Bez kategorii
Like

Dzieckiem być…

03/04/2011
377 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
no-cover

Współczesne dzieci wychowywane bezstresowo mają dużo praw, mało obowiązków. Rzecznik Praw Dziecka czuwa, zabawki nie mieszczą się na półkach. Co by się stało, gdyby wehikuł czasu przeniósł je w XIX wiek?

0


 

Przeglądając stary album ze zdjęciami  nasunęło mi się pytanie, jakie dzieciństwo mieli nasi przodkowie  urodzeni w XIX wieku, jak byli wychowywani, czego uczeni? Co sprawiło, że choć poddani tak ostrej presji germanizacyjnej, gdy dorośli włączyli się bez wahania do odbudowy i obrony świeżo odzyskanego, młodziutkiego państwa?
 
Oto kilka impresji z tym tematem związanych.
 
Dzeci z Torunia
Talski/Łotwa

 

Ubranko chłopca  z Torunia stylizowane jest na strój marynarski, natomiast zdjęcie wykonane w Talsi w Kurlandii przedstawia dzieci w typowych mundurkach. Moda na styl marynarski  pojawiła się koło roku 1886 najpierw w Anglii i Niemczech, czyli w krajach o ogromnych ambicjach morskich, by potem rozprzestrzenić się po całej Europie i stać się zmorą ówczesnych dzieci.
Magdalena Samozwaniec  tak wspomina te ubranka z czasów, gdy po raz pierwszy w wieku kilku lat pojechała nad morze do Świnoujścia. Było to w 1899 roku. „Miałyśmy mundurki białe i granatowe, te ostatnie obszywane białymi tasiemkami, białe, szewiotowe miały zaś grube jedwabne kołnierze i mankiety. Pończochy i trzewiczki były czarne, chyba wtedy nie wyrabiano białych czy kolorowych… pończoszki były przypinane do gumki, której drugi koniec był przypinany do guziczka przy majteczkach, pantalonach, obszytych koronką, sięgających do kolan. Majteczki zaś przypinało się na guziczki niciane do staniczka, te rzeczy dziecinne, z grubego płótna, leżały na komodzie mamy, jeżeli nawet coś mi się zgubiło z pamięci tamtych czasów, mogłabym dzisiaj odtworzyć to ciężkie,   strasznie niehigieniczne ubranie. (…)upranie naszych wspaniałych, poobszywanych tasiemkami i pasmanteriami ubranek wymagało potwornej roboty i niestety zawsze były niedoprane, brudne i przepocone.” 1/
 
Dzieci – nawet w arystokratycznych rodzinach – trzymane były krótko, w dużej dyscyplinie.
W roku  1835 r. generałowa Chłapowska ułożyła następujący plan zajęć dla swojej jedenastoletniej córki Zofii.
od 06 00 do 08 30 wyciągi z historii i geografii
                     uczyć się na pamięć
                     poezje (na pamięć)
od 08 30 do  09 00 pierwsze śniadanie i ubranie
od09 00 do10 30 deklamowanie wierszy, pisanie pod dyktando czasowników angielskich albo reguł gramatycznych  angielskich i francuskich, wiersze francuskie, historia powszechna, podróże
od 10 30 do 11 30 pisanie pod dyktando – życiorysy poetów i sławnych ludzi, czytanie dzieł klasyków
od 11 30 do 12 30 spacer
od 12 30 do 13 00 ubieranie się
od 13 00 do 13 30 muzyka
od 13 30 do 15 00 obiad i rekreacja
od 15 00 do 16 00 rysunek
od 16 00 do 17 00 lektura angielskiego
od17 00 do 18 00 muzyka
od 18 00 do 19 00 kolacja i rekreacja
od 19 00 do 20 00 muzyka i nauka angielskiego
od 20 00 do 21 00 arytmetyka 2/
 
Nie inaczej było w domach średniej szlachty.
W marcu 1897 roku z uwagi na szkarlatynę  córki Marianny Jasieckiej zostały odesłane do domu w Polwicy z poznańskiej pensji panny Estkowskiej . Cieszyły się na dodatkowe  trzy tygodnie wakacji a tymczasem matka po obiedzie zadysponowała inaczej.
„Macie trzy tygodnie wolne, razem z feriami wielkanocnymi właściwie cały miesiąc spędzicie w domu. Nie znaczy to wcale, że przez ten czas nie będziecie miały nic do roboty. Różyczko, ty będziesz pomagać ojcu w kancelarii. Zosia codziennie będzie uczyła się gotowania i jej umiejętności  po miesiącu sama sprawdzę. Maryńcia pod kierunkiem Busi weźmie się do szycia, o którym – poza robótkami – nie ma dotąd pojęcia. Jadzia przed pójściem na pensję od kwietnia musi sumiennie powtórzyć lekcje, przyłożyć się do rachunków i kaligrafii.” 3/
 
O pożytkach zatrudniania dzieci robotników folwarcznych pisał w swoim referacie poświęconym utrzymaniu własności ziemskiej Kazimierz Pluciński z Lussówka podczas Walnego Zebrania Towarzystwa Rolniczego Poznańsko-Szamotulskiego 31 maja 1897 roku. 4/
 
Dzieci z zamożniejszych rodzin wielkopolskich  pobierały początkowe nauki u nauczycielek domowych. Pozostałe posyłano do szkół  jakbyśmy to dzisiaj nazwali publicznych. W zaborze pruskim obowiązek szkolny obejmował dzieci do 14 roku życia. Nikogo nie dziwiły kary fizyczne, gdy uczeń robił niedostateczne postępy w nauce lub niewłaściwie się zachowywał.
 
Natomiast potępiany był jawny sadyzm wobec  podopiecznych jak w przypadku opisanym w Dzienniku Poznańskim nr 285 z dnia 15.12.1903 roku, gdzie „wzorowy nauczyciel” z miasta Elberfeld (dzisiejszy Wuppertal)  za pobicie ucznia ze skutkiem śmiertelnym trafił pod sąd.
 
Wydaje się, że ówczesne dzieci  w przeciwieństwie do współczesnych nie znajdowały się w nieustającym dysonansie poznawczym, gdyż rodzice, szkoła, kościół przekazywały podobne  wartości, starając się wyrobić w podopiecznych takie cechy jak  posłuszeństwo, pracowitość, uczciwość, solidność, oszczędność, praktyczny rozsądek, poszanowania tradycji, przywiązanie do wiary i patriotyzm.
 
1/ Magdalena Samozwaniec: „Z pamiętnika niemłodej mężatki." Wydawnictwo W.A.B. 2009, s. 126 -127.
2/ Krzysztof Morawski: "Wspomnienia z Turwi". Wydawnictwo Literackie. Kraków 1981, s. 74-75
3/ Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska; „Marianna i Róże” Zysk i s-ka,  Poznań 2008, s. 214
4/ Ziemianin, Nr 25, 19.06.1897, s. 106
 

Inne zapisy autora:

0

Ewa Rembikowska

Spojrzenie na wspólczesnosc przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

127 publikacje
1 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758