Bez kategorii
Like

Klejnoty polskiej SGR: GAZOLINA SA

12/11/2012
739 Wyświetlenia
3 Komentarze
6 minut czytania
no-cover

Była to bodajże ostatnia historyczna szansa, aby uporać się w naszym kraju z mentalnością brudnojudejska – polskimi siłami.

0


 

W tym cyklu już się ukazały:

      A działo się to czasach, o których Martin Pollack w książce „Po Galicji” (Borussia, 2002) pisze – „…robotnicy byli traktowani jak siła niewolnicza. Do 1900 r. werbowano ich codziennie i po szychcie wypłacano dniówkę; książeczki pracy były nieznane, co pozwalało przedsiębiorcom z łatwością tuszować wypadki śmiertelne. Po prostu kazali wrzucać zwłoki nieszczęśników do któregoś z licznych nieczynnych, ale stojących otworem szybów...” Autor jednak nie wygląda na kogoś dobrze zorientowanych w doktrynach ekonomicznych, bo przy bliższej analizie możemy stwierdzić, że był to opiewany w felietonach Janusza Korwina Mikke i Stanisława Michalkiewicza „wolny rynek”. Podczas werbunku w pełni była stosowana paremia prawnicza, którą JKM sobie gębę na co dzień wyciera, że „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Temu szczęśliwemu do szaleństwa z „wolności wyboru” nieszczęśnikowi nie działa się krzywda ani wtedy, gdy godził się na dniówkę, ani – tym bardziej – wtedy, gdy „odpoczywał sobie” na dnie nieczynnego szybu.

 

       Nasz bohater Marian Wieleżyński mógł dopasować się do ogólnej mody panującej w dzielnicach przemysłowych zagłębia drohobycko-borysławskiego scharakteryzowanej przez Brunona Schulza w „Sklepach cynamonowych” „…Rdzenni mieszkańcy miasta trzymali się z dala od tej okolicy, zamieszkiwanej przez szumowiny, przez gmin, przez kreatury bez charakteru, bez gęstości, przez istną lichotę moralną, tę tandetną odmianę człowieka, która rodzi się w takich efemerycznych środowiskach…”( eeee… tam, efemerycznych – wolnorynkowych!). Mógł, ale wznosi się ponad to wszystko. Postanawia, że w jego przedsiębiorstwie pracownicy będą współwłaścicielami. Zakłada słynną „Gazolinę SA”. Przypomnijmy, że działo się to w roku 1912!

       Sprawozdanie z działalności spółki „Gazolina S.A.” za 1936 rok podaje następujące dane: firma zatrudniała 677 stałych pracowników-współwłaścicieli posiadających ogółem 16 573 akcji wartości 1 657 300 złotych. Stanowiło to 46% kapitału akcyjnego i pozwalało pracownikom dysponować 61,4% głosów. Ogólny kapitał firmy wynosił 3 600 000 złotych. Przeciętne zarobki robotnika tzw. „szyftowego” „Gazoliny” wynosiły ok. 450 zł miesięcznie, znacznie przekraczając średnią zarobków robotniczych w przemyśle naftowym wynoszącą 300 zł. Pracownicy „Gazoliny” poza pensją miesięczną otrzymywali dywidendy z posiadanych akcji, otrzymywali „trzynastą pensję”, doroczny bonus z udziału zysków, zasiłek urlopowy i dwudziestoprocentowy dodatek na mieszkanie, światło i opał. Pracownikom przysługiwało także prawo trzymiesięcznego wypowiedzenia i odprawa w wysokości jednomiesięcznej pensji za każdy przepracowany rok. Przedsiębiorstwo przeznaczało też poważne środki finansowe na cele kulturalne i sportowe dla swoich pracowników, dbając równocześnie o ich warunki mieszkalne i zdrowotne, w: K.S. Ludwiniak: Własność pracownicza w USA, dz. cyt., s. 111-112.

        Na tle współczesnego świata i Europy ten wyjątkowo udany eksperyment akcjonariatu pracowniczego nie mógł być nie zauważony. Najpierw przez nuncjusza apostolskiego w Polsce, kardynała Achille’a Rattiego. Wydarzyła się rzecz bez precedensu. Otóż kardynał, już jako papież Pius XI, zaprasza Wieleżyńskiego (zadeklarowanego socjalistę i między innymi dzięki tej deklaracji ratuje głowę po wkroczeniu do Lwowa sowietów) do Watykanu, by konsultować kwestie akcjonariatu, co znalazło wyraz w ogłoszonej w 1931r. encyklice „Quadragesimo anno”.

 

        Mieliśmy pecha. Wojna przerwała dobrą współpracę prezydenta Ignacego Mościckiego (do 1926 – przewodniczącego rady nadzorczej spółki Gazolina S.A.) i kardynała Hlonda. Była to bodajże ostatnia historyczna szansa, aby uporać się w naszym kraju z mentalnością brudnojudejską – polskimi siłami. Szansa współczesna ciągle przed nami.

 

O tym, że diabeł będzie tkwił w szczegółach napisałem tu: Czy „Unia Kapitału i Pracy” jest uczciwa intelektualnie?

 

Inne zapisy autora:

0

nikander
nikander

Bardziej pragmatyczne niz rewolucyjne mysla wojowanie.

289 publikacje
1 komentarze
 

3 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816