Bez kategorii
Like

Jan Paweł II i mafie

24/03/2011
439 Wyświetlenia
0 Komentarze
8 minut czytania
no-cover

Pierwszą mafią, której zdecydowanie przeciwstawił się Jan Paweł II była Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, która od roku 1945 mieniła się przewodnią siłą narodu. Było to w roku 1979 na placu Zwycięstwa, który dziś nosi nazwę Placu Piłsudskiego. Papież powiedział wtedy:

0


Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! 

Powodem wizyty Ojca Świętego, oficjalnym powodem była 900 rocznica śmierci św. Stanisława, który zginął za nieposłuszeństwo wobec władzy świeckiej. Zaprzyjaźniona z PZPR mafia rosyjska, która nosiła nazwę KPZR ustami jej przywódcy Leonida Breżniewa sprzeciwiała się wizycie Jana Pawła II w Polsce. Pan Breżniew zwany przez swoich podwładnych „towarzyszem”, miał nawet powiedzieć do pana Gierka, ówczesnego szefa polskich „towarzyszy”, że będzie decyzji o wpuszczeniu papieża do Polski bardzo żałował. „Słowo stało się ciałem” jak oznajmia Pismo i towarzysz Gierek rzeczywiście żałował swojej decyzji podobnie jak inni towarzysze z jego najbliższego otoczenia. Nie łatwo było jednak poradzić sobie z mafią w Polsce, tym bardziej, że w szeregu tuż za panem Gierkiem stali inni „towarzysze”, młodsi, bardziej zdecydowani, a część z nich nosiła wojskowe mundury.
 
Słowa Jana Pawła II wprawiły w drżenie także drugi szereg „towarzyszy” w Moskwie, tak się złożyło, że oni również byli nieco bardziej zdecydowani niż pan Breżniew i jego otoczenie. 13 maja 1981 podstawiony i ogłupiały od jakiejś tandetnej ideologii młody Turek dokonał zamachu na Jana Pawła II podczas audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra w Rzymie.
Na szczęście papież przeżył i kontynuował swoje dzieło.
 
Mógł dzięki temu przeciwstawić się drugiej co do wielkości i skuteczności mafii na świecie czyli sycylijskiej Cosa Nostra. Zrobił to po raz pierwszy w roku 1993 pod czas mszy w Agrygencie. Powiedział wówczas znamienne i pocieszające dla Sycylijczyków słowa:
 
Bóg powiedział: nie zabijaj. Nie może człowiek, ktokolwiek, jakakolwiek ludzka organizacja, mafia – nie może zmienić i podeptać tego najświętszego prawa Boga. Ten lud, lud sycylijski, lud który kocha życie, nie może ciągle żyć pod presją cywilizacji śmierci! Pragnie cywilizacji życia! W imię Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w imię Chrystusa, który jest Życiem, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, zwracam się do odpowiedzialnych: nawróćcie się! Pewnego dnia przyjdzie sąd Boży!"
 
Pomieszczam link do strony z filmem, gdzie widać dokładnie z jaką stanowczością Jan Paweł II wypowiadał te słowa. Jak silnie przy tym gestykulował, jak stukał pastorałem w drewniany podest i jak wielkie emocje wywołało to co powiedział wśród zgromadzonych. Lanatema contro la mafia była ze strony papieża spontaniczna i nie znajdowała się w tekście homilii, stojący za Ojcem Świętym ksiądz Piero Marini nie potrafił opanować emocji, co doskonale widać na filmie, nie widział biedny co zrobić, zakrywał twarz dłońmi, składał je do modlitwy, usiłował ocierać z twarzy kropelki potu, słowem zachowywał się jak człowiek ciężko przestraszony. Słowa papieża były bowiem pierwszym w historii kościoła sprzeciwem wobec mafii sycylijskiej, która jest przecież starsza niż państwo włoskie. Nikt wcześniej nie odważył się potępić „ludzi honoru”, którzy zachowując wszelkie katolickie rytuały szli jednocześnie prostą drogą do piekła z diabłem pod rękę. http://religia.tv/index.php?typ=beatyfikacjanews&id=510
 
Dwa miesiące później, o północy 28 lipca w dwóch rzymskich kościołach wybuchły potężne ładunki. W Bazylice św. Jana na Lateranie bomba zniszczyła całe wnętrze kościoła, w kościele św. Jerzego rozwaliła portyk. Obydwie eksplozje zraniły 22 osoby, nikt nie zginął.
 
Dwa lata później w Palermo Jan Paweł II powtórzył swój sprzeciw wobec działalności mafii.
 
I w tym momencie mógłbym właściwie zakończyć ten wspominek, gdyby nie jeden znamienny fakt z nieodległej przeszłości, który mi się przypomniał. W 1998 roku, dokładnie 24 kwietnia, zastrzelony został honorowy obywatel miasta gdańska, słynny sponsor klubów piłkarskich, człowiek znany z tego, że odzyskiwał dla VIP-ów ich skradzione samochody za darmo, bez żadnej prowizji, Nikodem Skotarczak. Tak się złożyło, że szanowany ów „towarzysz” siedział sobie wraz ze swoim najlepszym przyjacielem „towarzyszem” noszącym organizacyjny pseudonim „Kura” przy stoliku w agencji towarzyskiej o nazwie „Las Vegas”. Razem o obydwoma „towarzyszami” przy stoliku siedziały ich żony. Kiedy do lokalu weszli zamaskowani mężczyźni z bronią, żony dały nura pod stolik, a ich mężowie – zdziwieni rozwojem sytuacji – zapatrzyli się w otwory skierowanych ku nim pistoletowych luf.
 
Pogrzeb „towarzysza” Nikodema był uroczysty i godny, przyjechali nań „towarzysze” z całej Europy; z Niemiec, z Włoch, a także z Rosji. Proboszcz parafii, do której należał Nikodem Skotarczak odmówił początkowo katolickiego pochówku, ale żona Nikodema udała się do biskupa Tadeusza Gocłowskiego, by wyprosić u niego zgodę pogrzeb zgodny z rytem kościoła katolickiego. Biskup zgodził się i mszę za duszę „towarzysza” Nikodema odprawił katecheta kurii ks. kanonik Mirosław Paracki, dziś duszpasterz Klubu Inteligencji Katolickiej gdańskiej kurii.
0

coryllus

swiatlo szelesci, zmawiaja sie liscie na basn co lasem jak niedzwiedz sie toczy

510 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758