Bez kategorii
Like

Dwie Madzie, czyli reglamentacja wariografów

06/04/2012
388 Wyświetlenia
0 Komentarze
17 minut czytania
no-cover

Od kilkudziesięciu dni Polska żyje jednym wielkim medialnym szołem

0


 

 

 

Od kilkudziesięciu dni Polska żyje jednym wielkim medialnym szołem, który – jak tak dalej pójdzie – będzie poważną konkurencją dla wielkich tegorocznych sportowych zmagań, czyli dla piłkarskiego EURO2012 w Polsce i na Ukrainie oraz dla Igrzysk XXX Olimpiady w Londynie, ale także dla wszelkich działań rządu, którego ostatnie notowania gwałtownie spadają, reformy nie znajdują zbytniego poparcia, zatem także sprawa półrocznej Madzi (zginęła ponoć w nieszczęśliwym wypadku) z Sosnowca jest jakimś wspomożeniem szamocącego się rządu.

Wariograf. To urządzenie robi ostatnio sporą furorę. Jedni je chwalą i uważają, że oszukać może je tylko przeszkolony funkcjonariusz wywiadu albo utalentowany aktor. Inni twierdzą, że nie ma on większej wartości, jedynie pełni pomocniczą rolę w dochodzeniu prawdy.

Detektyw* Rutkowski wyjaśnia zniknięcie (początek kwietnia) Madzinej byłej mamy – „Jej ucieczka jest odpowiedzią na uczestnictwo w ewentualnych badaniach wariografem”. Podczas badania chciał zadać pytania typu – „czy celowo spowodowałaś śmierć córki; czy w ukryciu ciała pomagała ci inna osoba; czy 24 stycznia ranę na głowie zadała ci osoba, którą znasz; czy twoja córka zmarła w innym dniu, niż zostało zgłoszone porwanie?”.

W dniu ucieczki matki zaplanowano badanie wariografem, zatem jej zniknięcie można interpretować na jej niekorzyść, To miało być już drugie spotkanie z wariografem – wcześniej matka (będąca ostatnią osobą, która widziała żywą Madzię) zrobiła unik i nie poddała się badaniu, choć bez problemów uczynił to jej mąż.

Detektyw wskazał na kapitalną sprawę – „Osoba, która chce zrzucić z siebie piętno podejrzeń, chce się skonfrontować z maszyną”, zatem jeśli ktoś unika wariografu, to…

Trudno więc zrozumieć, dlaczego wariografu nie stosuje się powszechniej. Owszem, aby go zastosować, to zgodę musi wyrazić osoba o coś podejrzewana, oskarżana, ale jeśli jest niewinna, to nie tylko nie powinna łaskawie wyrazić zgodę, ale wręcz powinna się domagać zastosowania tej jednak (dla większości) zagadkowej maszynki do badania prawdy.

Czy wariograf zastosowano w słynnych procesach poszlakowych w rodzaju napadu na jubilera Ultimo, którego rzekomo zabiła jego pracownica albo gwałtu na Wyspach, rzekomo dokonanego przez polskiego studenta? A może oskarżeni nie chcieli zgodzić się na badania? No bo, jeśli chcieli, to obrońcy zapewne walczyliby o jego zastosowanie, natomiast dlaczego sąd miałby odmówić sobie (oraz społeczeństwu i sprawiedliwości) komfortu dochowania nowoczesnym procedurom?

18 grudnia 2009 w Gdańsku zapadł wyrok skazujący (spr. cywilna IC692/09), zaś 9 grudnia 2011 uniewinniający (spr. karna VIIIK155/10) w sprawie o zniesławienie pewnej (nazwijmy to roboczo i jednak cokolwiek na wyrost – o tym na koniec) damy parającej się pisarstwem w dziedzinie księgowości komputerowej. Doktoryzująca się ta pani (również o sympatycznym a dostojnym imieniu Magdalena) publicznie stwierdziła, że ktoś założył dwa dodatkowe konta, z których ją postponował. Przypisała to konkretnej osobie (ponadto sfałszowała na forum jej podpis!), wobec której wytoczyła dwa wspomniane procesy na podstawie art. 212 Kk a wcześniej złożyła stosowne doniesienie na komendzie policji. Póki co, jeśli nie liczyć ostatniego wyroku, to Temida popiera opcję tej sympatycznej pani, która jest nie tylko fałszerką, ale i konfabulantką – przykro o tym pisać, ale skoro to prawda, to Temidzie chyba nie zależy na dywanie…

Oba sądy nie zastosowały wariografu, choć to urządzenie mogłoby natychmiast wyjaśnić, która strona ma rację. Więcej – gdyby prawda została wyjaśniona podczas pierwszego procesu, nie doszłoby zapewne do drugiego, bowiem przyszła pani doktor pojęłaby swój błąd, przeprosiłaby za pomówienie i sfałszowanie podpisu i dawno sprawa byłaby w miarę przyjaźnie załatwiona. A tak końca nie widać, bowiem osoba pomyłkowo skazana w pierwszym sądzie ciągle czuje się pokrzywdzona (i to głównie przez polską Temidę, jedynie częściowo przez jakąś nawiedzoną inteligentkę rodem z UG), zatem opisuje w swoich artykułach ową pomyłkę opartą na nieprofesjonalizmie mecenasa i niekompetencjach sędziego Sądu Okręgowego w Gdańsku (a także na głupawym przywiązaniu prawników wyższej rangi, w tym stołecznych, do wadliwych procedur i paragrafów – a gdzie dążenie do poznania prawdy?), zaś dama, będąc pewna, że ma dowody na to, że pozwany i oskarżony (w jednej osobie) facet miał co najmniej jedno lewe konto, będzie łazić po wszystkich możliwych trójmiejskich sądach, ponosząc zarówno swoje koszty, jak również zmuszając pomówioną osobę do straty czasu i pieniędzy.

Zdezorientowana (żeby nie powiedzieć „ogłupiała”) Temida ma dowód dedukcyjny owej damy, która spreparowała go i wmówiła Temidzie jego wielką wartość w sprawie, ale z drugiej strony ma oświadczenie osoby szarpanej przez polski wymiar sprawiedliwości, że na portalu miała i ma do tej pory jedno jedyne konto, zatem dama (jednak to wybitnie nazwa na wyrost) sfałszowała podpis oraz to ona go pomówiła o posiadanie lewych kont. Mało tego – czyni to do chwili obecnej, bowiem podczas zeznań przestawia ciągle ten sam dowód, zatem nie ma mowy o jakimkolwiek przedawnieniu jej występku zwanego zniesławieniem!

Wszelkie wątpliwości mogłyby być rozwiane właśnie dzięki wariografowi, ale nie ma lotnego przedstawiciela Temidy, który by po prostu uruchomił właściwą procedurę. I co szokuje w obu opisywanych sprawach – cała Polska obserwuje sprawę Madzinej byłej matki, która jest uprzejmie namawiana na badania tym urządzeniem, zaś z drugiej strony mamy obywatela, który niemal błaga o zastosowanie i Temida ma to co najmniej w nosie, jeśli nie niemal jard niżej. A konstytucję oraz procedury mamy niby jednakie dla wszystkich i sądownictwo (wespół z całym państwem) mamy rzekomo przyjazne…

Od paru lat zwolennicy omawianej damy wypisują w internecie swoje napastliwe kłamstwa typu „nie kłam, przecież doskonale wiesz, że miałeś drugie konto, z którego obrażałeś jakże szlachetną osobę i bardzo ważną dla naszego społeczeństwa”. Można byłoby nawet złośliwie skonstatować – gdyby powszechniej stosowano wariografy, to sprawy trwałyby niepokojąco krótko i prawnikom gwałtownie spadłaby stopa życiowa (bo na leczenie przeciwlegle posadowionej łepetyny dla niektórych jest jednak za późno).

Czy należałoby kilku rycerzy naszej Temidy wymienić z nazwisk i wyzwać ich od kretynów, aby w końcu to oni wytoczyli procesy o ich zniesławienie i dopiero wówczas jakiś mądry sędzia sięgnąłby do pierwszego a podstawowego błędu popełnionego podczas pierwszej, cywilnej, sprawy? Czy doprawdy na tym zależy ważniakom odpisującym rozmaite bzdety, a nie poruszającym najważniejszej sprawy – prawdomówności? Czy im kariera całkowicie zamuliła mózgi i zapomnieli, że prawo, to przede wszystkim prawda i domniemanie niewinności, a nie paragrafy? Czy rzeczywiście wysokie i odpowiedzialne temidowe stanowiska zajmowane są przez najuczciwszych obywateli RP? Kto i komu ma udowodnić winę, skoro dwie strony przedstawiają całkowicie przeciwstawne dowody i swoje opinie? Czy to pozwany/oskarżony ma udowodnić, że nie jest wielbłądem, czy jednak to sąd ma dowieść, że takim wielbłądem on istotnie jest?

Mała Madzia mogłaby wyrosnąć na mądrą, ambitną i pracowitą Polkę o poniżej opisanym charakterze – oto opis imienia Magdalena (http://www.foksal.com.pl/imi%C4%99-MAGDALENA.htm) co należy potraktować oczywiście z przymrużeniem oka:

„Imię to najczęściej kojarzy się z biblijną nawróconą jawno-grzesznicą, nazywaną Marią Magdaleną. […] Ma spory temperament i poczucie własnej wartości. Bystry umysł oraz cięty język dają jej przewagę nad otoczeniem. Zawsze usiłuje postawić na swoim, dlatego w jej towarzystwie ma się tylko dwie możliwości – zaakceptować jej dominację albo uciekać. Nie warto z nią dyskutować, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Ta impulsywna kobieta nerwowo reaguje na wszelki sprzeciw. Jeśli zaś nie będziemy zbyt mocno obstawać przy swoim, to rozmowa z nią może nam sprawić przyjemność, jako że jest to osoba oczytana, o szerokich zainteresowaniach. […] Nie znosi wulgaryzmów, brzydoty, prostactwa. […] Nie należy do osób rodzinnych. Jeśli już założy rodzinę, to raczej po to, by mieć towarzystwo do życia według własnych reguł. […] Ma duży temperament, bystry umysł, jest impulsywna. Reaguje dość nerwowo. Gdy jednak nieco ochłonie można z nią spokojnie porozmawiać na każdy temat. Nie znosi rygorów, stałych obowiązków, regularności. […] Ma zmysł do interesów, wie, jak zarabiać pieniądze. […] Magdalena znakomicie sprawdzi się jako aktorka, satyryk, krytyk teatralny, szefowa działu kontroli, redaktorka”.

 

* – pozostańmy przy tej nazwie, niezależnie, czy są ku temu podstawy prawne, czy nie – w końcu do niektórych mawiamy: „panie profesorze, ministrze, szefie, młoda damo, kawalerze!”, choć w gruncie rzeczy nie ma solidnych podstaw do stosowania tego typu określeń (na wieloryba mawiamy niejako ‘wielka ryba’ i też ani on, ani większość zoologów się nie obraża).

 

PS Słowa Bielana o Lechu Kaczyńskim w wywiadzie „Newsweeka” były głupie i małostkowe. Obraz rodziny i Lecha Kaczyńskiego jest napisany ze złośliwością – powiedziała w programie „Jeden na jeden” w TVN24 Elżbieta Jakubiak, była bliska współpracowniczka zmarłego prezydenta. Nie zgadza się z opisem dotyczącym tego, że Maria Kaczyńska przerywała spotkania prezydenta. Skrytykowała Adama Bielana, który udzielił wywiadu Teresie Torańskiej, wydrukowanego w „Newsweeku”. Bielan opowiedział, że Marii Kaczyńskiej często zdarzało się przerywać ważne spotkania – „Prezydent zaprosił kilku polityków PiS, żeby się naradzić. Przed dwunastą w nocy zadzwoniła prezydentowa. Leszek powiedział, że zaraz kończy. Dzwoniła drugi raz, trzeci. Na koniec wpadła zaniepokojona do sali kominkowej i nas przegoniła. Pierwszy raz widziałem ją w takiej akcji. Mówiła, że prezydent musi spać. Potem parę razy zdarzało się, że byliśmy w trakcie bardzo ważnej dyskusji politycznej, a pierwsza dama dzwoniła co chwilę i prezydent powtarzał, że już kończy, że zaraz, zaraz”.

Podobno wywiadu tego Bielan nie autoryzował, natomiast o byciu damą (i niebyciu) wypowiedziała się p. Jakubiak – określiła te słowa, jako „głupie i małostkowe, a obraz prezydenta i jego żony jako ‘napisany ze złośliwością’; jednocześnie zaprzeczyła, by prezydentowa mogła się tak zachowywać, ponieważ była damą w życiu publicznym i małżeńskim. – Opis, że ktoś wchodzi, przerywa, krzyczy nie pasuje do obrazu damy”.

Zatem jeśli chodzi o pojęcie „dama” w omawianym wcześniej aspekcie powódki a oskarżycielki w dwóch (a to jeszcze nie koniec!) sądowych procesach, to należy domniemywać z wiarą graniczącą z pewnością, że ta pisarka damą nie jest, co zresztą nie jest jakąś szokującą nowiną, bowiem kiedy ta pani zaczęła wpisywać swoje rubaszne żarciki na forum pośród dowcipów zupełnie wulgarnych, już wówczas można było zorientować się, że tam nie produkują się ani szlachetni rycerze, ani subtelne damy. Sądy są w posiadaniu jej dowcipów zamieszczanych pośród innych, wulgarniejszych, oraz ma jej tak sympatyczne, jak i złośliwe komentarze, choć pierwszy sędzia uznał, że nie pisała niegrzecznych wypowiedzi – a to z niego nader szczery żartowniś, ten przedstawiciel gdańskiej Temidy; reszta zapewne jest bardziej poważna, zwłaszcza podczas wypełniania swej społecznej misji…

Inne zapisy autora:

0

Mirnal

139 publikacje
21 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758