POLSKA
Like

Czy będziemy mlecznym rajem?

26/07/2015
371 Wyświetlenia
0 Komentarze
8 minut czytania
Czy będziemy mlecznym rajem?

Dobra wiadomość przeszła prawie bez echa, chyba dlatego że władze warszawskie nie mogą jej zapisać na swoje konto. Chodzi o zniesienie limitów produkcyjnych na mleko, co otwiera przed Polską nowe horyzonty rozwoju rolnictwa. Niestety ta dobra wiadomość łączy się ze znacznie gorszą, a mianowicie Polska, a raczej polscy rolnicy będą musieli zapłacić karę za swą dobrą pracę. Przekroczyli bowiem limity produkcyjne mleka, pan minister od rolnictwa obiecuje wprawdzie „starania” o rozłożenie kary na raty nie wspominając czy cokolwiek zrobił dla uniknięcia tej oczywiście niesprawiedliwej kary.

0


 

Z mlekiem bowiem było tak że przy dojściu do UE były toczone pertraktacje na temat limitów produkcyjnych. Wówczas też polskim rolnictwem rządził PSL zeteselowskiej proweniencji, którego przedstawiciel zgodził się na limit produkcyjne mleka dla Polski w wysokości 8,5 mld l rocznie, to jest na poziomie Holandii, kraju terytorialnie dziesięć razy mniejszego od Polski.

Według informacji GUS produkcja mleka w Polsce za PRL wynosiła 16 mld l czyli dwa razy tyle ile wynosił ów „limit” stanowiący jawną kpinę z Polski.

Był to chyba wystarczający powód dla postawienia ówczesnego rządu z „przedstawicielami rolnictwa” na czele przed sądem.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć że Niemcy rozporządzający takim samym obszarem gruntów rolnych co Polska miały limit 20 mld l.

Po jedenastu latach pokutowania w UE limit produkcji mleka został zwiększony do około 10 mld. l, co i tak jest tylko częścią naszego potencjału.

Poza sprawą odpowiedzialności za redukcję poziomu produkcji mleka istnieje jeszcze sprawa strat jakie ta decyzja wywołała w polskim rolnictwie.

Ja sam mogę wskazać wiele gospodarstw które dostarczały mleko do mleczarń z hodowli paru sztuk dojnych krów na gospodarstwo. Taka bowiem była struktura polskiego rolnictwa za PRL, duże gospodarstwa były zastrzeżone dla PGR’ów, lub kołchozów, zwanych eufemistycznie „spółdzielniami produkcyjnymi”.

I jedne i drugie w Polsce się zawaliły, a zatem pozostały tylko w zasadzie drobne gospodarstwa, które w trudnych warunkach jakoś sobie radziły. Głównie na zasadzie że „chłop polski nie liczy kosztów swojej robocizny”.

Ten stan rzeczy powinien być uwzględniony przy naszym „przystąpieniu” do UE podobnie jak uwzględniono Niemcom konieczność zastosowania okresu przejściowego dla gospodarki w byłej NRD.

Oczywiście o tym nikt z zawodowych „przedstawicieli” polskiego rolnictwa pobierających z tego tytułu ciężkie apanaże, ani przez chwilę nie pomyślał.

W efekcie administracja unijna działająca w interesie Niemiec, a także spolegliwej w stosunku do nich Francji, robiła z polskim rolnictwem co się jej żywnie podobało z niekorzystnym dla nas zróżnicowaniem dotacji rolnych na czele.

A przecież do dziś stoją niewykorzystane obory, chłodzone zbiorniki na mleko, dojarki inne środki hodowlane bo z dnia na dzień zamknięto możliwości dostaw przez wprowadzenie drastycznie ograniczonych limitów.

Pan minister od rolnictwa, jeżeli ma choć blade pojęcie o swoim resorcie to powinien w odpowiedzi na decyzję o karach przesłać UE rachunek za poniesione straty związane z przymusowym wstrzymaniem produkcji mleka.

 

O sytuacji rolnictwa w UE i w Polsce pisałem niejednokrotnie zwracając szczególną uwagę na dysproporcje w poziomie produkcji rolnej występujące w UE.

System dotacyjny spowodował sztuczne zwiększenie wydajności gruntów rolnych zagrażające w skutkach równowadze ekologicznej i powodujące nieodwracalne zmiany biochemiczne zarówno w zasobach rolno leśnych jak i w produktach.

Celuje w tym obszar zachodnich Niemiec, Benelux’u, płn. Zach. Francji i Anglii.

Obszar ten jest równocześnie skupiskiem największego zagęszczenia przemysłowego i ludnościowego.

Dla stworzenia lepszych warunków ludzkiej egzystencji powinien być szczególnie chroniony przed nadmierną chemizacją i koncentracją hodowlaną. Dla przykładu można podać że na tą samą jednostkę gruntu w Polsce przypada 25 sztuk bydła, w Niemczech 50, a w Belgii i Holandii nawet do 150.

Rolnictwo w UE powinno się rozwijać w krajach o mniejszym zagęszczeniu ludnościowym i mniejszym potencjale przemysłowym.

Nikt w UE tą sprawą na serio nie zajmuje się poświęcając czas na jałowe spory na temat emisji CO2, a nie widząc zatrutej ziemi i wody wokół siebie.

Kosztem dotacji uzyskuje się wysokie nadwyżki produktów rolnych z którymi nie wiadomo co robić i które wymagają następnych dotacji.

Podtrzymuje się produkcję w najdroższej strefie produkcyjnej, a równocześnie ogranicza się tam gdzie można produkować taniej i zdrowiej zarówno dla producentów jak i konsumentów.

Polska i kraje bałkańskie powinny stać się spichlerzem unijnej Europy, a także eksportować poza granice UE zdrową i niedrogą żywność.

Wymaga to przebudowy całej polityki rolnej z likwidacją idiotycznego systemu dopłat na rzecz racjonalizacji relacji cen produktów rolnych do cen środków tej produkcji.

Polska posiada rezerwy produkcji rolnej zarówno w obszarze gruntów rolnych jak i w zasobach sił ludzkich. Wprawdzie jak to już pisałem poprzednio wskaźnik zatrudnienia w rolnictwie sięgający 12% aktywności społecznej /wg GUS/, jest z pewnością zawyżony, ale i tak w zestawieniu z eurolandem notującym nieco ponad 3% jest on znacznie wyższy. Polskie gospodarstwa rolne / oczywiście te faktyczne, a nie statystyczne/ są przygotowane na zwiększenie produkcji i jedyną przeszkodą są biurokratyczne nakazy i zakazy unijne gorliwie wykonywane przez warszawski rząd.

Nie wystąpił on dotąd ani razu przeciwko bzdurnej i kosztownej „polityce rolnej” UE.

Celem tej polityki nie jest zresztą ani problem rolnictwa, ani dbałość o właściwe i zdrowe wyżywienie mieszkańców unijnych krajów, ale interesy „lobby rolniczego” czerpiącego korzyści z propagowania „obrony rolników” w wybranych krajach.

Faktycznie udział rolnictwa w tych krajach z Niemcami na czele to 1 – 2 % w globalnym dochodzie narodowym i jego zmniejszenie nie wpłynie na rezultat globalny gospodarki tych krajów. W Polsce i krajach bałkańskich ten udział jest znacznie większy i sięga nawet 10 % globalnego produktu. Ponadto rolnictwo polskie jest jedną z nielicznych dziedzin które w szybkim tempie i bez wielkich inwestycji mogą zwiększyć swoją produkcję

 

Rząd polski już od dawna powinien był podjąć się szerokiej akcji na rzecz przebudowy europejskiego rolnictwa z równoczesną promocją produkcji zdrowej żywności. Tylko gdzie ten polski rząd jest? Bo chyba nie w Warszawie.

Inne zapisy autora:

0

Andrzej Owsinski
Andrzej Owsinski

745 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
334816