Artykuły redakcyjne
Like

Czy coś jeszcze da się uratować?

23/03/2015
357 Wyświetlenia
5 Komentarze
6 minut czytania
Czy coś jeszcze da się uratować?

Opisując pozycję Polski w Europie, a szczególnie w UE zwróciłem uwagę na fakt, że w najistotniejszym dla nas porównaniu z gospodarką niemiecką wyglądamy bardzo mizernie. Mamy, bowiem w rolnictwie i związanym z nim przemyśle przetwórczym zaledwie niecałe 30% produkcji niemieckiej, mimo że powierzchnia gruntów rolnych w Polsce i w Niemczech kształtuje się mniej więcej na tym samym poziomie. W przemyśle to już tylko 13 %, a w usługach na poziomie 5 – 7 %. Nic też dziwnego, że chyba już przeszło milion Polaków pracuje w Niemczech przysparzając im bogactwa i zubażając Polskę. W ten sposób różnica między Polską i Niemcami, która po naszym wejściu, a raczej „wpadnięciu” do UE, miała się zmniejszać, nie wykazuje zmian, a niektórzy twierdzą, że nawet wzrosła.

0


Dlaczego musimy porównywać się do Niemiec, a nie innych krajów europejskich?

Przede wszystkim ze względu na nasze sąsiedztwo, którego doświadczenia stanowią niezatartą kartę do dzisiaj.

Ponadto Niemcy podobnie jak Polska muszą głównego źródła dochodu narodowego poszukiwać w produkcji materialnej, gdyż nasze niewątpliwe walory turystyczne nie mogą jednak konkurować z krajami południowej Europy.

Najpoważniejszym powodem jest fakt, że warunkiem niezależności, a nawet egzystencji Polski jest uzyskanie maksymalnej autonomii gospodarczej.

Gospodarka polska nie może stanowić organizmu satelickiego w stosunku do Niemiec, czyli przeniesienie dawnych stosunków sowiecko polskich na stosunki niemiecko polskie. Objawia się to nie tylko w poziomie wymiany towarowej, która dla polskiej gospodarki jest decydująca / w granicach 25 – 30 % obrotów/, a dla Niemiec ma znaczenie tylko jako pakiet kontrolny w stosunku do Polski /3% obrotów niemieckich/.

Niemcy starannie pilnują żeby nie było w Polsce żadnych samodzielnych gałęzi wytwórczości, stąd taka zawziętość w likwidowaniu polskiego przemysłu okrętowego, przemysłu chemicznego, maszynowego, a nawet tych pierwocin przemysłu samochodowego, jakie powstały za rządów Gierka.

Proces ten został przeprowadzony rękami polskich „jurgieltników”, a następnie usłużnej wobec Niemiec biurokracji unijnej.

W niektórych przypadkach mamy do czynienia z bezpośrednią niemiecką ingerencją na zasadzie wykupu i redukcji polskich zakładów.

Może ktoś zwrócić uwagę na fakt relatywnie wysokich niemieckich inwestycji w Polsce. W tej sprawie trzeba stwierdzić, że globalna kwota niemieckich inwestycji w Polsce, jak i w ogóle inwestycji zagranicznych w Polsce nie jest wielka i w żadnym przypadku nie rekompensuje strat poniesionych przez polską gospodarkę na skutek likwidacji całych gałęzi przemysłu i redukcji poziomu produkcji w wielu innych.

Najistotniejsze jest jednak to, że niemieckie inwestycje w Polsce czynione są niemal wyłącznie na zasadzie rezydencji, czyli wszystko to, co jest związane z kierownictwem i twórczą inicjatywą znajduje się w rękach niemieckich, Polsce przypada tylko praca na szczeblu wykonawczym.

Tym się różni podejście niemieckie do inwestycji w Polsce od Czech gdzie udział czeski jest znacznie wyższy.

Przypomina to, uczciwszy wszelkie różnice, podejście do problemu ze strony III Rzeszy, Czechy były wówczas traktowane jako „protektorat” przygotowywany do zniemczenia, a Polska jako „generalne gubernatorstwo:” przeznaczone do likwidacji.

Obecnie niemieckie podejście do Czech zdaje się wskazywać na niemieckie zaproszenie do udziału jako jeszcze jednego „landu” nowej niemieckiej rzeszy.

W stosunku do Polski stosuje się zasadę gubernatorstwa przeznaczonego do stopniowej likwidacji.

Na te tendencje w niemieckim działaniu wskazywał mi zaprzyjaźniony z Polakami i mówiący biegle po polsku działacz czeskiej chrześcijańskiej demokracji, emigrant polityczny, a po roku 1990 przez jakiś czas ambasador czeski w Paryżu – Jarosław Vrzala.

Wskazywał on na niemieckie działania w kierunku stworzenia dwóch landów: Czech i Moraw /Boehmen und Maehren/.

Cokolwiek na ten temat się nie mówi, fakty / a nie „pakty”/ wskazują wyraźnie na ten kierunek działań.

W Polsce rząd warszawski od dawna zrezygnował z jakiekolwiek inicjatywy w dziedzinie autonomicznego rozwoju polskiej gospodarki zdając się wyłącznie na łaskawość zagranicznych inwestorów. Niezależnie od wspomnianego charakteru tego typu inwestycji ich tempo pozwoli na zlikwidowanie chronicznego polskiego jawnego i ukrytego bezrobocia po stu latach, kiedy to przy utrzymywaniu obecnego układu politycznego po Polsce nie będzie śladu.

I to jest zasadniczy powód niezbędności podniesienia totalnego buntu ze strony polskiego narodu, zarówno w naszym interesie narodowym jak i całej chrześcijańskiej Europy.

Ten bunt powinien objąć całą Europę, i tę rządzoną przez frau Merkel jak tę rządzoną przez gaspadina Putina, leży to również w żywotnym interesie niemieckim i rosyjskim.

W dziedzinie gospodarczej konsekwencją będzie wykorzystanie we wspólnym interesie naturalnych warunków każdej gospodarki narodowej.

Dla Polski oznacza to przede wszystkim podniesienie poziomu produkcji rolnej i związanego z nią przemysłu przetwórczego, wykorzystania naszych zasobów surowcowych dla rozwoju przemysłu, a naszego położenia dla rozwoju usług i nade wszystko wykorzystanie naszej inwencji i twórczych zdolności do wniesienia wkładu w rozwój materialny, a w głównej mierze intelektualny i duchowy rozwój całej europejskiej społeczności.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

670 publikacje
0 komentarze
 

  1. Avatar AS

    Jak pięknie Pan pisze na tematy gospodarcze, jak by mi Pan to z serca wydzierał! Pamiętam, jak po 89 był likwidowany polski przemysł, szkolnictwo zawodowe i wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Dlaczego? Pracowałem wtedy w kombinacie włókien chemicznych, takim samym jaki jest w Ameryce i należącym do Du Ponta. Polscy technolodzy tam bywali i aż tak bardzo to on od polskiego nie odbiegał. Decyzje likwidacyjne były podejmowane odgórnie, zgodnie z zasadą, że rolą Polaków jest uprawa truskawek i sadów owocowych. A na nasze pytania; “My to my, niedługo odejdziemy na emerytury i niedługo później umrzemy. Ale co mają robić nasze dzieci i wnuki?”, rząd odpowiadał z ochotą: “Wasze dzieci nauczymy języków obcych i wyeksportujemy.” Co też i nastąpiło. Pamiętam działaczy Solidarności i do tej pory pamiętam ich dwie lewe ręce. Pamiętam też, jak nie lubili swoich miejsc pracy i jak się ich wstydzili. To jak dorwali się do władzy, to to wszystko polikwidowali. Nawet niemieckie podszepty i pieniądze nie były im potrzebne. Oni to zrobili z lubością!!! Mieliśmy w swojej historii dwa dobre okresy gospodarcze, Królestwo Kongresowe i PRL. I oba były solą w oku zarówno Teutonów, jak tych co politykę teutońską uznali za swoją, czyli Rosjan. I oba te dobre okresy gospodarcze skończyły się podobnie. Żal tylko serce ściska. A miało być tak dobrze!
    PS. Kombinat został zlikwidowany w 97 i teraz w tym miejscu wyją psy. To było w Tomaszowie Maz. To miasto było kiedyś bardzo uprzemysłowione. Było tam 6 fabryk i pracowało w nich 30 tys. osób. Teraz nie ma tam już nic. A solidaruchy z Balcerowiczem zostały.

    0
    • Avatar AS

      PS. A co mają powiedzieć byli pracownicy wrocławskiego Hutmenu, elbląskiego Zamechu, Dzierżoniowskiej Diory i wielu innych fabryk? Z tego co widzę, stało się to tematem tabu. Pamiętam, jak na jesieni 80 byli tacy, co mówili, że Solidarność będziecie jeszcze przeklinać. Było ich niewielu, ale to oni mieli niestety rację. Prawda jest taka, że zafundowała nam to niestety Solidarność. A teraz mamy w W-wie Al. Solidarności. I tak, jak to było już nie raz w historii, obcy kreują nam narodowych bohaterów. Tow. Ziutka też nam wykreowali, mimo, że był dla Polski największym, w jej najnowszej historii nieszczęściem. A czy słyszał ktoś o ul. Xsięcia Łubieńskiego, albo o ul. Gomułki albo ul. Gierka? Takich ulic nie ma. Bo Polacy do tego jeszcze nie dorośli.

      0
    • Avatar AS

      Dopełnię ten kielich goryczy.
      Pamiętam z 77 spotkanie stażystów z dyrektorem kombinatu, panem Bednarkiem. Pamiętam, jak jeden z stażystów mówił że ‘roboli’ trzeba trzymać za mordę. Pamiętam też jak dyrektor raz dwa go uciszył i powiedział; ‘Oni dla nas pracują, my z nich żyjemy, my tylko nimi kierujemy i należy się ich uszanować.’ Pamiętam, jak powstała w kombinacie Solidarność i ten sam stażysta grał w niej pierwsze skrzypce. Był szefem Solidarności w kombinacie. Pamiętam, jak o siódmej rano wchodziłem na teren kombinatu, to dyr. Bednarek wracał właśnie z obchodu kombinatu. Czyli był tam już przed piątą. A później o 7-mej było spotkanie dyrektorów w liczbie 5-ciu. Pamiętam, jak dyr. Bednarek wracał z pracy. O 17-tej. Przypadkowo byłem w tym bloku i widziałem to. On słaniał się na nogach wchodząc na 2-gie piętro. A miał tylko 50 lat. Bo on zapierdzielał! Mówię to dlatego, bo co było dalej. A co było dalej? Solidaruchy dorwały się do władzy i było jak było. Dyr. Bednarek został usunięty (widziałem to i była to jego wielka tragedia) i jego miejsce zajął stażysta. Ten właśnie co na początku. A co było dalej… Była koronacja cesarza Japonii to ten stażysta tam się oczywiście wybrał. Oczywiście w celu nawiązania kontaktów gospodarczych (sic). Oczywiście z sekretarką. A później wyszło, że sekretarka spodziewa się dziecka. W wannie, w ciepłej wodzie, rozciął sobie żyły. I tak skończył. Jak i cała ta nieszczęsna Solidarność. A dyr. Bednarek założył sobie hurtownię mrożonek i jakoś tam funkcjonuje. Bo nie miał wyjścia, a żyć z czegoś trzeba.
      Jak Pan więc widzi, mieszkańcy centrum Polski są zupełnie inni, jak mieszkańcy na wschodzie. To są zupełnie inni ludzie, ale też Polacy.
      PS. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ten stażysta nie był absolwentem polskiej uczelni, ale jakiegoś tam chemicznego instytutu w Moskwie. A to już jaja jak te berety!

      0
  2. pablo3 pablo3

    moze jeszcze bardziej, niz o kwestie gospodarcze, chodzi o to, ze zostalismy sparalizowani pod wzgledem edukacyno – informacyjnym. takiego planu i efektu, nie powstydzilby sie sam Goebbels. decydujace media w Polsce naleza do obcego kapitalu i przez kilkanascie lat systematycznej pracy, faktycznie uksztaltowali kilka typow nowego obywatela, z ktorych dwa wydaja mi sie dominujace. obywatela-konsumenta, ktory jest konformista i akceptuje system takim, jakim jest. obywatela-buntownika (anarchista indywidualistyczny), ktory uwaza wladze z samej istoty za opresyjna i w ten sposob jest zdolny przede wszystkim do kombinowania, opowiadania sie przeciwko dzialaniom wspolnotowym na szersza skale, przeciwko pracy organicznej, do calkowitej zmiany obowiazujacych wciaz konserwetywnych norm i wartosci albo po prostu do wyjazdu zagranicznego. no i trzeci typ, obywatel-maruda, ktory podobnie jak AS, niezaleznie czy popiera PiS, Nowa Prawice, Solidarnosc, SLD, komune czy cokolwiek innego, marudzi i biadoli nad losem Ojczyzny, ale nie bardzo wie, co moze dla niej zrobic, oprocz wzglednego zmarnowania glosu przy kolejnych wyborach.
    jednoczesnie system edukacyjny zostal obecnie tak zaprogramowany, aby ograniczyc zdolnosc mas do realnego buntu na podstawie gwalconych sentymentow narodowych. aktualnie liczy sie pieniadz i tylko pieniadz. ludzie sa gotowi na wiele, ale pod warunkiem, iz wyczuja w tym wlasna dole. opanowala nas niepohamowana “goraczka zlota”. zdaje sie, ze ewentualny wysig wyborczy, moze wygrac jedynie ten kandydat czy formacja, ktora obieca najwyzsze profity i w dodatku bardzo reale, a do tego bedzie starala sie wbic ten zysk na stale w glowy wyborcow. takiej naszej mlodziezy i doroslych chowanie, ze obecnie liczy sie tylko zysk. walka o zwyciestwo powinna byc sprowadzona do walki ekonomicznej, walki o zysk. nawet jesli doprowadzi to do powaznego konfliktu spolecznego. w koncu, jak Pan Owsinski, zauwazyl, stawka jest nasze przetrwanie.

    0

Odpowiedz na „pablo3Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816