Bez kategorii
Like

CZŁOWIEK W CAŁEJ SWEJ PRAWDZIE: ROZDZIAŁ VII

09/08/2012
369 Wyświetlenia
0 Komentarze
59 minut czytania
no-cover

Praktyka umartwienia. Kilka łatwych rodzajów umartwienia.

0


 

 

 

 

 

 

 ROZDZIAŁ VII

 

 

Praktyka umartwienia. Kilka łatwych rodzajów umartwienia.

 

 

Z poprzedzających rozważań wynika jasno, iż umartwienie jest 'każdemu z nas bezwarunkowo potrzebne. Jest ono nieodłączne od wyznawania chrześcijaństwa czynem, ponieważ praktyczne wyznawanie religji chrześcijańskiej polega na naśladowaniu Chrystusa, to zaś zawiera w sobie dźwiganie krzyża i podążanie za Zbawicielem na Kalwarję.

 

Atoli miara i rodzaj umartwienia oraz sposób ćwiczenia się w niem zależy w znacznej części od zmiennych okoliczności osób, czasu oraz miejsca. Niepodobna wynaleźć jednolitej miary, dającej się stosować do wszystkich. Umartwienie bowiem nie jest samo w sobie celem, lecz środkiem do celu. Co zaś jest środkiem w pewnych okolicznościach, może być w innych przeszkodą.

 

Co dotyczy miary umartwienia, to ci, którzy pod względem fizycznym są silni i krzepcy, a których pokusy biorą początek z ciała, mogą oddawać się bardzo surowym ostrościom fizycznym, jeśli pragną ustrzec się ciężkich grzechów i zabezpieczyć swe wiekuiste zbawienie. Jednakże wszyscy winni unikać przesady, mogącej zniszczyć zdrowie lub spowodować znaczne osłabienie ciała.Ciało bowiem stanowi źródło niebezpieczeństw zarówno kiedy jest zanadto wybujałe, jak również kiedy jest zbytnio wycieńczone. W pierwszym wypadku rozwydrza się, w drugim wpada w rozpacz. W pierwszym my nie potrafimy dźwigać ciała, w drugim ono niezdolne dźwigać nas.Złotego prawidła umiarkowania i roztropności powinno się przestrzegać w tej jak w każdej innej materji. »Ilekroć zasadę tę się zaniedba, dobro zamienia się w zło, cnota w występek».

 

Prawda, że byli Święci, którzy oddawali się przerażającym surowościom, lekceważąc napozór zwyczajne prawidła ludzkiej roztropności; atoli niektórzy z nich czynili to ze szczególnego natchnienia łaski bożej i dlatego nie mogą uchodzić za wzór do powszechnego naśladowania. Inni pozwalali sobie na te »święte niedorzeczności«, jak je określa św. Ignacy, w początkach swego nawrócenia, kiedy uważali je za konieczne do pokonania swych grzesznych skłonności, i mało dbali o następstwa, wynikające stąd dla ciała, w którem upatrywali swego najzaciętszego przeciwnika. Ich pobudka przeto była godna najwyższego podziwu i uznania, Mimo to wielu, a wśród nicli św. Bernard, wyrzucało sobie w późniejszem życiu tę dawniejszą nieroztropność i żaliło się, że gdy zamierzali jedynie ukrzyżować starego człowieka, równocześnie ukrzyżowali także i nowego.

 

By ustrzec się podobnego zboczenia, pewien bardzo światły i rozsądny pisarz ascetyczny poleca nam trzymać się następujących wskazówek: -Po pierwsze nie należy zbytnio podziwiać tych świętych przesad, aby nie działały zanadto silnie na wyobraźnię; nie trzeba chcieć naśladować ich ani też poczytywać ich za środek niezbędny do osiągnięcia świętości. Po wtóre, czy zabieramy się do wielkich umartwień cielesnych lub nie, winniśmy nadewszystko przywiązać się do cnót wewnętrznych, gdyż one stanowią istotę świętości, a wszystko inne jest tylko dodatkiem, który może być bez szkody oddzielony od jej ducha. Po trzecie winniśmy, o i!e wybór od nas zależy, stawiać wyżej życie zwyczajne, ażeby w niem doskonalej naśladować Jezusa Chrystusa, zachowywać się w pokorze, wystrzegać pychy, która lubi się wyróżniać, i czynić cnotę pociągającą dla naszego bliźniego, zamiast uprzedzać go do niej przez stawianie mu przed oczy prawie nieskończonej liczby praktyk zewnętrznych.

 

Św. Franciszek Salezy dodaje, że jeżeli pewne praktyki dobrowolnego umartwienia stają się przeszkodą do uczynków pobożności, gorliwości lub miłości, których byśmy się bez wspomnianych praktyk łatwiej podjąć mogli, to wówczas zupełnie zgodnem jest z duchem Kościoła, opuszczać tamte praktyki pokutne, a oddawać się dziełom pobożnym, które oprócz tego, że poskramiają ciało, przynoszą nam inne wielkie korzyści duchowne.

 

Co do rodzaju umartwienia, które można lub należy stosować, karność kościelna i praktyka wiernych przechodziła różne koleje w różny eh wiekach oraz krajach. Na ogół jednak pisarze duchowni zgodnie dzielą wszystkie rodzaje umartwień cielesnych na trzy główne klasy: post i abstynencję, czuwania nocne i bezpośrednie karcenie, czyli trapienie ciała.Wszystkie te sposoby uświęcił sam Pan nasz Jezus Chrystus.

 

Chrystus rozpoczął swe życie publiczne od czterdziestodniowego postu, podczas którego nie jadł ani nie pił. Kilkanaście wieków przedtem Mojżesz odbył podobny post, kiedy gotował się do odbioru tablic zakonu z rąk Boga. Pościł Bijasz, pościli Dawid i Jozafat i Ezdrasz i król Nin i wy. To samo czyniła Estera i Judyta i matka Samuela. Słowem, Pismo św. opowiada nam, iż najznakomitsze osoby Starego Zakonu oddawały sit? postom, ilekroć pragnęły zyskać łaskę nadzwyczajną z nieba a zwłaszcza ilekroć pragnęły być uwolnione od grzechu lub jego następstw.

 

Duch pokuty ujawnia się prawie instynktownie w poście i wstrzemięźliwości. Bardzo wiele bowiem grzechów ma swój początek w uciechach podniebienia, a środkiem najnaturalniejszym zadośćuczynienia za nie, jako też zapobieżenia im jest ograniczenie się w jadle i napoju. »Ukróć swój apetyt, a będziesz zdolniejszy do ukrócenia wszystkich swoich złych skłonności», pisze Tomasz a Kempis. Sam nasz Zbawiciel zapewnia nas, że pewne rodzaje szatanów wypędza się nie inaczej, jak " tylko modlitwą i postem*.A Kościół, sławiąc dobrodziejstwa płynące z postu, mówi nam, iż przyczynia się on »do poskromienia wad. do podniesienia umysłu ku niebu i do zebrania skarbów cnoty i zasługi«.Cóż więc dziwnego, że Kościół przepisuje post i wstrzymywanie się od pokarmów mięsnych w pewnych porach roku? Tym nakazem poucza swoje dzieci, jak mogą choć w części uczynić zadość obowiązkowi pokuty.

 

W ubiegłych wiekach ustawy pokutnicze Kościoła były nader surowe. Jednorazowy tylko posiłek był dozwolony w dni postne, a posiłek ten brany bywał nie przed zachodem słońca. Nawet przy tym jedynym posiłku zabronione było używanie tak wina, jak i mięsa w ciągu całego Wielkiego Postu,a do potraw mięsnych zaliczano jaja, mleko, masło i wszelki pokarm, pochodzący od zwierząt ciepłokrwistych. Tak skrupulatnie przestrzegano tego zwyczaju, że według świadectwa św. Jana Złotoustego chrześcijanin byłby ’.wolał umrzeć, aniżeli spożyć mięso lub napić się wina w dniu postnym. A kiedy z pewnego powodu w czasie drożyzny i głodu cesarz Justynjan chciał zezwolić na publiczną sprzedaż mięsa, lud nie chciał korzystać z podanej sobie sposobności, by nie odstąpić od zwyczaju ustanowionego, jak mniemano, przez samych apostołów.

 

Ten dawny rygor pokutniczy został później znacznie złagodzony. A jednak tylu usiłuje uchylić się nawet od łagodnych przepisów teraźniejszych, że powiedziano z gryzącem szyderstwem: »Nikt dziś nic pości wyjąwszy tych, którzy nie są obowiązani do postu«. Jakkolwiek niema wtem nic złego, jeśli kto stara się o dyspensę od przykazania postu i abstynencji. gdy ma do tego powód dostateczny, jednak chrześcijanin gorliwy korzysta z tego wyjątku tylko z żalem.Jest on stale skłonny do pomnażania raczej niż do zmniejszania liczby swych postów i abstynencyj, gdy to jest możliwe bez uszczerbku dla zdrowia i obowiązków stanu.

 

Posłuchajmy św. Franciszka Salezego, który daleki jest od zachęcania do nadmiernych umartwień cielesnych, i zważmy, że nie zwraca się do pustelników lub mnichów klasztornych, lecz do osób żyjących pośród ruchliwego świata.»Jeśli potrafisz znieść post, mówi on, dobrze uczynisz, jeśli będziesz pościł także w pewne dni poza czasami postu nakazanego przez Kościół… A chociażby te dobrowolne posty nie były bardzo surowe, cel będzie osiągnięty, gdyż nieprzyjaciel lęka się nas. widząc, że umiemy pościć«.

 

Po tej radzie ogólnej, którą objaśnia w obszernym wywodzie, uprzejmy święty mówi dalej:»Zda je mi się, że powinniśmy mieć szczególne nabożeństwo do słów, które niegdyś masz Zbawiciel wyrzekł do uczniów: Jedzcie, co postawią przed wami. Jeść bowiem bez wyboru, cokolwiek nam przedkładają, czy nam smakuje czy nie, to zdaniem mojem jest oznaką większej cnoty, niż wybierać zawsze co gorsze. Bo lubo drugi sposób życia może się wydawać surowszy, jednak pierwszy zawiera w sobie wyższy stopień zaparcia się samego siebie, gdyż każe nam poddawać nietylko smak, lecz i wybór smakowi i wyborowi drugich. I w istocie dowodzi to niemałego umartwienia stosować się do gustu cudzego i przyjmować obojętnie, co tylko nam przedkładają. Na tej obojętności wobec jadła i napoju — wyjmując oczywiście zawsze wszystko, co szkodzić może naszemu fizycznemu lub duchowemu zdrowiu — polega doskonałe zachowanie rady bożej: Jedzcie, co postawią przed wami.

 

Jeśliśmy jeszcze nie doszli do tej doskonałej obojętności, powinniśmy przynajmniej»wystrzegać się, jak upomina św. Ignacy, by umysł nasz nie zatapiał się całkowicie w jedzeniu i byśmy nie przyjmowali pokarmu z łakomstwem i pośpiechem. Kaczej winniśmy, miarkując swój apetyt, pozostawać panami siebie zarówno co do miary potraw, jak i co do sposobu ich pożywania«.

 

»Na wstrzemięźliwość, pisze nasz Święty, uważać należy szczególnie w używaniu potraw lepiej przyprawionych i delikatnych, ponieważ apetytowi dostarczają więcej sposobności do przekroczenia miary, a nieprzyjacielowi do pokus. Ażeby więc uniknąć wykroczeń pod tym względem, można wstrzemięźliwość praktykować w dwojaki sposób: po pierwsze, przyzwyczajając się do pożywania pokarmów pospolitych, po wtóre, używając pokarmów delikatniejszych w skromniejszych ilościach«.

 

Cenne to i zachęcające uwagi! Cóż łatwiejszego jak wstrzymać się kiedy niekiedy od pewnego jadła lub pożywać go w ilości skromniejszej niż potraw innych? Ani to nie zagraża zdrowiu, ani nie zwraca na siebie uwagi tych, co razem z nami siedzą przy stole. A wszakże jest to środek wykonywania niezliczonych drobnych aktów umartwienia w czasie naszych posiłków. Wszyscy mamy swe upodobania i wstręty co do pokarmów i przypraw. Lecz poco ujawniać je innym lub zawsze starać się im dogodzić? Poco wybredność i gonitwa za lepszem w wyborze tego, co jemy? Pocóż wyszukiwać to, co najlepsze na stole? Pocóż ubiegać się łakomie o najsmaczniejszy kąsek mięsa, najponętniejszą jarzynę, najdelikatniejszy kawałek tortu, najsoczystszy owoc, spoczywający na tacy? Czemuż nie pominąć nigdy półmiska szczególnie nęcącego, albo nie odmówić sobie sosu lub smacznego dodatku, który zgoła niepotrzebny do podniecenia zdrowego apetytu? Poco jadać poza zwyczajnemi posiłkami? Poco tak często, o każdej godzinie i na każdem miejscu? Oto kilka z licznych sposobów umartwiania się w jedzeniu i piciu z wielkim pożytkiem dla ciała i duszy.

 

Nadewszystko jednak winniśmy się nauczyć ograniczać się w używaniu napojów.»Idlatego niech każdy dobrze się zastanowi nad tem, co mu naprawdę służy, by pozwolić sobie na to, a co mu szkodzi, by wstrzymać się od tego«. To samo dotyczy w ogólności wszelkiego rodzaju środków podniecających i odurzających, zwłaszcza takich, które silnie działają na system nerwowy. Używanie ich jest bez wątpienia usprawiedliwiane, dopóki jest umiarkowane i nie pozbawia człowieka panowania nad sobą. Środki te nie są z istoty swej złe, jak twierdzono niekiedy, atoli są bardzo niebezpieczne. Używane nałogowo wytwarzają sztuczną potrzebę, która rośnie w siłę i staje się coraz bardziej natrętną po każdem zaspokojeniu. Zatem do wszelkich tego rodzaju używek, nawet bardziej niż do pokarmu, winniśmy stosować mądre prawidło, polecone przez św. Ignacego:»Ażeby uniknąć wszelkiego wykroczenia, bardzo jest pożyteczne… w czasie kiedy nie czujemy pociągu do jedzenia… postanowić miarę, jaką uważamy za słuszną, i nie wychodzić poza tę miarę w czasie gwałtownego pożądania lub pokusy, lecz raczej obniżać ją w celu pokonania nieporządnej żądzy i pokusy«.Sam fakt, że ktoś zaczyna doświadczać chorobliwej skłonności, domagającej się gwałtownie zaspokojenia o stałych godzinach, wskazuje, że wielki dla niego czas odmawiać sobie tej przyjemności, jakkolwiek silnem byłoby jego podniecenie nerwowe lub osłabienie. Inaczej stanie się rychło niewolnikiem namiętności daleko dokuczliwszej niż zło, od którego pragnie się wyzwolić.

 

Drugi rodzaj umartwiania się, uświęcony również przykładem naszego boskiego Zbawiciela, polega na odmawianiu sobie spoczynku, czyli czuwaniach nocnych. Ewangelia opowiada, że obróciwszy dzień na nauczanie nieumiejętnych i leczenie chorych, spędzał noc calą narozmowiez Bogiem. A tej samej nocy, w której go zdradzono, gotował się na swą mękę czuwaniem i modlitwą i prosił umiłowanych swych uczniów, ażeby wraz z nim czuwali i modlili się. Pouczeni tym przykładem pierwsi chrześcijanie mieli zwyczaj przygotowywania się w sposób podobny na wielkie uroczystości roku. W przeddzień pościli, następnie spędzali noc na modlitwie w kościele. »Pośćmy we środę i piątek, mówi św. papież Leon do ludu rzymskiego, a w soboty od prawmy czuwanie nocne u św. Piotra«.

 

Dla powodów, podyktowanych przez roztropność, takie czuwania, odbywane przez cały lud, zostały z czasem zniesione przez Kościół, ślady tego zwyczaju pozostały jednak w »pasterce« Bożego Narodzenia, a zwłaszcza w odśpiewywaniu brewjarza przez różne zakony religijne w różnych godzinach nocnych. Nadto wiele świątobliwych osób, nie obowiązanych do publicznego odmawiania brewjarza, spędza często część nocy na modlitwie. Praktykę tę jednak, lubo bardzo chwalebną, należy naśladować z wielką roztropnością, ponieważ uszczuplenie należytej miary snu może pociągnąć za sobą poważne następstwa. »Każdy, pisze św. Franciszek Salezy, powinien obracać na sen taką część nocy, jakiej wymaga jego organizm, by mógł czuwać i pracować pożytecznie w ciągu dnia«.A św. Ignacy powiada niemniej wyraźnie: »Nic nie należy ujmować z koniecznej miary snu, chyba na czas krótki, a to w celu znalezienia miary właściwej, gdyby kto miał zwyczaj sypiania za wiele«.

 

Jeśli czuwania nocne, spowodowane przesadna chęcią umartwiania się, połączone są z niebezpieczeństwem, to daleko bardziej czuwania, wynikające z braku umartwienia. A te niestety bardzo są rozpowszechnione wśród wszystkich klas społeczeństwa. Nie tylko liczne ofiary modnych zabaw, lecz wiele innych mniej światowo usposobionych osób oddaje się najnierozumniejszym czuwaniom nocnym z wielkim uszczerbkiem dla duszy i ciała. Nie przywykli do porządku w swych zwyczajach, czynią wszystko w sposób nieporządny. W ciągu dnia zdają się mieć nadmiar wolnego czasu. "W nocy dopiero odkrywają, że ze wszystkiem się spóźnili i zaczynają nagle rozwijać zdumiewającą energję. Mają ważne sprawy do załatwienia, więc chcą je załatwić od razu. Mają stosy naglących listów przed sobą, więc chcą odpowiedzieć na nie bez zwłoki. Wzrok ich pada na książkę dotąd nierozciętą, więc chcą ją przeczytać jednym tchem od deski do deski.

 

W ten sposób nabywają stopniowo fatalnego nałogu czuwania do późnej nocy, a często nie kładą się spać, aż gdy już nadchodzi pora wstawania. A jakie tego następstwo? Że nigdy nie sypiają dobrze w nocy, a nigdy nie są wyspani za dnia, albo też że wtedy najbardziej są rześcy, kiedy powinni spać, a najbardziej senni, kiedy powinni być najbardziej przytomni. Ten sam brak stanowczości i panowania mad sobą, który ich powstrzymuje od kładzenia się do łóżka, powstrzymuje ich również od opuszczania go. »Są tacy, co tracą czas swój w łóżku, powiedział pewien wielki sługa hoży. Lubią wylegiwać się nie śpiąc, bo pragną rozkoszować się miłem uczuciem wygody. Nie tak postępują Święci… O jakże mi się podobają owe drobne umartwienia, niewidziane przez nikogo, jak np. wstawanie z łóżka o kwadrans wcześniej, lub wstawanie w nocy na krótką modlitwę«.

 

Św. Franciszek Salezy, godny zawsze podziwu dla swego umiarkowania, zamyka ten przedmiot słowami »Mojem zdaniem ci, którzy dążą do życia cnotliwego, powinni uważać za rzecz obowiązku wczesne udawanie się na spoczynek, ażeby też zdolni byli wstawać rano z łóżka«.

 

Trzeci rodzaj umartwienia to bezpośrednie karcenie ciała przez zadawanie mu prawdziwego bólu. I temu także umartwieniu poddał się nasz Zbawiciel dla naszego dobra, gdyż w czasie swej męki pozwolił się wiązać, biczować, koronować cierniem i dręczyć w każdym członku swego ciała. A Święci, łącząc swe cierpienia z jego cierpieniami, karcili swe ciało za pomocą dyscyplin, włosiennic i innych narzędzi pokutnych.

 

Wszystkie te praktyki, stosowane z należytym względem na warunki fizyczne organizmu i obowiązki stanu, mogą przynosić największą korzyść życiu duchownemu. Jednakże św. Franciszek Salezy, pisząc dla pobożnych osób świeckich, zaleca w sposób szczególny »umiarkowany użytek dyscypliny, który, jak powiada, dziwnie jest skuteczny w budzeniu ducha pobożności«.Św. Ignacy podobnego jest zdania. »\V sprawie pokuty, pisze on, zdaje się być rzeczą najodpowiedniejszą, ażeby ból był uczuwany w ciele, nie przenikając jednak do kości, tak żeby wynikiem pokuty był tylko ból a nie osłabię nie. Z tego powodu godnem polecenia jest raczej biczowanie samego siebie powrózkami, które ranią tylko naskórek, niż inne sposoby, z których mogłaby wyniknąć znaczniejsza szkoda dla zdrowia«.

 

Celem tych surowości nie jest obfity przelew krwi, zraszający ubranie, lub wycieńczanie ciała, nadające wygląd szkieletu, lecz zdobycie panowania nad uczuciem zmysłowem, przez dobrowolne znoszenie bólu fizycznego, i wzniesienie się tym sposobem ponad uczucie rozkoszy i komfortu, które z tylu osób czyni »niewolników prawa grzechu«. Jeśli tedy naprawdę pragniemy lepszych durów, niezadowalajmy się praktyką pewnych ostrości w określonych czasach, lecz szukajmy »większego umartwienia we wszystkich rzeczach«. Jak św. Franciszek Borgjasz, znajdziemy sposoby zaprawiania nawet niewinnych swoich rozrywek pewną miarą pokuty. A lubo zaślepionym zwolennikom rozkoszy wydawać się to może niedorzecznem, mimo to trzymając sit; wspomnianych zasad samym nawet przyjemnościom nadamy przez to więcej treści i trwałości. Stopniowo przywykniemy do umartwiania się i doświadczymy pozytywnej przyjemności duchowej w sprzeciwianiu się »nikczemnej zmysłowości« ciała.

 

Byliśmy na dworze, by odetchnąć świeżem powietrzem wieczornem i wracamy nieco zmęczeni odbytą przechadzką. Oczom naszym ukazuje się dorożka lub wóz tramwajowy. Byłoby to bardzo wygodnie wrócić do domu wozem, ale byłoby równie zdrowo wrócić pieszo. Co czynić? Kierując się za miłowaniem do umartwienia, wybierzemy drogę pieszą. A jeśli dowolnie rozporządzać możemy swemi pieniędzmi, rozdamy może zaoszczędzoną kwotę między ubogich. Jesteśmy sami albo w towarzystwie nielicznych przyjaciół, wśród których czujemy się nieskrępowani. Powietrze tak jest ciężkie i duszne, że tylko z wielkim trudem można się trzymać na nogach. W tych warunkach jesteśmy skłonni do szukania dla siebie najwygodniejszego ułożenia ciała. Atoli zdecydowani na zwyciężanie się, będziemy się pilnować i z pobudek pokuty tak panować nad sobą, jak gdybyśmy się znajdowali w salonie.

 

Podobnych sposobności jest mnóstwo, a osoby pragnące poważnie postępu duchownego umieją szybko je wykrywać. Sam Bóg wszechmocny zsyła nam ich wiele i podaje je, że tak powiem, gotowe do naszego użytku. Łaskawem zrządzeniem swej opatrzności miesza on gorycz ze słodyczą, to, co przykre z tem, co przyjemne, by zaspokoić szczególne potrzeby naszej upadłej natury.Wiedząc, jak niebezpieczne dla nas są uciechy zmysłów, zaopatruje nas w środki przeciwdziałające truciźnie, a naszą rzeczą jest korzystać z nich skwapliwie. Zsyła na nas dolegliwości fizyczne dla naszego dobra duchownego, do nas zaś należy wyzyskiwanie podanych nam sposobności.

 

Nawiedza nas lekka niedyspozycja, ból głowy lub zębów. Drobna to zaiste pokuta dla takich grzeszników jak my. Wiemy doskonale, że nam się na leży daleko więcej. Przyjmijmy tedy ból ten w duchu pokuty z rąk naszego Ojca niebieskiego. Zamiast żalić się i oglądać za cudzem współczuciem, znośmy go w milczeniu i ofiarujmy jako zadośćuczynienie za dawniejsze dogadzanie sobie.

 

Spędziliśmy noc bezsenną, a w następstwie naturalnem czujemy się niezwykle nerwowymi i draszników jak my. Wiemy doskonale, że mam się na w umartwieniu. Nie omieszkujmy z niej korzystać. Nie ustępujmy złemu humorowi, ani nie pokazujmy go innym. Przeciwnie, uważajmy sobie za obowiązek być szczególnie grzecznymi dla tych, którzy zbliżą się do nas w ciągu dnia i przyjmować ich z tem większą serdecznością, im bardziej czujemy się skłonnymi do odmówienia im posłuchu.

 

Tak boleśnie nam dokuczają muchy i inne owady, iż ledwo za dnia lub nocą znajdujemy cokolwiek spoczynku. Nowa sposobność do umartwienia, witana z szczególną radością przez wielu Świętych, którzy nigdy nie usiłowali bronić się od tych drobnych pachołków sprawiedliwości bożej. Jeśli zbywa nam na podobnej odwadze, powstrzymujmy się przynajmniej od zrzędzenia i znośmy cierpliwie plagę, której nie możemy usunąć.

 

Takie i tym podobne rzeczy świadczą, o cnocie człowieka, ponieważ dowodzą, iż jest w nim duch umartwienia, cnota zaś pozostaje w prostym stosunku do tego ducha.Umartwienie bowiem w najgłębszej swej istocie jest władztwem ducha nad materją, zwycięstwem duszy nad ciałem, a zwycięstwo to, by być zupełnem, wymaga koniecznie wysokiego stopnia cnoty. Albowiem którzy są według ciału, mówi apostoł, co jest ciała, rozumieją; lecz którzy są według ducha, co jest ducha, rozumieją. Bo mądrość ciała jest śmierć, a, mądrość ducha żywot i pokój… A tak bracia, dłużnikami jesteśmy nie ciała, abyśmy podług ciała żyli.Albowiem,jeśli podług ciała żyć będziecie, pomrzecie; ale jeśli duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie. Bo którzykolwiek Duchem bożym rządzeni są, ci są synami bożymiUjarzmienie pychy. Pokora jako podwalina budowy duchownej. Jej natura.

 

Jako Pan nasz Jezus Chrystus nauczył nas po skromienia zmysłowości, tak też pouczył nas w szczególniejszy sposób, jak winniśmy ujarzmiać swą pychę.

 

Pożądając równości z Bogiem, człowiek ogłosił się panem siebie. Upodobniając się do człowieka, Bóg przyjął postać sługi. Stworzenie nie mogło z własnej mocy wznieść się do Stwórcy i dlatego Stwórca zniżył się do stworzenia, by podnieść je do siebie. Tutaj mamy, o ile rozum ludzki może wskazywać pobudki, potężny powód do niewymownej tajemnicy Wcielenia. Podziwiajmy głęboką mądrość i zniżającą się łaskawość Boga! Zjawia się wśród nas w takiej postaci, że dążenie do upodobnienia się do Niego nie jest grzechem, lecz cnotą, nie przyczyną zguby, lecz istotnym warunkiem zbawienia. Albowiem których przejrzał, tych i przeznaczył, aby byli podobni obrazowi Syna jego.

 

A w czemże mają się stać podobni do Niego? Posłuchajmy, co mówi sarno Słowo wcielone: Uczcie się ode mnie, bom jest cichy i pokornego sercaTo znaczy według wykładu św. Augustyna: »Uczcie się ode mnie nie układać plany wszechświata, nie powoływać do bytu stworzenia widome i niewidome, nie wskrzeszać umarłych lub dokonywać innych cudów, nie, lecz uczcie się ode mnie, iż jestem cichy i pokornego serca«.

 

Zadanie to jest równie trudne jak konieczne dla upadłego człowieka. Nikt inny nie potrafił uczynić go zrozumiałem, jeno sam boski Mistrz. Mędrcy pogańscy nie próbowali przyswoić tej cnoty swym uczniom, sami bowiem nie mieli jasnego pojęcia opokorze w rozumieniu chrześcijańskiem. Mieli, co prawda, wyraz »pokorny« w swym słowniku. Atoli znaczył on tyle co »niski, lichy, podły, pełzający po ziemi*. Wyrażał nędzne położenie sługi i niewolnika. Takiem zaś jest naprawdę położenie przyrodzone człowieka w stosunku do Boga. 0 Parne, woła Król-prorokbom, ja sługa twój: jam sługa twójsyn służebnicy Twojej.

 

Stan jednak niewoli nie stanowi sam z siebie cnoty pokory, gdyż nie zależy on od naszego wyboru. Cnota polega na chętnem przyjmowaniu swego losu i poddaniu się jemu. Stąd pokorę można określić jako dobrowolne uznawanie naszej niskości, wypływające z głębokiego poczucia naszej zależności od Boga.

 

Co bardziej naturalne od tego poczucia zależności? Zapewne wiemy doskonale, iż wszystko, co mamy i czego się spodziewamy, pochodzi od Boga. Zbyt prosta to prawda, by ją udowadniać. Nie możemy przeto niczego przypisywać samym sobie, jeśli nie chcemy znaleźć się w sprzeczności z rozumem. A jednak czyni to wielu z nas w każdym dniu swego życia.

 

Są ludzie, pisze św. Franciszek Salezy, którzy szczycą się starożytnością swego rodu, stosunkami jego z najznakomitszemi domami świata, tudzież szacunkiem powszechnym, którym się cieszy. Atoli takie schlebianie samemu sobie dowodzi wielkiego nierozumu. Wszelkie bowiem tego rodzaju rzeczy, o ile mają jaką wartość, przypisać należy nie tym, co teraz chełpią się niemi, lecz raczej ich przodkom, którzy już nie żyją. Inni chełpią się wierzchowcami, któremi jeżdżą, piórami, które zatykają na swych kapeluszach lub strojem, który noszą. Czy nie widzą, że we wszystkich tych wypadkach zasługa, jeśli0takiej może być mowa, należy się nie im, lecz koniom, które ich niosą, ptakom, którym wydarto pióra i krawcom, którzy skroili ubrania? Inni znowu chlubią się swą powierzchownością, starannie pielęgnowaną brodą, trefionym włosem, miękkościąidelikatnością palców, albo może zręcznością w grze, śpiewie i tańcu. Doprawdy, trzeba być bardzo dziecinnym lub bardzo słabego umysłu, aby opierać swą sławę na tak nic nie znaczących zaletach i błahych zdolnościach. W tym tonie żartobliwym święty biskup genewski ośmiesza w dalszym ciągu zwykłe przedmioty próżności.

 

Lecz nawet gdy zalety, któremi się wyróżniamy od innych, są wielkie i rzeczywiste, zawsze pozostanie prawdą, że pochodzą od Boga, nie zaś od nas samych. Bo co masz, czegoś nie wziął? pyta sit; apostoł, a jeśliś wziął, czemu się chlubisz, jakobyś nie wziąłCokolwiek posiadamy, należy do Boga. On nam pozwala używać tego, prawo własności zaś zachował dla siebie. Jesteśmy włodarzami, a nie swobodnymi właścicielami. Im większe dobro nam powierzone, tem większa też nasza odpowiedzialność. »Ewangelja, pisze św. Grzegorz, ostrzega nas. że jeżeliśmy otrzymali od Pana niebieskiego wyższe łaski niż inni, będziemy też zato surowiej sądzeni. Rachunek bowiem czekający nas rośnie w stosunku do darów nam udzielonych. Dlatego też im więcej nam powierzono, tem silniejsze mamy pobudki do upokarzania się przed Bogiem i do wierności w jego służbie«. Uwagi te wyrażają tylko innemi słowami to samo, czego nas uczy boski Zbawiciel, kiedy mówi: Od każdego, komu wiele dano, wiele wymagać się będzie; a od tego, komu wiele powierzono, jeszcze więcej żądać będą.

 

Czy może posiadamy obfitość dóbr ziemskich? Wtedy mamy też ciężki i pełen odpowiedzialności obowiązek do spełnienia. Jesteśmy bowiem włodarzami Boga, którym przykazano zarządzać jego majątkiem stosownie do jego zleceń. Moje jest srebro i moje jest złoto, mówi Pan zastępówNadejdzie dzień, a nie jest daleki, kiedy zażąda ścisłego rachunku z każdego grosza przez nas wydanego.

 

Może cieszymy się wyższemi zdolnościami umysłu i bogatszą wiedzą? To talenty, które Pan nieba powierzy! nam, abyśmy niemi zarobkowali i tak byli zdolni zwrócić mu, gdy przyjdzie, własność jego z procentem. Biada nam, jeśli je roztrwonimy, albo, jak sługa w przypowieści ewangelicznej, zakopiemy w ziemi! W dniu bowiem rozrachunku usłyszymy straszne słowa: Sługę niepozytecznego wyrzućcie precz do ciemności.

 

Zajmujemy może stanowisko zaszczytne oraz wpływowe? Wówczas jesteśmy tylko zarządcami gospodarstwa bożego. Pieczy naszej powierzono pomyślność doczesną i wieczną istot ludzkich, które Bóg miłuje jak źrenicę oka swego. Jeśli sprzeniewierzając się obowiązkom zarządu dopuścimy, by która z nich zginęła lub cierpiała, może nagle odezwać się do nas: Zdaj sprawę z włodarstwa twego, albowiem juz dłużej nie możesz włodarzyć.

 

Może przypadło nam w udziale niezrównane błogosławieństwo, jakiem jest cnotliwe gniazdo chrześcijańskie, w którem dziecięctwo nasze było starannie strzeżone od szkód duchowych, tak żeśmy nie wiedzieli, co to zło? Nie nasza to zasługa, ani żadna rękojmia wytrwania w dobrem. Gdybyśmy byli wystawieni na te same pokusy co wielu innych, na których zwykliśmy patrzeć z góry z faryzejskiem lekceważeniem, bylibyśmy najprawdopodobniej od nich gorsi. Wszelka chwała zatem należy się temu, który znając naszą ułomność, zakrył nas cieniem ręki swojej i strzegł zzasłoną skrzydeł swoich, nam samym zaś wypada się jedynie zawstydzić, iż odpowiadaliśmy tak mało jego czuwającej miłości.

 

Może mieliśmy wyjątkową sposobność wykonywania praktyk religijnych i wiernego pełnienia swych powinności chrześcijańskich? Bóg to dostarczał nam tych sposobności, on, który słodko rozrządzał biegiem naszego życia i uprzedzał nas raz po raz swemi świętemi natchnieniami, zapraszając, pobudzając, nalegając i używając prawie świętego przymusu, by pociągnąć nas do siebie i trzymać w swej bliskości. Doprawdy, mamy wszelki powód do zawołania z psalmistą: Nie uczynił tak żadnemu narodowi i nie objawił im sądów swoich. Gdyby stwierdził, że nie korzystamy w całej pełni z rzadkich dogodności, które nam ofiaruje, mielibyśmy powód do obawy, ażeby nie wydał na nas wyroku, który wyrzekł ongi przeciw swemu narodowi wybranemu: A przeto powiadam wam: Odjęte zostanie od was Królestwo Boze i dane narodowi, który przynosi owoce jego.

 

Przypuśćmy nawet, żeśmy nigdy nie zboczyli z dróg prawości, ani nie nadużyli darów bożych, jaki powód mielibyśmy wówczas do chwalenia siebie? Czy nie mówi nam Pan nasz: Gdy uczynicie wszystko, co wam rozkazano,mówcie: Słudzyśmy nieużyteczni; cośmy winni byli uczynić, spełniliśmyCzyż nie było powinnością naszą służyć Bogu wszystkiemi siłami duszy i wszystkiemi zmysłami ciała? I czyż nie Bóg użyczył nam do tego zdolności?

 

Bez jego pomocy nie zdołamy w porządku przyrodzonym nawet oddychać, czy choćby poruszyć palcem. Bez jego łaski w porządku nadprzyrodzonym nie potrafimy nawet wymówić świętego imienia Jezus ku naszemu zbawieniu, tak iż Bóg, kiedy wynagradza nasze dobre uczynki, wieńczy jedynie swe własne dary, jak naucza św. Augustyn. Możemy się zgubić, ale sarni nie możemy się zbawić. Zatracenie twoje, Izraelu, woła Wszechmocny przez usta proroka Ozeasza, tylko we mnie ratunek twójA Jeremjasz wyznaje: Miłosierdzia Pańskie, żeśmy nie zniszczeli, bo nie ustały litości jego.

 

A jak odpowiadaliśmy jego darom? Jak korzystaliśmy z nadmiaru łask, któremi obsypał naszą duszę? Ach, jaka przerażająca nierówność między pomocą nam udzieloną a użytkiem, któryśmy z niej odnieśli! Jak hojnie, jak nieprzerwanie płynęły zapomogi! Jak skąpe, jak nieregularne były nasze spłaty! Nikt zaiste nie może rzucić okiem na swą przeszłość, nie truchlejąc równocześnie na widok tej nierówności i nie znajdując w bezpłodności swego życia nowego pokarmu dla pokory.

A nie koniec na tem. Nietylko zaniedbaliśmy korzystać z podanych nam sposobności do dobrych uczynków, lecz nadto pomiataliśmy łaskami bożemi. Buntowaliśmy się przeciw Bogu raz po raz. Mnożyliśmy liczbę swych wiarołomstw, wykroczyliśmy nie przeciw jednemu, lecz przeciw licznym prawom, jak gdyby dla pokazania, że nie surowość tego lub owego przepisu, ale raczej prosty fakt podlegania jarzmu bożemu wydawał nam się nieznośny. I otóż wszystko to oddziaływa na obecne nasze położenie, nawet gdybyśmy teraz prowadzili życie wielkiej świętości i doskonałości. »Zbrodniarz ułaskawiony nie otrząśnie się do ostatniego dnia swego życia z poniżenia, którem się odkrył. Żadne przebaczenie, żadne zaszczyty nie zasłonią zbrodni ani przed nim, ani przed innymi. Owszem doznane łaski utrzymywać będą w jego umyśle pamięć bolesnego faktu zawsze świeżą i niezatartą… Tak samo dzieje się z nami. Jeśli odwrócimy uwagę od upadku pierwotnego lub własnego grzechu lub od upadków powtórzonych po odebraniu łaski, czemże jesteśmy jeżeli nie istotami ograniczonemi, zależnemi, niedoskonałemi. Lecz gdy te trzy fakty naszego życia dołączymy do naszego istotnego położenia, o ile więcej okazujemy się małymi, ograniczonymi, zależnymi i niskimi! Najsilniejsze nawet określenie jest za słabem, gdy chodzi o wyrażenie naszej małości. Możemy jednak zejść jeszcze niżej. Poniża nas prze baczenie nam udzielone. Hojność i powtórzone do wody łaski upokarzają nas. Dobroć boża ożywia nasze poczucie własnej nędzy i nikczemności, owszem potęguje poznanie naszej niższości cło prawdziwego uczucia pogardy samego siebie.

 

Co więcej, jakkolwiek polegając na miłosierdziu i przebaczeniu Boga mamy powód do przypuszczenia, że jesteśmy obecnie w dobrych z nim stosunkach, jakkolwiek podobnie jak apostoł nie poczuwa my się do niczego, nie jesteśmy przecież tem samem usprawiedliwieni. W obliczu bowiem Boga nie usprawiedliwi się żaden żyjący. Najlepsze nasze uczynki często tak zniekształcone niedoskonałościami, obojętnością i niedbalstwem, że pisarze ascetyczni przyrównywają je do kosztownych szat, tak szpetnie poplamionych i z brukany cli, iż utraciły przeważną część swej wartości. Gdybyśmy je widzieli, jak się naprawdę przedstawiają oczom Boga, wstyd nie pozwalałby nam stawać z niemi przed jego obliczem i wołalibyśmy ze św. Piotrem: Panie, wyjdź ode mnie, bom człowiek grzeszny.

 

»Kiedy wykonywamy rzeczy prawdziwie wielkie, pisze wspomniany wyżej autor, grzeszymy zapewne w jakimś małym punkcie. Fala poziomego usposobienia przecieka przez naszą szlachetność i obniża wartość wszystkich jej tworów. Czemże jest łudzenie siebie jeśli nie lichotą f Czem jarzmo wygód zewnętrznych, czem żarłoczność w jedzeniu, nieokrzesanie w obyczajach, próżność, czem niezliczone wyskoki samochwalstwa, na które sobie codzienniepozwalamy, czem niewyczerpana małostkowość zranionej miłości własnej, jeżeli nie oczywistą lichotą? Czem w stosunkach z innymi kłamstwo, zarozumiałość, sobkostwo, drażliwość i więcej niż połowa konwencjonalnych zwyczajów światowych, jeśli nie lichotą, ujętą w system lichotą? W stosunkach na szych z Bogiem czem oziębłość i obłuda i zadowolenie z mniemanej własnej sprawiedliwości, jeśli nie lichotą? Czem grzech powszedni, jeśli nie poniżającą lichotą? Niejeden, dla którego zbyt trudno było nienawidzić samego siebie, gdy rzucał przelotne spojrzenie na swe grzechy, znalazł zadanie to daleko łatwiejszem, gdy miał odwagę wpatrzyć się uważniej w wierny obraz swej nie do uwierzenia wielkiej nędzy i słabości. Co to za widok przejmujący, przeszywający, wstrząsający całego człowieka zimnym dreszczem, kiedy łaska pozwala nam dojrzeć, jakeśmy we wszystkiem niscy i podli, jak przyziemni i wstrętni, jak mali i pełzający. Niech czytelnik wybaczy te twarde wyrazy, ale brak nam innych. Każdy inny człowiek wydaje nam się dobry, tylko nie my sami, a my niestety 'tak nieznośnie brzydcy, tak ohydni, tak odpychający, że sami sobie jesteśmy ciężarem«.

 

Jasną jest rzeczą, że sprawiedliwe ocenianie samego siebie musi być oparte na niskiej o sobie opinji. Stąd św. Bernard słusznie określa pokorę jako »cnotę, która dając człowiekowi dokładne poznanie samego siebie, czyni go godnym pogardy w jego własnych oczach«. Nic więc dziwnego, że doktor anielski, św. Tomasz, nie mógł pojąć, jak człowiek może być pyszny. Nie dziw, że kilku innych Świętych zapewniało, że nie było występku, któregoby się mniej lękali niż pychy. Znali siebie, a. dosyć im było tego, by odpędzić od siebie wszelką myśl cenienia samych siebie. Z całą szczerością serca poczytywali siebie za niższych od wszystkich innych. Byli bowiem wysoce wrażliwi na niezliczone łaski, które Bóg zlewał na nich, i odczuwali brak wierności we współdziałaniu z niemi. Równocześnie zaś nie znali lub nie badali miary łaski udzielonej bliźniemu, aniteż niepragnęli wiedzieć, jak bliźni tej łasce odpowiada. Czuli się zbyt niepożytecznymi i zbyt grzesznymi, by przywłaszczać sobie przywilej Boga zasiadania do sądu nad drugimi. Czynili, co 1’an poleca uczniowi w słowach «Naśladowania Chrystusa«: »Myśl z wielkim żalem i obrzydzeniem o grzechach swoich, a nie sądź nigdy, żeś wart czego dla dobrych uczynków twoich. W istocie jesteś grzesznikiem: wicher namiętności miota tobą i wikła cię. Sam z siebie zawsze do nicości dążysz: rychło upadasz, lada co zwycięża cię, lada co zatrważa, lada co rozprzęga. Nie masz niczego, czembyś się mógł chlubić, lecz wiele tego, coby cię uczuciem nędzy przejmować powinno.

 

Ktokolwiek nauczył się tej lekcji, wszedł na drogę świętości, gdyż według nauki św. Tomasza pierwszy krok ku świętości polega na usunięciu przeszkód. Tego dokonywa pokora, usuwająca pychę, największą przeszkodę zbawienia, i w tem znaczeniu nazywa się podwaliną gmachu duchownego. »Usuń pokorę, pisze św. Bernard, a wszystkie cnoty zamienią się w kupę gruzów«. A św. Augustyn pyta: Chcesz być wielki? Zacznij od tego, co małe. Zamyślasz wznieść budowlę duchowną o znacznej wysokości? Pomyśl najpierw o rzuceniu głębokiego i mocnego fundamentu pokory. Im wyższy bowiem ma być budynek, który ktoś zamierza postawić, i im cięższa wierzchnia jego część, tem głębszą kładzie podwalinę. Kiedy buduje, wznosi się stopniowo coraz wyżej. Lecz póki kopio fundamenty, schodzi coraz niżej. Dlatego też potrzeba zapuścić się w głąb ziemi, zanim budowla będzie mogła wystrzelić w niebo. A jak wysoko ma sięgnąć nasz gmach duchowny? Zaraz ci powiem: aż do oglądania Boga. Pomyśl, jakiego to potrzeba wzniesienia się, ażeby ucieszyć się widzeniem Najwyższego. Ten, co tego pożąda, zrozumie mię. Mamy być wywyższeni do oglądania jedynego prawdziwego i najwyższego Boga, a w tem oglądaniu znajdziemy krynicę naszej szczęśliwości.

 

Inne zapisy autora:

0

ezaw

What God prescribed. That's the law!

167 publikacje
0 komentarze
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 

Authorization
*
*
Registration
*
*
*
Password generation
343758