Bez kategorii
Like

Czy potrzebny nam wystrzałowy stosunek?

20/04/2011
295 Wyświetlenia
0 Komentarze
7 minut czytania
no-cover

Rzecz o miłości w cieniu armat.

0


Rok temu, po tragedii smoleńskiej rozległy się apele o wykorzystanie tej ‘dziejowej chwili’ do pojednania z Rosją. O przekucie tragedii w coś dobrego. Zabliźnienie historycznych ran, zapalenie zniczy sowieckim żołnierzom, poległym i pochowanym na naszych ziemiach. Te apele padały ze strony środowiska, które chwilę wcześniej bawiło się nagonką i zaszczuwaniem ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Szczególny udział w ich propagowaniu miała Gazeta Wyborcza, inspirowana wypowiedziami zmarłego niedawno biskupa oraz reżysera Andrzeja Wajdy (wyborcza.pl/8,75402,7860090.html), a pośrednio – akcją kremlowskiej młodzieżówki Наши (czule nazywanej Naszystami – o czym w Rzepie wspominał niedawno Piotr Skwieciński), która po katastrofie "spontanicznie" przynosiła znicze i kwiaty pod ambasadę polską w Moskwie.

Wtedy wzywanie do tego dziwnego pojednania nad dymiącym jeszcze wrakiem Tupolewa wydawało się jakąś sztuczką, której prawdziwym celem moglo być odwrócenie uwagi od przyczyn tragedii i jej polityczne „rozegranie”. Ale czy aby tylko o to chodziło? Jaki jeszcze interes mogła mieć w tym Rosja i wspierające jej politykę anty-państwowe środowiska, poza dalszym skłócaniem i osłabianiem Polaków?

Wpadły mi niedawno w ręce dane pokazujące skalę rosyjskich zbrojeń. Dane szokujące, prawdopodobnie nieznane szerszej publiczności – za to z pewnością znane rządzącym politykom. Część takich informacji przewinęła się krótko przez media – o monstrualnych budżetach na zakupy i rozwój nowych broni, o nowoczesnych okrętach desantowych Mistral, sprzedanych przez Francję razem z technologią, o zaniepokojeniu Szwecji, w której pojawiły się rozważania na temat możliwości wojskowego aliansu z Polską. Jednak nie stało się to osnową do poważniejszej dyskusji i strategicznych wniosków dla naszego państwa (a przynajmniej takowych nie widać). Wręcz przeciwnie, spod dobrego humoru ministra obrony przeziera źle szkolone i niedoposażone polskie wojsko. Mające być wizytówką profesjonalizacji armii NSR w październiku 2010 roku liczyły zaledwie 1.000 żołnierzy, zamiast 10.000 zakładanych do końca ub. roku.

Jest o czym mówić i nad czym się zadumać. Oto bowiem, z jednej strony mamy niespotykaną w żadnym innym kraju regionu eskalację rosyjskich zbrojeń, w tym zakupy broni ofensywnej, z przeznaczeniem na europejski teatr działań. Skala tych zbrojeń jest olbrzymia, a dzięki wzrostowi cen surowców może być jeszcze większa. Wg niedawnych deklaracji Putina Rosja w bieżącym dziesięcioleciu chce wydać na przezbrojenie armii około 650 mld dolarów (www.zeenews.com/news689599.html). Na nowe uzbrojenie – nie na wynagrodzenia czy utrzymanie infrastruktury. Dla porównania, nasz całkowity roczny budżet wojskowy to około 10 mld dolarów.

Zbrojenia - Rosja, do 2009 roku

Z drugiej strony, władze naszego państwa i znaczna część opiniotwórczych elit biorą za dobrą monetę zapewnienia o polityce miłości i chwalą się możliwością odprężenia we wzajemnych stosunkach. Polityczna elita polskiego państwa, państwa które z niewielkimi przerwami przez ostatnie dwa wieki było obszarem rosyjskiej, a następnie sowieckiej okupacji i eksterminacji, wydaje się wierzyć, że to się już nigdy nie powtórzy. Że będąc uległymi, zyskamy na wschodzie przyjaciół. Że tam – coś się zmieniło, że u władzy są ludzie respektujący prawo narodów do samostanowienia.

Tydzień po katastrofie w Smoleńsku amerykański Stratfor pisał: "Ta strategia kosztuje rosyjskich przywodcow niewiele. Celem ofensywy miłości jest ochrona przed konsensusem polskich przywódców w sprawie stosunku do Rosji". Wiara w dobre intencje Rosji – prawdziwa czy udawana – pozwala na szydzenie z postaw ludzi zatroskanych o naszą, pogarszającą się, sytuację geopolityczną. Pozwala na jaskrawe bagatelizowanie wymogów obronności państwa. Na wyśmiewanie patriotyzmu i chołubienie panteonu medialnych błaznów.

A może ci entuzjaści zadaliby sobie pytanie – po co wschodnim „przyjaciołom” tyle broni, przeznaczonej m.in, na europejski teatr działań? Przecież nie szykują się już na wojnę z Ameryką ani nie roją o podbiciu zachodniej Europy. Czy naprawdę trzeba jakiejś wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć jak to działa? Dlaczego niepokoi się dobrze uzbrojona i względnie bezpieczna Szwecja, a my – nie? Dlaczego oni „stawiają się” potężnym państwom Unii w robieniu militarnego biznesu z Rosją, a my udajemy, że te sprawy nas nie dotyczą?

Miesiąc temu minęła 110 rocznica wystawienia Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Oby jego przesłanie nie stało się dla nas aktualne. Dźwięczy niepokojąco ówczesne, Jaśkowe wezwanie:

Chyćcie broni, chyćcie koni!!!!
Nic nie słysom, nic nie słysom,
ino granie, ino granie,
jakieś ich chyciło spanie…?!

Czy ta miłosna gra wstępna nie zakończy się wielkim, wystrzałowym stosunkiem? Takim wartym te 650 mld dolarów? Z wielu armat naraz…

Inne zapisy autora:

0

Emek

Troche przemyslen nt. biezacej polityki, ludzi, konfliktów. Widziane z perspektywy Krakowskiego Przedmiescia, z którym sympatyzuje, ale sie nie do konca utozsamiam.

25 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758