Bez kategorii
Like

Marsz z mojego punktu widzenia

13/11/2011
295 Wyświetlenia
0 Komentarze
17 minut czytania
no-cover

Emocje trochę opadły, więc mogę pozbierać myśli i spróbuję przedstawić chronologię i charakter zdarzeń mających miejsce w Warszawie 11.11.11 z mojej perspektywy.

0


Emocje trochę opadły, więc mogę pozbierać myśli i spróbuję przedstawić chronologię i charakter zdarzeń mających miejsce w Warszawie 11.11.11 z mojej perspektywy. Byliśmy tam we dwójkę z kuzynem, który swoją relację również napisze. W ogóle uważam, że każdy uczestnik powinien napisać dokładną relację, co widział, jakich zdarzeń był świadkiem, by w końcu zebrać to wszystko i przytoczyć jako zeznania świadków w procesie o okłamywanie społeczeństwa, wytoczonemu zakłamanym hienom z TVN, Polsatu i GW. (Jestem ciekawy, czy znajdzie się podstawa prawna, aby wytoczyć proces nieuczciwym dziennikarzom?).

Droga na Marsz.

Wyjechaliśmy do Warszawy rano, aby spokojnie dojechać i być przed czasem, aby jeszcze się rozejrzeć. Nie mieliśmy po drodze takich kontroli, jak przybywający autokarami, choć  wzdłuż trasy co parę km parkował radiowóz (nikogo nie suszyli, raczej zaznaczali swą obecność). Nas potraktowano jak Niemców z Antify – obserwowano nas.. W miarę zbliżania się do celu widzieliśmy coraz więcej suk policyjnych, a także zatrzymanych autokarów poddawanych kontroli. Bez ekscesów dojechaliśmy do stolicy około godz. 13 i po znalezieniu optymalnego miejsca do zaparkowania (wbrew obawom, nie było z tym problemu) ruszyliśmy w miasto.  Chcieliśmy dojść do placu Konstytucji od strony Marszałkowskiej. Po drodze widzieliśmy spacerujących ludzi w różnym wieku, z flagami, opaskami biało-czerwonymi, kotylionami. Niestety widzieliśmy również grupki mężczyzn stojących w bramach, walący wódę ‘na ex’ i zagrzewających się do bitwy. Trudno stwierdzić co to za jedni byli, gdyż nie mieli ani żadnych barw, ani symboli mogących świadczyć o przynależności do jakiejś grupy. Jedno było pewne – nie przyszli na Marsz Niepodległości, nie byli jego częścią. Idąc wzdłuż Marszałkowskiej wypatrywaliśmy kolorową ‘pokojową blokadę’, no i fakt, coś tam było, jakieś kilkadziesiąt, albo kilkaset osób, ale ledwo było ich widać zza zastępów policji. W momencie, kiedy się zbliżyliśmy (a szliśmy luźną grupą z innymi gośćmi zmierzającymi na plac, wśród nich byli i kibole i matki z dziećmi, i jakieś starsze panie), zza kordonu, od strony blokady poleciały w naszą stronę butelki, rozpryskując się z hukiem dookoła. W tym samym momencie cała grupa wpadła w panikę i ci co byli przed nami (kilkadziesiąt osób) zaczęli biec w naszą stronę, aby uciec spod ‘ostrzału’. Na uwagę zasługuje fakt, że paru młodych ludzi (chyba kibiców) zachowało zimną krew, przejęło inicjatywę i zaczęło wyprowadzać kobiety, dzieci i starsze osoby, wskazując drogę ucieczki w boczną ulicę. W tym czasie policja dalej szczelnym kordonem ‘chroniła’ kolorowych przed nami. Po kilku sekundach, jak większość naszej obrzucanej grupy schroniła się w bocznej alejce atmosfera się trochę uspokoiła, ludzie przestali biec, ale jasnym było, że Marszałkowską nie dojdziemy. Obeszliśmy zatem kwartał, po drodze wstępując do kafejki się posilić. Z okien widać było, jak coraz większa ilość ludzi z polskimi flagami zmierza ‘objazdem’ na plac Konstytucji. Pojedzeni, doszliśmy. Było po 14.

Przedbiegi

Na placu, jego prawej stronie (staliśmy mając policję przed sobą) zebranych było ok. 1500 – 2000 ludzi. Stał stragan i wóz nagłośnieniowy, wolontariusze rozdawali gazetki, sprzedawano szaliki biało-czerwone, atmosfera wręcz piknikowa. Jedynym niepasującym szczegółem był kordon policyjny wspomagany armatkami wodnymi. Na środku placu ustawiły się stacje propagandowe, wystawiły wysięgnik i umieściły w środku kamerzystę (teraz już wiem, że mieli ustawioną bitwę ‘białokominiarkowców’ z policją i po to tam byli, by to sfilmować). Nie zauważyłem, żeby filmowali tłum zbierający się w głębi placu (a ludzi bardzo szybko przybywało..). W ogóle nie byli tym zainteresowani. Kamerzysta z wysięgnika cały czas miał wycelowaną kamerę w te miejsce, które wszyscy już znamy z obrazków puszczonych w pudełku. Przed 15.00 ludzi na placu buło już ‘full’, gdyż lewym pasem nadeszła druga grupa, 2000 – 3000 osób. W tym samym czasie grupa z prawej rozpoczęła marsz w stronę policji, i się zaczęło. Policja nie odsunęła się, zamiast tego zaczęła krzyczeć z megafonów, że marsz jest nielegalny i użyją przemocy. Wtedy rozgorzała bitwa między niezidentyfikowanymi osobnikami w (większości) białych kominiarkach, a policją. W starciu brało udział ze 100 osób, dodatkowo z głębi tłumu poleciały w stronę policji sztachety, kosze na śmieci, race, petardy i kostka brukowa. Policja natarła na tłum spychając go w głąb placu (całą szerokością), pomagając sobie wodą z syfonów. Tłum, do tej pory stojący spokojnie, coraz bardziej się niepokoił i w pewnym momencie w paru miejscach dało się zauważyć ślady paniki. Będąc w zasięgu armatek i widząc co się dzieje, przemieściliśmy się pod ścianę po lewej, by stamtąd to oglądać i nie dać się zmoczyć. Walka jeszcze trwała, kiedy zaczęto ogłaszać, że mamy się przemieszczać w kierunku przeciwnym do zamierzonego. Po wyjściu z placu tłum (mimo trwającego spektaklu policji z ową grupką zamaskowanych), liczący już ok. 7000 – 10000 ludzi zaczęto formować w pochód. Postaliśmy chwilę przy wielkiej fladze, ‘pomacaliśmy’ ją sobie, po czym podbudowani uderzyliśmy z kuzynem na sam przód pochodu. Tam spotkaliśmy Tomka Urbasia z synkiem i Mariovana. Był tam też Korwin i jego świta, ale to już mniej ważne. Razem ze znajomymi z Ruchu Wolność i Godność wyruszyliśmy w pochodzie dookoła Warszawy.

Marsz Niepodległości

Pochód ruszył wolnym krokiem szeroką aleją, a zewsząd dołączały kolejne grupy ludzi wyposażonych we flagi Polski i transparenty z hasłami patriotycznymi. Wszyscy skandowali niechęć do komuny, Brukseli i władzy, oraz wyrażali cześć bohaterom. Luda był ogrom. Chociaż – z relacji ludzi – starcia niezidentyfikowanych osobników z policją wciąż trwały, a wiadomości docierające do tłumu telefonicznie jasno wskazywały, że w Warszawie trwa bitwa i są ogromne straty, w rzeczywistości nic się nie działo niepokojącego. Wszyscy szli równo i spokojnie, odgłosów zamieszek niemalże nie było słychać – ot, co jakiś czas w tyle, z oddali można było usłyszeć wybuchy granatów hukowych i petard. Poza tym rzeka ludzi po horyzont. Wszyscy skandujący i śpiewający, prawie każdy z polską flagą. Zero policji (co niepokoiło, gdyż mieli obstawiać pochód, potem wszyscy zrozumieliśmy, że po prostu policji brakło.. 3000 policjantów przy tej ilości ludzi po prostu się straciło. Tłum był chroniony przez kiboli. Zresztą skutecznieJ ), nawet helikopter nie latał nad nami, tylko gdzieś w oddali, widać miał ważniejsze rzeczy niż filmowanie dziesiątek tysięcy świętujących Polaków. W pewnym momencie okazało się, że na nie chroniony marsz zaczaili się lewacy, ale z tłumu wybiegali kibole i chyba przepędzono tę hołotę, zanim pojawiła się policja. W ogóle przez całe zdarzenie kilkukrotnie się zdarzało, że to właśnie ‘nasi’ ‘kominiarkowcy ‘ (tak, wśród tłumu też byli, krzyczeli wspólnie z dziadkami ) odciągali prowokacje od rdzenia wyręczając tym samym policję. Bez większych ekscesów wyszliśmy na prostą i wspinaliśmy się pod górę, pod pomnik Dmowskiego. Jeszcze wcześniej, mijając budynki rządowe, każdy dał wyraz swojej miłości do rządzących i aprobaty ich polityki krzycząc ‘niepodległość nie na sprzedaż’, ‘a na drzewach zamiast liści..’ i ‘Donald matole…’. Kiedy byliśmy już u samej góry spojrzałem za siebie i okazało się, że koniec marszu jeszcze nie wyszedł na prostą.. Porównywalną ilość ludzi w jednym miejscu widziałem tylko w relacjach z wizyt papieskich.. Szacuję, że było to 50000 – 70000 głów w zasięgu wzroku. Godzinę trwało, aż zebrano się na placu, a i tak wszyscy się nie zmieścili. Kiedy odpalono race, odśpiewano rotę i zaczęto śpiewać hymn, wmieszała się policja strasząc przemocą i nacierając na tłum. Ludzie zgodnie odkrzyknęli ‘prowokacja’. Widząc, że tłum nie daje się sprowokować, chwilowo odpuścili, ale chwilę po tym okazało się, że podobno jakiś samochód płonie i wykorzystali to za pretekst wbijając się z tarczami i pałami, rozpychając ludzi na swej drodze. Reszta tłumu nie miała za bardzo jak się odsunąć, gdyż był duży ścisk, ale na szczęście nic się chyba nie stało przepychanym kobietom, dziadkom i dzieciom, dobre ręce wyciągały te osoby spod policyjnych butów i wciągały w głąb zgromadzenia. Ostatecznie po tej akcji (w między czasie z drugiej strony nadjechał wóz strażacki, ludzie zaczęli bić strażakom brawo) plac był otoczony przez policję z trzech stron. Ludzie nie rozumieli po co ta cala szopka, przecież nikt nic nie demolował, nie atakował policji, ani osób postronnych. Znów rozległy się krzyki ‘prowokacja’. Policja ogłosiła przez megafony, że rozwiązuje marsz, zgromadzenie jest nielegalne i ludzie mają się rozejść, bo inaczej użyje przeciwko nim przemocy. Organizatorzy odpowiedzieli, że nie mają takiej informacji i proszą dowódcę policji na konsultacje. Po krótkim czasie (chyba coś omawiali) organizatorzy podziękowali wszystkim za przybycie i poprosili, aby zacząć się rozchodzić. Niesmak we mnie wzbudziło na sam koniec to, że natrętni funkcjonariusze nie dali nawet odśpiewać Mazurka, bo darli się przez megafony. Cała sytuacja, jaka rozegrała się przy pomniku dla mnie jest oczywista. Nie udało się na początku rozbić marszu, w trakcie nie mieli czym (zbytnie rozciągnięcie), więc na sam koniec dostali rozkaz spróbować doprowadzić do masakry jeszcze raz. I znów nie udało się. Wywołali oburzenie, ale ludzie nie ruszyli się z miejsca, a samych funkcjonariuszy było zbyt mało, żeby móc skutecznie zaatakować i rozbić tłum. Liczyli na wywołanie paniki napierając z trzech stron, i że ludzie w końcu nie wytrzymają i, zapędzeni i zaszczuci ruszą na nich. Ciekawostką jest to, że mimo pewności głosów policyjnych dowódców, szeregowcy się zwyczajnie bali, widać to było po ich twarzach i jak im się nogi trzęsły.. Ostatecznie atmosfera się trochę rozładowała, ludzie zaczęli się rozchodzić, coraz częściej było słychać śmiechy, głównie śmiano się z przypadków ekipy TVN, ale też z policji. Ludzie wychodzili stamtąd jak paniska, ze świadomością dobrze spełnionego obowiązku patrioty, ze świadomością, że to MY osiągnęliśmy cel i wygraliśmy tę ‘bitwę’, nie ONI. Żaden z ich celów nie został osiągnięty, nawet kłamliwy przekaz medialny już zaczyna się sypać.

Do zobaczenia za rok 🙂 (a wcześniej 13.12.11)

Trasa do domu przebiegała w atmosferze zwycięstwa, świadomości, jakiej biegunki dostał namiestnik i jego świta. Mimo ogromu policji przy drodze nikt nas nie zatrzymywał. Słuchaliśmy wiadomości w stacjach radiowych – nawet nie wspomnieli ilu nas było J, a jak się okazało, że do stolicy ściągnięto policję z ośmiu województw.. No cóż, król jest nagi.

 

0

Woc

4 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758