Bez kategorii
Like

Koniec polityki miłości

21/10/2012
379 Wyświetlenia
0 Komentarze
12 minut czytania
no-cover

Skończyły się pieniądze, więc dobiega końca również polityka miłości.

0


Najlepszym tego dowodem jest prześciganie się watah Umiłowanych Przywódców w obmyślaniu sposobów zmniejszenia liczebnosci mniej wartościowego narodu tubylczego. Oto premier Tusk najpierw skarcił posłów Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali za skierowaniem do dalszych prac obywatelskiego projektu, skierowanego do „laski” przez klub Solidarna Polska, przewidujacego zakaz aborcji ze względów „eugenicznych” to znaczy – upośledzenia „płodu”, ale zaraz potem, dla symetrii, zapowiedział udelektowanie nie mogących się doczekać darmowych zapłodnień w szklance przy pomocy rozporządzenia rządowego. Tymczasem, chociaż Sejm odrzucił projekt wniesiony przez dziwnie osobliwą trzódkę biłgorajskiego filozofa, żeby dopuścić aborcję do 12 tygodnia ciąży.

Skąd te kabalistyczne 12 tygodni – trudno zgadnąć, chyba, że chodzi o jakąś niejasna aluzję do 12 pokoleń Izraela, dla których w ten sposób otworzyłaby się w naszym nieszczęsliwym kraju Lebensraum na wypadek, gdyby w Syrii nie zwycięzyła demokracja i w ogóle – na Bliskim Wschodzie coś poszło nie tak. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że można znaleźć u nas mnóstwo wybitnych specjalistów, którzy zarówno od strony medycznej, a zwłaszcza – filozoficznej uzasadnią wszystko, nie tylko jakies pierwsze głupie 12 tygodni ciąży, ale nawet gazowanie, głodzenie lub szpilowanie dzieci znacznie, znacznie starszych – dopóki nie staną się „osobami” – ale wiadomo, że nie o to przecież w tym wszystkim chodzi, tylko o konieczność zredukowania liczebności mniej wartościowego narodu tubylczego, który najwyraźniej już za dużo naszych Umiłowanych Przywódców kosztuje. Niby potepiamy doktora Mengele, ale widac, że nauka nie poszła w las. Zresztą – jakże inaczej? Socjalizm bez mordowania ludzi – wszystko jedno pod jakim pretekstem – długo wytrzymać nie może i właśnie pojawiły się skrzydlate wieści, że do socjalistycznego współzawodnictwa z biłgorajskim filozofem stanął Leszek Miller, który oprócz rozszerzenia zezwoleń na aborcję, lansuje również obowiązkową edukację seksualną i to od pierwszej klasy. No proszę! Od razu widać, co jest w edukacji najważniejsze. Nie żadna tam umiętność czytania, czy pisania; na to zawsze przyjdzie czas. Najważniejsze, żeby taka jedna z drugą wiedziała, jak się nadstawić, kiedy partia tego od niej zażąda. Jaka szkoda, że Adolf Hitler tego nie dożył! Jestem pewien, że zarówno posła Palikota, jak i Leszka Millera nazwałby swoją duszeńką.

   Bo jestem pewien, że to dopiero początek, że wszystko przed nami. Jeszcze trochę kryzysu, a filozofowie na wyścigi wymyślą nowe kategorie podludzi, których będzie można mordować w tak zwanym majestacie prawa, podobnie jak teraz „płody”, czy nawet dzieci już urodzone, ale jeszcze nie będące „osobami”. Co to dla naszych filozofów znaczy wymyślenie na przykład dodatkowej kategorii osoby mniej wartościowej? Skoro istnieją całe mniej wartościowe narody tubylcze, to czyż nie mogą istnieć mniej wartosciowe poszczególne osoby? Jasne, że mogą, a skoro tak, to tylko patrzeć, jak pojawią się nowe inicjatywy ustawodawcze tym bardziej, że rysują się tutaj również zachęcające perspektywy tworzenia nowych miejsc pracy. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, gdy na skutek postępującej realizacji projektu „Mitteleuropa” z roku 1915, obszar naszego nieszczęsliwego kraju konsekwentnie przekształcany jest w strefę gospodarki peryferyjnej i uzupełniającej gospodarkę niemiecką. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że w takiej sytuacji, w tradycyjnych dziedzinach wytwórczości czy usług wiele wymyślić się nie da, natomiast przy zabijaniu ludzi, a zwłaszcza – poprzedzających je procedurach selekcyjnych – jak najbardziej.
 
Weźmy choćby taką edukację seksualną. Ileż wesołych miejsc pracy można przy tym utworzyć dla zasłużonych, jawnych i tajnych współpracowniczek cywilnych i wojskowych służb informacyjnych, zwłaszcza oddelegowanych uprzednio do agencji towarzyskich? A to przecież nie jest ostatnie słowo, bo prawdziwą żyłą złota są dopiero procedury kwalifikacyjne i selekcyjne do gazu lub szpilowania. Po pierwsze – każdy, kto chciałby zawrzeć małżeństwo, czy choćby odbyć flirt przelotny, musiałby złożyć stosowny egzamin z edukacji seksualnej i uzyskać zezwolenie – nie muszę dodawać, że i jedno i drugie za stosowną opłatą. Po drugie, każda kobieta w ciąży musiałaby poddać się obowiązkowemu badaniu pod kątem eugenicznym w specjalnie utworzonej sieci instytutów medycznych im. doktora Józefa Mengele, w których znaleźliby zatrudnienie wysokiej klasy specjaliści. Poród byłby dopuszczalny wyłącznie po uzyskaniu zezwolenia, a o odpowiednią politykę prokreacyjną zadbałoby Ministerstwo Zdrowia, kierując się wskazówkami Ministra Finansów. Oczywiście te badania i uzyskanie zezwolenia też wymagałyby wznoszenia stosownej opłaty. Za to likwidacja „płodu” następowałaby na koszt naszego demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, które rekompensowałoby sobie te wydatki dochodami z utylizacji „płodów”, stanowiących wszak cenny surowiec dla przemysłu kosmetycznego. Z kolei dzieci już urodzone byłyby w ciągu pierwszych czterech lat życia obowiązkowo badane w instytutach medycznych im. doktora Józefa Mengele i w przypadku, gdyby wybitni selekcjonerzy nie dopatrzyli się w nich cech „osoby”, byłyby likwidowane – oczywiście w sposób jak najbardziej humanitarny i dopiero potem przerabiane na mydło, skórę i mączkę kostną.
 
   Jestem pewien, że wszystkie te pomysły prędzej czy później znajdą swoich amatorów wśród naszych Umiłowanych Przywódców, którzy przecież będą musieli wymyślać coraz to nowe udogodnienia gwoli przyciągnięcia elektoratu i zapewniania odpowiednich dochodów do budżetu państwa. W zamian za tę staranność okupujące nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackie watahy będą ich nagradzały wysokimi notowaniami w sondażach no i oczywiście – poparciem zmobilizowanej agentury podczas tak zwanych „wyborów”. Kto wie – może w końcu dojdzie do ponownego uruchomienia jakże licznych na naszym terytorium państwowym chwilowo nieczynnych obozów koncentracyjnych? Ze skompletowaniem załóg nie będzie chyba problemu, bo przecież i wśród „młodych wykształconych, z wielkich miast” z zatrudnieniem może być krucho. Najwyżej bezpieka zainicjuje kolejną kampanię propagandową, tym razem w postaci bilboardów z napisem, dajmy na to: „zabijam, kradnę – mój honor to wierność!” Postęp, to specjalizacja, więc co nam szkodzi wyspecjalizować się właśnie w tej dziedzinie, skoro jest już gotowa infrastruktura?
 
   I kiedy tak puszczam wodze fantazji, przypomina mi się projekt ustawy w sprawie aborcji, jaki opracowałem podczas pierwszej wojny aborcyjnej w początkach lat 90-tych. Zawierał się on w jednym zdaniu – kolejnym paragrafie art. 148 kodeksu karnego, który mówi o „zabijaniu człowieka” i miał brzmienie następujace: „W razie zabójstwa dziecka jeszcze nie urodzonego, sąd może podżegacza uwolnić od kary.” Wynikało z tego, że po pierwsze – nie mamy do czynienia z żadnym „płodem”, ani żadną inną semantyczną sztuczką, utytułowanych, zdemoralizowanych, przekupnych krętaczy. Po drugie – że wykonawca aborcji odpowiadałby tak, jak za zabójstwo. Po trzecie – że matka dziecka, która w tym przestępstwie z reguły występuje w roli podżegacza (podobnie zresztą, jak i ojciec), mogłaby być przez sąd uwolniona od kary, jeśli przemawiałyby za tym okoliczności, których ustawodawca nie mógłby, ani nie miałby potrzeby przewidywać. Oczywiście głuche milczenie było mi odpowiedzią, bo większość stanęła na nieubłaganym gruncie „kompromisu”, który teraz poddawany jest próbie rozszerzenia. A przecież jesteśmy dopiero na początku drogi.
                                                               
Stanisław Michalkiewicz    

Inne zapisy autora:

0

St. Michalkiewicz

53 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758