Podpalałeś, gwałciłeś i podrzynałeś gardła, a dziecko pamięta dobrotliwego dziadunia z torebką krówek. Gdy wnusio dorośnie, nie będzie miał za dużo czasu na wspominanie zmarłego dziadka. Raz na tydzień, miesiąc, czasem na rok… to wszystko.

 

Kolejne pokolenie zapomni całkiem. Jakie to więc przetrwanie? to żałosna namiastka przetrwania. Mój dziadek był człowiekiem bardzo władczym, w domu babcia chodziła na paluszkach. Dla mnie był jednak bardzo dobry, zwłaszcza gdy trochę podrosłem; wcześniej zdarzyło się oberwać deską. Obserwowałem codzienie przez trzy miesiące, jak wrzeszcząc z bólu umiera w Konstancinie po złamaniu kręgosłupa. Co ja o nim wiem? niewiele. Jaka to pamięć? jakie to przetrwanie? te kilka obrazów w głowie jak dziadek mi opowiada wesołe historyjki na wsi? jak podlewaliśmy pomidory? a może piski żebym go zabił, bo nie wytrzyma więcej tego bólu? jak kręcił głową w amoku, nie mogąc znieść kaźni gnijącego ciała? przykro mi dziadku, żyjemy w katolickim państwie gdzie psa można uśpić by nie cierpiał, a człowieka który nie ma szans – trzyma się przy życiu w niewyobrażalnym bólu, kosztem jakiegoś dziecka dla którego nie ma na leki. Kraj absurdu i zła, nieludzkiego okrucieństwa ubranego w kocupały o Bogu. Takie mam wspomnienia – impulsy elektryczne w mózgu, nic więcej. Był człowiek, całe życie przeżył, zbudował dom, spłodził dwójkę dzieci, a skończył jako comiesięczny impuls elektryczny w moim mózgu. Tak chcesz przetrwać?

 

Słit Stalin

 

Kolejne fakty – wiele dzieci nienawidzi swoich rodziców, i nie chce ich znać gdy dorosną. Zrobić dziecko może każdy, rozmnażają się nawet bakterie – ale wychować, o – to jest wielka sztuka. Fakty są bezlitosne; świat jest tak okrutnym miejscem dlatego, ponieważ takim je uczynili ludzie, ex słodkie niemowlaki. Kwilił radośnie i rżnął w pieluchę, a później został księdzem na Dominikanie – albo Hitler czy Stalin – słit dzieciaczki, nieprawdaż? niejedna Pani by uśmiechała się przez łzy szczęścia, kołysząc małego Mao bądź Pol Pota. Później słit dyktatorzy odrzynali łby intelektualistom co umieli pisać bądź czytać, burżujom mającym dwie krowy, wśród pisku i wrzasków słit mamusiek. Słit Stalin zamorzył głodem dziesięć milionów Ukraińców, w tym trzy miliony dzieci.

 

Utrata wiary w sens modelu

 

Gdy kobieta czyta fakty, czuje strach. Oto kolejni mężczyźni mogący spełnić jej największe marzenie, zaczynają mieć wątpliwości. Zaczynają widzieć że rozmnażanie ma także swoje ciemne strony. Kobieta chce fanatyka dzieci, który wypruwa sobie dla rodziny żyły, tymczasem fanatyk traci wiarę w sens przedsięwzięcia. To nie jest utrata wiary, a poznawanie całej prawdy, rezygnacja z mitów którymi karmi się barany ze stada. Prawdziwe ojcostwo może zaistnieć tylko wtedy, gdy kochasz dziecko bezwarunkowo – nie widząc w nim przetrwania genów (rozmyją się w pokoleniach), spełnienia czyichś pragnień, ambicji (rodzice chcą wnuka, rodzina szydzi że nie ma ślubu i dzieci) tylko wtedy możesz być prawdziwym ojcem. Ale zanim do tego dojrzejesz, musi minąć pewien czas. Kobieta czasu nie ma, zegar tyka a z każdym jego tyknięciem ona traci atrakcyjność seksualną, będącą kluczem do upragnionej ciąży.

 

Powstaje więc konflikt na linii – nieświadoma kobieta która chce zrobić to co reszta społeczeństwa, być i żyć jak inni, a rodząca się męska indywidualność; mężczyzna chce wybrać to co czuje, a nie to co narzuca mu społeczność w której przebywa. Proces męskiego, duchowego dojrzewania kobiety nazywają w najokrutniejsze, najbardziej wulgarne sposoby – dlatego że godzi w ich wizję szczęścia. Najczęściej nazywa się ich egoistami (bo nie spełniają pragnień kobiety swoim kosztem) i tchórzami (bo nie chcą wchodzić w zobowiązanie na całe życie, którego nie są pewni). Gdy kobieta nie chce podżyrować kredytu, jest mądra i rozsądna, ale jak facet nie chce wejść w zobowiązania trwające całe życie, to jest tchórzem. Sprawiedliwe, prawda? Spójrz teraz na kobiety po pięćdziesiątce. Ile znasz szczęśliwych? ano właśnie. One jeszcze liczą że skoro dzieci nie dały upragnionego szczęścia, to na pewno dadzą je wnuki. Nikt się nie uczy na błędach, nie analizuje ich. Spełnianie nie swoich pragnień (stada baranów) daje tylko rozczarowanie i rozpacz. Miliardy kobiet gnających za cudzym celem dowiaduje się tego wtedy, kiedy nie można już się wycofać.

 

Miłość jako podstawa

 

Dzieci są wspaniałe. Ale by były dobrze wychowane, by upiększały świat – muszą być dobrze wychowane, w miłości która nie jest pożądaniem. Dobrze wychowa dziecko tylko facet, który ma dzieci dla nich samych, a nie dla spełnienia cudzych oczekiwań. Jeśli facet chce mieć dziecko by zostało ministrem, kimś ważnym i bogatym (bo sam jest nieudacznikiem i ma silne poczucie niższości) to dziecko zostanie skrzywdzone. Nie dostanie miłości bo zdaniem słabych ludzi miłość tworzy mięczaka, dostanie więc twarde wychowanie, pas i “mądre rady” jak przez życie iść z łokciami. Jeśli robi sobie dziecko by rodzina i koledzy z pracy nie dokuczali, dziecko wychowa się bez miłości – zostanie skrzywdzone. Dziecko wychowane bez prawdziwej miłości może odnieść sukces, być miłe, uczciwe – ale będzie miało w sobie czarną pustkę, ból. Jak będzie chciało ją zapełniać, zależy od wychowania i inteligencji. Jedni ćwiczą ciało by mieć piękne mięśnie, inni wchodzą w nałogi (papierosy, alkohol, narkotyki, jedzenie, seks) inni w adrenalinę (strach aktywuje uwagę, przestaje się więc dostrzegać ból) wkracza się w różne religie i sekty (sekta to religia, tyle że ma jeszcze za mało członków). Wszystko to nie zapełni tej czarnej dziury bólu. Tylko miłość jest tym plastrem który ma taką moc. Ale skąd brać miłość, jeśli się jej nigdy nie doznało? zna się tylko presję, kompleksy rodziców, ich dążenie do zaspokojenia cudzych celów – co jest nzywane miłością, i dorosłe już dziecko idzie w tym kierunku który zna. Myśli tak – rodzicom się nie udało, ale mi się uda. W tym tkwi problem – nie uda Ci się odnaleźć szczęścia korzystając z ich wiedzy, jakkolwiek byś się nie starał. Ich wiedza jest błędna w samej podstawie, nie można na samym piasku zbudować fundamentów – wszystko się rozsypie. Potrzebujesz miłości, cementu który stworzy mocne podstawy.

 

Dwórki i królowa balu

 

Widziałem to nie raz, gdy dziewczyny ze wsi pracujące w banku podziwiały właśnie taką Panią. Teraz widzę znacznie więcej niż byłem w stanie wtedy zrozumieć – te biedne dziewczyny myślały że są niżej od królowej balu – ponieważ były ze wsi. Królowa złapała na dziecko wysokiego, “poważnego” faceta. Nie była szczęśliwa, ale te poczucie bycia kimś, bycia idolką dla dziewczyn które zrezygnowały z siebie na rzecz marzeń o marketingowym ideale było upajające. Ot, władza. Głupota królowej i jej dworek wręcz paraliżuje. Ta gra jest dla mnie wstrętna, ponieważ doskonale znam jej cenę – rezygnacja z siebie oznacza smutek i rozpacz. Ideał jest ciężki do osiągnięcia, a jeśli się uda sprawia wiele goryczy. Tymczasem trzeba udawać sukces i szczęście, pstrykać słit focie z dzióbkiem, wykupywać zagraniczne wycieczki z last minute – dwórki z prowincji cały wolny czas poświęcają na śledzenie fejsika królowej. Królowa nienawidzi dwórek, ponieważ chciałaby móc chociażby przez chwilę być sobą, ale nie może – musi grać. Dwórki grają, królowa gra, czas mija i sensu w tym żadnego – tylko wiele, coraz więcej cierpienia.

 

Te biedne dziewczyny ze wsi mogły mieć wszystko – wystarczyło być sobą. Mogły mieć fajny związek, poczucie spełnienia, wiele radości. Jakie znaczenie ma to, w jakim mieście matka rodziła? Jednak uwierzyły w medialny kit że wieś = obciach, więc zrezygnowały ze swojej natury na rzecz wciskanego im ideału. Udawały kogoś kim nie były – co ich doszczętnie unieszczęśliwiło. Do tej pory nie mogą się pozbierać do kupy, do tej pory analizują co zrobiły źle, dlaczego w życiu im nie wyszło. I nadal przyczyny upatrują w płytkich, żałosnych facetach – a nie w sobie, oszustwie samych siebie. Proszę sobie wyobrazić moje rozbawienie, gdy jedną z tych Pań zauważyłem na portalu randkowym gdzie poluję na Panie. Minęło dziesięć lat, ale tak naprawdę ona się nie zmieniła – nowa fryzura, ciuchy, więcej złości i zmarszczek – natomiast przyczyna cierpienia pozostała ta sama. Jest nią rezygnacja z siebie, ze swojej indywidualności na rzecz promowanego ideału.

 

Gdy rezygnujesz z siebie na rzecz modnego ideału, zamiast spełnienia zyskujesz nieszczęście, smutek i rozpacz. Proste jak drut. W życiu możesz być baranem ze stada, czcicielem idola, albo samemu zostać idolem. Ja wybrałem – teraz Twoja kolej.

 

Inne zapisy autora:

0

samiec
samiec http://www.samczeruno.pl

Mojemu ciału dano imię Marek. Przepchnięto je przez szkołę z tytułem ekonomisty. Teraz te ciało działa jako pisarz, ale kim tak naprawdę jestem, nie mam kurwa bladego pojęcia.

126 publikacje
85 komentarze
 

  1. Avatar Ina

    jest wręcz odwrotnie, to samice mają dość niewoli (rodzina, pan mąż, dzieciarnia), którą wymyślił samiec, by je usidlić 😀

    0
  2. Avatar Normalny

    O takim stanie rzeczy kilkukrotnie wspominałem w większym gronie wśród znajomych. Oczywiście wywoływałem w ten sposób wielkie oburzenie u wszystkich kobiet (faceci siedzieli cicho – a jakże) z wyjątkiem mojej żony, która mniej więcej około 6-7 roku związku zdała sobie sprawę z manipulacji jaką uprawia i która nie ma nic wspólnego z tzw. “miłością”. Uprzedzam: tylko pozornie wygląda to tak, że niby wszyscy wokół mają kiepsko, a ja jestem tym szczęściarzem.

    Przejścia ze swoją partnerką miałem spore. Początkowo wielka miłość. Byłem gotów zrezygnować ze wszystkiego: swoich zainteresowań, kolegów, własnych marzeń. Kierowałem się zasadą, że własne poświęcenia wrócą do mnie na zasadzie wzajemności – trzeba tylko poczekać. Tym bardziej, że początkowo wszystko było idealnie. Partnerka głosiła peany na mój temat, tak w cztery oczy jak i na większym forum. Nawet seksem wykazywała większe zainteresowanie ode mnie (!), co oczywiście było niezwykle przyjemne. I tak sielanka trwała aż do momentu, gdy wprowadziliśmy się do naszego pierwszego mieszkania…

    Pamiętam jakby to było wczoraj. Ten grymas na jej twarzy, gdy chciałem uczcić naszą pierwszą wspólną noc na swoim butelką wina i “czymś jeszcze”. Dumny z ukończonego remontu i szczęśliwej kobiety byłem nastrojony niezwykle pozytywnie. Oto ja – człowiek, który pomimo różnych przeszkód życiowych zawsze udowadniał sobie i innym, że osiągnąć może wszystko, prawdziwy zwycięzca – usłyszał nagle: “A to musimy tak często seks uprawiać? Jeszcze rozumiałabym gdybyś się zdecydował na dziecko”. Zaskoczenie było tym większe, że nawet nie próbowała udawać, że etap nr 1 został zakończony pełnym sukcesem i czas do wejścia w życie etapu nr 2.

    Od tamtej chwili wszystko wyglądało odwrotnie niż do tej pory. Moje gesty nie były już odbierane jako coś, za co warto podziękować bądź pochwalić, a jako wypełnianie obowiązków, które są jedyną formą rozliczenia za ewentualny seks, który i tak przychodzi niechętnie, jakby z łaską. O cokolwiek bym nie poprosił – nie zasługiwałem, bo… (tu dowolne pretensje, często wręcz absurdalne). Zaczęło się także poniżanie mnie w oczach znajomych i głośne awantury, gdy raz na miesiąc (lub rzadziej) usiadłem na godzinkę do swojego hobby (tworzenie muzyki). Wypad z dyskiem po filmy (ooo tak, były takie czasy) do najlepszego przyjaciela kończył się w momencie otrzymania wymownego sms-a, że “chyba sobie jaja robię, bo mnie już pół godziny nie ma”. Dziwił mnie jednak najbardziej brak jakiegokolwiek szacunku wobec mojej osoby i ciągłe zachowania roszczeniowe – nie byłem w stanie nadążyć w wypełnianiu kolejnych zadań, a gdzie dopiero pomyśleć o sobie. Z racji faktu, że jestem osobą, która mówi co myśli, stawiałem się i szukałem szans na dialog. Ten kończył się tygodniowym milczeniem i embargo na seks do odwołania. Oczywiście jak na zakochanego głupka przystało – odpuszczałem i przepraszałem za to, że żyję.

    Mijały miesiące. 99% tematów kręciło się wokół “chcę mieć dziecko”. W końcu na świat przyszła córka. Szybko dałem się wytresować na samodzielnego ojca. Żona w tym czasie postanowiła zasmakować życia. Jak twierdziła, należało jej się po 9 miesiącach męki i bolesnym porodzie. Zgodnie z moją postawą zaślepionego głąba uznałem to za sensowne wyjaśnienie. Żona wykonując wolny zawód wracała do domu około 21:00 – 22:00. Wychodziła o 8:00. Dziecko budziło się nie widząc matki i zasypiało nie doczekawszy jej powrotu. Piątek i sobota – dyskoteki z koleżankami. Niedziela leczenie kaca po dwóch nocach balowania i picia. Dziecko na tym etapie miało już 3 lata. Zajmowałem się nim wraz z moją matką w systemie zmianowym (prowadziłem działalność, którą głównie wykonywałem po 23:00 do 4:00 rano – innej opcji nie było). Po roku intensywnych imprez przyczepił się do mojej wybranki młodszy, pełny energii zawodowy podrywacz. Bez kasy, bez szkoły, bez celu w życiu, ale… Był tam gdzie moja partnerka, czyli na dyskotece. To z nim się śmiała i bawiła. Ja w tym czasie zmieniałem pieluchy, kąpałem dziecko i usiłowałem zamykać projekty na zlecenie popijając Red Bulla by nie paść na pysk zbyt wcześnie. Sielanka mojej ukochanej nie trwała długo. Jeszcze we wczesnym etapie radosnych zabaw została przyuważona przez mojego przyjaciela. Nowina dotarła do mnie w ciągu sekundy. Początkowo nic nie zapowiadało przełomu. Wręcz przeciwnie, widząc nikłe szanse na konstruktywny dialog całą winę wziąłem na siebie. Zdawałem sobie sprawę, że będzie to albo początek końca, albo wręcz przeciwnie.

    Byłem totalnie zmęczony ostatnimi trzema latami. Od Red Bulli sporo przytyłem (kolacje też się jadło o 2:00 w nocy). Nie przypominałem więc już tego faceta co kiedyś, a z pewnością wygląd miałem, choć to tylko matki natury zasługa. Finansowo też nie było różowo. Zawalałem terminy z przemęczenia. Ze względu na młodszego i zawsze będącego do dyspozycji adoratora mojej wybranki nabawiłem się także depresji. Nie wierzyłem w siebie, w swoje możliwości, umiejętności, wiedzę… Patrząc w lustro widziałem człowieka żałosnego, który wszystko przegrał, a tak po prawdzie mówiąc na nic nie zasługiwał. Znajomi widząc mnie twierdzili, że jestem naćpany, co tylko ułatwiło im podjęcie wyroku, z czyjej winy rozpada się nasza rodzina. Plotki z pewnością nie pomagały się podnieść. Byłem skończony…

    I właśnie ta beznadzieja dała mi siłę. Uznałem, że skoro gorzej już być nie może, a ja straciłem już wszystko to muszę wstać i walczyć. Paradoksalnie – zacząłem od swojej rodziny. Chciałem by dziecko miało swojego ojca w domu, a ogłupiona jakimś dziwnym pędem kobieta zrozumiała co nieomal straciła. Z dnia na dzień stałem się ideałem faceta – przynajmniej według mojego wykładnika. Jakieś dwa miesiące zasuwałem “na 4 zmiany” – zostawiając całkowicie swoją firmę. Nie była dla mnie w tamtej sytuacji istotna. Oczywiste wydaje się nazwanie takiego postępowania z mojej strony samobójstwem, ale…

    W międzyczasie kilka bardzo delikatnych sugestii z mojej strony dotarło do partnerki. Zaczęliśmy rozmawiać, w pewnym momencie nawet znów wróciliśmy do wspólnego planowania przyszłości, co od czasu wyprowadzenia się na swoje nie miało miejsca. Rozmowy były coraz dłuższe. Każdy wieczór zaczęliśmy poświęcać na wzajemne wysłuchiwanie swoich żali. O ile początkowo to ja więcej musiałem słuchać, o tyle z czasem rozkład sił zmienił się diametralnie. Po raz pierwszy (po 6-ciu latach) czułem, że do kogoś mówię. Widziałem też jak do mojej kobiety dociera jaką jędzą była i jak mało brakowało by straciła wszystko. Zdała sobie sprawę, że gdyby doszło do rozejścia, obwiniałaby tylko mnie i żadnego sensownego związku nigdy by już nie zbudowała. Najciekawsze jest to, że potrafi otwarcie mówić o tym pośród grona naszych znajomych. Przyznaje bez skrępowania, choć z pewnym wstydem, że zrobiła wszystko by zniszczyć naszą rodzinę. Dziś jesteśmy szczęśliwi pamiętając wszystkie błędy popełnione w przeszłości. Nie walczymy ze sobą, cieszymy się każdym dniem spędzonym razem. W międzyczasie wzięliśmy w końcu ślub, a blisko ośmioletnia córka to nasze największe szczęście. Już ładnych kilka lat stanowimy prawdziwy team, jakiego próżno szukać dookoła. Większość par żre się niczym dwa koguty, inne nawet ze sobą nie rozmawiają. Co kilka miesięcy słyszymy o jakimś rozwodzie znajomych, u których przed dwoma laty byliśmy na weselu. Ale to w zasadzie nie nasza sprawa…

    Czy znam skuteczny sposób na obejście takich problemów? Nie sądzę. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie “co zrobić było było dobrze?”. Nie wiem także ile w mojej historii jest przypadku, a ile skutków moich czy cudzych działań. Jednego jestem pewien: ludzie traktują dziś związek jak biznes, a “miłość” to słowo, które nie ma żadnego głębszego znaczenia. To tylko widokówka, którą wiesza się dla sąsiadów na drzwiach codziennej walki o przetrwanie. Istnieje za to wzajemne zrozumienie i szacunek, na który często trzeba pracować latami, choć myślimy, że przysługują nam one za darmo.

    Autor powyższego artykułu skupia się na winie kobiet – nie dziwię mu się. Pewnie należy do takich samych idealistów jak ja – podobnie jak moi kumple, którzy teraz płaczą nad swoim losem. Nie zapominajmy jednak, że sporo facetów to także życiowi realiści, których żony odbębniają etat przy garach i dzieciach, by ich mężczyzna mógł się realizować. Takie małżeństwa też znam, ale nie utrzymuję stałego kontaktu.

    0
    • może KIRIN (Quilin) mityczne zweirzę, ktf3re pojawia się tylko tam, gdzie panuje harmonia?Ewentualnie NESO to z astronomii ostatni księżyc Neptuna. ten, ktf3ry kręci się w kierunku przeciwnym do obrotu planety bo coś czuję, że kicia i Ty będziecie dążyć w zupełnie innych kierunkach a przecież mimo już na zawsze razem Ja bym mu dała pewnie przylepa ale nawet nie proponuję, bo to takie niemęskie

      0
  3. Ja w ogóle nie uznaję niczego takiego jak “gra w miłość”. Co prawda to normalne dla kobiet, że ciągle próbują z facetem w coś pogrywać, nie mogę więc powiedzieć, że od razu odchodzę. Choć może to byłoby najlepsze wyjście. Ale jest jednak pewien “próg bólu” którego nie pozwalam przekraczać i gdy kobieta posunie się za daleko to zwyczajnie stwierdzam “dość, a jak się nie podoba to drzwi sama znajdziesz”. I tyle.
    .
    Ekspert ze mnie żaden ale wolę być sam niż być manipulowany. Dla mnie związek bez szczerej rozmowy mija się z celem. A mam o tyle dobrze, że jestem z natury samotnikiem i domatorem więc nawet jak zostaję sam, nie jest tak, że świat się kończy. Czasy gdy trudno mi było znieść koniec związku minęły dawno temu.
    .
    Co zaś do poruszonego przez Inę schematu “samice mają dość niewoli (rodzina, pan mąż, dzieciarnia), którą wymyślił samiec” to nie muszę chyba pisać, jakie to pierdoły. Większość mężczyzn tylko marzy o tym by za przeproszeniem przelecieć kobietę i odejść z siną dal, zostawiając kobietę “wolną”. Z czystej logiki wynika, że mężczyzna na związku więcej traci niż kobieta, bo po prostu kobieta traci wolność ale zyskuje pomoc w wychowaniu dzieci, które inaczej musiałaby albo wychowywać sama, albo zamordować z zimną krwią zanim się narodzą. A mężczyzna? Owszem, dom, kochająca kobieta, itp. Nic tego nie zastąpi. Ale z czysto policzalnych spraw?
    Cała logika “usidlania: kobiet wywodzi się w prostej linii z morderczej ideologii neoliberalizmu. “Nieprawda że zyskuję pomoc w wychowaniu dziecka bo zawsze mogę to dziecko zakatrupić”. Oto tok myślenia potworów nazywanych potocznie feministkami. Takie modernistyczne wcielenie sukubów, demonów dla których seks był tylko narzędziem zbrodni. To samo podejście mają feministki.

    0
  4. To co dzieje się obecnie i powoduje męską niedojrzałość, to wynik “uwolnienia” kobiet i pogonienia ich do roboty poza domem oraz wydłużenie czasu pracy ojców. W dodatku cały proces wychowania chłopców został sfeminizowany od żłobka po wyższe studia. Co by nie powiedzieć o czasach Komuny, to jeśli chodzi o sprawy rodziny, to wówczas było normalnie. Z tego co pamiętam, ojcowie pracowali w większości 8 godz. Jeśli, co zaczynało być coraz częstsze, pracowali oboje rodzice, to starali się tak układać pracę, by ktoś zawsze był w domu z dziećmi. Były babcie, dziadkowie, a bawiącą się na uliach i podwórkach dziecięcą hałastrę obserwowały sąsiadki i wystarczyła groźba poskarżenia ojcu by jeden z drugim przestał się bawić niewłaściwie. I co dziś może wydawać się niemożliwe, rodzice zamiast sąsiadkę “zglebić” jeszcze jej za interwencję dziękowali. Nie było jeszcze tego, co już “obowiązywało” np. w “postępowej” Szwecji, że mamuśka musi się odstresować i wyszumieć w każdą środę i sobotę. W Polsce taką k…. spotkałby środowiskowy ostracyzm, a nie podziw dla jej “wyzwolenia”. Dzieci od najmłodszych lat uczono zaradności, odpowiedzialności (także za innych) i obowiązku pomagania w gospodarstwie domowym, a czasy wówczas nie były bogate – łatwo nie było (ale dzieci mimo to się rodziły). Gdy byłem już w wieku, w którym zacząłem interesować się płcią odmienną zauważyłem, że niektórzy koledzy są rozwinięci “bardziej” i bardziej oglądają się za dziewczynami, nie bez wzajemności, zresztą. Mimo, że nazywaliśmy ich, przepraszam za określenie, “dupcyngierami”, to w głębi duszy zazdrościliśmy im powodzenia. Były też i dziewczyny “bardziej”, najczęściej urodziwe, ale rodzice ostrzegali, że “takie” to są “dla wszystkich”, a my mamy się rozglądać za “porządnymi” niechby i trochę brzydszymi.
    Niestety teraz moda nakazuje być Casanovą, a życie ma być miłe i wesołe i sporo nieśmiałych chłopaków wychowanych przez “zniewieściałe” szkolnictwo, nie nauczonych w dodatku odpowiedzialności za innych nie próbuje nawet nawiązywać kontaktów z płcią przeciwną. A jeśli już tworzą związki, to nie trwałe, kończące się na spłodzeniu dziecka i rozwodzie. I jeśli teraz spojrzę wstecz to widzę, że wszyscy ci moi “bardziej” rozwinięci koledzy i koleżanki mieli w zdecydowanej większości “porąbane” życie (wielu już nie żyje) w dodatku rujnując także życie innych nieraz porządnych osób czy też bliższych i dalszych członków swoich rodzin. Nie przypuszczam, żeby to były ideały do naśladowania jak często sugerują “merdia”.
    Żurek Janusz

    0
  5. bardzo dobry tekst. jednak ja nie staram sie w tak naukowy sposob podchodzic do zwiazkow. warto miec tego swiadomosc. ale jak czlowiek trafi na pewien przyciagajacy prad, to ciezko juz sie z niego wydostac. nawet mimo tego, ze moze on przybrac w nastepstwie, tak groteskowych form. ale w koncu jestesmy zwierzetami. zreszta niekoniecznie musimy powielac utarte modele czy schematy. a poza tym to najlepiej zyc bez kobiety, a przynajmniej trzymac ja na bezpieczny dystans.

    0
  6. Czy warto pytać partnerkę,narzeczoną,żonę,kochankę?Czy tak reaguje samiec z Polski,krajów arabskich,Włoch,Hiszpanii?Jestem dyplomacją komentujących Facetów zaskoczony.

    Gra czy też klasówka z naszych reakcji?

    Każde stadium naszego życia ma wiele
    niespodzianek ale gdybym ja czasami
    pytał i miałbym wątpliwości(kochanie masz ochotę na seks czy na Baby)
    to moje 10 oficjalnych dzieci nie ujrzały by świata a tak
    się cieszą swoimi niespodziankami.

    Nie wiem jak wy Panowie ale proszę
    sobie wyobrazić że nawet tygrysa w cyrku
    czy lwa można “kierować” i jak najmniej pytań
    drapieżnikowi zadawać a takimi pięknymi
    lwicami są….wspaniałe kobiety.

    Wcale nie mam ochoty na despotyzm
    w wydaniu facetów …Panów ale
    kobiety wybierają sobie partnerów często
    podobnych do …swoich ojców.

    Teorie były i będą.

    Kolega z Polski ma 3 partnerki w tym 1 oficjalnie
    jako żonę …z Tajlandii.Co kraj to obyczaj jak i łóżka
    znacznie większe aby zagwarantować aktorom
    odpowienie podium do recytacji poematów,
    pomiędzy 1 a 3 w nocy.

    Panowie,życzę a przy okazji Paniom,uśmiechów a
    autorowi jeszcze “reakcji”.Pa.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816