Bez kategorii
Like

JAK RÓWNY Z RÓWNYM

02/08/2012
324 Wyświetlenia
0 Komentarze
52 minut czytania
no-cover

W Rzepie opublikowałem artykuł o naszych antyrosyjskich fobiach. Poniżej w wersji nieco uzupełnionej:

0


Hasło „Ruscy idą” wywołuje u nas histerię. Niewiadomo tylko czy większą w PiS, czy – jak się okazało w sprawie ATT – w PO. Ruskich nienawidzimy i się ich boimy. A strach nie jest dobrym doradcą. Wywołuje albo ucieczkę, albo wręcz paraliż uniemożliwiający nawet ucieczkę. Mamy kompleks porażek i próbujemy się sycić nielicznymi zwycięstwami jak w 1610, czy w 1920. Więc zastanówmy się na spokojnie dlaczego przegrywaliśmy? Z ich, czy z naszej winy? Historyczno-polityczne dywagacje o tym, czy sojusz z Litwą przeciwko Moskwie był właściwym posunięciem zostawię historykom. Ale dlaczego zamiast dobić Zakon zgodziliśmy się na jego seklaryzację, a potem na przeniesienie lenna pruskiego na linię skoro Hohenzollernów Brandenburskich? Ruscy nam kazali? Dlaczego odrzuciliśmy carski tron oferowany przez „Ruskich” Władysławowi? Polski Król i polski Prymas się nie zgodzili! A Kozacy i Ukraina jak się znaleźli w ramiona „Ruskich”? Czyż nie za sprawą naszej własnej polityki? Niestety – owszem. Piotr Semka przypominał niedawno polskie wątpliwe triumfy w artykule pod tytułem „Jak równy z równym”. Za tym właśnie tęsknimy. Więc dlaczego nie chcemy robić z nimi interesów „jak równy z równym”?Trwające stulecia wojny angielsko-francuskie, francusko-niemieckie, niemiecko-austriackie prowadziły do równie wielkiej nienawiści jak polsko-rosyjskie… Po II wojnie światowej sowieci okupowali nie tylko Polskę, ale i NRD i inne kraje Europy środkowo-wschodniej. A dziś się Niemcy z nimi dogadali w sprawie gazociągu Nord Streem, nie bacząc na Stalingrad. Na Węgrzech w 1956 i w Czechosłowacji w 1968 interweniowała „Niezwyciężona Armia Czerwona”, podczas gdy my zrobiliśmy sobie Poznański Czerwiec i Gdański Grudzień własnymi rękami. Mimo to i Węgrzy i Czesi  mogą dziś z Rosjanami robić interesy. Dzięki temu węgierski MOL ma kapitalizację i pozycję rynkową znacznie lepszą od Orlenu, choć jeszcze w roku 2000 było odwrotnie. To przez Słowację i Czechy biegła będzie nowa linia kolejowa z Rosji, choć mogłaby przez Polskę. Mimo, żeśmy Czechom zajęli Zaolzie w 1938 i Pragę trzydzieści lat później, to sprzedali nam Unipetrol!

Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo uczy nas, że jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyła. A już szczególnie narodu, który wymyślił sobie, że Matka Boska to chyba po polsku i z synem i z jego ojcem rozmawia. Konsekwencja jest taka, że chcemy, ba, wręcz domagamy się, aby „Ruscy” dostarczali nam tanią ropę i gaz i to wyłącznie przez nasze terytorium, broń Boże gdzieś naokoło, bo to akt „agresji” z ich strony i skarżymy się światu żeby nas przed nimi bronił.Po 1989 roku postawiliśmy na gaz. Nie wymusili tego na nas „Ruscy” ani ich „agenci” z III RP. Tak nam doradził Bank Światowy! Ale to była nasza, suwerenna i strategiczna decyzja. Choć przecież mamy swój węgiel. W owym czasie nie było żadnego „pakietu klimatycznego” i nie musieliśmy tego robić. Jak już na ten gaz postawiliśmy, to zgodziliśmy się na budowę gazociągu Jamalskiego bez fizycznego rewersu!!! Choć dokładnie w tym samym czasie skorzystaliśmy z rewersu na ropociągu Pomorskim.

Dlaczego? Ruscy nas zmusili? W owym czasie nie mogli nas jeszcze do niczego zmusić, bo nie musieliśmy od nich gazu w ogóle kupować. W 1989 roku sprowadziliśmy z ZSRR 13 mln ton ropy. W 1992 roku – tylko 5 mln ton!!! Rosjanie wcale nie „zakręcili nam kurka”. Oni sami tej ropy wówczas nie mieli. Sprowadziliśmy ją droga morską i nikt tego nawet nie zauważył!!! Tak samo może być obecnie. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale jak budowano Rurociąg Pomorski z Płocka do Gdańska, to najpierw „pospawali” go tak, żeby ropa mogła płynąć nim w obje strony, a dopiero potem powiedziano o tym „przywódcom partii i państwa”. Jeśli tak było rzeczywiście, to tym budowniczym należy się pomnik za rzeczywisty wkład w budowę „bezpieczeństwa energetycznego”. Jak już zbudowaliśmy Jamał, to podpisaliśmy z „Ruskimi” fatalną umowę. Sami ją podpisaliśmy! A potem ją zmienialiśmy trzykrotnie na jeszcze gorsze. Co prawda wówczas już byliśmy „na musiku” ale na własne życzenie. Bo dlaczego nie zbudowaliśmy choćby gazociągu Bernau-Szczecin? Gdyby PGNiG było spółką prywatną ten gazociąg już by dawno był, bo ma swoje ekonomiczne uzasadnienie. Więc dlaczego go nie ma?

Bo trwała nasza wewnętrzna polsko-polska wojna podjazdowa, o to kto go będzie budował, za czyje pieniądze, kto będzie odbierał z niego gaz i na jakiej formule cenowej. A dlaczego zbudowaliśmy tylko parę podziemnych magazynów na gaz, których pojemność w 2009 roku wynosiła raptem 1,66 mld m sześć. To niecałe 12% rocznego zużycia. Wystarczy zaledwie na 30-50 dni (w zależności od pory roku). Też przez „Ruskich”?Najbardziej nas boli Nord Streem. Dlaczego? Kto z naszych polityków i analityków krytykujących tę inwestycję, będąc na miejscu Rosjan nie chciałby zdywersyfikować dróg transportu gazu do Europy, tak jak my chcemy zdywersyfikować źródła zaopatrzenia w gaz? Z ich punktu widzenia sytuacja, gdy cały eksport gazu musi przechodzić przez Białoruś i Polskę jest tak samo nie do zaakceptowania, jak z naszego punktu widzenia brak możliwości kupienia gazu poza Rosją. A uczciwa postawa negocjacyjna zakłada, żeby nie składać drugiej stronie propozycji, których samemu nie można byłoby zaakceptować.Chcemy mieć zdywersyfikowane źródła zaopatrzenia w ropę i gaz. Tylko że dla nas, to uniezależnienie się od źródeł Rosyjskich. A dla wielu krajów UE wręcz przeciwnie – celem dywersyfikacji jest zwiększenie importu ropy i gazu z Rosji. Świetnie to pokazuje porozumienie, jakie PGNiG zawarł z Energinet.dk o budowie gazociągu pomiędzy Polską i Danią (Baltic Pipe). 

Miał on być powiązany z gazociągiem Skanled, który połączy Norwegię ze Szwecją i Danią. W przypadku, gdyby udało się wykorzystać duńską sieć gazociągów,Baltic Pipe mógłby stanowić w praktyce „przedłużenie” Skanled do Polski. Na stronach PGNiG można było przeczytać przy tej okazji że „ze względów handlowych, PGNiG i Energinet.dk opracują również wariant, który stworzy możliwość dwukierunkowych dostaw pomiędzy Polską i Danią”. Bardzo wdzięcznie brzmi zwłaszcza określenie „ze względów handlowych”. Bo Duńczycy napisali w swoim komunikacie, że połączenie polskiego systemu z rosyjskim umożliwiało będzie import do Danii gazu rosyjskiego (sic!!!)Ale skoro historia ma determinować przebieg gazociągów, to kto pamięta „krwawą łaźnię sztokholmską”? W listopadzie 1520 roku król duński Christian II wkroczył do Szwecji i dla dobrego przykładu kazał zabić osiemdziesięciu wybranych przedstawicieli szwedzkiej szlachty, duchowieństwa i mieszczaństwa. Bo Szwecja z Danią prowadziły w XVI i XVII wieku jeszcze bardziej bezwzględną rywalizację niż Polska z Rosją! A jednak dziś mają budować miedzy sobą gazociągi, dzięki którym my zagramy „Ruskim” na nosie.W 2004 roku niektórzy analitycy niemieccy zwracali uwagę, że niemiecko-rosyjska umowa o budowie gazociągu pod dnem Bałtyku może pozostawać w niejakiej sprzeczności z ideą integracji europejskiej i trudno się dziwić Polakom, pamiętając o ich doświadczeniach historycznych, że protestują przeciwko tej inwestycji. Jest ona co prawda prywatna bo biorą w nie udział prywatne firmy niemieckie, ale patronat prezydenta Putina i kanclerza Schroedera wydawał się im być nie na miejscu. Zmienili zdanie, gdy usłyszeli, że liderzy PO i PiS przygotowujący się do przejęcia władzy w Polsce zapowiedzieli nacjonalizację w przypadku debiutu giełdowego PGNiG i sprzedaży niespełna 25% akcji w celu pozyskania kapitału na inwestycje. Uznali, że jesteśmy histerykami i nie ma z nami o czym rozmawiać. Bo jak budować gazociąg przez Polskę, skoro Polacy pełni fobii narodowych mogą go znacjonalizować?

Jak się ciągle zachowujemy jak „Wanda co nie chciała Niemca” to się nie dziwujmy, że Niemcy na naszych oczach ale ponad naszymi głowami flirtują z Rosją. I zazdrosna Wand może się albo rzucić do wody i utopić, albo jednak jakoś „Niemca zbałamucić”. Ma przecież bardzo podniecające atrybuty. Prawie 7 milionów odbiorców gazu i dogodne położenie geograficzne, które sprawia, że po zbudowaniu terminalu LNG może podjąć konkurencję z gazem rosyjskim. Może powinniśmy mieć w Niemczech jakiegoś sojusznika? Nord Streem buduje z Gazpromem EON. A kto jest ich konkurentem na rynku niemieckim? RWE. Ci „straszni krzyżacy”, którym sprzedaliśmy STOEN – czyli sklep z energią elektryczną z niezłą (bo warszawską) klientelą, ale za to bez towaru, który trzeba kupić u polskich dostawców (w polskich elektrowniach). Oczywiście można bredzić, że nawet ewidentna sprzeczność interesów koncernów niemieckich jest niczym w porównaniu z tradycyjną niemiecką niechęcią wobec Polski. Ale ja bym raczej zalecał zrobić z nimi interes. Bo ich zagraniczni akcjonariusze (z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Europy) potrafią liczyć pieniądze w swoich portfelach i nie kierują się interesem politycznym, tylko finansowym. Ale my nie chcemy z RWE robić interesów. Wolimy się pomodlić, żeby nam Pan Bóg Polskę przeniósł gdzieś na Karaiby – z dala od Niemiec i Rosji.Choć się żalimy światu, że Rosja ropy i gazu używa jak kiedyś ZSRR używał czołgów i rozpaczamy, że świat tego nie rozumie i robi z „Ruskimi” interesy, chcemy im odpłacić  pięknym za nadobne. Niektórzy planują, że„rozpoczęcie eksploatacji gazu łupkowego w perspektywie dziesięciu lat wraz z uruchomieniem od 2014 roku terminalu LNG w Świnoujściu daje Polsce szansę nie tylko na energetyczne usamodzielnienie się, ale w przyszłości także na potraktowanie polskich zasobów energetycznych jako narzędzia budowania stabilności w naszym sąsiedztwie. (…). Oznacza to bezwzględną rywalizację z Rosją, na podobieństwo tej, która toczyła się w XVI i XVII wieku”. Gaz rosyjski jest instrumentem polityki. Natomiast gaz polski będzie instrumentem „budowania stabilności”. Bo my na wschodzie będziemy szerzyć demokrację. Podobnie jak w 1610 roku szerzyliśmy katolicyzm i właśnie dlatego nie przyjęliśmy korony carów dla Władysława, bo warunkiem było jego przejście na prawosławie.

Jagielońską politykę wschodnią będziemy mogli uprawiać, gdy nasz gaz z łupków popłynie do krajów bałtyckich, na Ukrainę i Białoruś. Czy ktoś ich jednak zapytał, czy wolą gaz z Polski, czy z Rosji? Bo jak byłem niedawno w Wilnie, to usłyszałem od naszych „braci Litwinów” że to Jagiełło Jadwigę … Ten bezsprzeczny fakt próbowałem zagłuszyć argumentem, że Jadwiga była przecież Węgierką. Odniosłem jednak wrażenie, że Litwini bardziej od „Ruskich” nienawidzą nas. Już po opublikowaniu artykułu w Rzepie dowiedziałem się, że zdaniem Litwinów w Polsce i na Litwie rządzili… „Giedyminowicze”. A my chcemy prowadzić politykę… jagielońską. Ciekawe z kim? Żeby z tym gazem z łupków dla „zaprzyjaźnionych” narodów nie było tak, jak z Możejkami. Gdy Orlen dokonał tej wiekopomnej inwestycji przepłacając trzykrotnie, Litwini mieli zbudować za te pieniądze most energetyczny do Polski. Tymczasem skończyło się na tym, że w Katedrze Wileńskiej odbyła się msza. PO POLSKU!!! PIERWSZY RAZ OD 200 LAT!!! – jak zachwycali się zwolennicy tej inwestycji. Imaginujecie Waszmościowie???"Nie chcę używać słów, które mogą szkodzić w dalszych rozmowach. Ale nie mówię, że pan nie powiedział prawdy " – stwierdził w 2007 roku pan premier Jarosław Kaczyński w odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy Rosjanie szantażowali PGNiG w sprawie dostaw gazu. Ciekawy jestem czym nas Gazprom szantażował? Czy w zamian za gaz chciał abyśmy wystąpili z Unii Europejskiej? Czy może żądał od nas abyśmy zdradzili jakieś tajemnice NATO? Albo głosowali w ONZ za jakimiś interesami Rosji? Gdyby tak było gotowi bylibyśmy „palić chrustem”! Gazprom chciał uzyskać od nas wyższą cenę za gaz! Gdyby Rosjanie stosowali szantaż energetyczny do osiągnięcia celów politycznych, bez względu na skutki ekonomiczne, jak ciągle twierdzą nasi politycy, to w 2007 roku kontraktu z PGNiG by nie podpisali tylko powiedzieli: „niech się wasz prezydent, który tak nieładnie się wypowiada o naszym prezydencie, tłumaczy swoim wyborcą dlaczego marzną zimą bo gazu nie mają.” Skoro zdecydowali się go podpisać, to znaczy, że stosowali „szantaż” ekonomiczny czyli stosowali podstawowe zasady polityki handlowej. Jakby to nie był Gazprom, tylko jakiś inny koncern międzynarodowy, to sprzedawałby nam gaz taniej, jak mógłby drożej? A dlaczego może drożej? Ano dlatego że „tanków u nas niet”. W sektorze gazowym te „tanki” to terminal LNG, gazociągi trans-graniczne i bazy magazynowe. Jakbyśmy je po 1990 roku zaczęli budować razem z budową gazociągu Jamalskiego to w roku 2010 nie bylibyśmy zdani na dyktat cenowy Gazpromu.

Ale w roku 2000 z tajemniczych powodów rząd AWS nie zdecydował się na „wróbelka w garści” w postaci długoterminowego „kontrakt algierskiego” na dostawy gazu skroplonego i budowę terminala LNG, lecz próbując złapać „gołąbka na dachu” w postaci „kontraktu norweskiego” się z tego dachu s…padł. Po pięciu latach dwaj politycy w projekt ten zaangażowani, uczynili z niego „mit gospodarczy” IV RP – z takim samym skutkiem.Dziś, jak się już za terminal LNG wzięliśmy – jego budowa będzie kosztowała znacznie drożej niż 10 lat temu. A „Ruscy” rozbudowali port w Primorsku i wybudowali ropociąg BTE2. Zaraz więc będzie kolejna awantura, bo jeśli my będziemy drogą morską sprowadzali skroplony gaz i ropę, a Rosja zacznie je tą samą droga eksportować, to trzeba będzie chyba rozkopać Cieśniny Duńskie, bo się tam te wszystkie tankowce i metanowce nie pomieszczą.Polscy politycy, którzy nie chcieli Algierczyków (bo podobno kryli się za nimi „Ruscy”) nie chcieli zresztą też Austriaków. Fuzja Orlenu z OMV została zablokowana, a okazuje się, że miałaby wpływ nie tylko na rynek naftowy, ale i gazowy. OMV negocjuje dziś z Gazpromem „jak równy z równym”. Został właśnie jednym z głównych partnerów Gazpromu w Europie Środkowej w spółce Central European Gas Hub zarządzającej siecią połączeń międzynarodowych gazociągów w Baumgarten koło Wiednia, którędy płynie rosyjski gaz do Austrii, Włoch, Niemiec, Szwajcarii i na Węgry. Orlen mógł być w tym interesie. Ale nie jest. Czyja to wina? „Ruskich”, czy nasza? W 2000 roku nie chcieliśmy też zrobić joint venture w Niemczech z Francuzami z TotalFinaElf i odkupić od nich połowę rafinerii w Leuna i sieci stacji benzynowych. Szkoda, bo Total podpisał z Gazpromem umowę o współpracy w eksploatacji złóż gazowych Sztokman na Morzu Barentsa. Produkcja ma ruszyć w 2013 roku, a pierwsze dostawy gazu skroplonego przewidziane są rok później. Potwierdzone zasoby złoża Sztokman w rosyjskim sektorze szelfu kontynentalnego na Morzu Barentsa wynoszą 3,68 bln m3. Projekt zakłada wydobywanie w pierwszej fazie 23,7 mld m3 gazu rocznie, a docelowo – 67,5 mld m3 oraz budowę fabryki gazu skroplonego o mocy produkcyjnej 15 mln ton rocznie. Nie chcieliśmy teżAmerykanów z  Conocno, którzy proponowali Orlenowi joint venture na części rafineryjnej aktywów, na wzór tej, jaką ma Orlen z Basellem na części petrochemicznej. Jak Amerykanów „spuściliśmy”, to sprzedali swoje aktywa w całej Europie – także w Polsce – Lukoilowi. Czyja to wina?

Snuliśmy za to wielkomocarstwowe plany nie tylko budowy gazociągu najpierw do Norwegii, potem do Szwecji przez Danię, ale od dwudziestu prawie lat staramy się też przedłużyć ropociąg Odessa-Brody do Płocka. Żeby on mógł funkcjonować, to w Odessie musiałoby być wystarczająco dużo ropy – bo jak wiadomo nie leży ona nad Morzem Kaspijski, gdzie są złoża ropy, tylko nad Czarnym.  Ale port, z którego ropę kaspijską eksportuje się w świat nazywa się Noworosyjsk. I jak sama nazwa wskazuje, nie leży on na terytorium Kazachstanu, czy Azerbejdżanu. Dlatego jak nasza delegacja wybrała się do Astany, usłyszała od Prezydenta Nazarbajewa, że do tego projektu należy „obowiązkowo zaprosić Rosję”. A myśmy sobie ubzdurali, że dla ropy kaspijskiej zbudujemy ropociąg omijający terytorium Rosji przez gruzińskie góry! Sądząc po tym, za ile budujemy autostrady – taniej byłoby przerabiać na olej napędowy rodzimy węgiel. Ale Nazarbajew powiedział też, że „Kazachstan ma ropę a Polska ma nie tylko niezamarzający port, ale także rafinerie”. No właśnie. Jeśli chcieliśmy żeby Kazachowie zrobili na złość Rosji, od tak po prostu, z czystej satysfakcji – jak my to robimy, to niepotrzebnie się nasza delegacja na wycieczkę do Kazachstanu wybrała. Bo Kazachowie mają co ze swoją ropą robić. Jakbyśmy im zaproponowali interes i zaoferowali jakiś pakiet akcji w naszych rafineriach, albo nawet jedną z nich, to kto wie czy nie chcieliby zrobić z nami interesu. Ale my przecież ani Orlenu, ani Lotosu nie oddamy za żadne pieniądze. Kazachowie, jak „Ruscy”, mają nam dostarczać ropę i wara im od naszych „aktywów”.

 Niestety, wysuwanie projektów niewykonalnych to najlepszy sposób, niewykonania projektów wykonalnych. Zbyt łatwo o tym zapominamy.Jednym ze sposobów zmniejszenia zależności od rosyjskiego gazu mogła być budowa elektrowni atomowej. Dlaczego dopiero teraz zapadła decyzja w tej sprawie. Bo się nasi politycy bali wyborców, którzy pamiętali Czarnobyl i „atomu” bali się może jeszcze bardziej niż „Ruskich”. Stan na dziś jest więc taki, że Białoruś podpisała już z Rosją kontrakt na budowę elektrowni atomowej w Ostrowcu, Czesi kończą przetarg na rozbudowę Temelina, Litwini nadrabiają opóźnienia z przebudową Ignaliny, Rosjanie pod Kaliningradem przebudowują już linię kolejową, która stanowić ma element infrastruktury przyszłej elektrowni atomowej.Więc należy założyć przyjąć za pewnik, że ją wybudują. Ich projekt jest najmniej opłacalny ekonomicznie – chyba że będą pierwsi w regionie i zaczną eksportować prąd do UE. O co zakład, że będą pierwsi? A my nie mamy jeszcze ustalonej lokalizacji! Ruskich „Czerwonych” jest to wina? Czy może naszych „Zielonych”? „Zieloni” w Europie byli kiedyś finansowani przez „Czerwonych”. Ale u nas nie było wówczas „Zielonych” więc dziś nie mają starych zobowiązań.A wracając do chemii. Od lat wiadomo było, że zakłady Wielkiej Syntezy Chemicznej (WSCH) potrzebują konsolidacji i strategicznego inwestora. Właśnie w takiej kolejności. Bo na poszczególne nasze zakłady chemiczne (albo raczej zakładziki) nikt się pokwapić nie chciał. I od lat wiadomo było, że najbardziej naturalny, choć najmniej pożądany inwestor pochodził będzie zza naszej wschodniej granicy. I to nie bardzo dalekiej. Konsolidacja taka się dokonała. Azoty Tarnów po IPO przeprowadziły akwizycję Kędzierzyna i Polic. Więc pojawił się i inwestor.

Wszyscy teoretycznie powinni się cieszyć. A spanikowali. Oficjalny argument był taki, że cena oferty (o 18,3% wyższa od średniego kursu akcji przez ostatnie pół roku i o 12,1% od kursu zamknięcia w dniu poprzedzającym wezwanie) była za niska. Więc Acron ją podwyższył do 45 zł. I wtedy się okazało, że nie chodzi wcale o cenę. Ruscy podobno mieliby pozamykać w Polsce fabryki. Argument był niedorzeczny bo trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś wydał 1,5 mld zł na fabrykę tylko po to, żeby ją zamknąć. Podobno po to, aby sprzedawać w Polsce swoje towary. Problem w tym, że Rosjanie mają swoje instalacje przestarzałe. Więc polskie są im potrzebne, bynajmniej nie po to, żeby je zamykać. Więc szybko się okazało, że może ich nie zamkną, ale będą sprowadzać do Polski tańszy gaz bezpośrednio od Gazpromu, co narazi na szwank wydobycie gazu łupkowego w Polsce. Gazprom, pewnie na rozkaz Putina, miałby sprzedawać gaz do ATT taniej, choć mógłby drożej do PGNiG. Ale nawet jakby tak było, to dla Tarnowa byłoby źle czy dobrze? Dla Tarnowa byłoby dobre, ale złe dla PGNiG i Puław. A Skarb Państwa musi prowadzić odpowiednią politykę zarządzania wszystkimi swoimi aktywami. Ale przecież już po rosyjskim wezwaniu na Tarnów pojawiło się wezwanie polskiego inwestora na Puławy. Czyżby Synthos i kontrolujący go Michał Sołowow nie wzięli pod uwagę takiego ryzyka? A brnąc dalej – czy z punktu widzenia Tarnowa, to dobrze, czy źle, jakby konkurencja z Puław miała droższy gaz? Puławy by upadły? To Tarnów mógłby je tanio kupić! Z punktu widzenia Tarnowa czy takie rozwiązanie nie byłoby lepsze? A PGNiG? W 2008 roku nabyło akcje ATT. Wszyscy wówczas twierdzili, że to była decyzja polityczna. Może i była skoro PGNiG się z niej wycofało. Z dużym co prawda zyskiem, ale się wycofało. Gdy PGNiG te akcje kupowało pisałem, że inwestycje w chemię mają dla nich strategiczne znaczenie, gdyż służą wydłużeniu łańcucha produktowego, bo zakłady chemiczne w dużym stopniu przetwarzają gaz. Kto się kazał PGNiG z tej inwestycji wycofać? „Ruscy”?Padł też argument, że Tarnów po przejęciu przez Acron, zamiast kupować gaz od PGNiG, będzie sprowadzał do Polski amoniak, który Acron u siebie produkuje z tańszego gazu. A jako że od importu zapłaci cło, to Tarnów na tym nic cenowo nie zyska – tylko Acron.  A jak tak się stanie, to kto pobierze owo cło?

Bo mi się wydaje, że Polska. Jeśli zatem MSP ma zarządzać aktywami państwa, to przecież wpływy celne to też „aktywo”.Dziennikarze „dotarli” do notatki ABW (czytaj „ABW podrzuciła dziennikarzom notatkę”), że Rosjanie chcą przejąć ATT „by torpedować zastępowanie przy produkcji nawozów sztucznych importowanego gazu rosyjskiego rodzimym gazem łupkowym”. A mi się naiwnie wydawało, że PGNiG, jak już będzie mieć ten gaz z łupków, to będzie chciało go sprzedać jak najdrożej po cenach światowych, jak to robi Statoil ze swoim gazem, a nie sprzedawać go tanio do zakładów chemicznych, w których nie jest akcjonariuszem, więc nie może liczyć na dywidendę od zysków z przetwarzania gazu na nawozy. Bo czy norweska Yara dostaje do produkcji nawozów tańszy gaz od norweskiego Statoil? Szkoda, że dziennikarze nie dotarli do notatek ABW o pośrednikach sprzedających zakładom WSCH surowce (także z Rosj!) i sprzedających ich produkty? Czyżby takich notatek ABW nie ma?Wszystkie te argumenty to czysta postracjonalizacja, której logika do złudzenia przypomina tę z bajki o kumoszce, która zbiła ucho w pożyczonym od sąsiadki dzbanku i nagabywana o jego zwrot twierdziła: „jaki dzbanek? Nie pożyczałam żadnego dzbanka. Dawno już go zresztą oddałam, a to ucho to on miał zbite, zanim go pożyczyłam”.Choć wezwanie na Tarnów zostało uznane za wrogie, to okazało się dla Tarnowa dobrodziejstwem. Ze strachu przed „Ruskimi” MSP zgodziło się na przejęcie przez Tarnów Puław! To było do niedawna niewyobrażalne. Kilka lat temu Puławy miały przejąć Tarnów, który ledwo się uratował. W Puławach zapewne liczono, że plany podwyższenia kapitału zakładowego Tarnowa odstraszą „Ruskich” i sobie pójdą w „ciorty”, więc nie trzeba będzie połączenia realizować. A tu „Ruscy” zrobili niespodziankę i kupili co mogli kupić, więc znów okazali się sojusznikiem Tarnowa. Niebezpieczeństwo nie minęło i operację połączenia trzeba będzie chyba dokończyć – szczęśliwie dla Tarnowa i nieszczęśliwie dla Puław.Dla polskiej chemii większym zagrożeniem jest polityka klimatyczna Komisji Europejskiej niż „Ruscy”! Zachodnie koncerny nawozowe mają nadmiar mocy wytwórczych, a Rosjanie mają ich niedobór. Niemcy czy Norwegowie mieliby więcej powodów od Rosjan, żeby zamknąć polskie zakłady chemiczne. Co zapewne spodobałoby się Komisji Europejskiej, bo ograniczono by emisję CO2.Chwilę przed ogłoszeniem przez Acron wezwania na Tarnów EvroChim kupił od BASF fabrykę nawozów mineralnych w Antwerpii. EvroChim to największy producent nawozów mineralnych w Rosji kontrolowany przez Andrieja Mielniczenko, który konkuruje z Viaczeslawem Kantorem z Acronu. To ta transakcja konkurenta z BASF była pewnie głównym katalizatorem planów inwestycyjnych Kantora w Polsce. Acron też potrzebuje zakładów w UE i bynajmniej nie po to, żeby je zamykać.Piotr Semka w cytowanym arytkule o pokrętnej jak dla mnie dialektycznej argumentacji napisał, że Żółkiewski dobrze robił najeżdżając na Moskwę w okresie „Wielkiej Smuty” bo chciał się sprzymierzyć z niektórymi rosyjskimi bojarami. Jeśli tak, to może dziś czas się sprzymierzyć z niektórymi rosyjskimi oligarchami? „Jak równy z równym”?A jakby coś miało pójść źle, to czy można się zabezpieczyć?

Państwo, które potrafi stanowić dobre prawo i je egzekwować nie ma żadnych problemów z inwestorami z zagranicy. My tego nie potrafimy, ale czy to wina „Ruskich”. Stanowienie i egzekucja prawa to naprawdę nie jest taka trudna sztuka. Oczywiście na forum posypały się gromy. „Umnyj Paliak” było pierwszym komentarzem. Dobrze, że nie „sprzedawczyk”. Co ciekawe już tego komentarza nie ma. Zapewniam, że nie miałem z jego usunięciem nic wspólnego. Zresztą moja odpowiedź na kilka komentarzy też się moderatorowi nie spodobała – bo też jej nie ma. Więc nie tylko „Andrzej2000” nie doczekał się publikacji swojego komentarza. Ale nie miał okazji przeczytać mojego zaproszenie na te stronę – bo tu można w czasie rzeczywistym publikować wszystko (na www.blog.gwiazdowski.pl) – nie dotyczy to tak zwanych „luster” mojego bloga.Dowiedziałem się też, że to wszystko, co opisałem, to sprawa „rosyjskich wpływów”. Być może. Ale czy Amerykanie nie mają swoich „wpływów”. A Izrael? Ruscy mają jednak w Polsce ułatwioną robotę. Nie muszą nawet nikogo przekupywać. Wiele rzeczy robimy w końcowym efekcie na ich korzyść ze zwykłej głupoty.Oczywiście forumowicze zawsze wypowiadają się o konkretnym tekście. Niektórzy mogą nawet nie wiedzieć, że były też inne. O „Ruskich” pisałem na blogu już wielokrotnie a wcześniej w Rzepie „poszedł” tekst „Gazowa gra”, w którym polemizowałem z Wiceprezesem Gazpromu  Alexandrem Miedwiediewem sugerując zastosowanie teorii gier do ułożenia Polsko-Ruskich stosunków handlowych.Czasy musimy mieć bowiem bardzo ciekawe, skoro wiceprezes Gazpromu i dyrektor generalny Gazprom Export pisze artykuły w polskiej prasie na temat dostaw gazu. Już sam fakt, że pisze jest ciekawy. To jakże ciekawe muszą być powody, dla których pisze?Miedwiediew tłumaczy przyczyny, dla których na przełomie stycznia i lutego Gazprom zmniejszył dostaw gazu do Polski. Podobno jest to spowodowane srogą zimą i zwiększonym zapotrzebowaniem na gaz. Widać, że zima zaskakuje nie tylko drogowców w Polsce… Posunięcie Gazpromu zostało odczytane jako przestroga: skoro rozprawiacie o gazie z łupków, o dywersyfikacji dostaw i o gazie skroplonym, to sobie radźcie sami.Ale skoro sam Miedwiediew sięgnął po pióro (nawet jeśli to było pióro „ghostwritera”) jest wielce ciekawy – trzymając się chińskiej terminologii. Dotąd Rosjanie dawali upust wierze, że nie muszą handlować z Polską (ani nawet z Europą) – bo co mają na sprzedaż kupią od nich Chińczycy.

Ale Chińczycy wcale się nie rwą do kupowania wszystkiego po każdej cenie. Wiec rynek zachodni pozostanie dla Gazpromu ważny. Warto więc chyba zmierzyć się z dwoma skrajnościami myślenia. Zarówno z tą, że za kilka lat, dzięki eksploatacji złóż gazu łupkowego  i budowie terminali LNG, Gazprom z pozycji dyktatorskiej przeistoczy się w petenta, proszącego się , by ktoś raczył kupić od niego choć trochę gazu, jak i z tą, że zmiany, które zachodzą na światowym rynku gazu, są przemijające i wszystko zostanie po staremu.Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tekstem zamieszczonym w Rzepie Miedwiediew wpisuje się w ten drugi nurt. Przesłanie jego publikacji jest jednoznaczne: point de reveries! Drodzy państwo, dajcie sobie spokój z mrzonkami o liberalizacji rynku gazu, bo zamarzniecie. Tylko Gazprom jest w stanie zagwarantować Europie bezpieczeństwo energetyczne i zaspokoić jej potrzeby. Gazprom jawi się jako dobroczyńca niewdzięcznej Europy, która dostaje gaz na najlepszych z możliwych warunków i jednocześnie chytrze myśli, jak się od tej współpracy wykręcić. Kilka tygodni temu w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung” prezes Gazpromu Aleksiej Miller wprost oświadczył, że rosyjski gaz nie jest zbyt drogi, a przeciwnie – zbyt tani. Ale jeśli tak, to dlaczego Miedwiediew w ogóle coś pisze???

Ostrze rosyjskiej krytyki jest wymierzone przede wszystkim w trzeci pakiet energetyczny z 2009 roku,  zgodnie z którym systemem przesyłowym gazu w krajach unijnych mają zarządzać niezależni operatorzy. Dla Gazpromu pełne wdrożenie ustaleń byłoby końcem marzeń o kontroli nad sieciami przesyłowymi. Na razie wprowadzanie w życie postanowień pakietu idzie opornie, bowiem aż 18 państw UE nie wypełniło jego postanowień w mniejszym bądź większym stopniu.Demonstrując możliwość przykręcenia kurka z gazem i wbrew wszelkiej logice twierdząc, iż do eksportowanego gazu Gazprom niemal dopłaca, Miedwiediew utwierdza w racjach swoich adwersarzy. W jego wywodzie nie ma żadnego racjonalnego argumentu. Liberalizacja jest zła, bo jest zła – w ten sposób można streścić cały jego wywód. Nikt oprócz Gazpromu nie będzie inwestował w infrastrukturę przesyłową, bowiem europejskie spółki „chcą jedynie czerpać zyski”. Czyżby Gazpromu nie interesowały zyski? Co na to jego akcjonariusze?Gazprom boleje nad tym, że odwierty w poszukiwaniu gazu z łupków zniszczą europejską przyrodę – chociaż same poszukiwania gazu z łupków nie różnią się znacząco od poszukiwań gazu konwencjonalnego. Pojawiają się opinie, że koszt wydobycia  gazu łupkowego w Polsce będzie kilkakrotnie wyższy, niż w USA. Wyższy będzie z pewnością bo w USA wszystko jest tańsze (nie mają tam na przykład podatku VAT i generalnie mają niższe podatki i mniejszą biurokrację) ale w dalszym ciągu może być niższy niż kupowanie od Gazpromu. Odpowiedzialny za umowy w Gazpromie Siergiej Komlew stwierdził niedawno, że przez spodziewane fiasko łupkowych planów Polacy będą zmuszeni kupować więcej surowca od Rosjan. Zatem czym się martwi Miedwiediew?Strategie nuklearne ZSRR i USA zaczęły być budowane zgodnie z teorią gier. I dlatego nie doszło do III wojny światowej. Może pora, żeby strategie gazowe też skorzystały z dorobku tej nauki? Dla teorii gier, a zwłaszcza dla jej zastosowania do nauk społecznych, w szczególności ekonomii, pierwszorzędne znaczenie ma pojęcie równowagi. Poszukiwanie równowagi w grze polega na określeniu strategii dominujących i eliminowaniu strategii dominowanych.

August Cournot stworzył teorię firm – oligopoli, zgodnie z którą monopoliści i idealni konkurenci stanowili ekstrema ograniczające i opracował modele gier konkurencji oligopoli. Przeanalizował konkurencję między firmami, które rywalizują w sprzedaży tego samego dobra konsumpcyjnego, a następnie przeanalizował drugi model, obejmujący producentów elementów uzupełniających do wytwarzanego towaru. Przy analizie drugiego modelu zauważył, że stosował te same metody rozumowania, których używał przy pierwszym. Nie doszedł jednak do koncepcyjnego rozróżnienia między sformułowaniem konkretnych modeli gier i ogólną metodologią wykorzystaną do ich analizy. Ogólną teorię równowagi dla gier niekorporacyjnych stworzył dopiero John Nash, definiując równowagę jako sytuację, w której żaden gracz nie może poprawić swojej pozycji, wybierając inną strategię gry niż optymalna i udowadniając, że dla każdej gry niekooperacyjnej z dowolną liczbą graczy istnieje co najmniej jeden punkt równowagi – stąd też równowagi w grach o sumach niezerowych nazywane są równowagami Nasha.Analiza Nasha oparta jest na typowym także dla ekonomii klasycznej, założeniu doskonałej racjonalności jednostek. Jak zauważył Roger Myerson, „założenie doskonałej racjonalności jest oczywiście niedoskonałe” jako opis rzeczywistych ludzkich zachowań, gdyż empiryczne badania procesu podejmowania decyzji ciągle pokazują niespójne i nierozsądne zachowania, które przeczą założeniu doskonałej racjonalności. Jednakże nie zostały sformułowane żadne teorie niespójności zachowań ludzkich, które byłyby wiarygodnie.

Dlatego najlepsze modele analityczne oparte są właśnie na założeniu doskonałej racjonalności – z braku jakiegokolwiek innego punktu oparcia. Podobnie jak w fizyce – przyjmowany jest jakiś model rzeczywistości tak długo jak nie stworzony zostanie inny model lepiej opisujący rzeczywistość i do tej rzeczywistości lepiej pasujący.Nash stosował metodę aksjomatyczną, polegającą na przyjęciu pewnych rozsądnych założeń określających warunki, jakie powinny spełniać dobre metody rozgrywania gry (w matematyce takie warunki nazywane są aksjomatami) i następnie sprawdzeniu, które z metod spełniają te warunki. Pozwala to ocenić metody i wybrać taką, która najlepiej spełnia aksjomaty uważane za najważniejsze. Aksjomat racjonalności zakłada, że rozwiązanie gry powinno należeć do zbioru negocjacyjnego, czyli spełniającego postulat optymalności w sensie Pareto. Pozwala to znaleźć takie rozwiązanie, żeby nie było żadnego wyniku, który byłby lepszy dla obu graczy lub lepszy dla jednego i nie gorszy dla drugiego oraz gwarantującego, że wypłaty dla obu graczy nie będą niższe od ich poziomu bezpieczeństwa – czyli wypłaty, jaką mogliby uzyskać nie kooperując z drugim graczem.Graczami są nie tylko Gazprom i PGNiG. Od ich „gry” zależą wyniki sektora chemicznego i energetycznego, które przekładają się na wyniki pozostałych graczy operujących w innych sektorach gospodarki.Może by panowie Miller i Miedwiediew sięgneli po specjalistów od teorii gier? Ale czy wówczas my potrafimy zrobić to samo?A pisałem to o rosyjskim gazie i polskiej chemii długo przed ogłoszeniem wezwania Acronu na Tarnów. Ale niestety u nas Nash to się co najwyżej niektórym z filmem „Piękny umysł” kojarzy w którym więcej było o chorobie psychicznej przyszłego Noblisty, niż o teorii gier. A nomen omen, w chorobie tej miał on antyrosyjskie fobie 🙂 I to chyba wszystki już wyjaśnia.

Inne zapisy autora:

0

Robert Gwiazdowski

120 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758