Komentarze dnia
Like

Emerytury rodzinne

19/10/2014
561 Wyświetlenia
2 Komentarze
6 minut czytania
Emerytury rodzinne

Według opublikowanej niedawno przez Fundację Republikańską mapy wydatków państwa wydatki sektora publicznego w Polsce to 708 mld złotych, z czego największa część przypada na emerytury i renty (prawie 217 mld zł.). Mimo tak wielkich nakładów na ten cel (wzrost o 7,3 mld w stosunku do poprzedniego roku) co i rusz wraca temat upadku ZUS-u, niektórzy wieszczą, że rychłego.

Coraz więcej ludzi w Polsce zaczyna zdawać sobie sprawę, że ZUS to klasyczna piramida finansowa. Określenie to pochodzi od niejakiego Charlesa Ponziego, który w latach 20. ubiegłego wieku zaraził gorączką inwestycyjną pół Ameryki. Jego historię można przeczytać choćby na Wikipedii. Po Charlesie P. piramid finansowych próbowało jeszcze wielu cwaniaków. Z najnowszych przykładów warto wymienić Bernarda Madoffa, skazanego w 2009 r. na 150 lat więzienia za stworzenie piramidy, w której poszkodowanych zostało około 13,5 tys. inwestorów i organizacji. Przykładów z naszego podwórka daleko szukać nie trzeba. Amber Gold dobitnie pokazało, że nie wszystko złoto, co się świeci…

0


 

W największym skrócie piramida finansowa to system, który polega na tym, że aby wypłacić zyski (świadczenia) dotychczasowym członkom, trzeba cały czas pozyskiwać nowych. Dopóki do systemu napływają nowi członkowie, dopóty wszystko działa bez zarzutu. Tego typu system, podobnie jak natura, nie znosi próżni i nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek przestoje. Niestety ZUS właśnie przeżywa taki przestój. Prognozy demograficzne dla Polski są katastrofalne. Nowych członków brakuje zatem już teraz, a będzie tylko gorzej. Piramida finansowa pod nazwą ZUS jest systemem matematycznie skończonym. Zaklinanie rzeczywistości przez polityków nic tu nie pomoże. Nasuwa się więc pytanie: co z tym zrobić? Oczywiście system można uszczelniać, likwidować przywileje, KRUS itd., ale to nie rozwiązuje problemu, a jedynie odkłada w czasie to, co nieuchronne.

Nie jestem żadnym ekspertem w tej dziedzinie, a niniejszy wpis tworzę z perspektywy obywatela zatroskanego o przyszłość swoją i swojej rodziny. Niepokoi mnie zwłaszcza postawa ludzi młodych. Z tego, co obserwuję, to spora część z nas (mam 31 lat) jest pogodzona z tym, że „emerytur i tak nie będzie”. No dobrze, skoro nie będzie, to niech rządzący oddadzą nam te pieniądze, które co miesiąc wpłacamy na poczet tych przyszłych emerytur. To żadna łaska, skoro „emerytur nie będzie”. Niestety taki zwrot nie wchodzi w rachubę, bo piramida finansowa raz wprawiona w ruch, musi się kręcić.

Ostatnio natknąłem się gdzieś w necie na pomysł tzw. „emerytur rodzinnych”. Jako człowiek stronię od skrajności, dlatego pomysł ten przypadł mi do gustu. Nie jest to jakiś skonkretyzowany projekt z wyliczeniami i prognozami, a jedynie koncepcja, która rzecz jasna wymaga uszczegółowienia i szerokiej debaty publicznej. Oto główne założenia „systemu emerytur rodzinnych”:

  • Z grubsza system polega na tym, że syn/córka płaci składki na przyszłą emeryturę swojej matki/swojego ojca. Nie na anonimową osobę czy ogół społeczeństwa, ale konkretnie na swoich rodziców. Składki są księgowane na wspólnym koncie i nie wypływają poza rodzinę (są oczywiście dziedziczone). Gdy w rodzinie jakaś osoba osiąga wiek emerytalny, może zacząć korzystać ze środków zgromadzonych na koncie. System jest obowiązkowy – dzieci mają obowiązek płacić na emeryturę swoich rodziców, a ich dzieci na ich emeryturę itd.
  • System jest obowiązkowy również dla par bezdzietnych w zalegalizowanych związkach – takie osoby płacą składki na emeryturę współmałżonka/partnera.
  • System nie obejmuje związków niezalegalizowanych (z dziećmi lub bez) i osób samotnych. Takie osoby są traktowane jak osoby samotne, które mogą w dowolny sposób oszczędzać na swoją emeryturę. Nie płacą składek, ale i nie dostają nic w zamian.
  • Na nowy system przechodzimy płynnie: likwidujemy ZUS (a co za tym idzie składki), podatek dochodowy i być może kilka innych danin publicznych, ale narzucamy obowiązek płacenia na świadczenia (utrzymanie) swoich rodziców. Od tej pory państwo polskie utrzymuje wyłącznie osoby samotne, które nabyły prawo do emerytury przed wprowadzeniem nowego systemu, aż do ich śmierci (przeciętny Polak pobiera emeryturę średnio 8 lat, więc nie trwałoby to długo). Natomiast wszystkie osoby posiadające rodzinę, oraz te wchodzące na rynek pracy, zwłaszcza ludzie młodzi, automatycznie przechodzą na system emerytur rodzinnych.
  • Jako że nowy system jest poważną, daleko idącą zmianą, w okresie przejściowym, powiedzmy 10-15 lat, państwo będzie równolegle utrzymywać system osłon socjalnych oraz wsparcia rzeczowego i/lub finansowego dla osób słabo zarabiających w celu oswojenia ludzi z nowymi realiami, z zaznaczeniem, że po zakończeniu okresu przejściowego emerytura w typowym państwowym wydaniu przestaje istnieć.

Oczywiście są to tylko założenia pewnej koncepcji. Zapewne musiałyby jej towarzyszyć również rozwiązania natury systemowej w innych obszarach funkcjonowania państwa. W moim odczuciu jest to koncepcja ewolucyjna, nie rewolucyjna, która daje nadzieję na uniknięcie przykrych konsekwencji ewentualnego nagłego upadku obecnego systemu. Ciekaw jestem Waszych opinii/sugestii na ten temat.

Źródła zdjęć:
1. Emeryci: wiadomości.wp.pl

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Chcą nas spałować.

Inne zapisy autora:

0

The Spinning Top Blog
The Spinning Top Blog http://www.kamilcywka.pl

68 publikacje
0 komentarze
 

2 komentarz

  1. Avatar Dziabąg

    Niezbyt trafiony pomysl bo co np z rozwodnikami po 10 latach małżenstwa.Nie wiem tez dlaczego musi byc ten przymus, dla mnie przymus oznacza ze to kijowy pomysl bo jak by byl dobry to ludzie sami bez przymusu by z niego kozystali.Dlaczego ludzie sami nie moga decydowac za siebie jak chca zapewnic sobie srodki do zycia na starosc?Jeden wplaci na ZUS drugi wplaci na konto w banku, trzeci postara sie o dobre wychowanie dzieci by go na starosc utrzymaly a czwarty kupi sobie ziemi 1000 hektarow.Beda tacy co o przyszlosci myslec nie beda i czeka ich zbieranie po smietnikach ale to ich decyzja.Dlaczego nie mozna byc kowalem wlasnego losu?Zawsze przymus i jakis urzednik ktory wie co jest dla mnie najlepsze jakbym byl uposledzony umyslowo lub dzieckiem

    0
  2. Avatar Oczywisty

    Zmiany muszą nastąpić, ale zacząć muszą się od naszych własnych umysłów. Czy Autor pomaga Swoim Rodzicom – teraz, gdy nie jest to obowiązkowe? Działajmy przykładem, a nie przymusem. Niestety, patrząc na to co socjalizm, emerytury i rozwody zrobiły z instytucji Rodziny (szczególnie pod względem opieki nad starszymi jej członkami), to czarno widzę przyszłość, i nasuwa mi się tylko wiersz Wierzyńskiego.

    Kazimierz Wierzyński Zawracanie głowy

    Co mi Pan głowę zawraca:
    Godność ludzka,
    Ja panu mówię – gnój,
    Ponieśliśmy śluzy, chlusnęło narodem,
    Popłyną jak powódź i płynie
    Jako mówią,
    Na nowe życie
    A ja panu mówię,
    Jeden procent jest nasz,
    Jeden procent jest czegoś wart.
    A reszta!
    Do kina płynie, do żarcia,
    Na ubaw miejski,
    Na chamstwo z kastetem.
    Nie pytaj pan, co to kosztuje,
    Co z nimi potem zrobić
    I na co ich wymienić –
    Na godność ludzką.
    Nie zawracaj Pan głowy,
    Ja panu mówię gnój,
    Zaorze się to i zasieje,
    Trudny płodozmian,
    Ale od czego nasza kultura,
    Agrykultura, humanizm,
    Inżynierowie dusz, obmyślą
    Od czego zaczynać,
    Jak podciągnąć tę nadbudowę.
    Tylko mój panie bazą jest gnój
    Gnój pospolity, nawóz pod ziarno,
    Gówno za pozwoleniem, nie żadna godność,
    Nie żadna ludzkość.
    To się wyprodukuje
    Gdy przyjdzie czas.

    Jeden procent… tyle wystarczy. W średniowieczu może 3% czytało jakiekolwiek książki, Dziś jaka jest ta liczba? Pięć procent? To jednak dość dużo. Zawsze i wszędzie każda zmiana, nawet największa, zaczyna się od jednego człowieka.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816