POLSKA
Like

Czy sąd czyta akta?

23/07/2015
1700 Wyświetlenia
3 Komentarze
4 minut czytania
Czy sąd czyta akta?

Dla kogoś, kto przynajmniej otarł się kilka razy o polskie sądy, czytanie tego artykułu będzie prawdopodobnie stratą czasu. Bo przecież nie takie rzeczy się widziało. Jednak dla laika, który obraz sądownictwa czerpie z telewizji publicznej, tvn i lektury „gazety wyborczej”, może być zaskoczeniem.

0


26 listopada 2014 roku ZUS wydał decyzję. Niezadowolony z niej Marcin J. odwołał się w przepisanym terminie (miesiąc od daty otrzymania).
12 marca 2015 roku Sąd Okręgowy w Krakowie wysłał wezwanie o uzupełnienie braków złożonego odwołania poprzez nadesłanie jeszcze jednego egzemplarza pisma.
Dzień później Marcin J. wysłał je listem poleconym z potwierdzeniem odbioru.
Zgodnie więc z art. 165 par. 1  kpc dokonał ciążącego na nim obowiązku.
Do sądu list dotarł dnia 17 marca 2015 roku.
Mimo tego postanowieniem z dnia 29 maja 2015 roku Sąd Okręgowy w Krakowie w osobie sędzi Joanny Melnyczuk zarządził zwrot odwołania.

zwrot 1 a

Zdaniem sądu Marcin J. nie wykonał zarządzenia, czyli nie dołączył brakującej kopii odwołania.
Od powyższego postanowienia Marcin J. złożył zażalenie.
15 lipca 2015 roku Sąd Apelacyjny w składzie Ewa Drzymała, Bożena Lichota i Krzysztof Hejosz uchylili zaskarżone postanowienie.
Bo, jak słusznie zauważył SA:
przed wydaniem zarządzenia o zwrocie odwołania (…) koniecznym jest zbadanie, czy strona postępowania (…) dopełnił wszystkich wymogów związanych z realizacją nałożonego na niego obowiązku procesowego.

1 str. a2 str a3 str
Tym bardziej, że pismo znajdowało się w aktach, ale omyłkowo było wpięte kilka kart wcześniej.
Wystarczyło więc przed wydaniem zarządzenia… przejrzeć akta!
No i gdzie był asystent sędziego, do którego obowiązków należy przeglądanie tychże?

Trzeba również pamiętać, że sąd ma możliwości samonaprawienia swoich oczywistych błędów.
Otóż art. 395 § 2 KPC mówi wprost: jeżeli zażalenie zarzuca nieważność postępowania lub jest oczywiście uzasadnione, sąd, który wydał zaskarżone postanowienie, może na posiedzeniu niejawnym, nie przesyłając akt sądowi drugiej instancji, uchylić zaskarżone postanowienie i w miarę potrzeby sprawę rozpoznać na nowo.
Zażalenie Marcina J. było wszak oczywiście uzasadnione.
Mimo tego Sąd Okręgowy w Krakowie nie skorzystał z w/w przepisu, ale odesłał akta do Sądu Apelacyjnego, kasując przy okazji opłatę od zażalenia od Marcina J.
Nikt w sądzie nie zajrzał do akt i nie skonstatował, że zarządzenie zwrotu odwołania w tej konkretnej sprawie to po prostu bzdura.
Bo pismo tkwiło w aktach, i to na samym początku.
Rudolph Giuliani, burmistrz Nowego Jorku, za którego rządów (dwie kadencje) NY stał się miastem bezpieczniejszym od Paryża, wprowadził kampanię „ZERO tolerancji”.
W naszych warunkach, gdy problemem nie jest przestępczość, ale… funkcjonowanie władz, potrzebna jest podobna kampania.

ZERO tolerancji dla urzędników, sędziów i prokuratorów przede wszystkim.

Pani sędzia Joanna Melnyczuk powinna stanąć przed sądem oskarżona z art. 231 kodeksu karnego.
Zgodnie bowiem z § 1 w/w przepisu: funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
W przypadku Marcina J. nie istniały przyczyny wydania takiego zarządzenia z całą pewnością.
Czyn więc wypełnia dyspozycję ustawy karnej.
Pora zakończyć czas „świętych krów” w wymiarze sprawiedliwości i ukrywania status quo pod płaszczykiem rzekomej niezawisłości sądów.
Sąd ma być miejscem, w którym jest wymierzana sprawiedliwość, a nie wydawany wyrok, budzący uśmiech politowania nawet u strony wygrywającej.
Bo dzisiaj, niestety, autorytet polskiego sędziego ostał się już tylko w przepisach.

23.07 2015

Inne zapisy autora:

0

Humpty Dumpty

1842 publikacje
75 komentarze
 

3 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758