POLSKA
Like

IMPERIUM KONTRATAKUJE (Czemu pani kłamie, pani Terlecka? cz. IV)

22/05/2013
1134 Wyświetlenia
19 Komentarze
13 minut czytania
IMPERIUM KONTRATAKUJE (Czemu pani kłamie, pani Terlecka? cz. IV)

Kali ukraść to dobry uczynek. Zły natomiast to okradzenie Kalego.

0


 

Wydaje się, że tak samo rozumuje dyrektorka gliwickiego Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, Barbara Terlecka – Kubicius – rozpowszechnianie wizerunku dzieci znajdujących się pod pieczą pp. Magdziaków jest złe, jeśli czynią to niezależne media. Jeśli natomiast inne media powielają ten sam wizerunek, ale na życzenie (tekst sponsorowany?) pani Kubicius, jest to uczynek ze wszech miar dobry.

 e8eae2c16d5e8ef09e131e31da2a0ac3,37,1

Cykl artykułów jakie opublikowałem na temat gliwickiego PCPR-u i pp. Magdziaków generalnie można streścić jednym zdaniem:

Oto gliwicka instytucja z nieznanych publicznie przyczyn postanowiła zostać stroną w konflikcie i zwalcza rodzinę zastępczą za pomocą oszczerstw i pomówień, albowiem prezes fundacji Nasz Dom Zastępczy Ireneusz Kopania, były zakonnik i właściciel kilku sklepików rozsianych po okolicznych wioskach, postanowił całkowicie uwłaszczyć się na zamieszkiwanym przez rodzinę zastępczą domu.

I otworzyć tam kolejny „byznes”.

Pisałem również, że w samym PCPR-ze nepotyzm sięgnął zenitu – zięć dyrektorki, aplikant adwokacki, wygrywa przetargi pomimo tego, że stają do nich renomowane kancelarie prawnicze.

I to nierzadko tańsze!

Ba, coraz głośniej w Gliwicach słychać, że Janson to nie jest jedyna osoba spokrewniona bądź spowinowacona z Terlecką i zatrudniona w kierowanym przez nią PCPR-ze…

1.

 

Terlecka postanowiła walczyć za pomocą mediów.

Padło na Onet.pl.

W dniu wczorajszym, na śląskich stronach portalu, ukazał się artykulik Katarzyny Nylec Awantura o dzieci.

Tu:

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/awantura-o-dzieci,1,5522030,region-wiadomosc.html

2.

 

Mała dygresja: wedle Rzecznika Praw Dziecka kontakt z dziennikarzami a następnie publikowanie w mediach wizerunku dzieci prowadzi do niestabilności emocjonalnej dzieci, zachwiania poczucia bezpieczeństwa, psychozy, osamotnienia, lęku przed niepewnym jutrem.

Jak widać to media są przyczyną wszelkiego zła na Ziemi.

Wystarczy, żeby ich nie było, a przynajmniej zakazanie im krytykowania nawet najmarniejszego urzędnika, a wszystko będzie dobrze…

Jak widać Terlecka za nic ma pouczenia Rzecznika i sama ściąga media.

W takim razie pośrednio przyczynia się do szerzenia psychoz…J

 

3.

 

Już starożytni Rzymianie mawiali – audiatur et altera pars.

Choćby po to, by móc uniknąć zarzutu nierzetelności, co w skrajnym przypadku powoduje, że zamiast artu spod klawiatury wychodzi mniej lub bardziej rozbudowany donos.:)

4.

 

Na nieposzlakowaną opinię rodziny cień rzuciło kilka niepokojących wydarzeń. Pracownicy PCPR-u podzielili się swoimi spostrzeżeniami z sądem.

– Pierwszym sygnałem, jaki obudził naszą czujność był wypadek jednej z dziewczynek. Mała poparzyła sobie wrzątkiem rączki, była hospitalizowana. Groził jej nawet przeszczep – wspomina Barbara Terlecka-Kubicius, dyrektor gliwickiego PCPR-u.

Innym razem pracownicy instytucji otrzymali informację od sąsiadów o wywiezieniu dziecka w okolice lasu. Świadek twierdził, że widział jak w godzinach wieczornych niedaleko lasu stoi samochód, a przy nim pan Piotr i 9-letni chłopiec. – Dziecko stało w samej piżamie. Wyjaśnialiśmy tę sytuację, ale rodzice odpowiedzieli nam, że zawieźli chłopca w ustronne miejsce, by ten się wyciszył – wspomina szefowa PCPR-u.

(Awantura o dzieci, Onet.pl)

Dlaczego pani redaktor z Onetu nie zadała sobie niewielkiego trudu i nie porównała czarnych opowieści Terleckiej z kartą wypisową ze szpitala?

Marzenka i owszem, była oparzona, ale w stopniu lekkim.

Konkretnie aqua żel,  jałowy opatrunek i do domu!

Mówienie więc o zagrożeniu przeszczepem jest niepoważne.

Skoro jednak takie słowa Terleckiej rzeczywiście padły (i nie są wytworem fantazji pani Nylec) oznacza to, że Terlecka świadomie pomawia.

Nadal!

Świadomie, bo PCPR dysponuje kartą leczenia szpitalnego, gdzie przypadek jest opisany zrozumiale nawet dla największego matoła.

A o matolstwo akurat ani Terleckiej, ani też Kopani nie podejrzewam.

Wyjaśnienia wymaga także opowieść o świadku, który widział dziecko w piżamce koło lasu.

Jaki świadek, pani redaktor? Gdzie on jest? Imię, nazwisko, adres!.

Nie ma nic.

Niech Terlecka pokaże choćby notatkę służbową, która by dokumentowała anonimowy telefon w tej sprawie.

Również nic, i to w urzędzie, gdzie notatki służbowe sporządza się nawet na okoliczność tego, że ktoś nie odebrał telefonu.

A przede wszystkim niech wskaże las…..*

5.

 

Zastanawiające jest również i to, że wg informacji zawartej w onetowym tekście Rzecznik Praw Dziecka zgłosił wątpliwość zarówno co do metod wychowawczych, jak i co do warunków panujących w domu w Sierotach.

Skąd taka informacja, pani Nylec?

Przecież wizyta przedstawicielek Biura RPD miała miejsce we wrześniu ubiegłego roku.

Skoro rzekomo było tak źle, to dlaczego Rzecznik nie wystąpił z wnioskiem o rozwiązanie rodziny zastępczej?

Już dawno byłoby po przysłowiowych ptokach.

Co więcej, Sąd Rejonowy w Gliwicach ustanowił Małgorzatę Magdziak… kuratorem dzieci!

Jeśli zatem rację miałaby Terlecka oraz Kopania to Sąd w Gliwicach, a na pewno Wydział IV Rodzinny, powinno się rozwiązać w trybie natychmiastowym (pozdrawiam przewodniczącą 🙂).

Jeśli jednak nikt z PCPR-u ani też Ireneusz Kopania e tutti quanti nie uczynili nic, by powiadomić rzecznika dyscyplinarnego w Sądzie Okręgowym…

6.

 

Przyznam, że na początku poznawania całej tej historii nie wierzyłem w opowieści Magdziaków. Dopiero kilkudniowa podróż przez kilogramy dokumentacji tudzież własna obserwacja rodziny pomału doprowadziły mnie do zwątpienia w czystość intencji i niepokalaność urzędniczą mgr Terleckiej – Kubicius.

Ale tekst, jaki ukazał się na Onecie już zbyt wyraźnie ociera się o groteskę.

Otóż pisze pani redaktor: pracownicy gliwickiego ośrodka przeprowadzili z małżonkami rozmowę. Zagwarantowali fachową pomoc asystenta rodziny i opiekę psychologa.

(op. cit.)

Tymczasem Magdziakowie zaprzeczają powyższemu.

Co więcej, w aktach znajduje się prośba Małgorzaty Magdziak o pomoc psychologa (FAS u dzieci nie był jeszcze rozpoznany) z odręczną adnotacją Terleckiej – odmawiam.

Widziałem.

Tak więc to nie Magdziaczka, ale PCPR odmówił pomocy.

7.

 

Wszystkie zarzuty, jakie są wysnuwane pod adresem Magdziaków i dotyczące ich rzekomych zaniedbań, przemocy w rodzinie itp. dotyczą kilku miesięcy 2011 roku.

Po tym okresie brak jest już czegokolwiek.

Dlaczego?

8.

 

Jak się wydaje przyczyną jest… zamontowanie systemu monitoringu w budynku w Sierotach.

Teraz w każdym momencie można wykazać, że opowieści Kopani o awanturze połączonej z rękoczynami, jakiej to rzekomo był świadkiem, wylęgły się tylko w mózgu byłego zakonnika.

9.

 

Ale art na Onecie poruszył temat, o którym staram się nie myśleć.

Przynajmniej jeszcze nie teraz.

 Userka Ewa z Londynu napisała:

 W poprzednich latach powstało wiele FUNDACJI i ORGANIZACJI CHARYTATYWNYCH , w których pod płaszczykiem legalności adoptowania dzieci wysyłano maluchy rzekomym małżeństwom na zachodzie. Ludzie z tych fundacji dorabiali się szybko fortun, bo termin otrzymania dziecka uzależniali od wysokości wpłaty , / w grę wchodziły grube miliony/….Z obawy o brak dzieci blokowano nawet adopcję dzieci uprawnionym do tego polskim założonym Rodzinnym Domom Dziecka. W T V wystąpiło małżeństwo, które założyło dom dziecka i nie mogło się doczekać adopcji dzieci, bo nikt nie kwapił się im przekazać /jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze: nie dali łapówki/…… Natomiast nieprzerwanym strumieniem nasze dzieci płynęły na ZACHOD. Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta aferę sadystycznego małżeństwa francuskiego Dutroux, które pośredniczyło w handlu dziećmi, rozsyłając je potem zboczonym pedofilom po całej Francji i w państwach BENELUKSU. Jednakże dzieci dorastały zaczynały rozumieć swoją traumę i żeby nie wypłynął ogrom zbrodni musiały być mordowane i jakieś dziecko się wygadało.. Stąd po wykryciu afery policja zaczęła przekopywać teren ich posesji w poszukiwaniu zamordowanych maluchów /patrz dziennik telew. z tamtych lat/. Policjanci widocznie byli za uczciwi , bo wykryli ,że prawdopodobnie dostarczano dzieci również wysokim urzędnikom. Zawisła groźba upadku rządów………..

SPRAWĘ SZYBKO WYCISZONO…. Policja przerwała wykopaliska, mówiąc ,że to bezsensowne i chyba nic więcej się nie znajdzie. .Nitki sprowadzanych dzieci wiodły do wszystkich krajów, tak samo tych DOSTARCZANYCH i z POLSKI. Pomimo zmian RZADÓW DLACZEGO NIKT NIE CHCIAŁ SPRAWDZIC ILE POLSKICH DZIECI WYWIEZIONO PEDOFILOM I PO SEKSUALNYM WYKORZYSTANIU PRZEZ PEDOFILÓW ZAMORDOWANO. PRZECIEŻ DOKUMENTY ADOPCYJNE NIE ULEGAJĄ PRZEPADKOWI I NIE MAJĄ PRAWA BYC ZNISZCZONE, WIĘC MUSI BYĆ WIADOME DO KOGO TE DZIECI POJECHAŁY i CZY JESZCZE ŻYJA, LUB ILE ZAMORDOWANO…..
PO zamknięciu afery Dutroux raptownie ucichła sprawa REKLAMY W TELEWIZJI ADOPCJI POLSKICH DZIECI na zachodzie. Podczas gdy wcześniej sprawę WYSOKO KWALIFIKOWANEJ OPIEKI nad naszymi adoptowanymi dziećmi częstokroć nagłaśniała telewizja…ale widocznie zginęli /UTAJNILI SIĘ/ oficjalni pośrednicy handlu dziećmi,, a pedofile woleli się nie ujawniać…

 

10.

 

Aż strach pomyśleć, że Ewa ma rację.

Może jednak rozpętana przez Kopanię i Terlecką nagonka na Magdziaków będzie impulsem, który spowoduje, że wreszcie sprawdzimy, co tak naprawdę dzieje się z naszymi adoptowanymi dziećmi, kiedy już opuszczą granice kraju?

Na razie bowiem obserwujemy dziwny sojusz zawiązany pomiędzy Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie pod wodzą Terleckiej – Kubicius wraz z nieodłącznym zięciem Jansonem oraz całkowicie prywatną fundacją Nasz Dom Zastępczy byłego zakonnika Ireneusza Kopani.

Dziwi także łatwość spłacania kredytów hipotecznych, zaciąganych przez Ireneusza Kopanię, w ostatnich latach, i to pośród dotkliwego dla każdego normalnego przedsiębiorcy kryzysu.

Wszystko możemy zobaczyć w jego Księdze Wieczystej.

Ale jak zastanowić się nad postem Ewy z Londynu

22.05 2013

________________________

* – wokół domu Magdziaków rozciągają się uprawne pola. Po horyzont.

Inne zapisy autora:

0

Humpty Dumpty
Humpty Dumpty

1842 publikacje
76 komentarze
 

  1. Avatar prawda musi zwycieżyć

    Skoro pani Terlecka wynajęła sobie dziennikarkę z onet to powinna zapłacić to z własnej kieszeni ,bo widzę że PCPR to prywatny folwark nie tylko pani Terleckiej ale i pana Jansona oraz pewnie dyktującego rozkazy pan Kopania ja myślę że dziś napiszę do UKS w Katowicach o jak najszybsze przeprowadzenie kontroli w tymże ośrodku oraz sprawdzenie majątku gdyż sprawa śmierdzi i to na kilometry powiadamiam tez CBA oraz ABW.

    0
  2. Avatar kokospoko

    Nasuwa się jedno pytanie dlaczego PCPR zamiast udzielać pomocy rodzinie Magdziaków to po prostu szuka nie prawdopodobnych kłamstw i oszczerstw ,to wszystko wygląda jak prześladowanie na jakieś nie prawdopodobne wydumane i prowokacyjne rzeczy,czy ośrodek PCPR podlegający Staroście nie powinien zarządzać ktoś inny bardziej pasujący na takie stanowisko niż pani Terlecka bo z tego co się orientuje to własnie pani Terlecka doradzała ośrodkowi PCPR w Pucku gdzie stała się tak wielka tragedia ,czy musi dojść do powtórki dlatego w takim ośrodku powinni pracować ludzie na którym zależy dobro dzieci a nie koleżeńskie układy i kasa.

    0
  3. Avatar flame

    Małgosia – mama zastępcza, została ustanowiona przez gliwicki Sąd opiekuńczy KURATOREM tych dzieci, o których dobro podobno, tak usilnie zabiega gliwicki PCPR.

    W oficjalnych pismach kierowanych do różnych instytucji, za-ca dyrektora Grażyna Ledwoń pisze, że: ” nieustępliwa i zawzięta postawa Państwa Magdziak jako rodziców zastępczych, podpierana przez nich przekonaniami religijnymi stanowi ogromne zagrożenie dla przebywających u nich dzieci, a trwanie w środowisku, w ocenie PCPR niewątpliwie przemocowym (…) może mieć w dalszej perspektywie dużo poważniejsze skutki” (cyt. z pisma kierowanego do Rzecznika Praw Dziecka TPD Śląskiego o/Regionalnego w Katowicach – p. Marii Gronczakiewicz z dn. 20 lipca 2012r.)!

    Na szczęście, rozsądek gliwickiego Sądu opiekuńczego, jak do tej pory, CHRONI MIŁOŚĆ i
    dom pełen serca.

    0
  4. Avatar Aleksandra

    Link do publikacji “Awantura o dzieci” wskazany w arcie przez Humpty Dumpty nie odsyła już do artykułu red. Katarzyny Nylec z portalu ONET.pl. Po interwencji pełnomocnika rodziny pp. Magdziak, portal usunął niezbyt rzetelną publikację.

    Zespołowi redakcyjnemu, jak i samej autorce serdecznie dziękujemy za błyskawiczną reakcję!!!!

    Po kliknięciu na link pojawia się info: “Szukana strona nie istnieje lub została przeniesiona do nowej wersji serwisu wiadomosci.onet.pl”.

    Link, o którym mowa, a na który powołał się autor “sagi” o Terleckiej i gliwickim PCPR-ze: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/awantura-o-dzieci,1,5522030,region-wiadomosc.html

    0
    • tekst artykułu Katarzyny Nylec Onet
      “Awantura o dzieci”

      Małgorzata i Piotr Magdziakowie przeprowadzili się na Śląsk z Piotrkowa Trybunalskiego. Tu postanowili założyć rodzinę zastępczą. Mieli już trójkę własnych dzieci, ale ich marzeniem było stworzenie domu pełnego ciepła dla tych, które nigdy nie zaznały czułości ze strony biologicznych rodziców.

      W 2005 roku rodzina podjęła współpracę z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Gliwicach. Placówka poparła w sądzie starania małżonków, dzięki czemu rodzina Magdziaków powiększyła się: adoptowali dziewczynkę – Laurę.
      Następnie stali się rodziną zastępczą dla trójki kolejnych dzieci. Stali się rodziną zastępczą dla czworga dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności . Rodzina nawiązała współpracę z Fundacją “Nasz dom zastępczy”. Ta obiecała znaleźć dla licznej, bo 10-osobowej już rodziny odpowiedni, przestronny dom. Wszystko układało się doskonale do tego stopnia, że pan Piotr został wiceprezesem fundacji, a rodzina wprowadziła się do zakupionego dzięki hojności darczyńców domu w Sierotach pod Gliwicami. Fundacja bezpłatnie użyczyła budynku Magdziakom.
      Małżonkowie dołożyli starań, by dom wyremontować. Zaciągnęli nawet dwa kredyty – w sumie 60 tysięcy złotych.

      Nie poradzili sobie z wychowaniem?

      W 2011 roku nad rodziną zaczęły gromadzić się czarne chmury. Co roku fundacja podpisywała z rodziną umowy na użyczenie budynku na 12 miesięcy. W zeszłym roku otrzymali pismo zgodnie z którym mają prawo mieszkać w domu tylko pół roku…
      Na nieposzlakowaną opinię rodziny cień rzuciło kilka niepokojących wydarzeń. Pracownicy PCPR-u podzielili się swoimi spostrzeżeniami z sądem. – Pierwszym sygnałem, jaki obudził naszą czujność był wypadek jednej z dziewczynek. Mała poparzyła sobie wrzątkiem rączki, była hospitalizowana. Groził jej nawet przeszczep – wspomina Barbara Terlecka-Kubicius, dyrektor gliwickiego PCPR-u. Innym razem pracownicy instytucji otrzymali informację od sąsiadów o wywiezieniu dziecka w okolice lasu. Świadek twierdził, że widział jak w godzinach wieczornych niedaleko lasu stoi samochód, a przy nim pan Piotr i 9-letni chłopiec. – Dziecko stało w samej piżamie. Wyjaśnialiśmy tę sytuację, ale rodzice odpowiedzieli nam, że zawieźli chłopca w ustronne miejsce, by ten się wyciszył – wspomina szefowa PCPR-u.

      Szkoła skarży się na rodziców

      Do Sierot dotarł nawet Rzecznik Praw Dziecka. Biuro rzecznika zgłosiło wątpliwości co do metod wychowawczych i warunków gwarantowanych dzieciom. Natomiast do PCPR-u coraz częściej napływały uwagi ze strony dyrekcji szkoły i nauczycieli np. wymuszanie lepszych ocen dla dzieci biologicznych, podważanie kompetencji nauczycieli.
      Pewnego dnia pani Małgosia stwierdziła, że „chce oddać dzieci, bo sobie nie radzi”. Krótko po tym dramatycznym wyznaniu pracownicy gliwickiego ośrodka przeprowadzili z małżonkami rozmowę. Zagwarantowali fachową pomoc asystenta rodziny i opiekę psychologa. – Pani Małgorzata zareagowała entuzjastycznie, ale tej pomocy od nas nie przyjęła – rozkładają bezradnie ręce pracownicy PCPR-u.
      Rodzina uważa, że komuś ewidentnie zależy na tym, by odebrano im dzieci. – Zarzucono nam, że zbyt mocno zaangażowaliśmy się w relacje w nimi, bo pozwalamy im mówić mamo, tato – twierdzą małżonkowie.

      Fundacja dziękuje Magdziakom za współpracę

      Wreszcie fundacja nakazała im wyprowadzenie się z przekazanego im domu. – Straciliśmy wiarę w dobrych ludzi – rozpaczają Magdziakowie. Jeśli stracą dach nad głową, nie będą mogli pełnić roli rodziny zastępczej…
      Do małżonków dotarły nawet słuchy, że w budynku dzieci nadal będą mieszkać, ale rodzina zastępcza będzie prowadzona przez inną parę. Rodzina postanowiła nie wyprowadzać się z domu. Ich zdaniem urzędnikom chodzi tylko i wyłącznie o podstępne przejęcie wyremontowanego domu.

      Sąd zdecyduje o losie rodziny

      Ze względu na to, że zachodziły przesłanki do natychmiastowego wypowiedzenia umowę na pełnienie funkcji rodziny zastępczej –  w zeszłym roku PCPR takie kroki poczynił. Starosta gliwicki zdecydował jednak, że umowa nadal będzie obowiązywała, ale już z aneksem. W dokumencie rodzina zobowiązała się do usunięcia z sieci materiałów wykorzystujących wizerunek dzieci.
      Obecnie sprawa rodziny zastępczej jest przedmiotem postępowania sądowego. Toczy się ono z wyłączeniem jawności.
      Pracownicy socjalni nie rozumieją zarzutów dotyczących próby przejęcia domu. – Zupełnie niezależne od nas jest to, jakie decyzje podejmuje suwerenna fundacja na temat swojego majątku. PCPR nigdy nie podejmowało żadnej decyzji o przekazaniu prowadzenia domu innej rodzinie – stwierdzają pracownicy gliwickiego PCPR-u.
      W oficjalnym piśmie skierowanym do naszej redakcji centrum pomocy rodzinie podkreśla, że obejmuje opieką i wsparcie około 150 rodzin zastępczych. – W ostatnich 12 latach prowadziliśmy tysiące różnych spraw związanych z rodzicielstwem zastępczym. Pragniemy podkreślić, że nigdy nie zdarzyło się, aby powstał jakikolwiek problem, którego nie dałoby się wspólnie rozwiązać. Sprawa Państwa Magdziaków jest pierwszą, w której dwa podmioty zewnętrzne nie potrafią dojść do porozumienia. A naszą rolą nie jest zajmowanie pozycji strony w sprawie – czytamy w oświadczeniu.

      Autor: Katarzyna Nylec Źródło: Onet

      0
  5. Najsmutniejsze jest to,ze dla tych dwóch osobników,nie liczy się dobro dzieci,jedynie mamona. Ex zakonnik,za wszelka cenę chce”uszczęśliwić”dzieci. Ktoś wreszcie musi, przypatrzyć się dogłębnie ich poczynaniom. Pozwólcie dzieciom, żyć bezstresowo,bo One już dosyć przeszły w swoim krótkim życiu.

    0
  6. a czy pokusiliście się o screen szota? Macie go?. Ważna sprawa.

    0
  7. A ja sprawdziłabym Ośrodek Adopcyjny i Pieczy Zastępczej “Szansa” w Bytomiu. Jeśli nie mają nic do ukrycia, to wyliczą się z każdej przeprowadzonej adopcji. Szczególnie zagranicznej. Dlaczego nikt nie przepyta wyjątkowo nerwowo reagującego dyrektora placówki Andrzeja Łabądzia, który od lat “owocnie” współpracuje z gliwickim PCPR-em?

    0
  8. Ireneusz Henryk Kopania jest zatrudniony jako wychowawca w Rodzinnym Domu dla Dzieci w Paczynie za ok. 2.500PLN na m-c. Jego żona, Renata Kopania – dyrektor rodzinnego domu – pracuje za ok.3.500PLN. Oboje są na garnuszku Starosty, czyli żyją z kasy podatników.
    Starostwo pokrywa 90% wydatków na dom, w tym na tzw. media (energia elektryczna, usługi internetowe, zużycie wody, koszty ogrzewania). Paliwo też jest rozliczane – w ramach użytkowania samochodu prywatnego do celów służbowych.
    Na potrzeby dzieci starostwo łozy ok. 3.500PLN na miesiąc.
    Do tego dochodzą granty rzeczowe: np. krajalnica, pralka, zamrażarka, solary…
    Ciekawi mnie, w jaki sposób Kopania realizuje obowiązki wychowawcy, skoro prowadzi kilka lokalnych “byznesów”. Jak dzieli czas pomiędzy opiekę nad dziećmi, a prowadzenie punktu Kolportera, sklepiku “Rabat”, spółeczki “Extrawheel” itp?
    To chciwy i nieobliczalny snob. Wyciągnął łapska również po kasę zebraną przez brytyjskich darczyńców.

    0
  9. Drobne sprostowanie do powyższego komentarza – cytat: “Na potrzeby dzieci starostwo łozy ok. 3.500PLN na miesiąc…” – doprecyzuję, że kwota 3.500PLN jest przeznaczana co miesiąc na jedno dziecko. W Rodzinnym Domu dla Dzieci w Paczynie przebywa 8 wychowanków. Miesięcznie na swoje utrzymanie otrzymują od gliwickiego Starostwa łącznie ok. 28.000PLN. Mam nadzieję, że wszystkie racjonalne potrzeby dzieci przebywających w tym domu są zaspokojone …

    0
  10. Czytam z olbrzymim zainteresowaniem opisywany (przedstawiany) przypadek Państwa Magdziaków i nic dodać i nic ująć. Nam odebrano 6 dzieci, bo OPS w Chorzowie napisał do Sądu, że jako rodzina zastępcza nie mamy sił, ani pomysłu na rozwiązywanie problemów z wychowankami. To wystarczyło odebrać dzieci, które nie chciały upuścić naszej rodziny. Postanowienie zapadło 26 marca 2013r. Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił 5 z 6 identycznie o treści zażaleń opierając się głównie tym co napisał OPS. 1 zażalenie uwzględnił, bo jak wskazał, Sąd podjął błędną i nieprzemyślaną decyzję. Co dziwne, w przypadku tych pozostałych 5 zażaleń napisano, że nie zasługują na uwzględnienie. OPS wykonując postanowienia “szarpał i kazał wsiadać do samochodu” dziecku nie temu, które miało być odebrane. Jedno z dzieci, jak się później okazało, było transportowane w konwoju policyjnym wraz z osobami skazanymi, skutymi w kajdany, a miało być umieszczone w placówce, zaś jechało przy okazji z przestępcami do ZK w Nowym Sączu. Pracownicy z OPS-u zamiast przejąć się sprawą, widząc jak dzieci się zachowują i pomóc im, szyderczo się uśmiechali. Mówią, że wszystko dla “dobra dzieci”. Co warto wspomnieć, rodziną zastępczą byliśmy od 16 lat i nagle teraz staliśmy się patologią. Nie tylko w Gliwicach tak źle się dzieje, ale w Chorzowie identycznie.

    0
    • Szanowni Państwo z Chorzowa, zapewne żadne to dla Was pocieszenie, ale takich rodzin, którym bez uzasadnionego powodu odbiera się dzieci, jest w naszym kraju sporo. Wystarczy zapoznać się ze sprawą pp. Betów, Berlińskich, Stolców, czy Bajkowskich. Zapraszamy do nawiązania kontaktu z nami. Być może nie wszystko jeszcze stracone. Choć dzieciaki na pewno przeżyły kolejną traumę i nic już nie odwróci tego, co się wydarzyło.
      Nasuwają się pytania, czy dzieci miały ustanowionego opiekuna prawnego, czy ponad wszelką wątpliwość zostały udowodnione ewentualne zarzuty wobec Państwa? Kłamstwa produkowane przez urzędników nie jednego zaskakują. Proszę pamiętać, że plotka, intryga i oszczerstwo to najdoskonalsze narzędzia służące do wyizolowania danej osoby/osób z konkretnego środowiska lub społeczności. Wszystkie zarzuty, np. o zaniedbania, powinny zostać udowodnione. Pracownicy OPS-ów i PCPR-ów to cwane szuje. Sprawę w Sądzie należało postawić tak, by to oni w równym stopniu jak i Państwo, musieli wykazać należytą staranność i dbałość o dobro powierzonych Wam dzieci. Piecza zastępcza to w dzisiejszych czasach bardzo trudne zadanie. I nie ważne, czy realizuje się je w oparciu o RDD, czy w ramach rodziny zastępczej. Pracownicy służb socjalnych zniszczyli już nie jedną rodzinę i rozwalili życie nie jednemu wychowankowi. Są nieźle wyszkoleni w knuciu i kombinowaniu. Potrafią prowadzić wyjątkowo perfidne działania.
      Ciekawe jak OPS Chorzów wspierał Was w realizowaniu zadań wychowawczych? Korzystaliście w pełni ze szkoleń, pomocy psychologicznej, pedagogicznej, prawnej? Pozdrawiamy i czekamy na kontakt.

      0
  11. Witam ponownie,
    Ja i małżonka jesteśmy opiekunami prawnymi dla większości z tych dzieci. Niemniej wywieźli je po różnych zakątkach kraju. OPS na razie nic nie udowodnił, bo nie jest w stanie nic udowodnić. Pisali do Sądu, a to że dziećmi manipulowaliśmy itp. bzdety. Dziś w rozmowie zaprzeczył, aby pisał coś o manipulowaniu dzieci, zasłaniając się niepamięcią. Nawet nagrałem rozmowę dla własnego bezpieczeństwa, by za chwilę nie napisali do Sądu, że znowu manipulowałem, leczy tym razem nie dziećmi, a kierownikiem. Chciałem zobaczyć to pismo, w którym pisali o manipulowaniu. Odmówili, bo mówią, że nie mają takiego pisma, a oni nie mają mi obowiązku nic pokazywać. Jak coś chcę, to mam iść do Sądu przeglądać akta. Z 6 dzieci, na skutek uwzględnienia 1 zażalenia, jeden wychowanek został w naszej rodzinie. Pozostałe 5 niestety nie, a Sąd pisał, że kierował się dobrem dziecka. Tyle, że teraz z pewnych źródeł wiadomo jest, iż jeden wychowanek uciekł z placówki, ale już wrócił, za to nie chodzi w ogóle do szkoły (wagaruje). Dziecko chodziło w rozwalonych butach, więc co – musieliśmy kupić nowe, bo jak chodzić z podeszwą osobno. Za wycieczkę klasową my zapłaciliśmy… i gdzie jest to dobro dziecka. Inny wychowanek, ten transportowany w konwoju policji, po tym napadł na wychowawcę z nożem, groził mu i co… będzie miał sprawę o demoralizację. U nas niczego podobnego nigdy nie było. Najmłodszy pisze nam sms-y, by zabrać go z domu dziecka, już dłużej tego nie wytrzyma i się powiesi. Sąd o tym wie i co, i nic. Czekają na tragedię, bo ciężko stwierdzić co dziecku może wpaść do głowy. OPS nie interesował się nami, ani dziećmi. Przychodzili jak Sąd życzył sobie okresową ocenę i tyle. Nie znali tak naprawdę dzieci, bo przy odbieraniu pomylili dzieci i chcieli zabrać naszego syna, który w tym czasie zmierzał do szkoły. Szarpali go i kazali wsiadać do samochodu. Tak to w skrócie wygląda. Wkrótce czeka nas rozprawa o rozwiązanie rodziny zastępczej i to chyba będzie zwykła formalność:(

    0
    • To, co Pan opisuje, to niestety “standardowe” działania urzędasów.
      Dobro dziecka – kolejna klauzula, która nie została konkretnie zdefiniowana. Podobnie, jak dobro publiczne. Największą tragedią jest to, co teraz przeżywają dzieci. Troska o stabilne środowisko wychowawcze, termin którym tak chętnie posługują się urzędnicy, szczególnie w pismach procesowych, to gołosowie i deklaracje bez pokrycia.
      Rodzinę Magdziaków, to że jeszcze trwają, są razem, a dzieci z pieczy nie wylądowały w ‘bidulu” uratowało nagłośnienie sprawy, zaangażowanie mediów, przyjaciół, znajomych i innych “wspieraczy”. Trzeba nie lada wysiłku i mobilizacji, żeby przeciwstawić się urzędniczej, bezdusznej machinie i systemowi, który mieli bez zastanowienia.
      Obsługa prawna gliwickiego PCPR-u, czyli nadęte, aroganckie prawnicze gówienko, podczas ubiegłorocznej pikiety przed starostwem wskazał swoim paluchem na biologiczną córeczkę Magdziaków i powiedział, że “tą blondyneczkę, to ja osobiście adoptuję”!
      Oczywiście, pracownicy PCPR-u, mimo że dość często inwigilują Magdziaków w domu (liczne kontrole), do dziś nie znają imion wszystkich bąbli i nie rozróżniają dzieci w pieczy od biologicznych. Ale na temat ich wychowania i zdrowia mają najwięcej do powiedzenia.
      Mam nadzieję, że Państwo tak łatwo się nie poddacie, że jeszcze macie siły i motywację. Chętnie okażemy Wam pomoc, podzielimy się doświadczeniem i udzielimy wsparcia. Proszę pamiętać, że nie jesteście sami :)))))))) Pozdrawiamy serdecznie.

      0
  12. …a oto nasza stronka – rodzinazastepcza.pl.tl – jeszcze rodzina zastępcza, ale bez dzieci.

    0
  13. Sprawą zajmuje się Rzecznik Praw Dziecka w W-wie i szczerze wątpię, iż to coś pomoże w odzyskaniu dzieci

    0
    • Rzecznik Praw Dziecka reaguje dopiero wtedy, gdy sprawę nagłośnią media, a opinia publiczna nie pozwoli mu odpocząć i nie dopuści do pozamiatania sprawy pod dywan. Poza tym, urzędnik zawsze będzie trzymał stronę urzędnika i bronił jego racji. Taki rodzaj “korporacyjnej” solidarności. Nic to, że urząd RPD został powołany dla dobra dzieci, a aktualny Rzecznik – Marek Michalak ma stać na straży ich praw. Niektórzy pracownicy biura RPD nie znają zapisów ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka obowiązującej od 2000r, więc jak tu wierzyć ich dobre intencje, “profesjonalizm”, jak im ufać i polegać na ich działaniach, które, jak z naszego i nie tylko, doświadczenia wynika prowadzą do destrukcji?
      Może Marek Michalak prywatnie ma dobre intencje, ale zespół jego współpracowników rozwalił już niejedną rodzinę i pogrążył nie jednego dzieciaka.
      P.S.
      Kulisy tragedii z udziałem rodziny zastępczej z Pucka również nie wygladąły tak, jak pokazywały je niektóre media.

      0
  14. Pingback: List interwencyjny w sprawie Rodziny Magdziaków. | NOWY EKRAN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816