NEWS
Like

Funkcjonariusze suwalskiej i augustowskiej bezpieki, część IV. Mirosław Milewski

08/05/2013
338 Wyświetlenia
1 Komentarze
27 minute czytania
no-cover

W komunistycznym aparacie represji rozpoczął działalność jako kilkunastoletni chłopiec. Już wtedy był zaangażowany w jedną z największych powojennych zbrodni komunistycznych w północno-wschodniej Polsce: Obławie Augustowskiej. Po 1956 roku kontynuował pracę w aparacie PRL, by u szczytu swojej kariery zostając szefem MSW. Urodził się 1 maja 1928 roku w Lipsku nad Biebrzą k. Augustowa. Pracował w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa od 1944 przechodząc wszystkie szczeble kariery. Od początku lat 60. pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W latach 1962–1971 był wicedyrektorem i dyrektorem Departamentu I MSW, od 1971 wiceministrem spraw wewnętrznych. W latach 1980–1981 minister spraw wewnętrznych PRL. W latach 1945–1948 był członkiem PPR, a następnie PZPR. W latach 1971–1980 zastępca członka, a od 1980 członek Komitetu Centralnego PZPR. Od lipca 1981 był […]



W komunistycznym aparacie represji rozpoczął działalność jako kilkunastoletni chłopiec. Już wtedy był zaangażowany w jedną z największych powojennych zbrodni komunistycznych w północno-wschodniej Polsce: Obławie Augustowskiej. Po 1956 roku kontynuował pracę w aparacie PRL, by u szczytu swojej kariery zostając szefem MSW.

Urodził się 1 maja 1928 roku w Lipsku nad Biebrzą k. Augustowa. Pracował w stalinowskim aparacie bezpieczeństwa od 1944 przechodząc wszystkie szczeble kariery.

Od początku lat 60. pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. W latach 1962–1971 był wicedyrektorem i dyrektorem Departamentu I MSW, od 1971 wiceministrem spraw wewnętrznych. W latach 1980–1981 minister spraw wewnętrznych PRL. W latach 1945–1948 był członkiem PPR, a następnie PZPR. W latach 1971–1980 zastępca członka, a od 1980 członek Komitetu Centralnego PZPR. Od lipca 1981 był członkiem Biura Politycznego i sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR. Od 1981 był także przewodniczącym Komisji Prawa i Praworządności KC PZPR. Do połowy lat 80. zaliczany był do bliskich współpracowników gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
Był także członkiem i aktywnym działaczem ZBoWiD. W latach 1974–1985 członek Rady Naczelnej, a w latach 1979–1985 wiceprezes Zarządu Głównego ZBoWiD-u.
W 1971 roku dostał nominację na generała brygady. Nominację wręczył przewodniczący Rady Państwa PRL Józef Cyrankiewicz, by w 1979 roku dostając awans na generała dywizji, którą wręczył przewodniczący Rada Państwa Henryk Jabłoński.
Pracę rozpoczynał w Urzędzie Bezpieczeństwa w Augustowie, który był zaangażowany w Obławę Augustowską z lipca 1945 roku. W zbrodni tej uczestniczyły regularne oddziały Armii Czerwonej należące do 1 Frontu Białoruskiego, jednostki 62. Dywizji Strzelców NKWD oraz wydzielona 110-osobowa formacja 1. Pułku Praskiego LWP. Polacy w Obławie Augustowskiej raczej tylko pomagali Sowietom, tyle że augustowski PUBP w którym pracował Milewski wykazał się wielką gorliwością w tej pomocy. O tym, że Milewski uczestniczył o tej zbrodni świadczy słynne zdjęcie z 1945 roku. Zdjęcie to odnalazł Marcin Markiewicz pracujący w białostockim oddziale IPN. Na zdjęciu, siedemnastoletni wówczas Milewski pozował razem z najbardziej zaangażowanymi w obławę: sowieckim doradcą PUBP w Augustowie majorem Wasilenką, szefem augustowskiej bezpieki Aleksandrem Kuczyńskim oraz jego zastępcą Ryszardem Cabanem.

Cała operacja kierowana była prawdopodobnie z Augustowa, gdzie ulokowane było lokalne dowództwo sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz. Zatrzymano ponad 7 tys. osób, które więziono w ponad pięćdziesięciu miejscach. Sowieci utworzyli obozy filtracyjne, gdzie torturowano i przesłuchiwano zatrzymanych, przetrzymując ich skrępowanych drutem kolczastym w dołach zalanych wodą pod gołym niebem. Część z nich po przesłuchaniach wróciła do domu. 252 aresztowanych Litwinów, zaangażowanych w litewski ruch niepodległościowy, przekazano miejscowym organom NKWD-NKGB Litwy. Około 600 osób narodowości polskiej zostało wywiezionych w nieznanym kierunku i wszelki ślad po nich zaginął; aresztowania tych osób dokonały organy Smiersz 3 Frontu Białoruskiego.

Podejrzewa się, że zostały one wywiezione w okolice Grodna i zamordowane na terenie tzw. Fortów Grodzieńskich, gdzie wcześniej NKWD przeprowadzało inne masowe egzekucje. Jako możliwe miejsce egzekucji wskazywano wieś Naumowicze na Grodzieńszczyźnie. Polski historyk prof. Krzysztof Jasiewicz wysunął hipotezę, że mordu dokonano w rejonie jeziorze Gołdap lub – co uznał za bardziej prawdopodobne – w okolicach wsi Rominty (obecnie Krasnolesie) w Puszczy Rominckiej, gdzie niegdyś mieścił się dwór myśliwski Hermana Goeringa (obecnie miejscowość ta znajduje się na terenie obwodu kaliningradzkiego). Prof. Natalia Lebiediewa z Instytutu Historii Rosyjskiej Akademii Nauk, wysunęła przypuszczenie, że Polacy mogli trafić do jakiegoś tajnego obozu, gdzie być może przeprowadzano na nich eksperymenty z bronią chemiczną lub biologiczną.
Do 1958 Mirosław Milewski służył w powiatowych i wojewódzkich ogniwach aparatu bezpieczeństwa. Jeszcze przed śmiercią Milewskiego oskarżono go o to, że jako funkcjonariusz WUPB w Białymstoku w marcu 1947 roku bezprawnie aresztował żołnierza AK Czesława Burzyńskiego i wydał go w ręce NKWD. Sam Milewski twierdził, że Burzyńskiego nie zna i nie pamięta. Burzyński (jak wiele ofiar stalinowskiego terroru) zapamiętał go doskonale. Spotkał go dwa razy. Pierwszy raz w październiku 1945 roku, kiedy pracował w urzędzie gminy w Lipsku nad Biebrzą (gdzie w 1928 roku urodził się Milewski). Późniejszy generał przyszedł do biura i nakazał je udostępnić. Potem prowadził tam przesłuchania. Burzyński wspominał, że po nich pozostały tam na ścianach ślady krwi. Drugi raz Milewski przybył do Burzyńskiego, który wówczas posługiwał się fałszywym nazwiskiem Korczyński, aby go aresztować. Burzyński wiedział, że obowiązuje amnestia i chciał się ujawnić. Potwierdził, że był w AK. Milewski osadził go w areszcie białostockiego UB. Jeszcze w marcu 1947 roku powiedział Burzyńskiemu, żeby się pakował, bo wychodzi na wolność. Burzyński uznał, że jednak amnestia nie była fałszem. Niestety mylił się. Burzyńskiego wsadzono do samochodu wypełnionego funkcjonariuszami NKWD i wywieziono na Wschód.

Burzyński został uwięziony w areszcie NKWD w Mińsku i był tam sądzony za działalność przeciwko Związkowi Sowieckiemu, zdradę sowieckiego państwa, dokonanie aktu terrorystycznego i… nielegalne przekroczenie granicy, co było zarzutem najbardziej absurdalnym. Burzyńskiego skazano początkowo na karę śmierci, zamienioną następnie na 20 lat ,,zesłania do robót katorżniczych. Po śmierci Stalina, w 1954 r. napisał skargę, informując o swoim bezpodstawnym aresztowaniu i skazaniu. Sowieci wypuścili go na wolność dopiero w 1957 r. (po 11 latach ciężkich robót w kopalni węgla w Workucie, został inwalidą I grupy). Rok później jego prześladowca Mirosław Milewski był już w centrali MSW.

Po powrocie do kraju Burzyński śledził błyskotliwą karierę Milewskiego, aż w końcu (po 1989 roku) poszedł do prokuratury. Prokurator stwierdził, że Milewski aresztując Burzyńskiego, dopuścił się czynu bezprawnego (żołnierze AK podlegali wówczas amnestii), związanego ,,ze szczególnym udręczeniem wobec wydania pokrzywdzonego władzom obcego państwa. W końcu sprawa trafiła do sądu w Giżycku. Po kilku kolejnych latach sędzia orzekł: ,,Oskarżony współpracował z NKWD. Dowodom trudno zaprzeczyć, ale w sprawie Burzyńskiego uniewinnił Milewskiego (tu dowody okazały się niewystarczające).
I jeszcze jeden znany fakt z życia Milewskiego. W 1980 roku zawiózł do Moskwy szefowi KGB Andropowowi listę osób przewidzianych do internowania po wprowadzeniu stanu wojennego.
Dlaczego Mirosław Milewski odpowiada tylko za jedną sprawę i to najbardziej odległą – sprzed pół wieku? Po pierwsze – znaleźli się świadkowie, którzy chcieli zeznawać. Po drugie – zachowały się akta. Może ktoś uznał, że nie są takie ważne, bo kto będzie sięgał 50 lat wstecz, kiedy główne funkcje Milewski pełnił w latach 80.? A może po prostu najwygodniej było oskarżyć generała MSW ,,tylko o wsadzenie za kraty żołnierza AK, co w porównaniu z jego późniejszą działalnością może wydawać się błahostką.
Wobec zniszczenia większości akt z okresu późniejszej działalności gen. Milewskiego, wątpliwe jest, abyśmy dowiedzieli się, jaką faktycznie rolę pełnił on w kierowniczym aparacie partyjnym, państwowym i bezpieczniackim, w jakich sprawach uczestniczył i jaki ma związek z zabójstwem księdza Jerzego.

 

Współodpowiedzialny zamordowania księdza Popiełuszki

Obok Obławy Augustowskiej nazwisko gen. Mirosława Milewskiego jest także związane z przedawnioną aferą ,,Żelazo oraz zabójstwem księdza Jerzego Popiełuszki. W 2004 prof. Andrzej Paczkowski ujawnił dokument ze swego prywatnego archiwum, który obłożony był zastrzeżeniem, że może zostać ujawniony dopiero w 2010 roku. Dokument będący notatką z narady, która odbyła się przed południem 25 października 1984 roku w Urzędzie Rady Ministrów, został spisany przez Wiesława Górnickiego, doradcę premiera. Uczestniczyli w niej: premier gen. Wojciech Jaruzelski, szef URM gen. Michał Janiszewski oraz płk Kołodziejczak.
Morderca księdza, Grzegorz Piotrowski, zeznał, że miał poparcie w aparacie władzy, a konkretnie sekretarza KC PZPR, gen. Milewskiego: ,,Politycznym inspiratorem porwania – niezależnie od indywidualnego fanatyzmu sprawcy – mógł być wyłącznie towarzysz Mirosław Milewski […] Towarzysz premier, podzielając dezaprobatę zebranych dla działalności tow. Milewskiego i nie podając w wątpliwość politycznej, a może i osobistej odpowiedzialności za uprowadzenie, a być może i za morderstwo na osobie ks. Popiełuszki, sprzeciwił się jednocześnie podejmowaniu decyzji personalnych na XVII Plenum KC PZPR, które miało się wkrótce rozpocząć.

Mózg afery Żelazo

W 1985 roku Mirosław Milewski został usunięty z szeregów PZPR i wszystkich innych stanowisk w PRL, a następnie przeniesiony na przymusową emeryturę, gdy wyszła na jaw afera ,,Żelazo wyszła na jaw. W latach 70.  w Europie zachodniej pracownicy peerelowskiego resortu bezpieczeństwa przenikali do zachodnich organizacji przestępczych. Poprzez działalność przestępczą w formie napadów rabunkowych, kradzieży, a nawet zabójstw (w jednej z takich akcji zginął francuski policjant, zaś w 1972 roku szwajcarski bankier) funkcjonariusze bezpieki zdobywali pieniądze, złoto (stąd kryptonim akcji), dzieła sztuki, a także samochody. Plan operacji zakładał, że będzie ona wykorzystywana do finansowania działalności wywiadu PRL. Jednak duża część łupów trafiała do rąk oficerów MSW zaangażowanych w akcję i nadzorujących ją z kraju. W budynku MSW istniał nawet w latach 70. tajny sklepik, w którym można było kupić zrabowane przedmioty. Pracownicy resortu obdarowywani byli nimi również w postaci premii do pensji. Z aferą ,,Żelazozwiązani byli trzej bracia Janosze: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy prowadzili przestępczą działalność w zamian za zapewnienie bezkarności w PRL oraz udział w zrabowanych łupach.

Ze zrabowanych na zlecenie MSW 200 kg złota bracia Janoszowie dostali 40 kg. Resztę ukradli złodziejom zasłużeni towarzysze z PZPR. Osłodą miała być gwarancja bezkarności. Kiedy 19 kwietnia 1984 r. do centrali bezpieki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie zgłosił się międzynarodowy gangster Mieczysław Janosz, po prostu zażądał wypełnienia kontraktu. Powołał się na swoje związki z Departamentem I (wywiadem) MSW i zażądał wypuszczenia aresztowanego bandyty, swojego brata Kazimierza. Groził ujawnieniem informacji na temat swoich przestępczych powiązań z członkami kierownictwa MSW i KC PZPR. Taki był początek jednej z największych afer kryminalnych PRL, określanej potem mianem afery ,,Żelazo.

Kontakty z bezpieką Kazimierz Janosz nawiązał w latach 50., w czasie służby w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W 1960 roku dostał polecenie osiedlenia się wraz z braćmi na Zachodzie, gdzie po kilku latach miano nawiązać z nim łączność. I rzeczywiście, do Janoszów dotarli oficerowie kontrwywiadu. Wkrótce sprawę przejął Wydział III (niemiecki) Departamentu I MSW, kierowany przez płk. Mieczysława Schwarza. Najważniejsze decyzje dotyczące Janoszów podejmował jednak ówczesny szef PRL-owskiego wywiadu gen. Mirosław Milewski. W Niemczech Kazimierz Janosz wraz z braćmi Mieczysławem i Janem założyli grupę przestępczą zajmującą się głównie kradzieżami i paserstwem. Z czasem szajka zaczęła dokonywać napadów na sklepy jubilerskie, a nawet na bank. O tym, jaką działalność prowadzą Janoszowie, dobrze wiedzieli ich opiekunowie z wywiadu PRL, którzy czerpali z tego procederu finansowe korzyści, w zamian zapewniając im schronienie w PRL.
Jednak kiedy szajce Janoszów zaczął palić się grunt pod nogami, zwrócili się o pomoc do centrali. Mniej więcej w 1969 roku w Departamencie I MSW zapadła decyzja o wycofaniu ich do Polski. Ale nie za darmo. Opracowano plan operacji o kryptonimie ,,Żelazo, która miała przynieść duże zyski MSW. Janoszowie mieli wszelkimi dostępnymi metodami zgromadzić duży majątek, którym po powrocie do kraju musieliby się podzielić pół na pół z protektorami z resortu.
Z polecenia centrali około 1970 roku Kazimierz Janosz zrezygnował z prowadzenia restauracji w Hamburgu, która była przykrywką jego interesów. Założył firmę handlującą biżuterią i powiadomił ludzi Milewskiego, że jest gotowy do akcji. Potem dokonał ogromnych zakupów złota, srebra, biżuterii, luksusowych towarów konsumpcyjnych, za które miał w ciągu siedmiu dni zapłacić przelewem. Oczywiście, rachunków nie zamierzał regulować, opróżniając konta w banku i przygotowując zgromadzone łupy do podróży do kraju. W sumie około 200 kg złota w sztabach i wyrobach jubilerskich, tysiące kamieni szlachetnych, siedem kontenerów wyrobów ze srebra oraz wielomilionowy majątek w towarach deficytowych w PRL: luksusowych ubraniach, zegarkach itp. Razem dwa wagony. Na granicy transporty odbierał inspektor wydziału III Departamentu I mjr Marek Strzemień. Sam Janosz pojawił się w kraju 8 maja 1971 roku, przywożąc w skrytkach swojego mercedesa ponad 100 kg złota.
Towarzysze Janosza z MSW jednak nie dotrzymali warunków umowy. Ukradli mu 90 proc. luksusowych towarów i oddali ledwie około 40 kg złota. Reszta, zanim z granicy została przetransportowana do centrali MSW, była rozkradana i rozdawana. W systemie przewożenia, liczenia i przechowywania dóbr, skonstruowanym przez gen. Milewskiego, mógł się obłowić każdy. Nim Janosz dotarł do swoich walizek, znikły już najbardziej wartościowe przedmioty: kolie wysadzane drogocennymi kamieniami, kasety z brylantami i szmaragdami oraz znaczna część innej biżuterii. W sumie bezpieczniacy zagarnęli jakieś 150 kg złota i kosztowności oraz dobra materialne warte miliony marek. Łup był tak okazały, że ludzie Milewskiego postanowili się pochwalić zdobyczą przełożonym. W Katowicach zorganizowano wystawę, na której zjawili się tow. Franciszek Szlachcic, I sekretarz Edward Gierek i Zdzisław Grudzień oraz kilku innych członków kierownictwa partii. Jak opowiadał potem Kazimierz Janosz, partyjni przywódcy biegali po sali jak dzieci, obwieszając się kosztownościami.
Ślad po wielu najcenniejszych precjozach wiedzie do Milewskiego i na nim się kończy. W dokumentach jest wiele śladów po kopertach z biżuterią i najcenniejszymi kamieniami, które Milewski zawoził do Komitetu Centralnego. Nie ustalono co się z nimi stało. Tylko niektóre precjoza rozdawane w centrali MSW ewidencjonowano. Z ewidencji wynika, że złoty zegarek na urodziny dostała żona Mieczysława Moczara, Alfreda. Kiedy w 1984 roku próbowano dokonać inwentaryzacji pozostałości zdobytego skarbu, doliczono się około 30 kg złota. Kilkakrotnie więcej znikło.
Janoszowie dostali niewielką część łupu. Nie więcej niż 10 proc. przywiezionych dóbr konsumpcyjnych i liche 30 kg złota. Osiedlili się w rodzinnych Mikuszowicach koło Bielska-Białej i zaczęli prowadzić restaurację. Przynajmniej oficjalnie. A nieoficjalnie nadal kierowali potężną przestępczą organizacją korzystającą z życzliwej opieki kierownictwa ministerstwa. Ilekroć aresztowała ich milicja, z Warszawy przyjeżdżali wysocy funkcjonariusze wywiadu, którzy natychmiast ,,ukręcali łeb sprawie. Prośby prokuratury niemieckiej o wydanie niebezpiecznych przestępców były przez władze PRL kompletnie ignorowane. Wkrótce w Komitecie Wojewódzkim PZPR, KW MO i w prokuraturze tajemnicą poliszynela było, że Kazimierz Janosz znajduje się pod opieką gen. Milewskiego. Jego gang działał coraz bardziej zuchwale, przynosząc kolejne zyski centrali. Wykonywał też na Zachodzie ,,akcje likwidacyjne, czyli zabójstwa zlecane przez MSW.
W końcu lat 70. Janoszowie planowali napad na jeden z banków w Niemczech. Miał im on przynieść 10 mln marek. Wedle planu opracowanego w centrali, pieniądze pochodzące ze skoku miano przerzucić kanałami wywiadu przy współpracy z towarzyszami ze Stasi. Planu jednak nie wykonano, podobnie jak w wypadku innej operacji przeprowadzonej przez Janoszów w Szwecji. Zamordowano tam jubilera, którego dobytek (około 80 kg złota i 3 kg brylantów) zamierzano przerzucić pocztą dyplomatyczną do Polski. W sprawę zamieszani byli premier Piotr Jaroszewicz i ówczesny sekretarz KC Stanisław Kania. Wywiad PRL zamierzał też wykonać rękami Janoszów jeszcze inną operację. W 1977 roku płk Jan Rodak zlecił Janoszom zabójstwo przebywającego wówczas na Zachodzie Adama Michnika. Przedsięwzięcia nie udało się zrealizować – Janosz nie chciał tego wykonać – jak twierdził – z pobudek patriotycznych.
W 1984 roku Kazimierz Janosz po raz kolejny trafił do więzienia. Jego brat Mieczysław, niewiele się namyślając, pojechał do Warszawy po pomoc. Tu zażądał widzenia z kierownictwem MSW, opowiadał o swoich układach i wspólnych interesach. Janoszowie szantażowali kierownictwo PZPR tym, co widzieli na zorganizowanej przez MSW wystawie biżuterii. Wedle dokumentów bezpieki: przedstawiciele kierownictwa partii oglądający złoto i wyroby ze złota zachowywali się w sposób podrywający ich autorytet. Fakt ten – podobnie jak wiele innych – Janoszowie byli zdecydowani ujawnić, jeśli sprawy ułożyłyby się nie po ich myśli.
Janoszowie operowali datami i faktami, jak z rękawa sypali nazwiskami znanych sobie oficerów MSW. Nie mogli konfabulować. Bezpieką kierował wówczas już gen. Czesław Kiszczak, który nie darzył Milewskiego specjalną sympatią. Ponadto był z innej partyjnej frakcji. Powołano resortową komisję, która miała dokładnie zbadać sprawę. Kierował nią gen. Władysław Pożoga. W trakcie działań komisja (jej dokumentacja w postaci kilkudziesięciu tomów znajduje się dziś w IPN) napotkała zmowę milczenia przestępców z MSW, ale mimo to opisała wiele szczegółów operacji – napady, strzelaniny i zabójstwa. Wiele innych faktów skrzętnie zatuszowano. Z dokumentacji usunięto nazwiska niemal wszystkich zamieszanych w sprawę członków KC PZPR poza Mirosławem Milewskim. Mimo to końcowy raport komisji wspominał o tym, że za operację ,,Żelazo odpowiedzialni byli m. in. szefowie MSW, ministrowie gen. Stanisław Kowalczyk, Wiesław Ociepka i Franciszek Szlachcic, a w samej akcji brało udział kilkudziesięciu oficerów MSW, w tym czterech czy pięciu generałów. Komisja nie miała wątpliwości, kto był mózgiem przestępczych operacji. Jak wynika z wyżej przedstawionych ustaleń, operację ,,Żelazo na wszystkich jej etapach organizował, kierował i nadzorował właśnie Milewski jako dyrektor Departamentu I, a następnie podsekretarz stanu oraz minister spraw wewnętrznych.
Generał Milewski nie był specjalnie zmartwiony. Znał swoją partię od lat, więc mógł ufać, że pozostanie bezkarny. W czasie kontaktów z powołaną później komisją Biura Politycznego KC PZPR odmawiał odpowiedzi, co stało się z zaginionym złotem, prezentując przy tym wyjątkową butę. Miał nawet pretensje, że nie docenia się zasług takich jak on zasłużonych członków PZPR. Uważał, że za ,,Żelazo spotkały go dotkliwe i niezasłużone represje: jako jedyny członek kierownictwa na 40-lecie PRL nie otrzymałem żadnego odznaczenia.
Czołowi uczestnicy operacji zostali ,,przykładnie i surowo ukarani przez partię kierowaną wówczas przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Milewski został zmuszony do odejścia z partii i pozbawiony wszystkich państwowych godności. Franciszek Szlachcic dostał naganę partyjną. Podobne ,,represje spotkały czołowych oficerów Departamentu I MSW: gen. Józefa Oska, gen. Jana Słowikowskiego i płk. Eugeniusza Pękałę. Płk Mieczysław Schwarz, który odbierał transporty ,,Żelaza na granicy, oraz płk Waldemar Wawrzyniak dostali upomnienia. Żaden członek szajki stanowiącej kierownictwo MSW ani szajki Mieczysława Janosza nie stanął przed sądem. Sprawę dyskretnie zatuszowano.
W 1990 r. Jaruzelski już jako prezydent utrzymywał, że zrobiono tak ,,w interesie kraju, by nie dekonspirować metod działalności polskiego wywiadu za granicą. Oczywiście,  to było kłamstwem. Prawdziwymi motywami zatuszowania sprawy była obawa przed publicznymi zeznaniami braci Janoszów i niechęć do pokazania prawdziwego oblicza służb specjalnych PRL. Operacja ,,Żelazo, przeprowadzona przez rzekomo elitarne struktury wywiadu MSW, była ewidentnym świadectwem postępującej degrengolady komunistycznego aparatu partyjno-państwowego. W tym samym roku Milewski został nawet na krótko aresztowany, po czym wyszedł na wolność.

Zmarł 23 lutego 2008 w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Komunalnym Północnym na Wólce Węglowej.

Inne zapisy autora:

Dziennik Narodowca
Dziennik Narodowca http://dzienniknarodowca.blogspot.com

Zapraszam na mojego bloga: dzienniknarodowca.blogspot.com oraz profil na https://twitter.com/dz_narodowca . Kontakt e-mail: dzienniknarodowca@gmail.com

38 publikacje
7 komentarze
 

Jeden komentarz

  1. Bogdan

    Kolejny bardzo dobry wpis na 3obiegu. Idziemy do przodu.
    Dzisiaj, gdyby tacy Janoszowie postraszyli swoją wiedzą tych wszystkich rządzących i skorumpowanych, do akcji natychmiast – asap, przystąpił by seryjny samobójca i byłoby po strachu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

319217