HYDE PARK
Like

Hollywoodzkie filmy Kaczyńskiego – filmowa promocja Polski

10/01/2016
1031 Wyświetlenia
3 Komentarze
8 minut czytania
Hollywoodzkie filmy Kaczyńskiego – filmowa promocja Polski

Jakiś czas temu prezes Jarosław Kaczyński wyjawił chęć nakręcenia hollywoodzkich filmów opowiadających prawdziwą historię II wojny w Polsce. W rządzie PiS panuje przekonanie, że trzeba robić filmy z rozmachem pokazujące prawdę o Polsce. Jakiś czas temu zrobiono parę filmów z rozmachem jak „Quo Vadis”, „Bitwa Warszawska” czy „Ogniem i mieczem”, ale jakoś nie zachwyciły świata. Pocieszmy się, że nie tylko nasze filmy robione z rozmachem odnoszą klapę.

0


W Rosji chciano pokazać „prawdę” o polskiej okupacji Kremla filmem

target=”_blank”>„Rok 1612” i jakoś film ten furory nie zrobił. Hindusi też robią filmy historyczne jak np. „

target=”_blank”>Bahubali”, gdzie scena  z bykiem wyszła im zdecydowanie lepiej niż naszym specom filmowym w „Quo vadis”, ale Indie są rynkiem samym dla siebie. Ponad miliard ludzi, ogromna widownia. Hinduskie filmy są również oglądane w innych azjatyckich krajach. Chińczycy też robią historyczne filmy, ale są w podobnej sytuacji do Hindusów i sami są rynkiem dla swoich filmów. Polska raczej nie powinna iść tym tropem. Jesteśmy za mali, żeby robić wielkie widowiska sami dla siebie. A poza tym chcemy, żeby swiat poznał nas od dobrej strony. Japonia w połowie XX wieku filmami historycznymi nie mającymi wiele wspólnego z prawdą historyczną, ale oddającymi japońskiego ducha takimi jak „

target=”_blank”>Siedmiu samurajów”, czy „

target=”_blank”>Tron we krwi” w reżyserii Akiro Kurosawy pokazała się światu. Ten sam reżyser spopularyzował w świecie japoński sport narodowy jakim jest judo filmami „

target=”_blank”>Saga o judo”.  Powinniśmy pokazywać światu naszą historię i tradycję nie według prawdy historycznej, która nikogo w świecie nie obchodzi, tak jak przeciętnego Polaka nie interesuje historia Malezji czy Ugandy, a raczej według dawnych wzorców japońskich czy

target=”_blank”>hongkońskich gdzie od lat 30-ch XX wieku kręciło się filmy Kung Fu, czy obecnych z

target=”_blank”>Tajlandii,  Malezji lub

target=”_blank”>Indonezji. Chińczycy z Hongkongu pokazują swoja historię i kulturę w sposób atrakcyjny dla świata poprzez walki Kung Fu. Przeciętny widz na świecie  nie jest zainteresowany historią Chin i subtelnością ich kultury, ale po powrocie z pracy leżąc na łóżku z butelką piwa chętnie poogląda naparzankę po mordach. I to właśnie oferują Chińczycy z

target=”_blank”>Hongkongu, Tajowie, Malezyjczycy czy Indonezyjczycy. Ktoś powie: „No dobrze, ale tamci mają swoje kung fu, boks tajski, silat melay czy pencak silat, a my Polscy co?”.  My mamy

target=”_blank”>staropolska sztukę walki szablą i to trzeba by było przenieść na ekran. Robiłoby się filmy klasy B, C, D czy nawet E, gdzie przez 5 minut byłaby jakaś normalna akcja, jakieś dialogi i potem 10 minut naparzanki na szable. I tak kilka razy w ciągu filmu. Oczywiście akcja musi się toczyć wartko, a walki odbywać w odpowiednim tempie.Jeśli chcemy przedstawić np. bohaterską obronę Westerplatte, to nie możemy robić filmu, tak jak to zrobił pan

target=”_blank”>Paweł Chochlew, bo oprócz niego, nikt tego filmu nie obejrzy. Moim zdaniem, żeby przeciętny światowy widz zakonotował sobie w pamięci, że Polacy w czasie II wojny światowej bronili Westerplatte przed Niemcami, to film powinien wyglądać mniej więcej tak jak początek filmu z Jetem Lee „

target=”_blank”>Czarna maska”, wprowadzając elementy humorystyczne, jak w filmach  z

target=”_blank”> Jackie Chanem. Żołnierze, oprócz strzelania, powinni walczyć wręcz, na bagnety, a w finałowej scenie tuż przed kapitulacją major Sucharski w ruinach koszar poszatkowałby szablą parę tuzinów Niemców.  A w sumie po co mówić w filmie o kapitulacji. Major Sucharski poszatkowałby te tuziny, a może i więcej Niemców, a oni w końcu odstąpiliby od ataku i w tym momencie skończyłby się film. Jak się spodoba, to można dorobić następną część. Weźmy na tapetę inne wydarzenie kampanii wrześniowej Bitwę nad Bzurą. Z tej bitwy pochodzi legenda o ataku z szablami na czołgi. I nie jest to legenda lokalna, tylko polska, bo moi znajomi Niemcy też ją słyszeli. I to nie ode mnie. Skoro jest taka legenda, to trzeba ją wykorzystać w filmie. Już widzę oczami wyobraźni jak ułan podjeżdża na koniu do niemieckiego czołgu, obcina szablą lufę i przez otwór po lufie dźga szablą ładowniczego. Inny ułan jedzie w stronę czołgu niemieckiego, obija się z siodła robi dwa salta w powietrzu, ląduje na wieżyczce niemieckiego czołu, otwiera klapę, wrzuca do środka granat, skacze robiąc dwa salta w tył, ląduje na siodle swojego konia i ucieka. Czołg niemiecki eksploduje. Cały film o bitwie nad Bzurą powinien być wypełniony tego typu elementami, a akcja powinna toczyć się wartko, a nie, jak jest to przyjęte w polskich filmach, jak krew z nosa. Film zakończyłbym w momencie, gdy Polacy uzyskują przewagę nad Niemcami. Nikt w USA czy w Burkina Faso nie jest zainteresowany jak ta bitwa się skończyła.
Jeśli chcemy zapoznać świat z historią Polski XVI i XVII i uzmysłowić ludziom, że Polska była wtedy mocarstwem, trzeba zrobić filmy „płaszcza i szpady”. Filmy powinny być śmieszne, akcja powinna toczyć się szybko i jak wcześniej pisałem 5 minut gadania i 10 walki na szable. I tak kilka razy w ciągu filmu. Oczywiście walki na szable powinny wyglądać jak w

1, a nie jak standardowo wyglądają w polskich filmach w

2. Mamy ładne szablistki, które marnują się gdzieś ukryte w salach treningowych, a mogłyby grać główne role w takich filmach. Jak widać z dotychczasowej praktyki polskich filmów nie mamy reżyserów, scenarzystów i producentów, którzy umieliby wyprodukować takie filmy. Należałoby więc wysłać chętną młodzież filmową do Hollywood czy Hongkongu, by nauczyła się kręcić takie filmy. Do produkcji należałoby zaprosić specjalistów z tych ośrodków filmowych. W Polsce mamy znakomitych grafików komputerowych, którzy uatrakcyjniliby filmy efektami specjalnymi. W ten oto prosty sposób Polska zostałaby wypromowana w świecie i jeszcze by się na tym zarobiło. Dodatkowo, dzięki tym filmom, odżyłaby i upowszechniła się

target=”_blank”>staropolska sztuka władania szablą, która z czasem mogłaby się stać dyscyplina olimpijską, a młodzież zamiast męczyć smartfony zaczęłaby trenować władanie szablą.

Inne zapisy autora:

0

Jack Mac Lase
Jack Mac Lase http://innywaiant.weebly.com

75 publikacje
1 komentarze
 

3 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816