POLSKA
Like

Funkcjonariusze suwalskiej i augustowskiej bezpieki, część V: Aleksander Omiljanowicz

13/05/2013
1305 Wyświetlenia
1 Komentarze
29 minut czytania
Funkcjonariusze suwalskiej i augustowskiej bezpieki, część V: Aleksander Omiljanowicz

Na przełomie lat 60. i 70. stał się najbardziej znanym na ziemiach północno-wschodnich pisarzem-specjalistą od ,,band reakcyjnego podziemia”. Nic w tym dziwnego nie jest, gdyż ten literat to były funkcjonariusz Wydziału III (do spraw walki z bandytyzmem) PUBP w Suwałkach, a następnie szef PUBP w Iławie i Nidzicy. W swoich książkach ukazywał walkę z okupantem niemieckim i powojennym podziemiem na Suwalszczyźnie i Białostocczyźnie. Do 2006 roku białostocki IPN prowadził przeciwko niemu śledztwo w związku ze stosowaniem ,,niedozwolonych środków przymusu fizycznego” wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego na Suwalszczyźnie. Śledztwo zakończyło się wraz z jego śmiercią w kwietniu 2006 roku. Pracę dla NKWD i ,,Smiersz” udowodnił mu Sąd Rejonowy w Suwałkach. Do obowiązków Omiljanowicza należało rozpracowywanie niepodległościowego podziemia, donoszenie na dowódców i oficerów […]

0


Na przełomie lat 60. i 70. stał się najbardziej znanym na ziemiach północno-wschodnich pisarzem-specjalistą od ,,band reakcyjnego podziemia”. Nic w tym dziwnego nie jest, gdyż ten literat to były funkcjonariusz Wydziału III (do spraw walki z bandytyzmem) PUBP w Suwałkach, a następnie szef PUBP w Iławie i Nidzicy. W swoich książkach ukazywał walkę z okupantem niemieckim i powojennym podziemiem na Suwalszczyźnie i Białostocczyźnie. Do 2006 roku białostocki IPN prowadził przeciwko niemu śledztwo w związku ze stosowaniem ,,niedozwolonych środków przymusu fizycznego” wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego na Suwalszczyźnie. Śledztwo zakończyło się wraz z jego śmiercią w kwietniu 2006 roku.

ppor. Aleksander Omiljanowicz

Pracę dla NKWD i ,,Smiersz” udowodnił mu Sąd Rejonowy w Suwałkach. Do obowiązków Omiljanowicza należało rozpracowywanie niepodległościowego podziemia, donoszenie na dowódców i oficerów Wojska Polskiego. Brał za to od Sowietów pieniądze.
Gdy w 1939 roku na Suwalszczyznę weszła Armia Czerwona, pochodzący z rodziny chłopskiej 17-letni wówczas Aleksander Omiljanowicz (ur. 8 maja 1923 roku), rozpoczął współpracę z NKWD. Potwierdzająca to notatka znajduje się w aktach osobowych suwalskiego PUBP.

W październiku 1939 roku, kiedy w skutek korekty granicy rozbiorowej Sowieci opuścili Suwalszczyznę, a na ich miejsce przyszli Niemcy, Aleksander Omiljanowicz został łącznikiem w… polskim ruchu oporu (grupa Stanisława Wydornika, ps. ,,Burza”). W lipcu 1941 roku za tą działalność został aresztowany przez suwalskie gestapo. Proces toczył się w Królewcu. Kilkunastu jego kolegów Niemcy stracili na gilotynie, a on sam dostał najniższy wyrok – cztery lata więzienia. Niemal do końca wojny siedział w kilku niemieckich obozach (podobno był tam traktowany na szczególnych zasadach).
W październiku 1945 roku zatrudnił się w PUBP w Suwałkach. W podaniu o przyjęcie do pracy pisał: ,,(…) Gdy ład i porządek został zaprowadzony i zyskawszy imię Pogromcy Faszystów, udałem się do ojczyzny, aby tu przyłożyć swe młode siły i rękę do gmachu potęgi naszej ojczyzny, która powoli otrząsając się ze zgliszcz i popiołów powstaje ku nowemu życiu”.
Jedną z jego zasług w utrwalaniu władzy ludowej był m. in. osobisty udział wiosną 1946 roku w aresztowaniach członków Zrzeszenia ,,Wolność i Niezawisłość” w czasie operacji rozbicia inspektoratu suwalsko-augustowskiego Komendy Okręgu WiN Białystok. Zatrzymani żołnierze Polski Podziemnej byli wówczas bici. Omiljanowicz kilkakrotnie umykał spod kul patroli samoobrony WiN Obwodu Suwałki.
Po latach prokurator białostockiego IPN przedstawił mu zarzuty, że w latach 1946-1947, ,,działając jako urzędnik państwowy, kierownik Sekcji PUBP w Suwałkach, przekroczył swoją władzę i nie dopełnił obowiązku wobec 22 zatrzymanych żołnierzy WiN, w ten sposób, iż stosował i tolerował stosowanie przez podległych mu funkcjonariuszy przemocy polegającej na zadawaniu zatrzymanym w trakcie przesłuchań uderzeń i różnymi przedmiotami po całym ciele”.
Omiljanowicz twierdził, że do suwalskiej bezpieki wstąpił na polecenie płk. Tadeusza Świtalskiego ps. ,,Juhas”, komendanta obwodu WiN, gdyż podziemie chciało mieć w suwalskiej bezpiece swojego człowieka. Aby uwiarygodnić tę tezę, Omiljanowicz przedstawiał dokument podpisany w 1947 roku przez Świtalskiego. Jak się łatwo domyśleć, Świtalski nie żyje.
Czy tropienie i torturowanie WiN-owców było częścią tego planu? Z dokumentów wynika w sposób niezbity, że właśnie za przynależność do ZWZ, AK i WiN Omiljanowicz znęcał się nad aresztowanymi (przed sądem naiwnie twierdził, że nie wiedział, kto był partyzantem, a kto pospolitym przestępcą, wszyscy zresztą byli dla niego bandytami; do końca życia antykomunistyczne powstanie nazywał wojną domową). Nie oszczędzał nawet swoich kolegów sprzed wojny. Tak było np. z WiN-owcem Fabianem Daniłowiczem, który po przesłuchaniach prowadzonych przez Omiljanowicza został skazany na 10 lat więzienia.
Daniłowicz jako jedna z nielicznych ofiar Omiljanowicza doczekał procesu swojego kata. Inną ofiarę – Mariana Piekarskiego podczas pokazowego procesu sąd w Białymstoku skazał na karę śmierci. We wrześniu 1946 roku wyrok na Piekarskim wykonano.
W artykule ,,Od kata do literata” w ,,Tygodniku Solidarność” Mateusz Wyrwich cytuje słowa żony Aleksandra Kowalewskiego, ,,Bębna”, żołnierza AK: ,,Podczas przesłuchania go przez śledczych (…) mąż najbardziej przeżywał, że Aleksander O. był najpierw w AK, a potem przesłuchiwał najbardziej brutalnie i mówił: »Widzisz, ty s… nu, bandyto, zdechniesz, a ja za okupacji miałem dobrze, teraz mam dobrze i jak starość przyjdzie będę miał dobrze«. Mąż nie mógł przeboleć, że swój go tak męczy. Bo jak Ruski męczy, to wiadomo – wróg, a ten…?”.
Tadeusz Kalinowski, kolega Omiljanowicza z suwalskiego PUBP w ,,Relacji z osobistej działalności” tak opisał współpracę z nim: ,,Do ważniejszych operacji na terenie Suwalszczyzny, w której brałem udział (…) pod dowództwem Aleksandra O., w ilości 15 osób pozorowaliśmy grupę bandycką z rzekomo innego terenu, której zadaniem było nawiązanie kontaktu z miejscowymi bandami i likwidacja ich oraz odszukiwanie osób, które mają nielegalną broń”.
W 1946 roku ci sami WiN-owcy, którzy mieli rzekomo skierować Omiljanowicza do bezpieki, skazali go zaocznie na karę śmierci. Powód był jasny. Zwalczanie podziemia. Próby jego likwidacji nie powiodły się jednak. 20 kwietnia 1947 roku w Okuniowcu, podziemie zlikwidowało jego brata Ludwika za współpracę z NKWD. Wyrok wykonał Józef Łukowski ps. ,,Szczerbiec”. Natomiast kilka tygodni później, 22 lipca w Remieńkiniu jego ojca, na którym wyrok wykonał prawdopodobnie polski dezerter z Armii Czerwonej NN ps. ,,Walka”.
W związku z tym Aleksander Omiljanowicz został skierowany na inny teren. Najpierw do Iławy, gdzie był szefem temtejszej bezpieki, potem do Ełku. Tu dalej znęcał się nad więźniami, w tym autochtonami z Warmii i Mazur. W jednym przypadku jednak się pomylił. Nie wiedział, że wśród przesłuchiwanych są partyjni działacze. Wybuchła afera i nawet przełożeni Omiljanowicza (oczywiście ci z bezpieki, a nie z WiN) musieli uznać, że jest zbyt brutalny. Jego okrucieństwo napiętnował w specjalnym rozkazie nawet sam szef stalinowskiej bezpieki Stanisław Radkiewicz.
W 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał Omiljanowicza na 8 lat, z czego odsiedział połowę wyroku. Jak na funkcjonariuszy bezpieki w ówczesnym czasie to i tak bardzo długo, jednak jego ofiary były przetrzymywane w dużo gorszych warunkach i o wiele dłużej lub były od razu mordowane.
Po wyjściu z więzienia, Omiljanowicz postanowił się przekwalfikować zawodowo. Postanowił zostać dziennikarzem (był redaktorem takich pisma jak ,,Głos Koszaliński”, ,,Gazeta Białostocka” i ,,Niwa” i innych), a następnie literatem opiewającym bohaterstwo komunistycznej partyzantki. Pisał także książki o tematyce podróżniczej. Talent literacki odkrył już w czasach pracy w suwalskiej bezpiece. Jego książki wydawano w wielkich nakładach (również w ,,demoludach”, a przede wszystkim w ZSRR). Co chwila miał spotkania autorskie, wyjeżdżał na zagraniczne stypendia. Jako kombatant działał w białostockim Zarządzie Okręgowym Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZG ZBoWiD), gdzie wspólnie z towarzyszami z czasów w UB nadal uprawiał politykę zwalczania ,,faszystowskiej reakcji”. Nawet po 1989 roku pobierał 1900 złotych emerytury. W latach 60. przyjeżdżał na Suwalszczyznę jako ceniony autor wydawnictwa MON (w sumie wydał około 30 książek). W wydanej w 1965 roku w Białymstoku książce ,,Walka podziemia z okupantem hitlerowskim na Suwalszczyźnie w latach 1939-1944, Studia i Materiały do dziejów Suwalszczyzny” przedstawił kłamliwy obraz suwalskiej konspiracji, celowo ukrywając przynależność organizacyjną opisywanych przez siebie osób. Omiljanowicz o ZWZ i AK wspominał mimochodem, zawsze w kontekście rzekomej współpracy z sowieckim wywiadem. Jeśli jego bohaterowie nie prowadzili podwójnej gry, określał ich wyłącznie mianem bandytów. Taki był komendant Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, ppłk Władysław Żwański ps. ,,Błękit” jako pijaka, despotę i grabieżcę, a jego syna jako terrorystę i grabieżcę…
A oto kilka wybranych fragmentów pochodzących z książek napisanych przez Omiljanowicza.
,,Nikt nie znał jego przeszłości i jego nazwiska. Był rosłym, dobrze zbudowanym mężczyzną około czterdziestki, o ryżych włosach i dziobatej twarzy (…), uchodził za mruka. Był to zarazem wyrafinowany i zimny morderca. On zawsze wykonywał wyroki na członkach partii, oficerach Wojska Polskiego, milicjantach. On okrutnie torturował ludzi sprzyjających nowej władzy. Był gotów każdego zabić, wszystko podpalić, ograbić. Baliśmy się go jak ognia, bo kilku naszych – to znaczy bandytów – jakoby podejrzanych o chęć dezercji lub przychylne wyrażenie się o poczynaniach nowej władzy, »Tok« także rozwalił. Czasami po pijanemu »Tok« zaczynał przeklinać nas po niemiecku lub śpiewać hitlerowskie piosenki, co nas także nie dziwiło, bo w bandzie niewiele rzeczy mogło człowieka zadziwić”.
Opisywany ,,bandyta”, ps. ,,Tok”, to fikcyjny zastępca dowódcy ,,bandy”, działającej w ówczesnym województwie białostockim, jeden z czarnych charakterów z książki ,,Tropiąc cienie”:
Odpowiedzi na pytanie kim był ,,Tok” udzielił stworzony przez autora działacz PPR, niejaki Ludwik Kowalewski, który przemawiał na wiejskim zebraniu. Podsłuchiwał go ,,nawrócony”’ członek bandy ,,Toka”, który siedział na strychu domu, w którym odbywało się zebranie. Właśnie przeżywał rozterki duchowe:
,,Pierwszy raz słuchałem kogoś, kto reprezentował nową władzę, którą zwalczałem. Nie, to nie znaczy, że ja z nim się zgadzałem. On był działaczem PPR, a ja bandytą, który mógł go w każdej chwili zastrzelić. Ale było coś w jego słowach, w sposobie mówienia, czego nie umiem wytłumaczyć, a co przykuwało moją uwagę.
Widziałem przez szparę, że i chłopi słuchali go coraz uważniej (…).

Naraz wstrzymałem oddech. Padały słowa: bandy, podziemie, terror, morderstwa (…). Kowalewski mówił o bezsensowności bratobójczej walki. I naraz padł pseudonim mojego dowódcy – »Toka« . Mówca spytał, czy chłopi wiedzą, kim jest z pochodzenia »Tok«, ten morderca, rabuś, tak zaciekle zwalczający władzę ludową (…)
– »Tok« nazywa się Otto Wilkuschek, jest volksdeutschem ze wsi Zagórze, przed wojną był w piątej kolumnie hitlerowskiej. Podczas wojny był w jednym z powiatów Białostocczyzny najpierw w Selbstschutzu, a potem Jagdkommandzie, które tropiło partyzantów AK. Brał udział w pacyfikacjach wsi, a między innymi Wólki, gdzie spalono prawie całą wieś i wymordowano jej mieszkańców. Rozstrzeliwał ludzi…
– Nie, to niemożliwe! – pomyślałem sobie. – To propaganda! A więc »Tok« miałby pacyfikować moją wieś…? Może rozstrzelał mojego ojca…?
(…) »Tok« był aresztowany i za zbrodnie wojenne skazany na karę śmierci. Umknął z więzienia, gdzie czekał go stryczek. Trafił do bandy, został dowódcą (…). Starałem się odepchnąć od siebie to, co usłyszałem, że »Tok«  to hitlerowski zbir, że w czasie wojny rozstrzeliwał ludzi, palił wsie i moją wieś spalił, tropił partyzantów i być może kiedyś strzelaliśmy do siebie (…) Czerw zwątpienia zaczynał mnie drążyć coraz bardziej.
Kowalewski mówił dalej o likwidacji band i podziemia, o tym, co będzie w gminie za rok, dwa, pięć (lat). I mówił o tym tak prosto, swojsko jak gospodarz, który wie, co gdzie posiać, posadzić, wybudować. Nic chłopom nie obiecywał, a mówił o wspólnej pracy, o ciężkiej drodze, którą trzeba przebyć.
Co działo się ze mną na tym strychu urzędu gminnego? On wierzył w to, co mówił, bo takich rzeczy nie mówi się bez wiary. Coś załamywało się we mnie, synu chłopskim, żołnierzu Września, partyzancie AK, a wtedy bandycie z szajki »Toka«
”.
I jeszcze kolejny fragment:
,,Zza wzgórz zamajaczyły dachy zabudowań Czarnuchy. Pamiętał ostrzeżenie dowódcy jednostki, żeby uważał na siebie, gdyż bandy mordują wracających do domu żołnierzy. Był ojcem siedmiorga dzieci. W myślach widział teraz ich twarze. Zapukał do okna. Skrzypnęły drzwi. Wyjrzała żona.
– Jasiu…
– Ziutka…
Załkali oboje i długo stali przytuleni do siebie na progu chaty. Potem brał kolejno w ramiona dzieci. W domu Jana Szostaka zapanowała wielka radość.
Upłynęły cztery dni i nadeszła noc z 22 na 23 marca 1945 roku. Dzieci już spały, jedynie on z żoną krzątał się po izbie. Wtem usłyszał podejrzany szmer, jak gdyby ktoś skradał się pod ścianami domu (…). Otworzył. Wpadli z krzykiem: Ręce do góry! i przyparli go lufami pistoletów maszynowych do ściany. Szostak poznał Zygmunta Wasilewskiego »Martina, Mieczysława Surowieckiego »Szablę« i innych (…).
– Gdzie syn Czesław? – spytał »Martin«.
– Śpi – odrzekł cicho Szostak.
Ściągnęli chłopca z łóżka i postawili przy ojcu (…). Żona i obudzone dzieci podniosły lament, płacz, prośby (…).
– Zygmunt, Mietek, sąsiedzi, wspomnijcie, jak razem w oddziale… Ja akowiec, ja krew za Ojczyznę, za Warszawę, dla kawałka ziemi… – zajęczał Szostak.
– Milcz! – doskoczył do niego »Martin« i uderzył go pięścią w twarz.
– Darujcie! – krzyknęła (…) Szostakowa, ale uderzona kolbą rewolweru w twarz, zamilkła. (…)
– Polacy, bracia, darujcie chociaż Cześkowi, on ma dopiero osiemnaście lat, nie na oczach rodziny! W imię ojca i syna…
Nie dokończył. »Martin« strzelił mu trzy razy w twarz z pistoletu, a »Szabla« do Czesława.
– Rabować, zabierać wszystko, wszystko – krzyknął herszt.
Zgraja rzuciła się do szafy, do schowków. Chociaż w tej chacie nędza szczerzyła zęby z każdego kąta, bandyci zabierali dziecinne ubranka, naczynia kuchenne, pościel, nawet ostatnie podarte pantofle Szostakowej. Surowiecki chciał spalić dom, a w nim wdowę z dziećmi i zamordowanymi, gdyż w hitlerowskim wywiadzie był przyzwyczajony do takiej roboty, powstrzymał go jednak »Martin«  i inni. Obawiali się, że łuna pożaru szybko sprowadzi pościg.
U meliniarza w Osowym Grądzie dzielili uczciwie łup z rabunku. Samogonem zapijali udaną akcję, planując następną
”.
Omiljanowicz napisał historię powrotu do domu żołnierza ludowego wojska Jana Szostaka. Jest to postać jak najbardziej prawdziwa, podobnie jak i data jego śmierci. Jednak przyczyny śmierci były zgoła inne. W aktach sprawy karnej komendanta okręgu Armii Krajowej Obywatelskiej Białystok, ppłk. Władysława Liniarskiego ,,Mścisława”, skazanego w 1946 r. na karę śmierci, znajduje się pismo tegoż ,,Mścisława” z 25 lutego 1945 r. – miesiąc przed opisywanym wydarzeniem – adresowane do inspektora suwalsko-augustowskiego AKO kpt. ,,Zemsty” z dopiskiem: sprawa pilna. Jest to lista konfidentów augustowskiej bezpieki. Wśród 18 nazwisk pod pozycją nr 8 znajduje się następujący zapis: ,,Szostak Jan – Augustów, zbiera kontyngent machorki – niebezpieczny”.
Jest to jedyna osoba, przy której znajduje się na tej liście dopisek ,,niebezpieczny”. Czy rzeczywiście wcześniej był członkiem AK – niewykluczone, chociaż fakt ten mógł być – jak wiele innych – również zmyślony przez autora w celu wzmocnienia efektu. Jak można się domyślać, wywiad AK zdobył tę listę od swego agenta pracującego w WUBP. W ciągu najbliższych kilku miesięcy jeszcze kilka osób na niej umieszczonych zostało zlikwidowanych przez patrole samoobrony Obwodu WiN Augustów.
Przedstawiony powyżej ,,Szabla”, którego Omiljanowicz uczynił jako agenta Abwehry od 1940 roku, którego w dowód uznania dla jego pracy skierowano w 1941 roku do szkoły wywiadu i dywersji koło Królewca.  Potem ,,Szabla” miał rzekomo wykonywać zadania dywersyjne aż pod Witebskiem, po czym powrócił na Suwalszczyznę, gdzie wstąpił do Armii Krajowej. I oczywiście w 1944 roku podjął walkę z ,,władzą ludową” i nadal pracował dla niemieckiego wywiadu, tyle że teraz ,,celował w zdobywaniu informacji, u kogo można co cenniejszego zrabować, kto jest członkiem PPR, kto mówi pozytywnie o władzy ludowej lub nienawistnie o bandach”.
I na koniec obraz Komendanta Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego ppłk Władysława Żwańskiego ps. ,,Błękit”:
,,(…) to notoryczny pijak, despota, grabieżca łupów dla swojej korzyści (…). Syn Żwańskiego – Zbigniew, pseudonim »Noc« (…) działa na terenie powiatu Łomża, gdzie dał się poznać jako terrorysta i morderca. »Błękit« sam udziału w napadach i morderstwach nie brał. Od bandytów otrzymuje obfity haracz łupów (…)
(…)
»Błękit«, nie podnosząc się zza stołu, przepitym wzrokiem zmierzył przybyłego (…):
– Napijesz się? – spytał »Mściwego«, wskazując na stojącą butelkę z wódką.
– Jeżeli pan pułkownik łaskaw…
Żwański nalał sobie i »Mściwemu« po pół szklanki wódki. Wypili.
– Z czym przybywasz? – »Błękit« podniósł na »Mściwego« zaczerwienione od pijaństwa oczy.
– Po pierwsze przynoszę upominki od naszych ludzi – rzekł »Mściwy«, odpinając torbę, bo aż nazbyt dobrze wiedział, od czego zaczynać
»sprawozdanie« przed panem pułkownikiem.
»Błękit« wyciągnął rękę. »Mściwy« wygrzebał z polowej torby sporą paczkę banknotów i podał je watażce.
– Wszystko? – spytał z niedowierzaniem Żwański.
– Nie – odparł szybko »Mściwy« i położył na stole wydobyte z torby niewielkie zawiniątko. W zawiniątku było kilka zegarków, pierścionki i jakieś kolczyki (…)”.
Sprawiedliwość po latach
Świadkowie, którzy zeznawali na procesie Omiljanowicza, pamiętali, jak zakładał im pas na szyję i ściskał go, uderzał głowami o ścianę, łamał paznokcie.
Podstawą oskarżenia ubeka był kodeks karny z 1932 roku (obowiązujący w momencie popełnienia przez Omiljanowicza przestępstwa). Spośród 22 zarzutów postawionych przez IPN sąd uznał 10 za udowodnione. Wszystkie dotyczyły nadużycia władzy, m. in. ,,bezprawnego zatrzymywania, bicia i znęcania się nad członkami organizacji niepodległościowych, głównie ugrupowania Wolność i Niezawisłość”.
Niewiele brakowało, aby oskarżenia się przedawniły, ale sąd uznał kwalifikację prawną prokuratora (według orzeczenia Sądu Najwyższego z 2001 roku), że czyny Omiljanowicza stanowią zbrodnię przeciwko ludzkości. Na podstawie dokumentów, które stworzył w PUBP w Suwałkach, cztery osoby skazano na karę śmierci.
W 2005 roku sąd oddalił odwołanie się Omiljanowicza od tego wyroku. Od września 2005 roku odbywał karę więzienia w Białymstoku, a po pogorszeniu stanu zdrowia w Barczewie. Ze względu na konieczność operacji onkologicznej uzyskał kilkumiesięczne zwolnienie, do więzienia wrócił w marcu 2006 roku. Omiljanowicz szukał jeszcze ratunku u prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Domagał się kasacji wyroku i ułaskawienia. Bezskutecznie.
Niecały rok po skazaniu białostocki oddział IPN wysłał do sądu w Suwałkach kolejny akt oskarżenia przeciwko Omiljanowiczowi. Zarzucił mu, że w kwietniu 1946 roku jako funkcjonariusz PUBP w Suwałkach podczas brutalnych przesłuchań wymusił zeznania od trzech osób związanych z podziemiem niepodległościowym. Podobnie jak w przypadku poprzedniego aktu oskarżenia miał również tolerować sadystyczne zachowania swoich podwładnych.
Zarzuty zostały sformułowane na podstawie zeznań Stanisława W., który zgłosił się do IPN po tym, jak z mediów dowiedział się o sprawie toczącej się przeciwko Omiljanowiczowi. Prokuratorowi opowiedział o zdarzeniu, które miało miejsce w kwietniu 1946 roku, w jego rodzinnym domu we wsi Jegliniec na Suwalszczyźnie. Według zeznań W., funkcjonariusze UB pod dowództwem Omiljanowicza przeszukiwali domostwo, aby znaleźć dowody współpracy z podziemiem niepodległościowym. Ponieważ nic nie znaleźli, dotkliwie pobili trzech jego mieszkańców – ojca, syna i pasierba. Stanisława W. i jego przyrodniego brata zabrali na dalsze przesłuchania do katowni UB w Suwałkach. Tam znęcano się nad nimi fizycznie i psychicznie. Stanisława W. wypuszczono, jego przyrodniego brata – Piotra A., który pod wpływem bicia przyznał się do posiadania broni (której nie znaleziono), zatrzymano i wytoczono proces. Sąd szczęśliwie uniewinnił oskarżonego.
Omiljanowicz pewnie w ogóle nie miałby procesu, gdyby nie sprawa z kwietnia 1946 roku. Wtedy suwalski PUBP aresztował kilkunastu żołnierzy niepodległościowego podziemia, wśród nich Aleksandra Rybnika, ps. Jerzy – zastępcę komendanta Okręgu Białostockiego WiN. Większość, po ,,badaniach” Omiljanowicza, skazano w pokazowym procesie przed białostockim sądem wojskowym (między 1945 a 1946 rokiem sąd ten skazał na śmierć 272 osoby; ponad połowę wyroków wykonano) i rozstrzelano.
To była typowa akcja Omiljanowicza. Jego sekcja III, zwalczająca ,,bandytyzm”, jeździła w teren w tzw. grupach operacyjnych, razem z wojskiem, Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego, milicjantami. W dwudziestu, trzydziestu otaczali dom, w którym ukrywali się WiN-owcy.
Sprawą Aleksandra Rybnika zajął się IPN. Omiljanowicz nie przyznał się do bicia (podobnie zresztą, jak do innych zarzutów; swój proces nazywał zemstą polityczną za to, że jest osobą znaną). Prokuratorowi opowiedział, czym zajmował się w PUBP: ,,Tropienie morderstw popełnionych przez bandy, wykrywanie sprawców rabunków i napadów na posterunki MO (…). Nie stosowano kajdanek. Ludzi w grupie operacyjnej było tylu, że nikt nie próbował ucieczki”.
Karę więzienia odbywał od września 2005 roku w Białymstoku, a po pogorszeniu się stanu zdrowia w więzieniu w Barczewie. Ze względu na konieczność operacji onkologicznej uzyskał kilkumiesięczne zwolnienie, wracając do więzienia w marcu 2006 roku. Ponadto bezskutecznie ubiegał się u prezydenta Lecha Kaczyńskiego o kasację wyroku i ułaskawienie. Zmarł w kwietniu 2006 roku w więzieniu w Barczewie.

Inne zapisy autora:

0

Dziennik Narodowca
Dziennik Narodowca http://dzienniknarodowca.blogspot.com

Zapraszam na mojego bloga: dzienniknarodowca.blogspot.com oraz profil na https://twitter.com/dz_narodowca . Kontakt e-mail: dzienniknarodowca@gmail.com

38 publikacje
7 komentarze
 

Jeden komentarz

  1. Witamy na pokładzie – 3obieg. pl miejscu dla Polski, Polaków, Patriotów.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816