Bez kategorii
Like

Kocia fala.

09/08/2012
416 Wyświetlenia
0 Komentarze
12 minut czytania
no-cover

Ratujmy kociaki.
Do wszystkich mądrych czytelników o dobrych sercach.

0


 Jak już wcześniej pisałem, zalew kociaków stał się faktem.

 Porzucane, zagubione, odtrącone przez matki, zostały skazane na pewną śmierć.

 Świadomy Człowiek, Chrześcijanin, a także każdy Wierzący, nie moze obojętnie przechodzić wobec, nawet małej, tragedii.

 Dlatego, apeluję o pomoc do wszystkich mądrych czytelników o dobrych sercach, oraz do ich najbliższych.

 Bo związek z kotem czy kotami, to zadanie dla wszystkich członków rodziny.

 To samo dotyczy potencjalnych psiarzy.

 Zwierzę nie jest rzeczą.

 Zwierzę to odpowiedzialnosć, obowiązek, koszty, koniecznosć wzbogacania wiedzy.

 Ale też, zwierzę, to nowy członek rodziny, nowe doświadczenie miłości, najczęściej w bezinteresownej i czystej postaci.

 Nie sposób tego nie docenić.

 Zatem, do rzeczy:

 Dwa kociaki- Fiona i Bodzio, od kocicy, która urodziła je w naszej piwnicy.

 

 

 

 

 Obecnie mają niecałe dwa miesiące, miot był większy, lecz matka odrzuciła słabszą koteczkę, o której życie walczyliśmy tydzień…

 Wesołe, nieco dzikie, bo nie przywykłe do ciągłej obecności człowieka, do domku niewychodzącego, bardzo zżyte ze sobą.

 Czyste, matka nauczyła ich podstaw.

 Pięknym czynem byłaby ich adopcja razem, poza tym, koty w parach lepiej się aklimatyzują i potem, po prostu, zajmują się sobą, nie firankami:))   (kotki odpchlone, odrobaczone)

 Ich matka,Tina, po wysterylizowaniu, również będzie do wzięcia, najlepiej do domku jednorodzinnego.

  Tina jest dużą, około trzyletnią kocicą o nieufnym usposobieniu, do tej pory żyjącą dzięki dokarmianiu przez naszą znajomą, starszą, cieżko chorą panią.

 

 Zna zasady czystości, wie co to kuweta.(odpchlona, odrobaczona)

 Jeśli uda sie nam, jej poprzedni kociak, bardzo mocno z nią związany, po odłowieniu również będzie czekał na własny domek.

 Jak tylko będzie można, zamieszczę jego zdjęcie, tytuiłem uzupełnienia.

 Idealny układ to wzięcie obu kotów do jednego miejsca.

 

 Następny kotek, znaleziony przez znajomą, Tuzik, ma około półtora miesiąca, wesołek o krótkim ogonku, którego jest wszędzie pełno(kotka, nie ogonka:)

 

 

 Z początku bardzo nieufny, chował się pod meblami, obecnie traktuje to jako doskonałą zabawę.

 Świetny towarzysz zabaw a potem wzorowy kot rodzinny.  (odpchlony, odrobaczony)

 Mika  – jej pochodzenie to zagadka.

 W dniu, gdy pochowałem koteczke Maję, o którą walkę przegraliśmy, przybiegła do mnie córka.

 Wracałem z ogrodu, ta z daleka krzyczała, że jest ważna sprawa.

 KOT!  Zawołałem do niej.

 Okazało się., że kilku dorosłych ludzi, podrzuciło kociaka w okolice Okna Życia w naszym mieście.

 Być może chcieli zrobić głupi dowcip, lecz nie odważyli się wsadzić kotka do samego Okna, lecz wcisnęli go za kraty w sąsiednim oknie.

 Przechodzące dzieciaki, ze śmiechem kopały w kraty, za które wcisnął się przerażony maluch.

 Córka, wystraszyła się ostrzegawczym warczeniem kotka, pobiegła po mnie.

 W domu, okazało sie, że to miesięczna, persowata koteczka o ślicznym umaszczeniu.

 

 Weterynarz powiedział, że pozbyto się jej ze względu na stan zapalny rogówki, grożący ślepotą.

 Koteczka obecnie w trakcie leczenia. (odpchlona, odrobaczona)

 Czeka na kochający Domek, oczywiście niewychodzący.

 Nawet, jeśli  w pełni nie odzyska wzroku, stanie sie wspaniałym towarzyszem, np. dla niepełnosprawnego dziecka.

 

 Gucio- gdy piszę o Guciu, nie sposób pominąć Maksia.

 Oba kocury włóczyły się po ogródkach działkowych, dożywiane przez dobrych ludzi.

 Większy, był dokarmiany przez naszą znajomą, obecnie za granicą.

 O istnieniu drugiego nie miałem pojęcia.

 Wlazł do naszego domku przez jakąś szczelinę i zaczął strasznie zawodzić.

 Przesiedział tam kilka dni, w czasie których nie było mnie na działce.

 Nie miał co jeść i pić, nie mógł się wydostać.

 Znalazłem go na stryszku, skorzystał z okazji i wystraszony uciekł.

 Następnego dnia znów poszedłem na działki.

 Pod krzakami obok domku kulił się wczorajszy uciekinier, nie wiedziałem, czemu nie uciekał, dość łatwo schwytałem go i wsadziłem do skrzynki.

 Gdy spojrzałem w miejsce , skad go wyjąłem, zobaczyłem jeszcze jednego, czarno brązowego kota, ledwo stał na czterech łapach i próbował się napić z kałuży.

 Zgarnąłem i jego.

 Uśpić- powiedział vet, nie ma szans.

 Z takim kocim katarem nie wygramy.

 Poza tym, oba kocury wyglądają na otrute.

(A, musicie wiedzieć, że na naszych działkach jest paru sk…synów którzy trują bezdomki.)

 Powalczmy o jego życie.

 Podłączyliśmy Maksa pod kroplówkę, ja w domu podałem mu jeszcze glukozę.

 Tak przez półtora dnia.

 Wszystko na nic.

 Tymczasem Gucio, bo tak go nazwalismy, również wymagał leczenia.

 Okazało sie, że to około roczny, niewielki  kocurek po ciężkich przejściach, krańcowo wychudzony.

 Z jakichś przyczyn nie ma górnych i dolnych siekaczy, być może był uwięziony za kratami i próbował je gryźć, może został kopnięty w pyszczek.

 A pyszczek ma śliczny, prawda?

 

 Jest nieśmiały, bardzo spokojny o łagodnym charakterze.(odpchlony, odrobaczony, w trakcie leczenia z kociego kataru)

 Pięknie sie oswaja, pieszczoch, uwielbia mizianie i zabawy sznureczkiem.

 Oczywiście domek niewychodzący, spokojny.

 

 Na koniec opis kociej miłości Mamy i Synka, przeczącej podręcznikowym opisom porzucania młodych przez samicę.

 Kizia i Nastuś.

 Mamusia i Synek.

 Kizia ma około roku, przywlokła się do naszych sąsiadów, jako dzika kotka w pierwszej ciąży.

 Otumaniona wysoką gorączką, zaczęła robić sobie gniazdo na dworze w kartoniku leżącym na ziemi.

 Kociaki były bez szans, z kolei kotka miała zapalenie płuc.

 Stąd brak pokarmu o czym nie wiedzielismy.

 Maluchy padały jeden po drugim.

 Zostały dwa.

 Zabraliśmy je do naszego domu.

 W nocy padło przedostatnie kocię, ostatniemu kociakowi, żona wetknęła do pyszczka strzykawkę z mlekiem.

 Zassał.

 Weterynarz powiedział, że kotka nie miała pokarmu, z powodu choroby zaś przyszła do ludzi po pomoc.

 Podał antybiotyk w zastrzyku, następne dawki, już ja sam.

 Kizia pięknie się oswoiła, jest bardzo mocno związana ze swoim synkiem.

 Już dawno powinna go odrzucić,tak się jednak nie stało.

 Od rana nawołują się i zaczynają dzień od wymiany kocich pocałunków.

 

 Ich raczej nie oddamy do adopcji.

 Zbyt zżyły sie z nami i naszymi kotami.

 Czy wśród ludzi znajdziemy tyle przykładów ślepego zaufania i miłości?

 

 I co masz zrobić

 Gdy kotek cie spotka?

 Nie licz na innych.

 Przygarnij kotka!

 Mail-                                  orgel@onet.eu

 Mój telefon-                        796-862-386.

 Tylko poważne propozycje od zdeklarowanych kociarzy i ludzi chcących związać sie z kotem do końca jego dni.

 

 

 Dodane dnia 10.08.

 Kochani!    Kiedy patrzę na ilość "Lajków"  z FB i nie widzę maili na poczcie oraz nie odbieram telefonów od chcących adoptować kotki, myślę, że to chyba nie ma sensu.

 Nie czekajcie na innych.

 My Sami Zajęliśmy się Bezdomkami skazanymi na śmierć.

 Jeśli nie macie mozliwosci- spytajcie swoich znajomych, rodziny, kolegów w pracy.

 Dopiero wtedy coś się ruszy.

 Ddane dnia 17.08

 Hurraaa!

 Nasze ogłoszenia, dotyczące kociaków z "Przygarnij E-kotka" oraz "Przygarnij E-kotka raz jeszcze"

  zadziałały!!!!!!

 Dwa kociaki- Bambo i Rambo, dzis znalazły nowy domek, około dwadzieścia kilometrów od Wielunia.

 Czekamy na dalszy odzew.

Inne zapisy autora:

0

Avatar
brian

Tomasz Kolodziej,zaprzysiegly kociarz, dzialacz zwiazkowy, pisowiec, zoologiczny antykomunista, co nie znaczy ze nie pogadamy

89 publikacje
3 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758