POLSKA
Like

Ilu Polaków…?

27/05/2020
335 Wyświetlenia
0 Komentarze
25 minut czytania
no-cover

Andrzej Owsiński   Ilu Polaków powinno być w Polsce?   Spotkałem się z publikacją głoszącą że w sumie Polaków na świecie jest niemal dwukrotnie więcej aniżeli w Polsce. Myślę że polemika na ten temat nie ma sensu, ważne jest ilu Polaków w Polsce i poza nią działa na rzecz naszego wspólnego, ojczystego dobra. Sięgnę do moich osobistych wspomnień. Zacznę od historycznego Beresteczka, które ma ciekawą historię nie tylko z racji bitwy z roku 1651 i z roku 1920, nie licząc walk rosyjsko-austriackich w czasie I wojny światowej. Przywilej założycielski miasta nadał Wk Książę Litewski Zygmunt August noszący ten kołpak wraz z polską koroną „vivente rege”. W archiwum parafii beresteckiej oglądałem ten dokument pisany w staroruskim / cerkiewnym/ języku. Adresatem był […]

0


Andrzej Owsiński

 

Ilu Polaków powinno być w Polsce?

 

Spotkałem się z publikacją głoszącą że w sumie Polaków na świecie jest niemal dwukrotnie więcej aniżeli w Polsce.

Myślę że polemika na ten temat nie ma sensu, ważne jest ilu Polaków w Polsce i poza nią działa na rzecz naszego wspólnego, ojczystego dobra.

Sięgnę do moich osobistych wspomnień.

Zacznę od historycznego Beresteczka, które ma ciekawą historię nie tylko z racji bitwy z roku 1651 i z roku 1920, nie licząc walk rosyjsko-austriackich w czasie I wojny światowej.

Przywilej założycielski miasta nadał Wk Książę Litewski Zygmunt August noszący ten kołpak wraz z polską koroną „vivente rege”. W archiwum parafii beresteckiej oglądałem ten dokument pisany w staroruskim / cerkiewnym/ języku.

Adresatem był książę Fryderyk Proński / Fiedor/pochodzący z rodziny uciekinierów z księstwa moskiewskiego.

Prawdopodobnie udało im się wywieźć jakieś większe zasoby bowiem zbudował miasto z dużym rozmachem, nie wykluczone też ze uzyskał wsparcie z wielkoksiążęcej kasy, Litwa bowiem cierpiała na brak miast nie tylko ze względu na niedostatki ludności, ale też i z powodu tradycyjnej niechęci Litwinów do budowania trwałych osiedli traktowanych zazwyczaj jako podzamcza przeznaczone do spalenia w razie niebezpieczeństwa oblężenia.

W przypadku Beresteczka całe miasto zostało zaprojektowane jako obiekt obronny. Wykorzystano rzekę Styr budując na niej groblę z trzema przepustami z których dwa skrajne służyły młynom. Wokół miasta poprowadzono odnogę Styru umieszczając na jej początku most i zaporę wykorzystaną dla następnego młyna. Powstała w ten sposób wyspa została podzielona dodatkowym kanałem na część miejską i zamkową.

Miasto i zamek były otoczone murami z trzema wjazdami mostowymi.

Starano się żeby budynki w mieście były murowane w celu zabezpieczenia przed pożarami.

Książę Proński był z urodzenia prawosławny, musiał jednak przejść na katolicyzm,

gdyż w mieście nie było cerkwi, a pierwszy kościół św. Andrzeja został zbudowany

za jego życia.

 

Największy rozwój miasto przeżyło za jego syna Aleksandra, który przystąpił do Braci Polskich i kościół zamienił na zbór ariański, pobudował ponadto Akademię ariańską w której rektorem był sam Wiszowaty czołowy przywódca polskiego arianizmu. Kiedy książę Proński zmarł mieszczanie postawili mu na polach beresteckich potężny grobowiec do dziś będący rzadkim reliktem tego typu budowli.

Jako Arianie nie uznający wojny na ten pomnik zużyli cegłę z rozebranych murów miasta.

Ciekawe jest kto to byli ci ariańscy mieszczanie, otóż byli to sprowadzeni do Beresteczka Polacy, którzy z czasem powrócili na łono kościoła katolickiego.

Większość z nich stanowiła drobna szlachta zamieszkująca jurydyki wokół miasta poza terenem miejskiej wyspy.

Nazwiska i ocalałe dokumenty nobilitacji najlepiej o tym świadczą:

Tabińscy, Domańscy, Polańscy, Czerwińscy, Żukowscy, Hukowscy, Sadowscy, Markowscy i wiele innych, a Wilczyńscy pochwalili mi się dokumentami szlacheckimi z XVI wieku.

Wszyscy oni oprócz zajęć typowo miejskich byli posiadaczami gruntów rolnych.

Niestety zarządzony przez cara Mikołaja I spis szlachty pozbawiał ich szlachectwa, zastosowano przy tym groźbę że mogą zachować status wolnych mieszczan, ale pod warunkiem przejścia na prawosławie. Inaczej zostaną zaliczeni do klasy pańszczyźnianego chłopstwa.

Wielu uległo temu szantażowi, ale też byli i tacy którzy pozostali przy wierze katolickiej i polskości, a mimo to pozostawiono ich w spokoju pozbawiając jedynie praw szlacheckich.

Podobnie było i w innych miastach kresowych, w Horochowie pamiętam Nieburzyńskich, Krysztalskich Szumskich i innych. To samo działo się w Kisielinie, Łokaczach, Porycku – miastach powiatu horochowskiego, a i na zaściankach szlacheckich też.

W Beresteczku pojawił się natychmiast problem braku cerkwi dla nowych prawosławnych, carskie władze miały na to prosty sposób – przebudowy wspaniałego kościoła barokowego, wotum po bitwie beresteckiej – na cerkiew.

Kościół ocalili ówcześni właściciele Beresteczka – Witosławscy, którzy własnym sumptem wybudowali na przedmieściu Piaski cerkiew.

Przejście na prawosławie oznaczało automatyczne przyjęcie narodowości ruskiej, obojętne czy w wydaniu wielko czy małoruskim, władze carskie nie uznawały ukraińskiej, lub rusińskiej odrębności narodowej. W ten sposób powstały liczące z czasem nawet setki tysięcy masy poddanych całkiem nowych „ruskich” na całym obszarze rosyjskiego zaboru. Wyróżniały ich tylko polskie nazwiska i groby przodków na katolickich / polskich/ cmentarzach.

Dla niektórych były to całkiem świeże wspomnienia, albowiem mieli dziadków na polskim cmentarzu.

Po powrocie do Polski części ziem kresowych nie zrobiono niczego żeby dla polskości odzyskać tych ludzi.

Odwrotnie władający Wołyniem najdłużej wojewoda Henryk Józewski /1928 – 1938/ zajmował się głównie „ukrainizacją” Wołynia traktując go jako „Piemont” dla przyszłej Ukrainy.

Wołyniacy chętnie podkreślali swoją odrębność uznając się za Rusinów w odróżnieniu od zazbruczańskich „Ukraińców” i małopolskich „Hałyczan”.

W polskich szkołach na Wołyniu wprowadzony jako przedmiot obowiązkowy język ukraiński, w gimnazjach powinni byli nauczać absolwenci wyższych studiów. Na Wołyniu nie było takich, a nawet brakowało kandydatów po seminariach ukraińskich.

Wobec tego sprowadzano ich z Małopolski. Pamiętam takie zdarzenie jak właśnie nauczycielka, Hałyczanka zwróciła się do kolegi Turuka „daj meni swij szytok”, a on: „ ja ne rozumiju szczo pani wid mene chocze”, a na to ona: „jak to ty Ukraineć ne rozumijesz ukraińśkoj mowy?” I tu dostała odpowiedź: „ My ne Ukraińci, my Rusyny. Ukraińci je za Zbruczom”. Słowo „szytok” nie było znane na Wołyniu, był albo zoszyt /polonizm?/, albo tietrad’ /rusycyzm/

W Beresteczku na wjeździe od strony Dubna była umieszczona duża tablica z napisem: „m. Beresteczko, mieszkańców 7 tys. – Polaków 1 tys. Rusinów 3 tys. Żydów 3 tys.” /w zaokrągleniu/.

Ta wielka liczba Żydów pojawiła się dopiero w drugiej połowie XIX wieku, a nawet w XX po kolejnych wyznaczeniach „czerty posielenija” przez carskie władze i wyrugowania ich z centralnej Rosji. Było to duże nieszczęście dla samych wysiedlonych, ale też i znaczny kłopot dla dotychczasowych mieszkańców miast, a szczególnie zasiedziałych od wieków Żydów „polskich”, powstała bowiem silna konkurencja w poszukiwaniu pracy i nadmierne zagęszczenie w centralnej części miasta.

Nie było natomiast wątpliwości że prawosławni uważali siebie za Rusinów a nie Ukraińców. Byli natomiast Rosjanie – wszyscy popi w Beresteczku uważali się za Rosjan, czego byłem przypadkowym świadkiem jeszcze w szkole powszechnej kiedy na skutek braku lekcji religii katolickiej z powodu choroby siostry katechetki zostałem zaproszony na lekcję prawosławną. Pomijam bałagan i rwetes podczas lekcji, ale pop cały czas po rosyjsku tłumaczył jaki to wysłannik szatana urzęduje w Watykanie. W końcu zirytowany hałasem złapał któregoś z uczniów za ucho, zawlókł do kąta z krzykiem: „ach ty niegadiaj stupaj na kalena”.

Z takimi kuriozalnymi wypadkami mieliśmy do czynienia, w polskiej szkole zbudowanej i utrzymywanej za pieniądze polskich podatników, rosyjski pop buntował rusińskich chłopaków przeciwko katolikom. Jeżeli dodamy do tego propagandę bolszewicką i niemiecką /za pośrednictwem „Wolhyniendeutsche”/ z uenowską z Galicji to owoce tego zebraliśmy w latach 1943 -45.

 

Polskie przedwojenne statystyki na temat ludności są mylące podają bowiem nie narodowość, ale używany na co dzień język jako rzekomy synonim narodowości.

Według takiego kryterium na Wołyniu było 16,6 % Polaków, w moim przekonaniu gdyby pytano nie o język ale o narodowość to odsetek Polaków zwiększyłby się znacznie powyżej 20%, nie mówiąc już o omawianym pochodzeniu.

Prawda ukazała się dopiero w czasie wojny kiedy to po wywózkach, aresztowaniach i masowej ucieczce Polaków z Wołynia i już prowadzonego ludobójstwa zdołano zmobilizować w sumie około 15 tys. ludzi z czego blisko 9 tys. w wojskowych jednostkach 27 DP AK, a resztę w różnych oddziałach samoobrony.

W samym Beresteczku schroniło się około półtora tysiąca Polaków z miasta i najbliższej okolicy. Okazało się że na Wołyniu było znacznie więcej Polaków niż pokazywały to polskie statystyki.

Matka moja po wojnie została zaczepiona na ulicy w Szczecinie przez jakąś kobietę która przedstawiła się jako Czerwińska z Beresteczka. Była rzeczywiście taka rodzina dość liczna uważana za rusińską, miała przed wojną opinię niezbyt przychylną z racji ucieczki najstarszego syna do Sowietów. Jak przechwalał mi się jego brat – został „komisarzem” i nawet przysłał „czerwońce” /czerwone, trzydziestorublowe banknoty/, ale tylko raz. Zapytana o los uciekiniera, odpowiedziała że żadnych wiadomości nie uzyskała, ale jako polska rodzina wyjechali do Polski, co bardzo sobie chwalą.

 

Polska przedwojenna nie potrafiła sobie poradzić ani z problemem odzyskania strat narodowościowych, ani z mniejszościami, zaciążyła złudna idea wolnej Ukrainy i Białorusi Piłsudskiego, który po doświadczeniach z Bułak-Bałachowiczem i Petlurą powinien był wiedzieć że żadnego z tych narodów nie stać na stworzenie realnej siły zdolnej do skutecznej obrony swego państwa, nawet jeżeli wojsko polskie im takie możliwości stworzy. Był przecież w Mińsku / wtedy Litewskim/ i wygłaszał przemówienie po białorusku, tylko że może paru słuchaczy tego języka znalazł, natomiast nie miałby trudności z odbiorem polskim, rosyjskim, a nawet jidysz.

Nie oglądał zapewne filmu z pierwszych wolnych uroczystości 3-o majowych w 1917 roku z uroczystym pochodem czterdziestotysięcznej masy uczestników dających świadectwo polskości tego miasta.

Znacznie większe szanse na powodzenie miałoby odtworzenie Wk Księstwa Litewskiego, oczywiście z Unią w kształcie na zachodzie polsko litewskim, w centrum polskim z niewielkim udziałem białoruskim i na wschodzie polsko, rosyjsko, białoruskim.

Podobnie powołanie Ukrainy jako wspólnoty narodów polskiego, ukraińskiego, rosyjskiego i tatarskiego. Wówczas można było liczyć na zorganizowanie miejscowych armii polskiej, rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej, a nawet litewskiej pod wspólnym hasłem wolności i obrony przed bolszewizmem.

Dokładnie 100 lat temu polska armia zdobyła Kijów dla Ukraińców i Petlura miał zorganizować niemal trzystutysięczną armię dla jego obrony, a skończyło się na niecałych trzydziestu tysiącach. Podobnie było z Małachowiczem, jak dowodził „białymi” Rosjanami sprzymierzonymi z Polską to miał na Białorusi 20 tys. żołnierzy, a jak usiłował stworzyć armię białoruską to udało mu się zmobilizować 2 tys.

W efekcie straciliśmy nie tylko takie polskie ośrodki jak Kowno. Mińsk, Żytomierz czy Kamieniec Podolski i liczne, zasobne i kulturalne polskie społeczeństwo w wielu miastach całego dawnego północno i południowo wschodniego obszaru Polski, a także osiedli wiejskich.

Poza stratami materialnymi i wielkich zasobów kultury, najboleśniejsza jest męka utrata życia milionowej rzeszy Polaków pozostawionych poza ryskimi granicami bez cienia troski o ich los.

Bolejemy bardzo nad ofiarami wołyńskiego ludobójstwa obejmującego zresztą również województwa tarnopolskie, stanisławowskie, lwowskie, a nawet lubelskie, a przecież suma ofiar bolszewickiego ludobójstwa dokonywanego na przestrzeni dziesiątków lat w różnej formie dotknęła naród polski w wielokrotnie większym rozmiarze.

Za carskich czasów ponosiliśmy bezpośrednie straty w walkach powstańczych i represjach carskich.

Murawiow „wieszatiel” wydał blisko 200 wyroków śmierci i skazał kilka tysięcy na zsyłkę i utratę mienia, bolszewicy te „osiągnięcia” podnieśli do liczby milionowej.

 

Nasze straty materialne i niematerialne na dawnych ziemiach piastowskich giną w „pomroce dziejów”, nieco łatwiej je ustalić w stosunku do agresji krzyżackiej, najłatwiej poniesione w wyniku polityki i zaboru pruskiego.

Mimo to nie udało mi się odnaleźć żadnej syntetycznej informacji podającej rezultaty wielowiekowej, antypolskiej działalności niemieckiej.

Oceniam jednak że opresja naszych ziem wschodnich przyniosła większe straty, nie chodzi jednak o to który z agresorów był gorszy, tylko o możliwość sporządzenia historycznego szacunku tego cośmy utracili.

Niestety, mimo mnóstwa niekiedy bardzo szczegółowych opracowań dotyczących fragmentów tego problemu, nikt nie pokusił się o dokonanie oszacowania całości strat.

 

Nie jestem historykiem i nie posiadam odpowiedniego warsztatu badawczego, ale informacje na temat tego cośmy utracili na wschodzie czerpałem zarówno z dostępnej literatury jak i z opowieści rodzinnych, osób posiadających odpowiednią wiedzę, a przede wszystkim z przeżyć własnych.

To daje mi możliwość szerszego spojrzenia na ocenę polskiego dorobku kresowego.

Trzeba pamiętać że począwszy od wieku XV Polacy zamieszkali w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i Pomorzu własnym udziałem i kosztem bronili i budowali na Kresach, głównie po to żeby po jakimś czasie odbudowywać straty poniesione w wyniku najazdów tatarskich, tureckich czy rebelii kozackich. I tak w kółko, aż wreszcie kiedy w XVIII wieku groźba tych najazdów ustała to musiała przyjść przemoc moskiewska z rzezią humańska i rozbiorami.

 

Dwa lata temu uczciliśmy setną rocznice odzyskania niepodległości, obecnie przeżywamy takąż w odniesieniu do bolszewickiej nawały, czcimy „ojców niepodległości” i bohaterów walki o niepodległość i jej obronę do których należeli i mój ojciec i stryj, wujowie, a nawet matka i ciotki.

Nie zwróciliśmy dotąd uwagi na jedną, niesłychanie ważną rzecz, a mianowicie że nikt z nich nie postawił za cel swego działania odzyskanie Rzeczpospolitej Obojga Narodów w taki kształcie w jakim istniała przed zaborami.

Odbiło się to boleśnie nad całą naszą późniejszą historią.

Zarzut posiadania zbyt licznej mniejszości narodowej, czego obawiali się negocjatorzy polscy w Rydze, nie wchodził w rachubę w świetle formuły państwa zawartej w Unii Lubelskiej.

Zresztą w tym samym czasie bez tej formuły powstawały państwa wielonarodowe jak choćby zaoferowane Czechom, Serbom, czy Rumunom, nie mówiąc o pozostałościach po carskiej Rosji.

Taką przewrotną „troskę” o Polskę przedstawiono naszej delegacji w Wersalu obawiając się zbyt dużej mniejszości niemieckiej w Polsce na wypadek włączenia całego Górnego Śląska, Mazur czy Gdańska. Dziwnie jakoś nie objawiono tych obaw w stosunku do Czechów przydzielając im 4 mln Niemców i tworząc czeskie państwo w którym Czesi byli mniejszością.

Rezultat zależał od zdolności negocjacyjnych, bo warunki militarne zostały stworzone i jeszcze wzmocnione świetnym zagonem na Korosteń demonstrującym przewagę armii polskiej.

Niestety zdolnościami negocjacyjnymi nie wykazaliśmy się ani w Rydze ani w Wersalu.

Zostawiliśmy na łup bolszewikom ogromny majątek polski, co gorsze wielki dorobek polskiej kultury, a co najgorsze i niewybaczalne milionową rzeszę Polaków na prześladowania i ofiary śmiertelne.

Wartość polskiego majątku pozostawionego poza granicami ryskimi nigdy nie była dostatecznie obliczona. Wprawdzie pamiętam że przed wojną zbierane były jakieś

Informacje na ten temat od moich rodziców, krewnych i znajomych z tych terenów, ale nigdy nie widziałem jakiegoś zbiorczego opracowania.

To co ustalono w Rydze i późniejszych komisjach to tylko drobne fragmenty z których i tak bolszewicy w większości nie zwrócili łącznie z ową humorystyczną kwotą 30 mln rubli w złocie na którą na potajemnym spotkaniu z Joffem zgodził się Dąbski.

Ostateczna wina za kształt traktatu ryskiego spada jednak na Piłsudskiego jako Naczelnika Państwa, wymagana była z jego strony ostra interwencja przede wszystkim w odniesieniu do samego składu delegacji i treści preliminariów.

Ze wszystkich zebranych fragmentarycznych informacji wynika jednak że chodzi o sumę wartości materialnej przynajmniej w wysokości 400 mld dolarów w dzisiejszej walucie, a całość roszczeń w stosunku do Rosji odpowiada wielkości roszczeń do Niemiec.

 

Jakie natomiast Polska poniosła straty ludnościowe w wyniku zaborów, prześladowań i eksterminacji?

To zależy od przyjętego kryterium, mając na względzie skutki wtórne można uznać że gdyby nie było rozbiorów to powierzchnia Polski wynosiłaby około 800 tys. km2, a ludność 80 mln, w tym przynajmniej około 65 mln Polaków.

Jakoś dziwnie zgadza się to z postulatem Prymasa Tysiąclecia, który twierdził że Polaków powinno być 80 mln.

Tylko że ten rachunek nie obejmuje całej polskiej populacji rozsianej po świecie, gdyż według szacunków poza Polską znajduje się ponad 20 mln Polaków.

Dla pewnej ostrożności procesowej wolałbym jednak używać określenia o polskim pochodzeniu. Istotne są w tym przypadku dwie sprawy: – po pierwsze utrzymywanie kontaktu z Macierzą, a po wtóre – gotowość do powrotu do Polski.

 

Sądzę że idea Polski osiemdziesięciomilionowej nie jest bez kozery, usadowienie tak dużego państwa między skłonnymi do agresji w różnej formie wielkimi sąsiadami, stwarza realne szanse na skuteczną obronę w naszym położeniu geopolitycznym.

Można tej idei zarzucić że przecież już mieliśmy takie państwo i padło ono ofiarą zaborczych apetytów sąsiadów.

Zasadnicza różnica polega na tym że ówczesnych zaborców stworzyliśmy sobie sami poprzestając na pustych gestach w postaci hołdu pruskiego czy carów Szujskich, lub broniąc dwukrotnie przed upadkiem cesarstwo austriackie nie uzyskując nawet podziękowania.

Ponadto dopuściliśmy wbrew zasadzie wolności i równości szlacheckiej do powstania oligarchii magnackiej w interesie której leżało osłabianie państwa.

 

W naszym, żywotnym interesie leży staranie o odtworzenie strat osobowych, o terytorialnych raczej trudno jest dziś mówić bez wyjaśnienia wielu zagadek współczesnego układu europejskiego.

Natomiast można i należy domagać się przynajmniej częściowego zrekompensowania strat materialnych i dóbr kultury.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

684 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816