Bez kategorii
Like

Korwin-Mikke: „To Kaczyński wysadził tupolewa!”

03/02/2011
653 Wyświetlenia
0 Komentarze
8 minut czytania
no-cover

Nigdy nie uważałem Janusza Korwin-Mikkego za męża opatrznościowego, jedynego rozumnego wśród morza głupich. Zawsze był dla mnie raczej showmanem, człowiekiem potrafiącym dobrze wypaść w telewizji i lubiącego dobrze wypadać, kimś, kto umie zręcznie pokonać oponenta za pomocą różnych sztuczek erystycznych, a który bez publiczności karmiącej się jego bon-motami nie przedstawiałby większej wartości. Zrównywanie PiSu z SLD, PO czy PSL samo w sobie jest już głupie i świadczy o głębokim niezrozumieniu, czym są te ugrupowania, czym się kierują i kogo zrzeszają – a nie jest to jedyna głupota, jaką Korwin-Mikke popełnia coraz to na nowo, przy każdym publicznym wystąpieniu. Jednak artykuł, który Janusz Korwin-Mikke popełnił w najnowszym numerze tygodnika "Najwyższy Czas!" jest czymś tak obrzydliwym, że do tego poziomu nikczemności nie […]

0


Nigdy nie uważałem Janusza Korwin-Mikkego za męża opatrznościowego, jedynego rozumnego wśród morza głupich. Zawsze był dla mnie raczej showmanem, człowiekiem potrafiącym dobrze wypaść w telewizji i lubiącego dobrze wypadać, kimś, kto umie zręcznie pokonać oponenta za pomocą różnych sztuczek erystycznych, a który bez publiczności karmiącej się jego bon-motami nie przedstawiałby większej wartości. Zrównywanie PiSu z SLD, PO czy PSL samo w sobie jest już głupie i świadczy o głębokim niezrozumieniu, czym są te ugrupowania, czym się kierują i kogo zrzeszają – a nie jest to jedyna głupota, jaką Korwin-Mikke popełnia coraz to na nowo, przy każdym publicznym wystąpieniu.

Jednak artykuł, który Janusz Korwin-Mikke popełnił w najnowszym numerze tygodnika "Najwyższy Czas!" jest czymś tak obrzydliwym, że do tego poziomu nikczemności nie posunął się nawet Janusz Penisoręki, który przecież zbudował swą pozycję polityczną na obrzucaniu kalumniami śp. Prezydenta i jego rodziny. Bierzemy do ręki gazetę, otwieramy na stronie XLIV, i czytamy nagłówek: "Pewna teoria spiskowa". Pod nagłówkiem zaś mamy tekst składający się w 70% z wyobrażonej przez autora rozmowy Lecha Kaczyńskiego z Jarosławem Kaczyńskim, podczas którego to dialogu Jarosław namawia Lecha na to, żeby się wysadził podczas lotu do Smoleńska wraz z dziewięćdziesięcioma pięcioma pasażerami.

"J: Ja Ci coś powiem. Jak to zrobimy nad Katyniem, to będzie takie zamieszanie, że – obiecuję Ci – pochowamy Cię na Wawelu!
L: Jak to załatwisz?!?
J: Nie wiesz, że mamy haki i na Dziwisza?
L: A! Rzeczywiście! Ale ja nie chcę zostawiać tak Marysi samej…
J: To weźmiesz Ją ze sobą! Żony powinny odchodzić razem z mężami. Co Bóg złączył…

I dalej w ten sam deseń. Jeszcze się Jarosław ucieszy, że Walentynowicz "piękny będzie miała pogrzeb", bo przecież "co Ona ma z życia" i "umarłaby jako pospolita suwnicowa", więc przecież on jej przysługę wyświadcza – i tak jeszcze sporo linijek. Każdy z Państwa może sam sprawdzić, że istotnie przytoczony fragment tak właśnie wygląda, nic nie zmieniłem – a jest tego dużo więcej. W drugiej części tekstu pisze Korwin-Mikke m. in. tak:

"Obiektywnie więc – jeśli już chcemy mieć spiskową teorię "Smoleńska" – to ta jest milion razy bardziej prawdopodobna!!![wytłuszczenie JKM]"

Nie jest on jednak pierwszy. Jakiś czas temu Stanisław Michalkiewicz, utrzymujący się przecież ze sprzedaży książek, ale i z bezpośrednich "darowizn" widzów, zagrzmiał nad koniecznością porzucenia tematu Smoleńska i skupienia się na aktualnych sprawach gospodarczych. Ton ten jednak stosunkowo szybko porzucił – domyślam się, że skłoniło go do tego nagłe zwężenie się strumyczka dochodów. Z tak zwanych "konserwatywnych liberałów" (bo Korwina-Mikke ciężko uznać za ideowca, showman daje takie show, jakie aktualnie przynosi mu największą popularność; na początku lat ’90 na różnych lokalnych wiecach bardzo się Korwin-Mikke starał, żeby broń Boże komunistów nie urazić jakimś ostrzejszym słowem, bo to przecież potencjalni zwolennicy) trzyma się jeszcze Rafał Ziemkiewicz, choć – jak sam przyznał na spotkaniu w Lublinie – nie jest zwolennikiem teorii o zamachu. Cóż, przynajmniej pisze z większym sensem, dowcipniej i trafniej niż Korwin-Mikke gada, i nie sądzę, żeby posunął się kiedykolwiek do "poważnych" ("wcale nie jest wykluczone, iż odbyło się to tak, jak naszkicowałem") hipotez o tym, że to brat wysadził brata, bratową i dziewięćdziesiąt innych osób w powietrze. Gadanie o konieczności skupienia się na rozpadającej się gospodarce, o pozostawieniu Smoleńska na cmentarzu rzeczy przeszłych przypomina mi do złudzenia słowa jednego z niemieckich oficerów w Norymberdze, który powiedział, że "człowiek patrzący w przeszłość jest podobny do człowieka, który patrzy w lusterko wsteczne w samochodzie; nie widząc drogi przed sobą, prędzej czy później doprowadzi do tragedii". Nie da się robić polityki, naprawiać państwa, iść w przyszłość, nie rozliczywszy przeszłości, a katastrofa smoleńska nie ma precedensu w całej historii nowożytnej cywilizowanego świata; w III RP drugim wydarzeniem, które doprowadziło do podobnego, choć oczywiście mniejszego wstrząsu, było wystąpienie Janusza Korwina-Mikke w Sejmie w roku 1992 i złożenie projektu lustracji, które ostatecznie doprowadziło do niesławnej Nocnej Zmiany i obalenia rządu Jana Olszewskiego, przypominając komunistom, że generałowie i kierownictwo Firmy podnoszenia tematu lustracji sobie nie życzy. Otóż ten sam człowiek, od którego zaczęła się Nocna Zmiana, wraz z całym swym obozem zwolenników zdaje się zupełnie nie dostrzegać, że priorytety uległy zmianie, że morderców należy przedstawić Temidzie, zamiast traktować ich jak poważną, normalną partię polityczną.

Nie wiem, czy to objaw starości, która daje się we znaki coraz wyraźniej niektórym znanym z ekranów szczekaczom (vide cyrk Niesiołowskiego z wyłączaniem mikrofonu), czy po prostu nowa sztuczka, którą chciał zauroczyć zapatrzony w siebie podobno wielomilionowy elektorat, który jednak dziwnym trafem przy każdych wyborach dziękuje panu Januszowi za grę i odsyła go z poparciem rzędu 1%. Jeśli chodziło o to drugie, to wiem, że wprawdzie niektórzy będą zachwyceni – ale będą to fanatycy, dla których jest Korwin-Mikke nieomylnym mężem stanu; zwykli, umiarkowani zwolennicy, stanowiący przecież większość w każdej społeczności, nazwą go głupcem i odwrócą się od niego i jego plugawych bredni. Słowa "ostatni raz kupiłem Najwyższy Czas!" już zdążyłem dziś usłyszeć, i do tego samego namawiam i Państwa: pozostawcie od dziś "Najwyższy Czas!" na półkach.

0

Ponury Wtorek

2 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758